Bogdan Zalewski
10 maja 2010, 22:22

(Dy)wersje

Polska w tańcu z Rosją zatoczyła koło. Nie trzeba być bardzo bystrym obserwatorem, aby dostrzec, że po dwudziestoleciu politycznych złudzeń optycznych nasze państwo powróciło do punktu wyjścia.
Mam poważne podejrzenie, że może nigdy nie ruszyliśmy z miejsca, a cały ten rzekomy ruch postępowy był tylko iluzją, multimedialną projekcją, bo to tylko kolorowe tło na panoramicznym ekranie ktoś nam przed oczyma przesuwał jak obrotowe kulisy z poruszającymi scenami i płaskimi postaciami, wykreowanymi cyfrowymi ikonami. Oczywiście sam ekran był bez przerwy technicznie udoskonalany, więc ten obecny różni się jakością obrazu od początkowej wersji: ma żywsze kolory, lepszą rozdzielczość, ale zasada pozostaje identyczna, to ta sama wirtualna wizualizacja, obracająca prawdę w fikcję, realne życie w pozór, w sztukę sprawowania władzy nad całą rzeczywistością. Jak w każdej takiej totalitarnej teatralizacji tak i w tej psychokinetycznej panoramie dla nas- mas- liczba zmiennych elementów sztucznie wytworzonego pejzażu jest ograniczona. Tak więc, kiedy nagle widzimy tę samą twarz, co na początku cyklu, jakby bez jednej zmarszczki czasu, sztywną maskę należącą do człowieka, który bez zmrużenia oka mówi do nas to samo, co wtedy, i to tymi samymi słowy, oznacza to, że kulisy Historii obróciły się właśnie o sto osiemdziesiąt stopni. I tej całej totalniackiej władzy zabrakło już z tyłu tła.

Generał Wojciech Jaruzelski świetnie się trzyma w tych dniach. Na obchodach 65 rocznicy zwycięstwa stalinowskiego komunizmu nad hitlerowskim socjalizmem wyglądał prawie tak samo dostojnie jak ponad ćwierć wieku temu, niemal tak samo trzymał fason jak wtedy, gdy musiał trzymać w ryzach rozpadający się już PRL. I udało się: ustrój przetrwał, dzięki transfuzji transformacji, poddany liftingowi, przebrany w nowe cywilne szaty, pod którymi sprytnie ukryto stare wojskowe onuce, tak że tylko niewielu to spostrzegło. Nie szkodzi, bo tych wścibskich i tak nikt nie zauważał, więc mruczeli pod nosem, że coś tam widzą wystającego spod nogawki a przy tym ... ich samych nigdzie już nie było widać. Bo byli jak widma dla mediów zebranych przy okrągłym spirytystycznym stoliku, zamieniali się w duchy nawet na starych zdjęciach zbiorowych. Nie chcę i ja zostać zaliczony do tej kasty niewidzialnych, nazbyt spostrzegawczych, więc niezbyt wyostrzając wzrok, chcę się tylko podzielić skromną impresją z telewizyjnej parady w dawnej stolicy sowieckiego a dziś rosyjskiego Imperium. Aż miło było mi popatrzeć, jak pan Generał pomimo fatalnego stanu zdrowia, który nie pozwala mu być sądzonym w kraju dłużej niż dwie godziny dziennie i tylko dwa razy w tygodniu, w Moskwie cudownie odżył, z dumą się przechadzał, czerstwy staruszek z laseczką, aby z delikatnym uśmiechem zająć miejsce na trybunie honorowej. Wyraźnie pokraśniał widząc Krasną Armię w tak dobrej formie bojowej, co więcej paradującą przed przywódcami jakby nowej Osi(?) Eurazjatyckiej (Berlin-Moskwa-Pekin) przy tajemniczej absencji Transatlantyckiej Ententy (Waszygton-Londyn-Paryż-Rzym). Tak sobie roję nowe Sojusze w tym moim para-literackim utworze, w umysł Generała perwersyjnie wtłaczając moje własne myśli i wymysły. Bo co ja wiem? Co taki jak ja może wiedzieć, skoro dostępu do prawdziwych zdrojów Gnozy nie ma? Poezję geopolityczną może tylko uprawiać, fanstasmagorie wokół faktów, (dy)wersje historyczne. Gdy Generał z moskiewskiej trybuny naszych reprezentacyjnych chłopców na Placu Czerwonym podziwiał - pierwszy raz od 1945 roku. Mógłbym i ja tak polubić na starość historię, jeśli w taki sposób lubiłaby się powtarzać, że tylko miłe memu sercu życiowe wspomnienie zataczałoby koło wkoło mnie.

Na razie jednak czuję się wkręcany w obcy mi historyczny wir, gdy -na ten przykład- zewsząd słyszę głos: "Czy zapalisz świeczkę dziewiątego maja na grobie radzieckiego żołnierza?". Gdy pierwszy raz to usłyszałem, przypomniałem sobie swoje licealne a potem studenckie lata osiemdziesiąte XX wieku i Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, do którego jakoś udało mi się nie zapisać; a potem lata dziewięćdziesiąte i inne szemrane towarzystwo kultywujące w wolnej rzekomo Polsce swoje zdradzieckie radzieckie przyjaźnie. Czasoprzestrzeń zakrzywiła się wokół mnie i zaczęło skręcać mnie poczucie winy, że sam najwidoczniej jestem jakiś skrzywiony, że ciągle wszystko kojarzy mi się z nieprzyjemną przeszłością. Poczułem straszny wstyd, że zamiast patrzeć w jasną przyszłość, budować будущее, głowę Lenina widzę i Olina. A jednak szybko otrząsnąłem się z tych samooskarżeń, tej samokrytyki w dawnym stylu, bo przecież -doszedłem do wniosku- ja nie mam żadnego problemu z czczeniem śmierci jakiegokolwiek człowieka! W czym więc problem? W instrumentalizowaniu tego gestu, we wtłaczaniu go w jakieś obce mi matryce ideologiczne. To nie pamięć o martwych Rosjanach mnie martwi, to nie pogrzebani żołnierze radzieccy w Polsce sprawiają mi kłopot, to żywi Polacy, z którymi mi nie po drodze, bo podejrzewam, że chcą mnie wpisać w swój ideologiczny datownik, celebrację sowieckiej wersji zakończenia wojny dziewiątego maja a nie ósmego jak obchodzi Zachód. A mnie wciąż do Zachodu bardziej niż do Wschodu ciągnie. Poza tym nie mam zamiaru współuczestniczyć w propagandowej rytualizacji zwyczajnego ludzkiego gestu honorowania poległych żołnierzy w towarzystwie Pana Andrzeja Wajdy, który nie potrafił wcześniej uszanować tygodnia narodowej żałoby i musiał sklecić z Żoną żałosny protest przeciw pochowaniu na Wawelu Prezydenckiej Pary.
fot.B.Z.

Dlatego zmarłych Rosjan honoruję dzisiaj - 10 maja - w znaczący dzień, miesiąc po smoleńskiej katastrofie. Chciałbym tu uczcić symbolicznymi płomyczkami pamięć dwojga rosyjskich żołnierzy ... duchowych, którzy na prawdę chcieli nas wyzwolić - z ideologicznego sowieckiego jarzma i polegli w tragicznych, wstrząsających okolicznościach. Piszę "chcieli wyzwolić nas", bo mimo, że działali na rzecz Rosjan, pisali po rosyjsku, są mi bliżsi niż niejeden mój krajan. Chcę tu w moim GLOBIE zapalić wirtualne światełka pisarzowi Andriejowi Płatonowowi i dziennikarce Annie Politkowskiej. Tak się złożyło, że miniony weekend obfitujący w historyczne rocznice spędziłem z dala od miejskiego zgiełku, siedząc w altanie wiejskiego ogrodu i czytając po kawałeczku przywiezione ze sobą książki. Jedną z nich był "Duchowy proletariusz" pióra Adama Pomorskiego , fascynujący przewodnik po sowieckiej utopii Antroposa, Nowego Człowieka, projektowanego przez myślicieli i pisarzy. To fragment poświęcony Płatonowowi natchnął mnie do tej osobistej ceremonii żałobnej ku czci autora "Dżana":

Za opublikowanie noweli "Na dobre" redakcja czasopisma "Krasnaja Now'" otrzymała naganę. Faktycznie dopiero po tym Płatonowa poddano obróbce i zaprzestano drukować. Płatonow mówił wówczas: "Wszystko mi jedno, co inni powiedzą. Pisałem tę nowelę dla jednego człowieka (dla tow. Stalina), a ten człowiek ją przeczytał i właściwie mi odpowiedział. Cała reszta mnie nie interesuje." Stalin zdawał się podzielać opinię o talencie pisarza, skoro z właściwą sobie subtelnością sądów estetycznych i filozoficznych lekturę "Na dobre" skwitował dopiskiem na marginesie: "Swołocz!". Później zalecać miał Aleksandrowi Fadiejewowi, "by autorowi wrzepić tak, żeby mu wyszło na dobre". Zapewne w ramach zalecanej terapii w charakterze "zakładnika" aresztowano i zesłano do obozu jedynego szesnastoletniego wówczas syna Płatonowa, wymuszając na nim samoobwiniające zeznania pod groźbą aresztowania rodziców. Zwolniono go po kilku latach, już w śmiertelnym stadium gruźlicy. Zaraził nią ojca, który, jak wspomina pamiętnikarz, miał dziwny zwyczaj całowania chorego w usta- jakby chciał tchnąć weń życie. Ta sama choroba pochłonęła ojca i syna. Tak umarł w 1951 roku Andriej Klimientow, którego pseudonim literacki -Płatonow- stał się drugim nazwiskiem. Ostatni z wielkich prozaików rosyjskich."
fot.B.Z.

A co ta poruszająca śmierć ma wspólnego z wyzwoleniem? Jakże traktować Płatonowa jako żołnierza radzieckiego - oswobodziciela? Bo dla mnie to są prawdziwe wyzwoliny od wszechwładzy totalniaków, bez względu na to, czy na swych czerwonych sztandarach umieścili połamany krzyż -swastykę czy skrzyżowany sierp i młot. Jest taka sfera swobodna w człowieku, do której szpicel czy milicjant wstępu nijakiego nie ma. Ojcowski pocałunek Płatonowa jest przeciwieństwem judaszowego znaku zdrady i to jest prawdziwa rodzinna wolność niewolonego ciągle Rosjanina, którą przynosi w darze nam, braciom- Polakom.

Dlaczego piszę "niewolonego ciągle Rosjanina"? Bo siedząc wczoraj w ogrodzie dziewiątego maja, w altanie z widokiem na rajski krajobraz, miałem w pamięci inny Kraj Raj - Kraj Rad, który ewoluował zgodnie z ideą panoramicznej złudy historycznej w państwo Putina - "Udręczoną Rosję". Taki tytuł nosi "Dziennik buntu" zamordowanej dziennikarki Anny Politkowskiej. Zabito ją w urodziny Władimira Władimirowicza. "Jej zabójstwo wyrządziło Rosji większą szkodę niż jej publikacje"- powiedział Putin podczas wizyty w Dreźnie, gdzie w czasach sowieckich pracował jako szpieg KGB. Puenta godna czekisty.- napisał Wiesław Romanowski we wstępie do "Udręczonej Rosji". I przywołał okoliczności brutalnego mordu: Anna Politkowska została zamordowana siódmego października 2006 roku, gdy wracała z zakupów do wynajmowanego w centrum Moskwy mieszkania. Kule dosięgły ją w windzie. Obok ciała znaleziono pistolet i cztery łuski.

Niechaj nam inne łuski .... spadną w końcu z oczu

Wszystkim śpiącym Rosjanom i śniącym Polakom!

Niech zapłonie w nas ogień, płomień Pani Ani.

Aż te nasze światła tańcząc zatoczą kolisko.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (83) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest pięć razy cztery? wpisz liczbę

Wyślij »
2012-02-07 20:20  z ksiąg odwróconego prawa
2012-02-01 22:50  Poetka na Moście
2012-02-01 20:20  historia alternatywna
2012-01-31 19:35  propaganda - porównanie
2012-01-30 13:13  Tusk albo RWPG bis
2012-01-27 20:20  no future
2012-01-26 20:02  zmiana psa na kota z budy?
2012-01-25 20:02  znów lata sowa sowietów
2012-01-24 13:13  totalnie okablowani
2012-01-23 19:53  888
Kalendarz