Bogdan Zalewski
13 listopada 2009, 13:11

Piorun ciągle do wewnątrz strzelistą głosi suszę, światło z podwiniętą stopą.

0.

Oto coś, z czym zawsze mam największy problem, bo kto będzie potem czytać taką nieczytelność, ksobność sugerowaną zygzakami niejasnych wewnętrznych iluminacji, ciemnych moich świecidełek? Jak niewidzialne promienie X, które tworzą na kliszach nasze tajemnicze autoportrety, którymi się przecież potem nikomu nie chwalimy, nie wkładamy do rodzinnych albumów prywatnych zdjęć rentgenowskich. A przecież taka jest trochę ta moja blogerska liberaturoterapia, liternetografia. Są takie Xięgi papierowe i okna komputerowe, które otwierają się na Inne, wykraczając poza książkową bieżączkę i internetową biegunkę, dukaną szkolną www-iedzę zawartą w miriadach powtarzalnych witryn i poza literaturkę z jej nowymi turami literek- służących do zabawy w post-modernę … POST... STOP ... bo zanim się cofnę do cudzych historii, które sobie przywłaszczyłem, żeby je poskładać, pozbijać, posklejać, pospawać w kolejną monumentalną, chaotyczną strukturę hipertextową, oddam skok w osobiste ...

Miałem takie Przygody ostatnio … kilka przygód, to znaczy bytów niby przygodnych, przypadkowych i niekoniecznych, jak być może zdecydowana większość faktów w naszym życiu, a jednak jakoś tak ukazujących coś, no może nie tyle wskazujących na (na pewno nie na spożycie, bo nie spożywam), ile sugerujących że, mrugających do, rzucających cień, albo raczej zajączki na zwartym murze z życiowych cegieł, że jest za tą ścianą jakiś inny byt- konieczny, ale z drugiej strony to wszystko o tej Pewności było tak niepewne, jakby jąkające się, potykające się o własne aluzje, sygnalizujące niejasno, kaleką składnią, jak senne anakoluty, na przykład: śniłem śmiesznie, to znaczy śmieszne to mi się teraz zdaje, ale w czwartek nie wydawało mi się to takie zabawne, bo we śnie dyskutowałem ostro z jakimiś zaangażowanymi post-politycznie młodymi ludźmi, polemizowałem zwłaszcza z żarliwą po-pulistką, która w wulgarnych słowach oskarżała o zdradę księdza Zaleskiego, mówiąc o nim per "Xiądz Zalewski" z charakterystyczną ironiczno-anachroniczną wymową, którą tu oznaczam krzyżykiem, i cały czas - "a ten, taki owaki, w sukience, ten kapuś Waga, TW Waga to , TW Waga tamto", "jak papuga skrzeczy to głupie dziewczę", pomyślałem sobie we śnie, i dalejże jej w tej mojej lustracyjnej oniriadzie tłumaczyć, że nie wie o kim i o czym mówi, że ksiądz Zaleski to porządny człowiek a nie żaden Tajny Współpracownik, że były kapuś bezpieki o pseudonimie Waga to- jak mówią- inny ksiądz, i, że jak się nie wie, to się nie bredzi, trzeba milczeć, a nie kłapać buzią, bo mowa jest jest złotem a milczenie s ... STOP ... obudziłem się, sięgnąłem po komórkę na metalowej półce nad łóżkiem, została mi jeszcze jakaś godzina do 4:44, na którą nastawiłem komórkowy budzik, kładąc jak zwykle telefon na metalu, żeby donośniej brzęczał, ale tym razem nie było to potrzebne, bo już nie mogłem zasnąć, i zamiast liczyć barany do rana, zacząłem w myślach tworzyć dla zabawy akrostych do liter słowa N.I.E.S.P.Ó.J.N.O.Ś.Ć, i wymyśliłem takie zdanie : Nawiązania Internetowe Ewokują Spirale Podobne Ósemkom Jakie Nawija Oślepiona Światłem Ćma, a o samym śnie przypomniałem sobie jakieś dwie godziny później, kiedy szedłem pod górę ciemną, stromą, krętą uliczką Zaścianek ku zupełnie niezaściankowemu medialnemu centrum o globalnym zasięgu, i zanim doszedłem do ceglanych fortów pod Kopcem Kościuszki, przekładałem oniryczne symbole na mowę-jawę; pozornie nie było to trudne, bo Zaleski to prawie moje nazwisko bez "W", a Waga to mój znak zodiaku, jednak ostateczne znaczenie marzenia sennego umykało mi, pojawiało się i znikało za moimi plecami jak poskręcane figury drzew, które mijałem w drodze do radia, wielkie, czarne, nagie dendryty, bo natura o tej porze roku i dnia boleśnie obnaża swój układ nerwowy i chyba coś niejasno sygnalizuje, bo wzdłuż uliczki i dalej asfaltowej alei to tu, to tam pod kasztanowcami, stały samotne albo w stadach, stadkach białe worki nylonowe z zebranymi liśćmi, lśniące w sztucznym świetle lamp, a na każdym napis pozwijany w różnych literowych konfiguracjach- WIATA, ANI, TANIE czyli SPRZĄTANIE ŚWIATA ...

Ewokuję postacie ludzi i zdarzeń, pisząc o Przygodach, bo są to -powtarzam- sploty, które jakby na coś wskazują; jest to zwykle coś Oczywistego dla przeżywających ten Stan, a czego nie sposób przekazać innym, więc się milczy, milczy całymi dniami, tygodniami, miesiącami, nawet latami, bo to, o czym chciałoby się napisać, nie sposób zwerbalizować, a o innych sprawach opowiadać się nie chce, tak bardzo nie czuje się potrzeby, że rośnie w ustach knebel bełkotu, sama pęcznieje organiczna a niewidoczna dla innych pulpa …
Wystarczyło, że zacząłem na serio chorować, poczułem się znacznie lepiej. Jakbym odbierał raz po raz sekretne sygnały wysyłane przez mój organizm.

Należałoby to zestawić z pączkującą, puchnącą otchłanią- niewidzialną stroną sieci, invisible Web, dark side of the Internet, wirtualną podświadomością, w której buszują: Anima, Animus czy Cień. Nieprzypadkowo mówię o zestawianiu a nie porównywaniu, bo choć to z pozoru drobna różnica, odgrywa tu ogromną rolę. Kładę obok siebie podobne i niepodobne elementy, by to sam Odbiorca decydował o ich interakcjach albo braku powiązań. I nie jest tylko kwestia techniki czy poetyki. Tak samo nie bez powodu przywołuję terminologię psychoanalityczną, bo jestem zwolennikiem hipotezy, że to szczególne medium –internetowe- nie jest wyłącznie technicznym wynalazkiem a przedłużeniem naszych naturalnych przewodów neuronowych, a nawet rodzajem nowej –duchowej- domeny człowieka, wielowymiarową przestrzenią spirytualną, z mozaiką pól, na których toczą się synchronicznie indywidualne bitwy wojny totalnej, subiektywne epizody globalnej psychomachii …

1. Maskowane


MEMENTO MORI - MOROWE MEMENTO (źródło Internet,mix. B.Z.)

Chciałem przemówić do obrazu
A obraz do mnie od razu:
O, milczące multiplikacje
Spotęgujcie medialną moc przekazu."


2. Argumenty



Szukałem w sieci prawdziwej przyczyny rozpowszechniania obrazu ludzi w maskach, nie wierząc w to, co sam przekazuję w oficjalnych komunikatach, ufając bardziej własnemu zaniemówieniu, kolejnemu atakowi agrafii, traktując go jako osobisty symptom zagadkowego globalnego syndromu.

Zaprojektowałem powyższy groteskowy plakat z mortualnym motywem na podstawie wykopanej fotki- jako żart ze śmiertelnej powagi, bo znów odkryłem jak bliskoznaczne potrafią być dwie, wydawałoby się tak odległe od siebie domeny: śmierć i śmiech, które łączą się ostatecznie w wyrażeniu risus mortis (rigor mortis), dwoistym wyrazie twarzy nieboszczyka, śmiejącego się po śmierci z samego siebie oraz z płaczących żałobników.

Eksperci przestrzegają, że maseczka na twarzy jest złudną osłoną przed świńską grypą, a mimo to antygrypowa paranoja jest upowszechniania przy pomocy tego właśnie ikonicznego wirusa: obrazu zamaskowanej twarzy, wizerunku kojarzącego się z innymi medialnymi memami przeciwników Systemu: z obliczem terrorysty czy z gębą kibola, tymi dwoma złowrogimi burzycielami nowego wspaniałego Ładu- u nas tworzonego głównie przez dawne służby porządkowe, tak się jakoś złożyło.

Propaganda musi więc służyć innemu celowi niż dobroczynna zdrowotna profilaktyka, skoro tak mocno lansowana przesłona nie chroni przed wirusem AH1N1- pomyślałem, i dodałem po chwili AHA! , bo doznałem nagłego olśnienia pod wpływem klasycznego tytułu, który tkwił we mnie i czekał na swoją chwilę, jakby reaktywował się nagle literacki wirus skryty w mych zwojach nerwowych, objawiając się dziwnym rozgorączkowaniem i przyśpieszoną wewnętrzną pulsacją słowną, to znaczy- niby werbalne werbelki usłyszałem w głowie powtórzone po trzykroć trzy słowa: Maska Czerwonego Moru, Maska Czerwonego Moru, Maska Czerwonego Moru!

Trenuję odtąd rewolucyjną czujność wodząc oczyma za krętymi tropami pierwowzoru na wypalonej matrycy panicznej pandemii, pragnąc dodać do akademickich interpretacji swoją własną egzegezę opartą na tekstach niekanonicznych, wyniośle ignorowanych lub odrzucanych ze wzgardą.

Analogie nasuwają się same, choć być może sama łatwość skojarzeń nie jest najważniejszym kryterium, bo gdyby tak było, jedną medialną kłamliwą łatwiznę-mieliznę zastąpilibyśmy innymi powierzchownymi pseudo-rewelacjami.

Nauka zbyt rzadko wyciągana z wizjonerskich dzieł prekursorów, to też zbyt banalny argument, bo nie kieruje mną tutaj żaden zamysł moralizatorski, zastanawiam się po prostu nad użytecznością ikonicznych matryc, rozpowszechnianych przez uczestników globalnych batalii symbolicznych, więc jeśli naprawdę na wojnie prawda jest pierwszą ofiarą, to mnie los prawdy zupełnie nie obchodzi, bo każda wojna jest wojną a róża jest różą jest różą jest różą, więc nie czas żałować żadnych róż, gdy wieją wiatry i przenoszą pożary z lasu na las, i nie wiem jak ty, ale ja nadal jestem w lesie.

Aktualne wydarzenia pozostają zagadką dla śniących wyłącznie błogi sen teraźniejszości- pomyślałem, ale zaraz zacząłem się zastanawiać, co niby ta nowa grypa miałaby obudzić i w kim, poza rewolucyjnymi rojeniami nowych internetowych grup oporu, którym tak łatwo zakneblować zbiorowe usta cyfrowe, albo choćby zinstrumentalizować ich rozkosznie naiwny rokosz , ustatecznić bunt, wyciszyć wrzenie do delikatnego musowania mas.
Polski akcent na obfitującym w symbole fresku na ścianach lotniska w Denver- lokalnej pożywce dla globalnie pleniących się plotek.

Przyszła apokalipsa! - ta dopiero mogłaby być orgiastycznym wybuchem wiedzy radosnej, ekstatycznym przebudzeniem dla paranoików śniących już dziś futurystyczne koszmary, ale i to może być tylko złudzeniem, skoro macherzy od kształtowania zbiorowej wyobraźni już czerpią z tego eschatologicznego rezerwuaru, multiplikując datę 2012 i wtłaczając do głów nieświadomym odbiorcom obraz rozpadającego się monumentu Chrystusa z góry Corvocado.

Radykalni krytycy mogą i tak okazać się ludźmi o ubogiej wyobraźni- myślę jako ten niby bardziej zapobiegliwy, chcący ich przelicytować barokiem obrazów i odniesień, takim nieznośnym dla tak wielu a tak pożądanym dla tych nielicznych w ich dziele oswajania tamtych z totalną niewolą.

Absurdy obecnej tresury, którą znamy, przeciwko której niektórzy z nas z tak wielką przesadą się buntują, są być może wyrazem przyszłej tęsknoty za resztkami tradycyjnej racjonalności i osobistej swobody, bo gdy już nie będzie żadnej możliwości wyboru, wielką odwagą będzie zatęsknić.

Wyrugowane na margines sekretne opisy wydarzeń, które miały być tylko sieciowymi baśniami mogą w końcu opleść świat realu tak lepką pajęczyną, że przyszli ludzie będą musieli oddychać całą powierzchnią ciała, wykorzystując pory skóry do wymiany zużytych obrazów na nowe syntetyczne symbole.

Dawne dziwy zupełnie przestaną dziwić, zadziwiające będzie tamto nasze zadziwienie, jednak –jak zwykle- nic już nikomu nie przyjdzie z tej nowej wyższej świadomości, spóźniona wiedza znów okaże się nieużyteczna na nowym etapie, a jeśli pojawią się kolejne prekursorskie formy, możliwe, że znów będą niezauważane albo traktowane z ironicznym dystansem i lekceważącym niedowierzaniem.

Aluzje ustępujące miejsca jawnym komunikatom przenoszą się w inne peryferyjne obszary, kiedy odbiorcy do których są kierowane pozostają w miejscu, by odbierać łopatologiczne przekazy wymawiane wolno, głośno i dobitnie, kreślone zamaszystymi neonami na monumentalnych ścianach państwowych budynków.

3. Nadawane




Basiu!

Obejrzałem na razie 2 części z 13.

Jest kolejna sieciowa bitwa w symbolicznej wojnie totalnej- można nie wierzyć w teorie spisku, ja jednak mam niemal pewność, że ta wojna się toczy.

Ona się, niestety, rozgrywa także we mnie.

Wyczulony jestem na tę niewidoczną sferę wokół oficjalnych wiadomości.

A może dla wielu widzialną, tylko nie eksponowaną- z powodu strachu, wstydu, nieśmiałości, obawy przed ośmieszeniem się.

Naturalnie masz rację co do Olgi Tokarczuk, jak też tak Ją postrzegam.

I ja uważam , że jest Żołnierzem (Żołnierką) na polu symbolicznej bitwy, choć Ona z pewnością obruszyłaby się na tę militarystyczną frazeologię.

Ech, tyle chciałbym o tym napisać i nie mogę, jakoś nie potrafię tego werbalizować, może w rozmowie to jakoś (samo) wyjdzie.

* * * * * * * * * * * * *

"Dom dzienny, dom nocny" - to książka momentami bardzo mocna, Haniu!

Uzasadnienia czysto literackie mnie nudzą, pamiętam z niej, oprócz tego średniowiecznego apokryfu o Wilgefortis, przede wszystkim epizod wilkołactwa - po kanibalizmie na Syberii.

Ciarki przechodziły.

Haniu! Sam wątek Paschalisa - młodego człowieka o zaburzonej tożsamości
płciowej opisującego żywot ukrzyżowanej świętej z brodatą twarzą-
jest bardzo dwuznaczny.

Otóż, nie wierzę w taki sposób przedstawiony pierwiastek Chrystusowy.

Więcej- uważam, że to przejaw fenomenów anty-chrystusowych, w
rozumieniu Sołowjowa.

Egzegeza by się tu przydała bardziej niż zwykła interpretacja; mówiąc w skrócie: jako literatura to bardzo prawdziwe, to znaczy Tokarczuk WIE, o czym pisze – w sensie psychologii postaci.


Jednak na psychologii TO się nie kończy.

Ekrany psychologii są płaskie i powierzchowne.

Są głębie duchowe, do których psychologia nie sięga.

Tam jest już inny poziom.


Tokarczuk o tym wie, więc w ostatniej powieści całkowicie odchodzi od
psychologii postaci. (Ona- psycholożka!)

A jednak musiała to czymś zastąpić!

Jakby bała się tej duchowej próżni - po psychologii.

Eksperymentuje z podmianami – sięga po astrologię, fenomeny njuejdżowe, jakieś blejkizmy, swedenborgizmy, układy i schematy jak z Gurdżijewa w racjonalizacjach Uspieńskiego.

Mam pewność, że to od Złego pochodzi, bo znam to z autopsji.

Na tym głębokim poziomie – jeśli tam się nurkuje - trzeba się trzymać prawdziwej religii.

Ecclesia to nazwa batyskafu w tym ciemnym Mariańskim Rowie.


Jednak, powiedz to pisarzom, obruszą się, będą Cię podejrzewać!

Antychrześcijańskie herezje to przecież taki ZAJE.ISTY motor prozy!

Koniecznie musisz, Haniu, wczuć się w to i wczytać, właśnie Ty!



Znaczone karty tarota, tasowane szybko, w dłoniach szulerów, tak, że nie nadążysz już wzrokiem- to jest główny STOLIK kulturalny.

Nie chcę uchodzić za jakiego nawiedzonego, że od razu ołtarz zamiast stolika w salonie gry albo w literackiej kawiarni …

Ale przeżyłem POMIESZANIE - bardzo podobne, strukturalnie niemal identyczne z obrazem Wilgefortis.

Kobieton na krzyżu: nie znałem jeszcze wtedy tej legendy.

Inspiracja nie wchodziła w grę.


Więc podejrzewam, że to jest jakiś ... nie lubię tego słowa, ale go użyję z braku lepszego ... ARCHETYP.

On/a była jak synteza nowohuckiej Wandy i Chrystusa z klasztoru w Mogile, choć nie wyczerpywała się w tej syntezie.

Dawno temu na Kopcu Wandy składano ofiary z mężczyzn, Cystersi wyrugowali matriarchalny kult, egzorcyzmowaną Wiedźmę przywołali na nowo komuniści, i tak w koło, cykl się wciąż nie domknął, zataczamy następny krąg – w większym ruchu po spirali, raz w górę, raz w dół.

Narodziła się ta PERSONA we mnie, podejrzewam, że w wyniku różnych psychodelicznych eksperymentów - ta postać objawiła mi się pod imieniem GINANDRO.

Ekwiwalenty obrazowe (dopełniacz czegokogo?) - zwróć uwagę na podobny aspekt u Tokarczuk , on dominuje u Niej.

Ginandro-Wilgefortis

4. Epifanie


Kabotyńskie niby-maile, które przywołałem powyżej, są tylko trochę poprawionymi pierwotnymi wersjami prawdziwych listów, które wysłałem do moich długoletnich Czytelniczek.

A jednak, pomimo mojego ewidentnego kabotynizmu, pewne zarysowane w nich tropy potwierdziły mi się w rozmowie z Olgą Tokarczuk.

Intrygowały mnie motywy powtarzające się w kolejnych Jej książkach, zasugerowałem nawet delikatnie Pisarce, że powinna już pomyśleć o stworzeniu hipertekstualnej Księgi, jednej przestrzeni, w której spotykałyby się razem różne postacie i zdarzenia z Jej kolejnych książek.

„Rozbiegówka” wywiadu i prywatna nie zarejestrowana cyfrowo rozmowa po studyjnym „interwju” była dla mnie kolejnym potwierdzeniem psychologicznego fenomenu zjawisk synchronicznych.

Okoliczności w zagadkowy dla nas sposób zbiegają się w życiu jak litery tworzące wyrazy, jak wyrazy łączące się w zdania, jak zdania tworzące teksty.

Spytałem Pisarkę o greckiego bożka, którego imię mignęło w jej powieści, przebiegło błyskawicznie przez stronę w „Biegunach”, i nagle ten krótki książkowy epizod rozrósł się do całej żywej dialogicznej opowieści o sygnałach dawanych przez los, o imionach znaczących, nazwach refrenach, niby emanacjach, jakby epifaniach, które w swoim nagromadzeniu wywołują kolejne gotowe tomy prozy, wyskakujące potem bezpośrednio z głowy. Jestem pewien , że nie jest to tylko mitologia, ale o tym otwarcie wciąż mówić się nie da, więc pozostaje tylko taka oficjalna roz-mowa, tylko czasami rozpychająca się na boki, w górę i w dół, jakby chciała wyrwać się gdzie indziej, poza mowę ...



5. Synchroniczne



Nowa powieść Olgi Tokarczuk

Mój czyTaniec zaprezentowany w RMF Classic


Liberacki Blake i literacka Tokarczuk jako akauzalna synchroniczność.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (113) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest dwa razy trzy? wpisz liczbę

Wyślij »
2012-02-07 20:20  z ksiąg odwróconego prawa
2012-02-01 22:50  Poetka na Moście
2012-02-01 20:20  historia alternatywna
2012-01-31 19:35  propaganda - porównanie
2012-01-30 13:13  Tusk albo RWPG bis
2012-01-27 20:20  no future
2012-01-26 20:02  zmiana psa na kota z budy?
2012-01-25 20:02  znów lata sowa sowietów
2012-01-24 13:13  totalnie okablowani
Kalendarz