Bogdan Zalewski
3 października 2011, 22:22

Pióro w puch

Kiedy usłyszałem, że literacką nagrodę "Nike" otrzymał Marian Pilot za powieść "Pióropusz", mój biologiczny zegar zaczął od razu poruszać się wstecz, jak przekorny wiatrak, co to nie chce już mleć mąki, a wypluwa tylko z siebie plewy dawnych chwil.

1. Pilot a grom z jasnego nieba

Nie sugeruję, że "Pióropusz" to literacki rozkurz, powieściowa mierzwa. Przeciwnie, to literatura na najwyższym poziomie, bardzo bogata językowo, wyrastająca z żyznej gleby starej, wiejskiej polszczyzny, twórczego materiału z próchnicy archaizmów i regionalizmów, najwartościowszego humanistycznego humusu. A jednak "Pióropusz" będzie mi się już zawsze kojarzył z czymś zaprzepaszczonym, z pióro-puchem, złamanym piórem, dartym pierzem, podartymi stronami, strzępami fruwającymi w powietrzu, targanymi wiatrem nagłej, niespodziewanej burzy. Z Marianem Pilotem rozmawiałem w kwietniu zeszłego roku, tuż przed Masakrą Smoleńską, obmyślając radiową audycję o literackich buntownikach z odmiennych generacji, stanowiących najbliższe ogniwa dla mojego pokolenia- Polaków urodzonych w latach sześćdziesiątych XX wieku. Tak się składa, że Marian Pilot -rocznik 1936- to rówieśnik mojego ojca, a losy chłopskiego bohatera jego powieści wywoływały we mnie osobisty rezonans, współbrzmiały z rodzinnymi wspomnieniami na temat sytuacji najbiedniejszych mieszkańców wsi, którym ludowa władza przyniosła rzekomo upragnioną wolność, propagandowo oswobodziła z mrocznej tiurmy dwudziestolecia, otworzyła bramę więzienia "pańskiej" II Rzeczypospolitej, przynosząc sowiecką sanację od "strasznej" polskiej sanacji przedwojennej. Tę prywatną biedniacką rewoltę bohatera "Pióropusza", wiejskiego złodzieja-analfabety w czasach stalinowskiej pseudo-Polski, chciałem skonfrontować z nihilistyczną postawą pokolenia wchodzącego właśnie w dorosłość w neokomunistycznej III RP, nastoletnich abiturientów tak zwanych dobrych szkół, podstarzałych dzieciaków określanych mianem "generacji NIC". W tym samym czasie przeprowadziłem wywiad z Dominiką Ożarowską, autorką książki "Nie uderzy żaden piorun". Ożarowska - rocznik 1991- to niemal rówieśnica mojej starszej córki, więc pochłonęła mnie treść i forma tej powieści, przekornego "anty-manifestu", świadomie bezbarwnego głosu młodych wypalonych, tych inteligentnych dziewczyn i chłopaków, porażających co wrażliwszych starszych swoim emocjonalnym chłodem, życiowym minimalizmem, przy całym bogactwie materialnych dóbr i kulturalnych doznań. Pilot i Ożarowska - trudno wyobrazić sobie większy kontrast, a jednak w mojej głowie i sercu połączyły się te literackie skrajności. Czytałem je jak dwa tomy mojego rodzinnego romansu, dwie księgi powieściowej sagi. Obie były mi bardzo bliskie życiowo i ... jednocześnie tak odległe biograficznie, jak potrafi być rodzony ojciec i własna córka. Zastanawiałem się nad tym łańcuchem czasu z kolejnymi generacyjnymi ogniwami, aż tu nagle jedno wydarzenie przerwało moje życiowo-literackie asocjacje. 10 kwietnia rano nie słuchałem radia, nie oglądałem telewizji. Z głośników w moim pokoju rozbrzmiewały dźwięki techno kanadyjskiego minimalisty Richie Hawtina. Tak "przygotowywałem się" do literackiego spotkania w nowohuckim klubie "Kombinator" na temat prozy Ożarowskiej; zapoznawałem się z muzyką, która w jej - celowo monotonnej i "banalistycznej"- powieści odgrywała znaczącą rolę. Rozmowę z Pilotem miałem już wcześniej zmontowaną. Wtem do mojego pokoju wparowała Asia; córka jak zwykle w wolnej chwili oglądała telewizję informacyjną, surfując po Internecie, i grając w World of Warcraft .............


............. historia zerwała się z nagle z tak banalnego łańcucha i pozrywała wszystkie wcześniej łączone ogniwa. Nic, co wydawało mi się wcześniej ważne, nie miało już dla mnie najmniejszego sensu. Pozostały mi fragmenty radiowych scenariuszy i niewyemitowane nigdy wywiady. Powinienem napisać, że mają one znaczenie same w sobie, bo pisarze nie lubią być przecież instrumentalizowani, ale nic na to nie poradzę, że te literackie rozmowy są dla mnie dzisiaj ważne głównie z powodu ich konTekstu. Jednak to też jest dla mnie historia literatury, tyle że moja, nielinearna, poza porządkiem przyczyny i skutku, oficjalnym akademickim ładem, podręcznikowymi hierarchiami i wektorami. Ujawniam trochę wstydliwy wyraz mojej bezradności - historycznoliteracki blob włączający do tradycji prozy niezapisaną niemotę nie-mowy i antypowieść wtórnego analfabety ze zbędnym tabletem w dłoni, bełkoczącego tylko coś pod nosem.



2. Scenariusz dla nieistniejącej i niemożliwej już audycji

BUNT W LITERATURZE - dwie formy sprzeciwu w dwóch różnych niedawno wydanych powieściach: dojrzałego prozaika Mariana Pilota i młodziutkiej debiutantki Dominiki Ożarowskiej.

Ożarowska - rocznik 1991 - w książce "Nie uderzy żaden piorun" - portretuje swoich dziewiętnastoletnich rówieśników, "plastikowego" pokolenia o wyzerowanej wrażliwości. Bunt jest tu synonimem ... akceptacji , zgody na własną "żadność". Książka wywołała w prasie ożywione dyskusje o generacji dzieci III RP




Marian Pilot - rocznik 1936 - w książce "Pióropusz" , opartej na traumatycznych wspomnieniach z wiejskiego dzieciństwa, przedstawia postać ojca - złodzieja, analfabety przeciwstawiającego się nowym komunistycznym porządkom. Niepiśmienny chłop za punkt honoru stawia sobie to, że nie nauczy się stawiania liter.



Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (53) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest trzy razy sześć? wpisz liczbę

Wyślij »
Kalendarz