Bogdan Zalewski
29 kwietnia 2010, 23:59

Paneuropa czy Pan Eurazja?

Mało spałem minionej nocy, więc gdy wróciłem z radia do domu, natychmiast zmorzył mnie sen. Ukołysała mnie w salonie powtarzająca się melodia dochodząca z dziecięcego pokoju. Moja młodsza córka Ewa ćwiczyła wytrwale z mamą na pianinie menueta Jana Sebastiana Bacha.
Zbudził mnie ostry dzwonek telefonu komórkowego, nikogo nie było w domu- Ewunia z Dorotą w szkole muzycznej, Asia na uczelni- zdążyłem ułożyć sobie w głowie moje rodzinne puzzle, zanim głos Michała Zielińskiego w komórce zaczął roztaczać przed oczyma mojej wyobraźni wizję innej Wielkiej Układanki, swoiście pojmowanej Rodzinnej Europy. Michał - jeden z najbardziej przenikliwych dziennikarzy RMF FM- autor bloga, w którym niejeden raz wyprzedzał bieg wydarzeń, przewidując trafnie kierunki rozwoju politycznych czy ekonomicznych procesów- zwrócił mi tym razem uwagę na symptomatyczną wypowiedź ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa:

-Coś ci przesłałem na skrzynkę. Początkowo wyglądało to na taką zwyczajną depeszę z kurtuazyjną wypowiedzią szefa rosyjskiej dyplomacji. Ja sobie jednak doczytałem do końca i sedno sprawy kryło się jak zwykle w kolejnych akapitach. Nie chcę Ci na razie niczego sugerować, ale myślę, że sprawy nabrały wielkiego przyspieszenia. Podejrzewam, że motorem tych deklaracji jest potężny strach przed Chinami.- Michał umie zachęcić do lektury.

Opadły ze mnie resztki prywatnych snów, otworzyłem laptopa i jak w globalny koszmar zagłębiłem się w tekst wystąpienia rosyjskiego dyplomaty. Niczym rosyjski Martin Luther King - Ławrow rzekł w Strasburgu "I had a dream!" Co on ma za marzenie?- zapytacie. Ano, o wspólnej rosyjsko-europejsko-amerykańskiej strefie bezpieczeństwa i współpracy ciągnącej się od Vancouver po Władywostok. Przypuszczam, jak słodko to zabrzmiało w uszach wielu zwolenników totalnej integracji, różnych mondialistów wszelkiej maści. Dla mnie podejrzliwego do bólu polskiego obywatela-obserwatora pachnie to nieprzyjemnie. Aż bronię się przed natrętnym obrazem, że rosyjscy mistrzowie dyplomatycznej kuchni przyszykowali nam swoją staro-nową spécialité de la maison- specjalność domu, Wspólnego Europejskiego Domu, przygotowali nam wszystkim ... aż boję się nazwać ... swój pasztet sztrasburski.

Co to za pasztet? Zacytuję przepis z depeszy przesłanej mi przez Michała: "Wspólne przeżywanie przez dwa narody (polski i rosyjski- przyp. B.Z.) tragedii pod Smoleńskiem stanie się punktem zwrotnym w przezwyciężeniu wspólnej tragicznej przeszłości, będzie wkładem w tworzenie prawdziwie Wielkiej Europy, która jest nie do pomyślenia poza normalnym ludzkim wymiarem stosunków między państwami i narodami.

Michał zwrócił mi uwagę, na kogo powołał się Ławrow jako na patrona nowego radykalnego planu eurazjatycko-amerykańskiej integracji:

- "To jeden pionierów idei Paneuropy. Pewnie kojarzysz tego Pana o podwójnym nazwisku: Coudenhove-Kalergi" - suflował mi Zieliński, tylko podpowiadał, abym sam zebrał do kupy chaotycznie porozrzucane kawałeczki Wielkiego Fresku, alegorycznej mozaiki projektowanej na ścianach Wspólnego Europejskiego Domu.

Richard Coudenhove-Kalergi? - ach, to ten wizjoner o nazwisku pobrzmiewającym znajomo czytelnikom Norwida! Przypomniałem sobie od razu książkę, którą kupiłem osiem lat temu. Wszedłem do pokoju Ewuni, teraz cichego, pustego, pełnego melancholii, jakby wciąż rozbrzmiewały w nim dźwięki dojrzałych klasyków wydobywane z instrumentu dziecięcymi dłońmi, i ściągnąłem z półki tom zatytułowany "Cel:Europa. Dziesięć esejów o budowniczych jedności europejskiej" pióra Jerzego Łukaszewskiego. Otworzyłem książkę na podrozdziale "Edukacja Europejczyka" i zacząłem czytać o najbliższej rodzinie Ryszarda Coudenhove-Kalergi:

"Ojciec Ryszarda, hrabia Heinrich Coudenhove-Kalergi, był dyplomatą i zajmował stanowiska w misjach Austro-Węgier w Atenach, Rio de Janeiro, Konstantynopolu i Buenos Aires, zanim został mianowany chargé d'affaires w Tokio. Człowiek żywej inteligencji, wielkiej ciekawości świata i wyjątkowej otwartości ducha, w pełni korzystał ze swych pobytów za granicą, aby studiować historię, filozofię, języki i religie krajów należących do różnych cywilizacji. W Tokio dał dowód całkowitej obojętności wobec przesądów rasowych, poślubiając uroczą Japonkę o piętnaście lat od niego młodszą. Z tego związku przyszedł na świat Ryszard (17 listopada 1894 roku).

Fakt posiadania japońskiej matki i austriackiego ojca zadecydował o tym , iż Ryszard postrzegał świat w szczególny, właściwy sobie sposób. Od najmłodszych lat przyzwyczaił się dzielić go na dwie części: tę, którą uosabiała matka, tzn. Azję, oraz tę, którą utożsamiał z ojcem- Europę. Podczas, kiedy matka reprezentowała typ ludzki wyraźnie odmienny od typu ojca, ten ostatni nie wydawał się różnić od innych Europejczyków: Niemców, Anglików czy Francuzów. W ten sposób to, co ogromna rzesza Europejczyków uważała za drzewa odrębne- narody- jawiło mu się jako gałęzie jednego i tego samego drzewa."


Lubię takie książki, pokazują bowiem, jak wiele ogólnych, wydawałoby się abstrakcyjnych koncepcji ma korzenie osobiste, intymne, genealogię rodzinną. W ten sposób na wizje polityczne można popatrzeć okiem nie tyle politologa co jakiegoś psycho-poli-analityka. Eksperci do spraw stosunków międzynarodowych niech mają swoje tradycyjnie racjonalne koncepcje, ja spoglądam na to bez szkiełka, swoim okiem. W przywoływaniu przez Ławrowa akurat takiego patrona politycznego projektu dostrzegam rodzaj freudowskiego "romansu rodzinnego",w którym relacje z najbliższymi są przesuwane ze sfery życia codziennego w domenę snów i obsesji, do krainy mitów. Widzę jak Kreml prezentuje na zewnątrz swoje ekspansjonistyczne, neoimperialne pragnienia, jak przedstawia w świetle fleszy ten swój mroczny świat Id -politycznej podświadomości- w którym relacje z najbliższymi (sąsiadami) są pasmem wrogich przejęć i aktów agresji. Z wielkim niepokojem obserwuję jak coraz bardziej asertywne państwo Putina i Miedwiediewa gładko wchłania z powrotem nie tylko kolejne rzekomo utracone terytorium (Ukraina), ale próbuje anektować mity i symbole zachodniej cywilizacji. Podmieniając jak w koszmarnym śnie znaki i znaczenia. Idea związku Ojca (Europy) i Matki (Azji) wywiedziona przez Ławrowa z 'rodzinnego romansu' Ryszarda Coudenhove-Kalergi jest tu według mnie wyłącznie mitem maskującym ideę eurazjatycką lansowaną przez Aleksandra Dugina. To jest ten pierwotny rosyjski instynkt, nie cofający się przed niczym, którego gwałtowny, brutalny obraz wyziera spod idyllicznego ideologicznego paneuropejskiego laserunku.

Czytam słowa Ryszarda Coudenhove-Kalergi:

"Być może Rosja pewnego dnia znów złączy się z Europą: ale wtedy nie Ural, lecz Ałtaj będzie granicą między Azją i Europą, a Europa będzie sąsiadować z Chinami oraz Japonią i oprze się o Pacyfik."

I podejrzewam , że ta idea przywoływana przez Ławrowa jest starym tekstem maskującym przekaz a la Dugin. Nigdy nie zapomnę tych słów rosyjskiego myśliciela:

"(...) Polska znajduje się na granicy między światem katolickim a prawosławnym. Z mojego eurazjatyckiego punktu widzenia archetyp geografii sakralnej Polski jest głęboko dualistyczny: z jednej strony tradycja przedchrześcijańska, pogańska, magiczna, heterodoksyjna, której korzenie pozostają słowiańskie; z drugiej - katolicyzm o rodowodzie germano-romańskim. Między nimi występuje konflikt. Sytuacja Polski jest sytuacją graniczną. Ona nie może zjednoczyć się ze światem wschodnim religijnie, a z zachodnim etnicznie. W geopolityce Polska pozostaje częścią kordonu sanitarnego rozdzielającego kontynent eurazjatycki na dwie części, co jest bardzo wygodne dla antytradycyjnych sił anglo-saskich. Polska nie może w pełni zrealizować swej eurazjatycko-słowiańskiej istoty, gdyż przeszkadza jej w tym katolicyzm, ani swej zachodnioeuropejskiej tożsamości, gdyż przeszkadza jej własna słowiańskość, tzn. język, zwyczaje, archetypy, klimat miejsc itd. Na skutek tej dwoistości, tej graniczności sytuacji Polska zawsze pada ofiarą trzeciej siły, tak jak dziś mondializmu czy atlantyzmu. To położenie na granicy między Rosją a Niemcami sprawia, że zawsze w historii będzie występował problem rozbiorów Polski między Wschód i Zachód. (...) Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki. Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka. Rozumiem, że ciężko jest oderwać jedno od drugiego, ale to nieuniknione."

Był Polak, który chciał wyrwać nasz kochany kraj z tej szatańskiej duginowskiej alternatywy. Był przez cały czas niszczony w Polsce przez agentów eurazjanizmu i pożytecznych idiotów, których horyzonty myślowe nie wykraczały i nadal nie wykraczają poza prowincjonalny grajdół. Właśnie w taki grajdół, jako że nie widzieli siebie gdzie indziej, nie byli w stanie wyobrazić sobie czegoś innego, bez przerwy wpychali i wpychają naszą ojczyznę. Tak się jakoś dziwnie złożyło, a ostatnio wiele spraw dziwnie się układa, że w drodze powrotnej z radia do domu kupiłem sobie w MPiK-u najnowszy numer dwumiesięcznika "Arkana" z ostatnim wywiadem przeprowadzonym z prezydentem Lechem Kaczyńskiem przez profesora Andrzeja Nowaka- redaktora naczelnego tego zacnego pisma. To rodzaj politycznego testamentu Głowy naszego państwa:

"Wstępne moje rozpoznanie naszej sytuacji Unii Europejskiej i w NATO, zwłaszcza w Unii, wykazało, że pozycja Polski jest marginalna. Chcąc ją wzmocnić, postanowiłem ją oprzeć na kierunku południowo-wschodnim: przez Ukrainę ku Azerbejdżanowi i Gruzji. (...) W latach 2005-07 Polska, razem z Litwą, Łotwą i Estonią i niekiedy także z Czechami stanowiła swoisty opornik przeciw nadmiernie prorosyjskiej polityce w Unii. Przypominaliśmy konsekwentnie o sprawie bezpieczeństwa energetycznego i innych sprawach, w których Rosja wystawiała solidarność europejską na próbę. Z tej roli rząd Tuska się wycofał."

Czytam ten wywiad nagrany 27 lipca zeszłego roku, wyławiam z niego trafne diagnozy o rosnących wpływach Rosji w Europie , o prezydencie USA Obamie, który musi ograniczyć wydatki na politykę zagraniczną , bo boryka się z ogromnymi problemami wewnętrznymi w Stanach i musi spacyfikować sytuację na świecie. Wybitnego Człowieka, który wypowiadał te słowa prawie rok temu, już nie ma wśród nas. Zginął w tak tajemniczych okolicznościach z tak liczną grupą tak bardzo wartościowych Polaków, że cisną się na usta pytania: DLACZEGO? JAK?. Skąd się bierze taka szatańska logika w wydarzeniach rzekomo przypadkowych? Ile jeszcze musi się zdarzyć podobnych zbiegów okoliczności, abyśmy mogli uznać, że Historia jednak nie jest dziełem przypadku? Komu tak sprzyja Los? Gdzie tryska to źródło klęsk dla jednych a dla innych zdrój powodzenia? Pytam w imieniu narodu łamanego Kołem Fortuny, lecz ciągle nie złamanego.

Zamiast odpowiedzi widzę twarz rosyjskiego dyplomaty przemawiającego w Strasburgu. Spoglądam długo na długie oblicze tego starego wygi, mówiącego po angielsku z nienagannym akcentem, który rok temu wytknął błąd Amerykanom w czasie słynnej sceny resetowania dwustronnych relacji Moskwa-Waszyngton. Do dziś mam przed oczami telewizyjny obraz spotkania w Genewie: gdy szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton wręczyła Ławrowowi skrzynkę z czerwonym przyciskiem , symbolicznym gadżetem nowych stosunków, Rosjanin natychmiast zauważył pomyłkę tłumacza.

Niedziela 18.04.10. ulica świętej Anny w Krakowie, fot.B.Z.


Angielskie „reset” błędnie przełożono na rosyjskie słowo "pieriegruzka" czyli "przeciążenie" zamiast poprawnego „pieriezagruzka” czyli "wyzerowanie, powrót do początkowego stanu". Do dziś nie mogę jednak pozbyć się podejrzeń, że ten rzekomy "błąd" był celową zagrywką Amerykanów, że w tym lapsusie krył się pewien znak, dodatkowy kod, ukryty sygnał dla wtajemniczonych. Dyplomacja jest najbardziej "semiotycznie obciążoną" dziedziną polityki, więc ja się zawsze doszukuję tego typu sekretnych warstw. Tu trzeba zamiast płytkich racjonalistów lekceważących takie symptomy innego interpretatora obdarzonego intuicją i wyobraźnią. To jak czynność pomyłkowa w teorii Zygmunta Freuda, błąd nieprzypadkowy, absolutnie POPRAWNY na głębszym poziomie.

Często odnoszę wrażenie, że wielcy tego świata, którzy planują na lata - nam maluczkim - kształt naszego życia, o pewnych najbardziej sekretnych przedsięwzięciach nie mogą mówić wprost. Kreują znaczące PRZECIĄŻENIA. Wybierają miejsca i dni OBCIĄŻONE sensami. Amerykanie przecież nie mogą ogłosić publicznie, że opuszczają swego dotychczasowego wiernego jak pies sojusznika nad Wisłą i oddają Polskę na żer głodnego Imperium, właściwie za przyzwoleniem miejscowych polityków ze światłej partii rządzącej, którzy palcem nie tknęli, aby zabezpieczyć Polskę przed takim czarnym scenariuszem. Wuj Sam nie może wypalić prosto z mostu: już się nam znudziliście, pokłońcie się teraz Wołodii i Dimie! Mówią więc do wszystkich szyfrem: SIEDEMNASTEGO WRZEŚNIA ogłaszają wszem i wobec rezygnację z instalowania tarczy antyrakietowej w Polsce. Robią to dokładnie w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Czytelny sygnał- dla każdego myślącego człowieka. Kiedy Jarosław Kaczyński w zeszłym roku zwrócił uwagę na ten fakt, dyżurni mędrcy oczywiście wyśmiali go, sprowadzili jak zwykle do roli błazna, ku uciesze ich rechoczącej w odpowiednich momentach publiki. Bo przecież Oni tam w tym swoim Ideologicznym Komitecie Centralnym zawsze wiedzą, co i jak! Pamiętam z książek Aleksandra Wata, jak przed wojną mówili o Centrali w Moskwie starzy komuniści z KPP. Powtarzali jak ruską mantrę "Im widnieje." czyli "Oni wiedzą lepiej." Zanim Stalin nie wybił ich wszystkich do nogi.

Na całe szczęście takie zbrodnie już nie będą możliwe - przynajmniej w pasie pomiędzy Vancouver a Władywostokiem.

O, przyszły Ewunia z Dorotą.

Córka musi jeszcze utrwalić w domu materiał ze szkoły muzycznej.
W salonie znów mi rozbrzmiewa miły dla ucha menuet Jana Sebastiana Bacha, klasyka muzyki paneurazjatyckiej.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (50) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest sześć razy sześć? wpisz liczbę

Wyślij »
2012-02-07 20:20  z ksiąg odwróconego prawa
2012-02-01 22:50  Poetka na Moście
2012-02-01 20:20  historia alternatywna
2012-01-31 19:35  propaganda - porównanie
2012-01-30 13:13  Tusk albo RWPG bis
2012-01-27 20:20  no future
2012-01-26 20:02  zmiana psa na kota z budy?
2012-01-25 20:02  znów lata sowa sowietów
2012-01-24 13:13  totalnie okablowani
Kalendarz