Bogdan Zalewski
15 lutego 2011, 15:15

GRA W 'ZAMEK' NA CD

Wpis dedykuję Pawłowi Penarskiemu, autorowi poniższego filmiku.

Premiera filmowego dziełka odbyła 21.01.2011 r. w galerii Atropos w Krakowie.

Duet BEUYS BAND (Bogdan Zalewski & Paweł Penarski) zaprezentował projekcję sieciowego działania z pięcioma wirtualnymi uczestnikami na kanwie powieści Franza Kafki o geometrze K.. Był to symultaniczny performance: występ na żywo tłumaczący reguły kafkowskiej gry a jednocześnie ujawniający na ekranie swoją ściśle sformalizowaną geometrię przekazu, precyzyjną strukturę słowno-matematyczną. CD to krągła srebrna płyta a jednocześnie okrągła rzymska liczba 'czterysta'. Jak czterysta słów - batów, sekund dyscyplinujących prelegenta i prezentera slajdów. A wszystko zaczęło się od cyrklowania "Zamku": zakreślenia koła na stronie kafkowskiej powieści.




najbardziej z
potem stało się inac
rzede wszystkim wina K.,
wiście, przewrotności Friedy. A
stkim K. Gdyż czego on w
óż to za dziwny człowiek. Do cze
to za ważne rzeczy, które go t
i każą mu zapominać o tym,
najlepsze, najpiękniejsze? Pe
i wszystko jest takie głup
ne. Jeśliby ktoś czuł się
dę dla oficjalistów
wicie, jak


1. Krzywe uśmieszki pisma są efektem oddziaływania uwewnętrznionych mocy, które są przeciwwagą powagi, potem na pochyłe drzewa liter trykające kozły skaczą.




Mam już swoje nielinearne motto. Nowe kolisko słów i strzępków. Marzenie zrealizowało się samo, automatycznie. Powieść otworzyła się na inną. Sensacyjną stronę ukrytą w okręgu. Obszerne dzieła zakodowane w pięcioksięgach. Opowiadanie wymagałoby tamtej najświętszej formy. Alegorię trzeba jednak niestety odrzucić. Utopijnej idei nie można ulegać. Cywilizacji gnozy, kuszącej wciąż powodzeniem. Jednak to jak terapia antynowotworowa. Wykluczam całkowitą bierność i fatalizm. Łopatologiczną instrukcją też tylko zaszkodzę. Literacką manierą zasłaniam nagie fakty. Egzemplifikację przeprowadzam stopniowo, rozkręcając spiralę. Ambitne przedsięwzięcie wymaga męskiej delikatności. Algorytmizowane działania na poetyckim anty-systemie. Aliteracje wzmacniają dodatkowy przekaz strukturalny. Albo wskazują na fałsz „naturalności”. Nic nie jest tutaj „naturalne”.

2. Ludzi ogarnęło wielkie rozleniwienie, jak zahipnotyzowani słuchali suchego słowa 'stało się', samotny liść skrobał marmury masowej mogiły, spychanej na peryferie.

Franz a wiejskość paternalistycznego Franciszka. Kafka a krąg po mieczu. Geometra stawia cyrkiel w ogrodzie. K. kojarzy się z „nóżkami”. Wybieram samobójczą jukstapozycję odmian intymności. Intrygę prowadzę na pięciu poziomach. Artysty z siebie się pozbywam. Obsesjonata eksponuję, zatopionego w sobie. Abstrakcyjną kompozycją odstręczam przygodnych widzów. Inspirację czerpię ze źródła prawdy. Lecz tego prawie nie widać. Dawna świeżość wydziela jedynie odór. Narracja jest ostatnio synonimem propagandy. Dostarcza wyłącznie liczmanów, prefabrykatów, gotowców. Epickiego „marszorauszu” prusaków, bizantyjskiego pustostepia. Materiału dodają laboranci designer words. Resztę produkuje pięcioramienna medialna mafia. Indywidualnie mogę ratować się ucieczką. Rozgrywają mnie, więc niech rozgryzą. Śmiałkowie, ruszajcie do waszej konsumpcji.

3. Utuczonymi wyrazami współczucia nakarmi się konsumentów, aby globalną masę dać do skonsumowania tym wszystkim kabalistom-kanibalom, pysznym w innym sensie.

Zorganizowałem niewielki globalny kinoteatr słów. Wybrańcom wyznaczyłem enigmatyczne improwizowane role. Niezwykłe serie „przypadków” towarzyszyły przedsięwzięciu. Doświadczenie podpowiada mi ten cudzysłów. Kafkowskie akcje to zawsze pierwszyzna. Internauci sami powinni to poczuć. Tworzący zapisują stopami setki zasp. Asocjację pogłębia jeszcze brak śniegu. Łowców zim pozostawiłem na wodzie. Tajemnic w sobie poszukujcie sami. Małą kawką przepijałem akapity protokołów. Entuzjastyczną reakcję pozostawiwszy na przyszłość. Grupę rozprasza to, co integruje. Okazjonalnych ochotników nie trzeba szukać. Onirystów przyciąga aura zagadkowych poleceń. Akceptują grafomańskie fochy, fumy, fory. Mój bezosobowy sposób bez sposobu. Azyl to nie tu, pomyłka. Ńemożliwego słowa otuchy nie znajdziesz. Świata poza tym nie przewidziałem.

4. Czekają szczwani czekiści , aż rzucisz pikantnym dowcipem, bo to nie ich wina, że muszą spijać z twych ust niecenzuralne słowa.

Rozsyłam uśmiechy i depresyjne emotikony. „Zamek” otwartym zamkiem-twierdzą – twierdzą. Cyrkle semantyczne: obce i polskie. Którymi zakreślam fragment własnego tłumaczenia. Obdarowuję dodatkową dwuznacznością: tłumacząc zasady. Ochotników ubywa, odbieram sobie odbiorców. Niepokoją ich aż takie przeszkody. Alogicznością pokrywam jeszcze większy skandal. Otoczką odpychającą przynajmniej przyciągam niektórych. Tajemnicy nie mogę wszystkim ujawnić. Banalna byłaby świętość „Zamkowego” sekretu. Akcja w najwyższym stopniu niesamowita. Łudząc banałem zasłania figurę teodycei. Łatwizną sensacji zniechęca idiotów Systemu. Odstręcza jak pomocnicy pomagali K..

5. Zamaszyście załóżmy, że nie mamy żadnych życiowych założeń: najbardziej nienaturalna zbieżność rzekomo zwiastująca nadrzędny porządek to wynik wyłącznie wewnętrznych )?( naprężeń.

Twoja sprawa: wierzysz czy nie. Geometria jest [nauką (ścisłą] tajemnicą). To reguła zasad, zasadniczo nieregularnych. Krążące informacje są naprawdę nieprawdziwe. Motywy i intencje wyraźnie niejasne. Absurdalny kodeks karze za kodeks. Eksperyment jest z góry skazany. Rysowania litero-cyfr uczy pijany analfabeta. Okręgów szuka w trumiennym piórniku. Ukazujący się duch daje wskazówkę. Kołujące znaki tworzą podniebne rozwiązanie. Spirale tekstów niczym ciąg Fibonacciego. Ogniskowe wzroku jak policentryczność astygmatyka. Dziennych zapisków mnożą warstwy niewidoczne. Doświadczeń jednoczesność, mimo wielu: jedno. Igły kompasu tworzą różę wiatrów. Taktycznego planu nie zdradzaj nigdy. Przyrządu nie możesz użyczać nikomu. Użyj podstępu podczas public hearing. Raz wypowiedziane tworzy kalejdoskop argumentów.

6. To ty stoisz przed plutonem planetarnej publiczności, odwrotny obraz mógłby powstać w głowie tego postrzelonego K., niczym w camera obscura.

Do boju grają surrealistyczne surmy. Szukania wroga już nie unikniesz. Tagów zdrady, osi semantycznego rozkładu. Kluczowych decyzji podejmowanych przez agentów. Słów usypiających, rozpylanych środków wyrazowych. Angażujących podświadomość do samobójczej aktywności. Energię witalną zamieniających na agonalną. Emocje zjadają najcenniejszą uciekającą myśl. Inteligencję paraliżuje szum fałszywych sugestii. Nadczułość sieci- obnażanego układu neuronów. Jakie to może wywołać konsekwencje? Nieświadomie wchłaniane memy śmiertelnych trucizn. Magazynujemy toksyny najbardziej zabójczych ideologii. Nadprogramowy repertuar zaszczepionych odmian autoagresji. Ósmy pasażer kosmicznego statku ojczyzny. Element globalnego planu totalnej autodestrukcji. Siedmiodniowego tygodnia zagłady rozpoczęty cykl. Ulizanego mondialisty wizja wiecznego powrotu. Układu wrogów wolności ostateczny cel. Współrzędnych szukaj na geopolitycznych osiach.

7. Konformizm przewrotności tkwi w wywracających wszystko założeniach, jak imperatyw pracy wpisano w próżniaczy grób, paradoksalny rogaty prostokąt w koło życia.

Lenistwo ogłupianych mas warunkiem powodzenia. Jarzmo konsumpcjonizmu jest etapem komunizmu. Mechanicznego świata pełnego ludzi-zabawek. Zbiorowego zniewolenia pod kontrolą nielicznych. Imitatorstwa ubieranego w krzykliwe mody. Echo pustki w wydrążonych ludziach. Adaptacyjnej mimikry przemożna presja medialna. Indoktrynacji łże permanentna polit-maszyna szumowa. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Dekoncentracji sprzyja mnożenie mocnych bodźców. Codzienna kakofonia odpowiednio dobranych głosów. Kapitulacja większości nie powinna dziwić. Marzycieli jak zwykle będą izolować. Rozbrojony tłum pokornie znosi upokorzenia. Entuzjazm wzbudzają kolejne partie towarów. Zbuntowanych zaganiają do stylistycznych gett. Indywidualistów poddają ostracyzmowi albo lobotomii. Ostateczna rozprawa przyjdzie już wkrótce. Apatia to rodzaj środka znieczulającego. Inercja to najbardziej pożądany stan.

8. Wiele trzeba ciągle wymieniać tych niby własnych mniemań, gdyż nie wystarczy powtarzać: nie mam mniemania, nie ma mniemania, nie ma.

Groźba wrogiego przejęcia kafkowskiego „Zamku”. Całkowitego opanowania tekstu przez geometrów. Zagubienia się w niezliczonych komnatach. Sensu w tym nie ma? Gromadzi się, kumuluje nadmiar pastiszów. Ochotników już nie ma żadnych. Higiena psychiczna zabrania takiej przesady. Nakazuje trzymać się z dala. Trochę pierwotnej problematyki może pozostać. Inaczej jest tu jednak prezentowana. Śmiałkowie brną dalej przez śnieg. Chcą powrócić do poprzedniej fabuły. Awantury geometry K. są pestką. Antagonizują wyłącznie zamkowych i chłopów. Ententę przeciw grze tworzą „kafkowscy”. Ćwiczą strategię oporu przeciw intruzom. Erystykę oblężonej twierdzy powieściowego „Zamku”. Ćwiczenia są jednak kolejnym wyłomem. Niepokoją totalitarystów przebranych za literaturoznawców. Realistów przeraża potęgujące się szaleństwo.

9. Instynkt jest zwykle ważniejszy niż wiedza i doświadczenie- w nielicznych decydujących momentach, ale skąd to niby wiadomo, czego kiedy doświadczasz?

Rysowanie było prawdziwą pasją Kafki. Okręgów w „Zamku” nakreślił kilka. Jako cyrkiel służył mu gnomon. Wybór dodatkowy: kij i sznur. Fabuły kafkowskie rozkręcają się spiralnie. Angaż Fibonacciego był kwestią czasu. K. jest geometrą i przyrządem. Atakującego ten punkt należałoby wykreślić. Zamek jednak postanowił zupełnie inaczej. Oznacza to poszukiwania plenerowych liter. Maksymalne nasycenie zamkowego pejzażu znakami. Nadużywanie fragmentów i detali przeraża. Kafki to wcale nie porywa. Ówczesne zasady wykluczają kidnaping K.. Rygory złamano brutalnie dopiero potem. Artystycznej metody mroczne totalitarne źródło. Alegoryzacji do kwadratu, paraboli parabolizacji. Odstręczają te sztuczki uczciwych tradycjonalistów. Radykalnych awangardystów odstraszają politycznym konserwatyzmem. Marzycieli brzydzą tak ścisłe rojenia.

10. Wciąż nie dano mi mieć ostoi, ostatecznego dna, więc walczą we mnie Frieda i Fatima, kłamstwo Faustyczne z prawdą Faustyniczną.

Ceniąc stabilność uciekam tu, tam. Dawne nieruchomości były wcześniej magmą. Pisarstwo było rozmową bez słów. O czymże to mówimy teraz? Surrealistycznych pytań jest znacznie więcej. Inspiracjach? – skąd ten przypadek abstrakcji? Nie rozpoznajesz przebrań we mnie? Akceptują odwrócone role, a ty? Bohaterów poznaje się po niepodobieństwie. Łaknących powagi po wygłupach. Enigmatycznych posłańców po naiwnej szczerości. Intryg prawdziwych nawet nie podejrzewaj. Dzieł nawet nie próbuj tworzyć. Oznaczanych stron nie czytaj wcale. Ósemkami leniwymi omiataj otwartą książkę. Ńemożliwego wymagaj tylko od siebie. Absorbowani przez przeszkody skupiają nieuwagę. Alfabetyczną strategią wytrącani ze snu. Kakofonią znaczących matryc zagłuszane kalkomelodyjki. Wyrazów w zdaniach, liter pierwszych.

11. Są sentencje za jasne: złote myśli świecące jaskrawym przykładem, rurki anachronicznych neonów wypełnione jarzącym się gazem, symbole zinterioryzowanych obcych iluminacji.

Modele nie są bezpośrednim odwzorowaniem. Metamatematyczne szkielety nie przypominają kościotrupa. To, czym jest to To? Świadectwo domaga się absolutnej prawdomówności. Desperacji, której nie wymaga literatura. Unikając jakiegokolwiek fałszu, budzę podejrzenia. Idiotycznej spetryfikowanej konwencji zawdzięczam niewdzięczność. Akademickiej łatwiźnie form i mrugnięć. Literaturki nie upchnę tu stopą. Ryzykuję nic nowego pochlebiam sobie. Samotność to tylko jedno słowo. Eremity poszukuje ekspert od masmitów. Korzonki oskrobywane z tłustej ziemi. Apetyczne w pazłotku i sreberkach. Ów proceder: szacher macher agentury. Indywidualista klonowany jako typ mimikry. Ćpał a teraz się zapętlił. Intensywnie odbiera najsubtelniejsze zmiany paradygmatów. Doświadczając wyłącznie słuchem i węchem. Głodu samych snów, nie spania.

12. „Ale czy zło to ...?”- stary kot kastrat grzeje się w mym cieniu, niemal go nie ma, niemal nie ma mnie.

Czytelne ożyłkowania pomimo niewyraźnych wyrazów. Znaki intencji w nieznacznych modyfikacjach. Interpretowane jak meteorologiczna infografika. Trochę przesadna emfaza prezentera pogody. Na górze burze na dole biel. Hurra optymizm ukrywa rdzawe proroctwo. Niejedną przeręblę pokrywa gadzia błona. Niespodziankę przygotował spec od faktur. Kryje powierzchowność w kolędniczych przebierankach. Idiom językowy rzutowany na całość. Obrazkowy przewodnik po architekstonicznym wzgórzu. Ów Zamek jest obwarowany zaimkami. Nośnik literotwórczy opada na znak. Asocjacji towarzyszy wiara i koncentracja. Ciemnego wnętrza jamy lodowe spojrzenie. Ćmienia wszystkich zmysłów paniczna pulsacja. Wyobrażeń szlak rzutowany na Akropolis. Estetycznie przemyślana koncepcja sobiektywizmu. Mało mniej więcej najmniej najwięcej. Interesujących się jednoczesnymi kierunkami studiów.

13. Mam dziwny rym: jak nie wszystkie młode słowa rodzą w głowach młodzi, tak nie każde światło złota od złota pochodzi.

Tabelaryczna matryca zdejmowana jak rusztowanie. Sekwencja liter, słów, zdań, hipertekstów. Jednoczy je piąty hermetyczny element. Moduły wyciągane odłączane łączone zmienne. Sekundowe interwały precyzyjnej kompozycji słów. Aby „pecha kucha” uległa metamorfozie. Adaptacja nowej formy publicznej prezentacji. Epickiej linearności przeciwstawić werbalną symultankę. Opowieści na zadany temat: polimetatekstualność. Intrygowała niektórych pozorna niezborność przekazu. Kafkowską zagadkowością zasłania jak mgłą. Magią mami mantr i mott. Schizofreniczne rozszczepianie to rodzaj manipulacji. Ja nie protestowałem przeciwko zarzutom. Ekranowe działanie jak test Rorschacha. Aktywizuje treści spychane w podświadomość. Alternatywne dążenia, często agresywne pragnienia. Tożsamości agresora całkowicie nie wyrugujesz. Awatary złośliwych namiętności poddawane kontroli. Ćwiczebne pola skojarzeń rozbłyskują fantasmagoriami.

14. Yale: zębaty kluczyk, którym we wczesnym dzieciństwie otwierano mi drzwi do domu, a teraz zamykam nim przeszklone skrzydło kieszonkowego mieszkania.

Labirynt architextoniczny jak korzenie drzewa. Geometryczny podziemny zespół kanałów komunikacji. Osacza znaczenia z wielu stron. Rzeczywistość wielowymiarowa zamiast wzrokowych wycieraczek. Kafki a nie jeden Kafka. Inną powieść wypuściła treść „Zamku”. Logiką snu nie wytłumaczysz wszystkiego. Ciągłego multiplikowania nie przewidziała parabola. Zaprzeczania przesłaniu samej książki także. Uprzednie próby interpretacyjne to betka. Niedorzeczności na styku autor odbiorca. Obłędne formuły wynikające z hiperracjonalności. Edykty ogłaszane iście po królewsku. Uzyskują rangę niczym pluralis maiestatis. Legalność wywalczana każdym pojedynczym modułem. Kanonu mimo to nie ma. Bytów jakby osobnych rój krążący. Ńemożliwych –bywa- w sensie językowym. Taksologii nabytek: wyraz na Ń. Iluzji adekwatności jednak nie podtrzymuje.

15. „Mieszkanie” - najlepsze, najpiękniejsze, szemrzące, pełne zagadkowych wewnętrznych poruszeń, zapobiegliwej krzątaniny, codziennych porządków- niezwykle pojemne to słowo w naszej mowie: polskiej.

Pięć palców: paradygmat podmiotowej pamięci. Cyrkli ruchy zjednoczone olimpijskim symbolem. Jako odblask idei Zamku Akropolis. Radary ojczystej meta-historii krążące organicznie. Wytrych zamiast klucza równie użyteczny. Udający złodzieja przybywa drugi raz. Yale to inna hermetyczna akademia. Atrybuty papiestwa to skrzyżowane klucze. Utraconej jedności nie odzyskam wprost. Oczywistości już nie jestem godzien. Cechujące kłamcę pęknięcia jak moje. Fantastykę wyprowadzam chyłkiem, tylnym wyjściem. Kafkowską manierą pokrywam antydworski skandal. Charakteryzują mnie momentalne manieryzmy zamkowych. Lekceważone elementy poetyki świadomie włączane. Związki wewnętrzne: organiczne i nieorganiczne. Rzeczy rzekomo nieistotne: równie ważne. Oraz rozszerzana ciągle koncepcja o●toczki. Historie ewoluują we wszystkich kierunkach. Indywidualne melodie meandrujące w pentatonice.

16. Zamieszkać razem jest prawem: krewnych i nowych rodzin, bliskich i bliskoznacznych, którzy są po słowie, od Mieszka aż do Agnieszki.

Bóg uobecniany kontra deus absconditus. Wykreślny rysunek Kreatora: autoportret geometryczny. Demiurg gnostyków ma inną figurę. Kafki nie wpiszesz weń precyzyjnie. Układa zadania do ostatecznego rozwiązania. Utwory jak golemy ożywiane tetragramami. Arytmetyczne ciągi zdań z pogranicza. Równania z prawie samymi niewiadomymi. Literackie rysunki techniczne wyburzanej przyszłości. Sumy niezgodne pomimo znaku równości. Narracyjne meandry stałości, wolty konsekwentne. Rachunkowe wyznania niedoszłego świeckiego grzesznika. Utopie zrealizowane wcześniej niż poniewczasie. Elipsy ad absurdum napakowane szczegółami. Tematyczne abstrakty uczuciowych spowiedzi kobiet. Tylko aż tyle nadmiarów niedoboru. Geometra napotkał musze oko hrabiego. K. schował się w kropce. Ignoruje świat przedstawiony i nieprzedstawiony. Algebrę zaprzągł do rydwanu chłopstwa.

17. A jeśliby ktoś czuł się w prawach do dowolnego urządzania własnego gniazda, nawet z cudzych odpadków powinien utworzyć regularne kolisko.

Mimo grudek powinno pójść ślizgająco. Matematycznych drobiazgów pełno pod mikroskopem. Manipulacji z początku nie odkryjesz. Cyfrowej ingerencji ślady są subtelne. Schematyczności fałszerstwa należy się wystrzegać. Instynktowna twórczość wymusza bezcelową nadorganizację. Organiczna masa w syntetycznej symbiozie. Oracja połączona pędami z liczbą. Zawłaszcza od środka samą siebie. Temat jak witalne komórki rakowe. Językową melodią zamalowana rdza zbrodni. Jazdą polską rozszumiało się nagłośnienie. Wykładowca ciągle pędzi w miejscu. Agituje przeciw sobie niczym minus. Odbiorców można policzyć na klawiszach. Audytorium skupione do jednego ucha. Automatycznie wchłaniane treści natychmiast emitowane. Atakuje pachołków zamkowa chmura semantyczna. Specyficznego przesłania nie pojmuje miastowy. Prelegenta przesłania wielobarwny werbalny parawan.

18. Mieszkania dla oficjalistów znaczy się obcymi cyframi losu: szwabachą cyrylicy, synkretycznymi ideogramami, albo kosmatymi kulfonami Kairosa, węglem nabazgranymi na drzwiach.

Cyber to przedrostek jak cerber. Gadulstwo martwej litery odwróconego prawa. Dostarcza ręcznie iluminowanych lodowych paragrafów. Tylko konkretny belfer bywa bardziej. Słów brakuje jak kituje luki. Haseł wygibasy w sali gimnastycznej. Łamańców groteskowych postaci z liter. Rozprowadzanych prawdopodobnie przez ukryte hierarchie. Rzędami w teatrze ustawiane znaki. Zamek to warownia bez granic. Oznacza konspirację we wrogim otoczeniu. Obiekt samopowtarzalny naśladujący siebie samego. Główny obóz warowny jest wszędzie. Wiedzy na jego temat brak. Ukrytej najgłębiej jak się da. Ćmę do światła przyciąga noc. Słownej legendy więcej nie będzie. Absencji paradoksalnie przybywa zamiast ubywać. Akrostychy otwierają drzwi do komnat. Mieszczą się tam następne odrzwia.

19. Kradzione rzeczy cieszą tylko chwilę a potem trują od wewnątrz jak mdlący ból zęba nieleczonego z lenistwa i ze strachu.

Możesz swobodnie błądzić w niewoli. Łowić ćmy w siatkę dyfrakcyjną. Fałsz wpisano w koncepcję mimesis. Echolalii nie pojmujesz za żonę. Samozapętlenia nie są zwykłymi powtórzeniami. Ósemkowe drzewo rodzi szklanego pelikana. Osaczające prekognicje domykają zamachowe koło. Audio poezja z zaloopowanych sampli. Cykliczną kompozycją świat zaprzecza nieskończoności. Aranżacją zmartwychpowstań i ponownych uśmierceń. Zamek oddaje fragment jako całość. Wywołuje duchy z podchodzącego zagajnika. Lawinę zdarzeń wypuszczając z krypty. Halucynacji nie sposób zatrzymać broną. Literowych serii także grupujących się. Geometra kręci na siebie torusa. Irytuje abstrakcyjnym podejściem do powieści. Establishment reaguje chóralną czkawką. Awanturniczymi wycieczkami słownymi pod adresem. Inwestygacjami atakuj krajobraz sprzed katastrofy.

20. Ugościć złodzieja mordercę i podpalacza, solą i siarką powitać, częstować tercet trzecią strawą trawiącą żołądki, nie zapominać pożegnać stężonym błogosławieństwem.

Nareszcie historia kołem łamie kata. Koniec wieńczy dział szyfrowaną kłódką. Bohater zasypia dróżki w rozdziale. Surrealistycznej przygodzie przygląda się jury. Powieści potencjał w każdym zdaniu. Otwartej sytuacji rana cięta szarpana. Romansu symultanicznego na wszystkich poziomach. Alfabetycznego porządku resztki w początkach. Wyznacza cham hrabia pie●●●●one role. Limes moralności złamany jak kod. Wyrazowy bunt zwiastuje uliczne zamieszki. Ąę się nagle urwie anakolutem. Dopuszczalne będą radykalne redukcje podmiotów. Ócz koszyki staro cerkiewno słowiańskie. Archaizm nabierze świeżej krwi polszczyzny. Yeti upolowany odarty z futer. Górskie plemiona z atomowymi tabletami. Akceptując wojnę powracam do źródeł. Językową armią figur atakuję cię. Niewymierność tej sytuacji rozsadza słowniki.

Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (282) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest cztery razy trzy? wpisz liczbę

Wyślij »
Kalendarz