Bogdan Zalewski
21 stycznia 2012, 09:55

KrZyWE nAWIjKI

.
najbardziej z
potem stało się inac
rzede wszystkim wina K.,
wiście, przewrotności Friedy. A
stkim K. Gdyż czego on w
óż to za dziwny człowiek. Do cze
to za ważne rzeczy, które go t
i każą mu zapominać o tym,
najlepsze, najpiękniejsze? Pe
i wszystko jest takie głup
ne. Jeśliby ktoś czuł się
dę dla oficjalistów
wicie, jak




Krzywe uśmieszki pisma są efektem oddziaływania uwewnętrznionych mocy, które są przeciwwagą powagi, potem na pochyłe drzewa liter trykające kozły skaczą.

Ludzi ogarnęło wielkie rozleniwienie, jak zahipnotyzowani słuchali suchego słowa stało się, samotny liść skrobał marmury masowej mogiły, spychanej na peryferie.

Utuczonymi wyrazami współczucia nakarmi się konsumentów, aby globalną masę dać do skonsumowania tym wszystkim kabalistom-kanibalom, pysznym w innym sensie.

Czekają szczwani czekiści , aż rzucisz pikantnym dowcipem, bo to nie ich wina, że muszą spijać z twych ust niecenzuralne słowa.

Zamaszyście załóżmy, że nie mamy żadnych życiowych założeń: najbardziej nienaturalna zbieżność rzekomo zwiastująca nadrzędny porządek to wynik wyłącznie wewnętrznych )?( naprężeń.

To ty stoisz przed plutonem planetarnej publiczności, odwrotny obraz mógłby powstać w głowie tego postrzelonego K., niczym w camera obscura.

Konformizm przewrotności tkwi w wywracających wszystko założeniach, jak imperatyw pracy wpisano w próżniaczy grób, paradoksalny rogaty prostokąt w koło życia.

Wiele trzeba ciągle wymieniać tych niby własnych mniemań, gdyż nie wystarczy powtarzać: nie mam mniemania, nie ma mniemania, nie ma.

Instynkt jest zwykle ważniejszy niż wiedza i doświadczenie- w nielicznych decydujących momentach, ale skąd to niby wiadomo, czego kiedy doświadczasz?

Wciąż nie dano mi mieć ostoi, ostatecznego dna, więc walczą we mnie Frieda i Fatima, kłamstwo Faustyczne z prawdą Faustyniczną.

Są sentencje za jasne: złote myśli świecące jaskrawym przykładem, rurki anachronicznych neonów wypełnione jarzącym się gazem, symbole zinterioryzowanych obcych iluminacji.

Ale czy zło to ...?”- stary kot kastrat grzeje się w mym cieniu, niemal go nie ma, niemal nie ma mnie.

Mam dziwny rym: jak nie wszystkie młode słowa rodzą w głowach młodzi, tak nie każde światło złota od złota pochodzi.

Yale: zębaty kluczyk, którym we wczesnym dzieciństwie otwierano mi drzwi do domu, a teraz zamykam nim przeszklone skrzydło kieszonkowego mieszkania.

Mieszkanie” - najlepsze, najpiękniejsze, szemrzące, pełne zagadkowych wewnętrznych poruszeń, zapobiegliwej krzątaniny, codziennych porządków- niezwykle pojemne to słowo w naszej mowie: polskiej.

Zamieszkać razem jest prawem: krewnych i nowych rodzin, bliskich i bliskoznacznych, którzy są po słowie, od Mieszka aż do Agnieszki.

A jeśliby ktoś czuł się w prawach do dowolnego urządzania własnego gniazda, nawet z cudzych odpadków powinien utworzyć regularne kolisko.

Mieszkania dla oficjalistów znaczy się obcymi cyframi losu: szwabachą cyrylicy, synkretycznymi ideogramami, albo kosmatymi kulfonami Kairosa, węglem nabazgranymi na drzwiach.

Kradzione rzeczy cieszą tylko chwilę a potem trują od wewnątrz jak mdlący ból zęba nieleczonego z lenistwa i ze strachu.

Ugościć złodzieja mordercę i podpalacza, solą i siarką powitać, częstować tercet trzecią strawą trawiącą żołądki, nie zapominać pożegnać stężonym błogosławieństwem.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (10) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest cztery razy pięć? wpisz liczbę

Wyślij »
Kalendarz