Bogdan Zalewski
13 marca 2010, 13:13

OTO OPERA WIDMO (1.0)

E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.
E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.
E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.
E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.
E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.
E. P. O. O. T. O. R. A. W. I. D. M. O.

O. T. O. O. P. E. R. A. W. I. D. M. O

O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.
O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.
O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.
O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.
O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.
O. T. O. O. P. E. Я. O. M. D. I. W. A.


Julek Strachota i ja w "Kombinatorze"- fot. i komix → Xiądz Łukasz Łuszczek


1. Otoczony Towarzystwem Otwartej Opinii Publicznej / Estetykę Radykalnie Awangardową / Wykładam Im Długo/ Mówiąc O:

2. Osobistych Typach Obsesyjnego Obmapywania Przestrzeni/ Elektronicznym Raportowaniu/ Analizach Wydarzeń/ I Digitalizowaniu Mowy Ojczystej

3. Odkrytych Tajemnych Organicznych Ośrodkach Peceta/ Energii Rozkwitających Akronimów/ Woli Indywiduum Do Modyfikowania Osobowości

4. Obawach Tradycjonalistów Ostrożnie Obserwujących Postępy E-ntuzjastów Rewolucji/ Ambicjach Wiadomych Instytucji/ Działaniach Mimo Oporu

5. Obfitości Tekstu/ Obszernych Obszarach Prywatnych Ekspozycji/ Rozgałęzianiu Archiwów/ Wytrzymałości Idealnego Domyślnego Modelowego Odbiorcy

6. Odsyłaczach/ Tkaniu Odnośników/ Odnogach /Podpinaniu Epizodów / Rozczłonkowaniach/ Asocjacjach/ Wałęsaniu/ Indywidualnych Działaniach/ Mobilności Awanturników

7. Odrodzeniu Tradycji Ornamentu/ Oprawie Polifonicznej/ Encyklopedycznym Rozszerzaniu/ Archeologii Wiedzy/ Improwizowaniu Do Melodii Okoliczności

8. Obrazach Tańczących Oczu/ Optycznych Paradoksach/ Ekranizowanych Rytuałach Asocjacji Wzrokowych/ Iluzjach Dali/ Maskowaniu Odległości

9. Ograniczeniach Typowego Odtwórczego Okolicznościowego Piśmiennictwa Edukacyjnego/ Realizującego Aspiracje Wykładowców/ Inspirujących Do Mnemotechnicznej Obróbki

10. Oraturze Tekstu/ Odczytach Omijających Pułapki Emotikonów/ Realizacjach Akustycznych Wersji/ Internetowych Dopełnieniach Mnożących Odczytania

11. Opętaniu/ Transie/ Obłędzie/ Obrzędach Psyche/ Ekstazie/ Reinkarnacji/ Awatarach/ Wyroczniach/ Iluminacjach/ Demonach/ Medium/ Otrzeźwieniach

12. Omenach / Tajemnicach Objawień/ Objawach Przypadku Eliminującego Rachuby/ Aleatorycznych Wersjach/ Intuitywnej Dowolności/ Meandrowaniu/ Okazjach

13. Okłamywaniu/ Trollowaniu/ Omotaniu/ Obmowach/ Plotkach/ Egzaltacji/ Rzyganiu Absurdami/ Wirusach/ Infekowaniu Durnymi Myślami/ Odwadze



Obudzony nagłym impulsem, wstaję i otwieram w samym środku nocy służbowego laptopa w swoim pokoju, lecz ten gest, zarażony nową mutacją lucyferycznego wirusa 'non serviam', nie służy nikomu, a zwłaszcza mnie i mojemu zdrowiu, pisuję i psuję sobie białkowy nośnik idei, tych własnych i tych cudzych, które szybko wchłaniam, więc znikają między nimi wszelkie różnice i rozróżnienia, jakbym uwierzył, że mój życiowy wehikuł z białka jest już równie ważny jak ten wirtualny ::::::::::::: wyobrażam sobie, że moją żonę śpiącą tej nocy samotnie w salonie zmorzył sen, który porzucił mnie, opalizujące tęczowo marzenie, jak przewalająca się, utrwalana gliceryną, wielka bania mydlana, fraktalna halucynacja, frunący przez nasze mieszkanie fantazmat, który nagle ulotnił się z mojej głowy, jak architektoniczny blob, albo wielowymiarowy blog tworzony na zasadzie cadavre equis, bardzo-wczesno-poranna oniriada bez żadnych barier osobowych, zbiorowa nieświadomość małżeńska, wyświetlana w środku nocy na dużym ekranie niby-zgaszonego telewizora wiszącego na ścianie, somnambuliczna projekcja naszego nocnego pożycia psychicznego, jakbyśmy ponad dwadzieścia lat dzieląc łoże, dzielili życie senne, nawet wtedy, gdy śpimy osobno, więc, gdy zamykam oczy widzę rwane, nieposkładane aj kaj, sekwencje w wielkiej ramie Psychic TV w salonie pomiędzy prostymi skrzynkami mebli z drewna różanego o skrytych mistycznych płatkach kwiatów stulonych po trzykroć do wnętrza- do wnętrza- do wnętrza, enigmatyczne ruchome sceny komentowane w poetycki sposób moim głosem przez tajemniczego narratora, to zła poezja a mimo to czytam ją z wewnętrznego promptera, jak na filmie "777 wyrazów tego samego", który poprzedniego wieczoru zobaczyli widzowie nowohuckiego "Kombinatora" na samym początku mojego/wspólnego występu z Pawłem Penarskim, duetu pod wymyśloną przeze mnie w 2001 roku nazwą "Beuys Band", i wykorzystaną publicznie dopiero teraz, do kolaboraKcji łamiącej postromantyczny etos Twórcy jako samoistnego artysty obdarzonego indywidualną charyzmą ::::::::::::





::::::::::: a teraz około ośmiu godzin po publicznej projekcji znów wracam myślami do siebie , do swego pokoju, do komputera na z lekka podniszczonym, ratanowym biurku, które "pamięta" tyle naszych rodzinnych historii, bo przecież na splotach jego blatu odcisnęło się już 13, trzynaście lat, w bambusowych ubytkach są m.in. ślady naszej rodzinnej przeprowadzki z nowohuckiego osiedla Szkolnego do Centrum E, więc ten długi czas spędzany w towarzystwie tej samej rzeczy w tym samym miejscu wywołuje dodatkowe refleksje i refleksy, krople i kleksy, ale nie takie , o których teraz myślisz, wyobraź sobie, że oprócz fabrycznie położonego lakieru mam nałożoną na blat biurka dodatkową warstwę - interpretacyjną, aż sploty bambusowych pasków układają się same w dynamiczne, ruchome wzory twoich, komplikujących się w miarę upływu życia, związków z materią rzekomo nieożywioną, ukazując, jak złudne jest nasze poczucie człowieczej autonomii, wynikającej wyłącznie z leniwego przyzwyczajenia, fałszywej świadomości oddzielenia konturem psycho-fizycznej skóry od zewnętrznego świata przedmiotowego, aż nareszcie, co za niespodzianka, w takich chwilach jak ta bezkresna, bezsenna noc po ciężkim dniu, wkraczamy w zagadkową domenę 'pomiędzy', gdzie białkowe ciała ludzi łączą się z drzewną masą jak na cyklu obrazów Andrzeja Wróblewskiego "Ukrzesłowienia", i być może chodzi tu o tę samą tajemną szufladę w szafie bytu, o której pisali zarówno wielcy mistycy jak i tacy jak ja zwykli hochsztaplerzy, bez różnicy, używając barokowego wykręconego języka pełnego paradoksów i oksymoronów, typu pełnia pustki, nierzeczywista rzeczywistość czy też noc duszy ::::::::::





::::::::: albo wieczne teraz, gdy najeżdżam kursorem na wyznacznik temporalny w prawym dolnym rogu ekranu, jest zatrzymane na 03:01, a kiedy strzałka czasu prowadzona jak niewidzialną różdżką magika ruchami mego środkowego palca pocierającego prostokątną płytkę przed klawiaturą, najeżdża na maleńkie cyfry zegara, w białej tabelce powyżej ukazuje się skryta do tej pory data "26 lutego 2010", prosta sprawa, żadna wielka tajemnica, a jednak cieszy mnie nawet taki nie-pitagorejski pseudo-hermetyzm:::::::: znów wykonuję automatyczne czynności, wchodząc gdzieś coraz głębiej, zmierzając po omacku tam, gdzie już sam wyraz automatyzm nabiera dodatkowych znaczeń, pączkując jak słowo-kłącze, męczące mnie i ciebie, lepka werbalna roślina o wielu stożkach wzrostu, pnących się ku tobie, kiedy ja wchodzę w kolejne kwarcowo-organiczne warstwy nieświadomego, w głąb dwoistej pamięci, i komputera i mojej własnej ::::::: z kolei swoista, wypracowana przez lata, nadświadomość medium, podpowiada mi od razu słowo-obraz, błyskawicznie zwerbalizowane wyobrażenie dołu tej konkretnej internetowej strony, do którego pielgrzymuję, traktując swój tekst jednocześnie jako wędrówkę i jak tworzącą się mapę podróży, w dużej mierze mentalnej, a nawet spirytystycznej, ale przecież odbywającej się także w całkowicie widzialnej, racjonalnej przestrzeni, nawet jeśli to tylko tak jak teraz wyobrażona bezkresna śnieżnobiała połać cyfrowego „stoku”, po której zsuwam się spiralnym ruchem ciągów liter, powtarzanym tu w Twoim teraz podczas czytania, gdy szerokim slalomem gigantem suną w dół inteligentne śnieżne gałki Twych oczu z ruchliwymi ocznymi kamyczkami, bo w ten sposób, na gorąco, metaforyzuję pożądany przeze mnie w moim teraz przyszły głód a potem chłód Twej lektury, jako szybkiego wzrokowego surfingu po wirtualnej stronie i znów liczę na tę wywołaną przez nas, tak przez nas , bo przez kogóż by innego, lawinę zdarzeń i skojarzeń, toczącą się kulę śniegową, otoczkę, oToczkę :::::: po dłuższej przerwie, o której jeszcze dłużej by tu opowiadać, ponownie, tak jak do tej pory, pragnę do ciebie pisać i dopisywać, dokładać, dołączać, dorzucać, dobudowywać, aby dojść do samego komputerowego dna i do mego osobistego D.N.A., bo znów mnie wciąga ta moja topiel-utopia, zanurzam się powoli w coraz bardziej grząskich, gęstych ρ-jeniach E-ntuzjasty xxx-tremalnego a mnożąc nie wiedzieć czemu te wszystkie krzyże, skreślenia, niewiadome, czuję się niby jakiś R.E.X., xiążę dzielnicowy , który - jak w moim nowohuckim poemacie- nie panuje już/ nad swoimi nerwami; albo REX na REMIXIE utworu Depeche Mode "Enjoy the Silence", na którym , przywołany tu dla kontrastu, dla autokrytyki, groteskowy monarcha z plażowym leżakiem zamiast tronu wędruje po swojej górzystej krainie, a w tej nowej wersji teledysku, władca jak ego jest tylko epizodycznym refleksem na tle najbardziej interesującej mnie domeny komputerowo-komiksowej, graficznej, collage'owej a nie pejzażowej, eksponującej swoją sztuczność a nie symulującej naturalności, więc artefakty nakładają się na siebie, warstwa na warstwie na warstwie, aż klip staje się ku mojej radości elektronicznym palimpsestem o mnożących się, przenikających się możliwych (i niemożliwych) sensach ::::: podobnie jak ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja i ja nie potrafię zapanować nad multiplikującymi się ścieżkami osobowościowymi, a niektóre z nich brną dalej, inne zbaczają z kursu postępowego, jeszcze inne zataczają koła i elipsy, wracając do minionych historii i porzuconych spraw, mimo, że jakiś ja zdaje sobie sprawę, iż niemożliwy jest już powrót do tego, co było :::: gdy symbolicznie oddzieliłem ten zakończony etap poprzez zmianę gatunkowego terminu, bo tu już nie BLOG a GLOB ::: "glob" jest bryłą kulistą, a "Glob" jest teatrem:: wrzucam tu tę dwoistość i spoglądam, co wyniknie z ich zderzenia, pojedynku, symbiozy? cały GLOB gra role? na okrągło? na obło jako BLOB? już nie jako architektoniczna a architextoniczna bryła-rebus, którego nikt nigdy nie będzie chciał rozwiązać, doskonałe nic z tego :


"Kombinatoryka" → collage B.Z.

Temporalne, automatyczne, atematyczne, zbędne ruchy w wyobraźni, aktualizowane i wizualizowane na zielonym cyfrowym polu komputera, i tak jak ty )jak nie ty( nie widzisz tej zieleni, tak moje prywatne fantazmaty są często nieczytelne dla innych, jak się już wielokrotnie przekonałem, obiektywizowane w ciągach symboli wspólnych dla rzeszy dziobaczy hipertekstów, ściubiących w HTML-u, przed moimi oczyma ukryta dla innych postać mojego monologu- jak szeroka zaborcza rzeka wzbierająca w marcu- zagarniającego obce rzeczki i niedorzeczności, rodzaj tekstualnej 'krasowej' podświadomości, także nieświadomości zbiorowej, nowe kraso-mówstwo z jego dwuznacznością nawiązującą do logorei, geologii i psychoanalizy, plus obsesyjne projekcje tego obrazu mojej mowy na kolejne społeczne ekrany, przenoszenie wizji własnej nadrealistycznej aktywności lingwistyczno-ikonicznej na zachowujące pozór racjonalności rozważania na temat idei wspólnotowości działań, rozumianej w nowy sposób, na nieznanych jeszcze, nierozpoznanych zasadach, biorących pod uwagę doświadczenia sieciowej kultury i kontrkultury, oraz autonomicznych stref pomiędzy nimi, w których tworzą się momentalne, małe, twórcze koalicje, na przykład grupy artystyczno-filozoficzno-dziennikarsko-technologiczne skupiające się wokół spontanicznie rodzącego się projektu, wyciągające wnioski i korzystające z osiągnięć nowego medium, blablablablablablablablablablablablabla znalazło się medium 5/9D najbardziej rewolucyjnego wynalazku na przełomie XX i XXI wieku, epoki przejścia z jego swoistą miękką obrzędowością, autentyczną rytualizacją działań poza oficjalnymi ceremoniałami mainstreamu, mógłbym tak jeszcze długo, ale przecież istotą takiej aktywności jest momentalność i intelektualny promiskuityzm, więc nie ma żadnego więc ::::::::::::: ta odradzająca się za każdym kliknięciem w 'sekretny' link zimna zieleń tła na ekranie, zastępująca mi soczysto-zieloną ziemską naturę, nie tylko dlatego, że mój miejski krajobraz przejściowego sezonu pozimia-nitowiośnia też składa się w dużej mierze ze zbioru artefaktów- betononowych kostek i szachownic, neonowych esów-floresów, mózgowych pulsarów i halucynacyjnych elektrycznych ryb w akwariach witryn, ciągów świetlistych cyfr prujących po drogach pełnych tektonicznych pęknięć i sztucznych jezior- więc płynne są granice pomiędzy środowiskiem przyrodniczym a stworzonym przez człowieka, i pomimo tego nowego poczucia innej złożonej naturalności mojego otoczenia, wciąż zaskakuje mnie ta synergia pomiędzy maszynami i automatami oraz moim niemal non-stop trawiącym coś mózgiem, choć taka biegunka sensualna i bezsensowna nie jest jeszcze tym wymarzonym ekstatycznym uczuciem, bo żmudne tworzenie hipertekstu w formatce korporacyjnego intranetu nie budzi we mnie aż takich emocji, jak ta euforia towarzysząca autorom niedawnej prezentacji G-speak – niesamowitego "rewolucyjnego przestrzennego środowiska operacyjnego" stworzonego przez konsorcjum Oblong, ja nie utożsamiam się jeszcze w pełni z bohaterami powieści zakichanego zakochanego w gnostyckiej Sofii Philipa K. o nieprzyzwoitym nazwisku, wciąż widzę subtelną różnicę pomiędzy moim życiem a przygodami bohaterów któregoś z filmów, które powstały na podstawie jego proroczej prozy, a jednak czuję się nieswój, cholernie filmowo nIeSwóJ w odnawiającym się regularnie skomputeryzowanym e-kosystemie :::::::::::: czyżbym był idealnym modelem współczesnego, sieciowego, rozdwojonego w sobie wytwórcy-wyrzutka )? ¿( którego określam mianem graph0mana, bo czasem jestem-jak młody EMO, wyśmiewany kontestator z chroniczną depresją, a czasem jak INTELIGENCIK z minionej epoki w okularkach krótkowidza, innym razem jak NERD maniakalnie przywiązany do technologicznych nowinek, to znów jak stary ZGRED obawiający się w skrytości ducha możliwości tkwiących w nowych techno-zabawkach, wiem też, co znaczy być jak CYBORG, formatowany według cudzych schematów ergonomicznych, znam uczucie tekstualnego YETI na ośnieżonych pikselami turniach laptopa, gdy pustka w głowie nie pozwala na zrobienie jednego sensownego gestu, znaku na stronie, bywa też, że zachowuję się jak TREP w wojsku, sam militaryzując sobie własne życie, rzadko, bo rzadko ale zdarza mi się być SPOX, spoko koleżką, typem wyluzowanego 'klienta' z filmów o młodzieży, a kiedy siadam po pracy w salonie, by dla relaxu obejrzeć teledyski na MTV2 jestem jak INDIE, niezależny i uzależniony od swej niezależności, najczęściej jednak jestem jak NORMALS, w zwyczajnych niemodnych ciuchach, porządnych i czystych, ale jak gdyby z second-handu w dawnej Modzie Polskiej na nowohuckim Placu Centralnym, typ dominujący we mnie, aż na scenę nie wkroczy Ja- sponiewierany brodaty awatar, słaniający się od kopniaków mobów losu i osłabiony samym słowem AWATAR, a po nim Ja- zakamuflowany w sieci LAMER, cokolwiek to znaczy w moim przypadku, a na końcu Ja – stary życiowy PRYK patrzę na siebie wstecz, na najbardziej żenujące mnie moje przeszłe role, które próbowałem tu oddać w skrótowej formie z ukrytym przesłaniem, czytam teraz w odwrotnej kolejności ich pierwsze litery, świadomie sterując wektorami tekstu w taki sposób, aby odwieść cię od przyzwyczajeń ideologii postępu oraz gutenbergowskiej linearności, układając kolejny akronim i zastanawiam się, czy faktycznie w moim/twoim chaotycznym życiu będzie można kiedyś odnaleźć jakiś ukryty porządek występowania na scenie tych i innych postaci mnie/ciebie, ale szybko się tym nudzę i porzucam tę momentalną hybrydę siebie/ciebie :::::::::::wracam do ja, ale kim ja jestem )? ¿( Ja- neoluddysta, Ja- kryptopotomek Unabombera, mordujący innych bombami z ładunkiem śmiertelnej nudy, Ja- pomarszczone własne sztuczne dziecko- w obcej, białej mgle z moich skłębionych symboli w negatywie, Ja- infantylny upiór na e-meryturze, w mojej starej widmowej nowohuckiej opErze z Centrum E, e-centrum, Ja- z jednej strony i Ja- z drugiej strony mego elektro-pamiętnika, Ja- performer perforowany dziurami cenzury i niepamięci, Ja- patrzący w przyszłość, która zawsze była, Ja- wgapiony w przeszłość, której jeszcze nigdy nie było, Ja- którego ponosi ściśle wyliczona litania do dowolnych Ja, Ja, który panuję i Ja, który nie panuję o poranku nad wirującą galerią moich wcieleń w ‘grze w życie’, Ja – uczestnik ‘życiowych gier’ :::::::::: przedłużam aż do DNA żenujący operowy spektakl inkarnacji, tak jak występ w niszowej przestrzeni księstwa dzielnicowego, oto prywatna kampowa inscenizacja wypełniona wstydliwymi scenkami, multimedialny album z pobożnymi życzeniami, długo krążąca miejska legenda odczarowana w jeden wieczór, test primae noctis obnażający twórczą impotencję, rozwiewające się publicznie rojenia improduktywa, brutalnie sprowadzona na ziemię niby-kosmiczna tajemnica, maska zerwana ze zdeformowanej kiedyś twarzy operowego upiora, maska zerwana ze zdeformowanej kiedyś twarzy operowego upiora ukazująca piękne oblicze po plastycznej operacji, i sprawne operowanie wyliczeniami, kokietującymi niby-nieudolnością oraz pseudo-chaosem, wokalny flow wpisany w precyzyjną hipertekstualną partyturę, najmodniejsze nowinki neoawangardy zastosowane nie tam, gdzie niby trzeba; sztuka krytyczna wobec sztuki krytycznej ::::::::: transseksualne kostiumy projektowane z myślą o ich cudownym przenicowaniu na komże, sutanny, policyjne uniformy, korporacyjny dress code konserwatywno-rewolucyjnego państwa- miasta, mistycznej zony robotników ducha, szalonych proletariuszy, zwierzęce metamorfozy czyli spektakl bez granic o roboczym tytule, wiecznej prowizorce- „Owidiusz w Realu” , radykalne operacje plastyczne, zebrane w wyobraźni i wrzucone na chybił trafił do jednego ciała oraz wszystkie precyzyjne, głębokie i rozległe ingerencje chirurgów w topografię prowincji, w którą zamieni się cały nasz biedny kraj wysysany przez A.R.G.I., najodleglejsze przenośnie przekraczające granice metafor absolutnych, permanentne zmiany imion i nazwisk na migotliwych ekranikach biometrycznych dowodów osobistych, bezustanne konwersje religijne w duchu materialistycznego, świeckiego uniwersalizmu, neoawangardowe remixy subiektywnych wcieleń, torturowanie własnych person, sadomasochistyczna perwersja na całkach liter i nazwach cyfr, podręcznik do matematyki z ogromną liczbą błędów, errata do podręcznika w postaci nowego podręcznika, kolejna errata poprawiająca niezliczone pomyłki w podręczniku-erracie, e-rrata na e-papierze przyklejona błędnie na środku tekstu w środku tradycyjnej książki, odsyłająca do nieskończonego, sieciowego ciągu lapsusów i innych czynności pomyłkowych, wieczysty poczet moich/nie-moich przemian :::::::: rzeczywiste przerzucenie się z analogowego, papierowego nośnika (zeszytu) na cyfrową platformę (ekran), które w moim przypadku nastąpiło w nowym -XXI- wieku, po internetowym terminowaniu w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, było jak wskoczenie z dżinsowego, wytartego ubranka w inteligentny uniform spod laserowej igły, pełen sensorów, czipów, wskaźników i innych przyrządów pozwalających na kontrolę własnego ciało-mysłu ::::::: a dziś )? ¿( jest 26 stycznia 2010 26 lutego 2010 (2+6+0+2+2+0+1+0=13) errata → 2010-03-13 21:17 | Hania → forum ↓, i nie mogę wciąż przyzwyczaić się do tak wysokiej rocznej daty w kalendarium mojego życia, a i dzienna jest niecodzienna, bo właśnie wczoraj wystąpiłem publicznie w nowohuckim klubie „Kombinator” zaproszony przez Julka Strachotę, pisarza- gospodarza tego małego kulturalnego centrum w mojej dzielnicy- do zaprezentowania archiwum swoich własnych akcji i kolaboraKcji :::::: schematy indywidualnych podróży w głąb siebie ku światu poza mną, heremetyczne infografiki inicjowanych przeze mnie zbiorowych ćwiczeń na pograniczu ‘życia’ i ‘sztuki’, topologiczne sfumato rozumiane jako płynna granica pomiędzy jedną a drugą czasoprzestrzenią, eklektyzm formalny i multimedialność jako analogon rzeczywistych dziań się i działań, teoria i praktyka oraz ich naturalna i sztuczna otoczka bez oddzielania ich od siebie, bez abstrahowania, ekstrakcji, wytrącania z, filmy momentalne poddawane potem długiej i przemyślanej obróbce, montaż życia w nieunikniony sposób tracącego swoje substancjalne cechy, kombinatoryka w theatrum anatomicum z kawałków własnego jeszcze żywego ciała, balsamowanie obrazów ze słów, sfilmowane idealne czyTańce jako wideo-oratura, oryginalny gatunek nowego rodzaju twórczości, gdzie znikają bariery pomiędzy artystami oraz pomiędzy twórcami i odbiorcami a także wszelkie rozgraniczenia formalne, rozbuchany plagiaryzm i sampling do potęgi, WWW




wwwyciągnięcie ostatecznych konsekwencji z tendencji współczesnej kultury, maksymalizacja duchowych zysków jako antyliberalna Æconomia wykorzystująca rynkowe mechanizmy do antyrynkowego sabotażu a alterglobalistyczną retorykę masowego działania do manifestacji skrajnego indywidualizmu, prawda kłamstwa, kłamstwo kłamstwa oraz kłamstwo prawdy jako złożony dowód ostatecznej prostoty ::::: poza wszystkim innym ten wpis można potraktować jako próbę odtworzenia stanu mojego umysłu, w konkretnym przedziale czasowym, wirtualny analogon strumienia świadomości, gdy siedziałem po trzeciej w nocy/nad ranem z czwartku na piątek nie mogąc usnąć po wrażeniach wieczoru autorskiego w klubie „Kombinator”, gdy w moim umyśle, jak to często bywa o tej porze, zarezerwowanej raczej dla fazy REM – Rapid Eye Movement– czyli głębokiego snu a nie półprzytomnego ślęczenia nad ekranem służbowego laptopa, tworzą się pod powiekami spontanicznie ciągi sennych figur, rozbiegany wzrok śledzi surrealistyczne sceny i abstrakcyjne zbiory, fraktale, bloby, ruchliwe chmury symboli, podobnie teraz przed oczyma duszy przepływały mi fragmenty wspomnień, porwane powidoki, strzępy zarejestrowanych sytuacji, kawałki rozmów, profile twarzy, widmowe zbliżenia wpatrzonych we mnie oczu, wycięte części życiowych rekwizytów, elementy tajemniczych rzeczy w błyskawicznych zoomach bez dbałości o filmowy warsztat, nerwowy puls akomodacji, hiperrealistycznie oddane detale, o tak wyraźnej fakturze, że aż kręci się w głowie, przechodzące w równie mdlące zamglenia, i znów te ostre błyski ::::

Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (48) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest trzy razy trzy? wpisz liczbę

Wyślij »
2012-02-07 20:20  z ksiąg odwróconego prawa
2012-02-01 22:50  Poetka na Moście
2012-02-01 20:20  historia alternatywna
2012-01-31 19:35  propaganda - porównanie
2012-01-30 13:13  Tusk albo RWPG bis
2012-01-27 20:20  no future
2012-01-26 20:02  zmiana psa na kota z budy?
2012-01-25 20:02  znów lata sowa sowietów
2012-01-24 13:13  totalnie okablowani
Kalendarz