2011-09-17 15:12 | w.
z ciekawości zajrzałam na Blog p Roberta Konatowicza hmmm komentarze bardzo dużo tam mówią. Zauważyłam też że niejaka Clara komentująca na blogach jest ze wszystkimi prowadzącymi "per Ty".
Czy to poufałość czy może brak szacunku? ,skoro się z kimś piwa nie piło w piaskownicy babek nie stawiało i ten Ktoś sam z siebie nie zaproponuje przejścia na Ty, ja bynajmniej ze zwykłego szacunku mu nie "tykam" i sama nie lubię być "tykana" This is not Ameryka tabadabadam.
2011-09-17 14:34 | bogdan.zalewski
Poznaniowi gratulujemy Pań Ań
2011-09-17 14:22 | Ania z P.
gratuluję płuc
2011-09-17 11:20 | bogdan.zalewski
nie na wdechu ino na wydechu
2011-09-17 11:06 | w.
dlaczego zawsze pan pisze na wdechu?
2011-09-17 11:01 | bogdan.zalewski
............. się z siebie głośno śmiać, śmiać się śmiać się śmiać się, głośno śmiać się z siebie, śmiać się śmiać się śmiać się, śmiać z siebie się głośno, z siebie śmiać się głośno, głośno z siebie się śmiać, głośno głośno głośno, śmiać głośno się z siebie, z siebie głośno śmiać się, z siebie z siebie z siebie, się z siebie śmiać głośno, głośno się śmiać z siebie, głośno głośno głośno, śmiałem śmiałem śmiałem, śmiałem się śmiać głośno, kiedy usłyszałem to nagłe kobiece uderzenie w talerz, raz i drugi, chyba panny Żanety w "Dark Full Ride" Julii Wolfe, rozśmieszył mnie nie tyle sam dźwięk, chociaż też, co widok tej ręki, która odwinęła się raz i drugi, gdy sąsiedni "męski zestaw perkusyjny" coś tam próbował namotać rytmicznie, zobaczyłem samego siebie za tymi "garami", może dlatego, że Tomek kilka godzin wcześniej w przerwie między faktami w newsroomie, dla odprężenia wrzucił mi wczoraj adres z jutiuba z filmikiem z występu kabaretu, ze skeczem, w którym mąż super-pantoflarz z podbitym okiem masochistycznie poddaje się torturom psychofizycznym swojej żony-dominy, a punktem wyjścia dla Tomka, zawęźleniem skojarzeń była taka fraza jak mantra "mama Wandzia jedzie windzią", bo zdecydowaliśmy, że jednak Paweł z Waszyngtonu pojawi się ze swoją relacją o godzinę wcześniej niż planowaliśmy, i kiedy zadzwoniłem do niego, to potwierdził, że zdąży, chociaż przyznał, że już wyszedł, i że był już w windzie, a ja mu uciąłem tę podróż jak szafot, więc - jak wyżej- tak się to wszystko w tym naszym życiu zaplata, to taka naturalna melodia, narastająca w nas chyba jak wielka wata z małych sublimujących kryształków "ołowiowego" cukru, wokół niezliczonych patyczków-gnomonów (z których niektóre na dodatek, żeby jeszcze bardziej zamotać, to patyczaki mikro-mimikry), bo niby po co to, po co, ni stąd ni zowąd, zacząłem sobie powtarzać "windzią jedzie mama Wandzia", i zaloopowałem to w sobie, a jakoś nie było mi wcale wtedy do śmiechu w newsroomie, nie tylko dlatego, że widziałem na ekranie to absolutne męskie upodlenie aktora-kabareciarza, sięgające -pomimo satyry, a może właśnie dlatego- absolutnego dna, głębinowych pokładów we mnie, ale chyba także przez samo brzmienie imienia Wanda, które -jak sobie teraz dopiero w trakcie pisania powoli uświadamiam- wywołuje we mnie dawne demony-dominy, zwłaszcza w tej wersji- "mama Wandzia jedzie windzią"; więc oglądałem ten filmik na jutiubie ze słuchawkami na uszach i sztucznie się do Tomka uśmiechałem, bo wcale nie było mi do śmiechu, przeciwnie - wzbierał we mnie, absurdalny w tej sytuacji niepokój, fizycznie odczuwany, narastający we mnie irracjonalny, bardzo intymnie, nie-prze-tłu-ma-cza-lnie odczuwany strach, jak poklejony kołtun z włosów, paznokci i niewypłukanego jeszcze mydła, i nagle, po paru godzinach, w "Łaźni Nowej", jakbym wyrzucił go z siebie, wypadł sam ten mój mentalny organiczny korek, wyskoczył tym skłębionym śmiechem, podczas występu grupy Amadrums; a zdołałem wykrzyczeć tylko Przemkowi do ucha jakieś fałszywe usprawiedliwienie -"
śmieszy mnie ta muzyka"- mimo, że to sam przypomniał się we mnie bardzo podobny śmiech z przeszłości, dokładnie z 2002, taki nagle UWALNIAJĄCY SIĘ, w ekstremalnym dla mnie momencie, w którym skumulowały się skrajne emocje i doznania, a w "Łaźni" już po chwili całkiem spoważniałem, na sygnał makro-mikro-werbelków, wodospadu pyłków opadłego z pałek, powodzi z miriadów suchych kropelek, tego przedłużającego się aż do środka mnie, prosto do mojego ośrodka ekstatycznego strachu, do dosłońc słonecznego splotu, "per-pa-pe-ter-par-ko-ta-nia" (oraz zaraz potem) "pa-ra-pe-ta-pa-pe-ter-ko-tu"; była to naturalna chmura z rytmicznych drobinek, które najczęściej słyszałem w wersji elektronicznej, u takiego Apex Twina chociażby, a tu tworzyły ją cztery mechaniczne, "analogowe" perkusje, rozpędzone na żywo przez bardzo ożywionych psycho-kinetycznie ludzi, więc ta skumulowana energia MUSI gdzieś przecież potem wpadać, na przykład do takich próżni jak moja, po uwolnieniu korka ze stłumionego wcześniej panicznego śmiechu; jednak mało miałem ja wczoraj w Łaźni takich rezonansów; większość tych perkusyjnych kompozycji wydawała mi się mechanicznym poszukiwaniem po omacku, a nuż coś się trafi, nawet scenografia oddawała ten mechanizm, świetlna tapeta z rzutnika pokazywała powiększony i w komiksowej wersji zaprezentowany werk starego czasomierza, ale jakby był fragmentem popartowskiego dzieła jakiegoś mitycznego Roya Lichtensteina, może faktycznie był? w każdym razie na widok tych wszystkich zębatek, sprężyn i kół zamachowych, sam poczułem się jak TRYBIK w machinie Wielkiego Zegarmistrza Świata, więc znowu ta stara ciota Gnoza z tego wszystkiego wylazła; a jednak, to jest, czy raczej może być UCZCIWE postawienie sprawy, bo w gruncie rzeczy ja to rozumiem u twórców, że poszukują czegoś na chybił trafił, nie znajdują nic, albo jakąś drobinkę, więc potem im szkoda tego maleńkiego samorodka, złotej łezki, świecącej grudki, albo i bezowocnych poszukiwań oraz STRACONEGO czasu, więc publikują wszystko, jak leci; ja lubię takie RELACJE z nieudanych pielgrzymek, ten banał brany w odwrócone nawiasy, streszczenie czegoś nieistniejącego )poza samym streszczeniem(, jest to dla mnie rodzaj masochistycznego realizmu; o, zobaczcie właśnie nam się narodził nowy kierunek w literaturze i sztuce - REALIZM MASOCHISTYCZNY - którego, jednakowoż, nie powinno się utożsamiać z REALISTYCZNYM MASOCHIZMEM; bo abstrahując od SACRUM PROFANUM )wiadomo, że to tylko życiowy materiał, taki jak każdy inny, więc te wszystkie "musze pobrzękiwania szabelką", te "bzyczenia koło ucha, cha, cha, cha!" są takim samym budulcem, tylko jakby po stronie anty-materii, bo te, na ten przykład, Dwoiste Panie, pary Parek, stamtąd się właśnie, jak przypuszczam, biorą i biorą się za rzeczy od tamtej, LEWEJ strony; są całe z grubej struny głosowej z gardła "władcy much"( trzeba wziąć pod uwagę sytuację, że nie będzie żadnej KULMINACJI poza tą KUMULACJĄ, że to jest taka SZTUKA DLA SZTUKI, że żadnej tak zwanej "sztuki" nie ma i nie będzie, że pozostaje taka EKFRASTYCZNA GRA, spotkania nie miały żadnego LITERALNEGO sensu poza samym Spotkaniem )spotkaniem spotkań(, tak jak wysiłek całego dwudziestolecia doprowadził do kompletnego zniewolenia, bo zawsze czeka nas Polaków taka wojna i krwawa rzeź, sierpień zatoczył kolejne koło, a na końcu jest tylko Żniwiarz, Czarny Piotruś, niechciana Trzynasta Karta, do następnego rozdania, nawet ta perkusja to tylko szelest tasowanej talii, a potem perlisty śmiech szulera, aż wszystko wraca do punktu wyjścia .............
dzień dobry
2011-09-17 08:57 | w.
Dziś Kulminacja na blogu? i zapewne w RMF jak zwykle Wielka Kumulacja czy tam Kulminacja -nie wiem nie słucham.
Aniu Pozdrowienia !:)
I WSZYSTKIM CZYTELNIKOM Of course też )
2011-09-17 07:21 | Hania
Witaj Basiu !
Dzień Dobry.
Piękne, turkusowe niebo za moim oknem.
Dziś KULMINACJA.
Na Blogu i na Sacrum Profanum.
Dziś także rocznica agresji Sowietów na Polskę.
A wczoraj... Nie wiem, Basiu, czy słuchałaś ? To było przeciwieństwo tego, co słyszałam przez sześć poprzednich wieczorów. Minimalizm totalny - w roli głównej perkusja, ale też instrumenty wykonane samodzielnie przez muzyków. I znów, myślę, że kluczowa była tu warstwa wizualna, dla mnie niedostępna. O tym, że zespół grał na doniczkach, usłyszałam dopiero w przerwie koncertu, podczas rozmowy z prof. J. Pilchem, który gorąco wspiera młodych muzyków. Nie ukrywam, że na początku nie mogłam się skupić na tej muzyce. Doceniam wirtuozerię i pomysły tych młodych ludzi, podziwiam ją. Ale ten skrajny minimalizm, taki wręcz ekshibicjonizm muzyczny trochę mnie przerasta. Choć np. druga kompozycja już mnie zachwyciła - The so-called law of nature' Davida Langa. Piękny utwór - na początku bardzo delikatny, potem ta delikatność zostaje zburzona przez partię, nie wiem - chyba kotła. Tony wysokie mieszają się z niskimi. Pięknym efektem był ekspresyjny dźwięk (dla mnie) spadającej kropli. Usłyszałam potem, że ten utwór był inspirowany słowami Wittgensteina 'U podstaw całego nowoczesnego światopoglądu leży złudzenie, że tak zwane prawa natury są wyjaśnianiem jej zjawisk'.
Następna kompozycja J. Wolfe 'Dark Full Ride' to klimaty afrykańskie, mocno eksperymentalne, wręcz dla mnie medytacyjne. Takie poszukiwanie źródeł dźwięku. No i na koniec... Warto było czekać, choć nie ukrywam, że miałam chwile zwątpienia. 'Six Marimbas' (właściwie to było 'Six pianos', ale na marimby) Reicha. Cudowny, falujący trans, przepiękne i bardzo reichowskie brzmienie. Przez moment miałam wrażenie, że słucham harfy A. Vollenveidera. Trochę mi ten utwór przypominał 'Video Phase'. Może przez ten właśnie efekt fazowania. Chciałam, żeby nigdy się nie skończył.
Ogólnie - kolejny ciekawy wieczór. Chylę czoła przed 'Amadrums', choć tego typu minimalizm mnie nie powala. Sednem dla mnie był wczoraj po raz kolejny Reich.
Nie wiem jak dziś będzie z tą transmisją. Słyszałam, w Dwójce, że koncert nie będzie transmitowany, ani nawet rejestrowany. Nie wiem więc, co miał na myśli wczoraj Piotr Metz. Ale zobaczymy.
Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
Piszę tak wcześnie, ponieważ wyjeżdżam.
Niestety - muszę.
Choć wiem, że dziś bardzo WAŻNA data.
Mam wrażenie, że wiele się dziś wyjaśni...
2011-09-16 22:42 | Ania z P.
w. - dużo zdrówka;-) Pozdro
2011-09-16 22:36 | Ania z P.
U mnie lata mucha, koło ucha.
W. niech moc tych dźwięków będzie z nami!
2011-09-16 21:58 | w.
u mnie bzyczy komar, fajne doznanie słuchowe ) Dobranoc.
2011-09-16 21:16 | pp3-Basia
Witajcie!
Melduję się minimalistycznie po pracy,jeszcze nieogarnięta,ale trudno.
Wczorajszy koncert wysłuchałam w całości,od początkowych rytmicznych klasków,aż do długich owacji na widowni.
Wszystko co było pomiędzy,to już dokładnie uszczegółowiliście,więc sobie daruję;)
Czekam na kolejne doznania słuchowe.Przyznam,że coraz bardziej wpadam w rytm twórczego S.R
Co my tu mamy na dzisiaj?Zerknę w inne okienko:)
Serdecznie Was pozdrawiam!
2011-09-16 13:23 | Hania
:-))) x 1000000
2011-09-16 13:14 | bogdan.zalewski
Haniu, wielkie dzięki. Kiedy się już troszkę ogarnę, prześlę Ci nagrania.:)
2011-09-16 11:26 | Hania
Dziś min. 'Six Marimbas' Reicha. Nie słyszałam nigdy zespołu Amadrums.
2011-09-16 11:24 | Hania
Bogdan, to ja Ci dziękuję.
Ty TAM byłeś. Więc Twoje relacje stanowią dla mnie coś niesamowicie cennego. Chodzi mi właśnie o te zwykłe, prozaiczne szczegóły, z którymi się stykałeś. Oraz o Twój muzyczny, PEŁNY, odbiór.
Bardzo Ci zazdroszczę tych płyt. Mam w moim mieście mały sklepik, prowadzony przez człowieka, który jest fanatykiem jazzu i muzyki określanej mianem 'nie-popularnej'(Wpadając tam na chwilkę np. po nieosiągalne w Polsce bootlegowe płyty Yes'ów, spędzałam godziny na rozmowach z właścicielem). Muszę tam się wybrać, bo wiem, że odkryłam dla siebie coś NOWEGO. I że muszę mieć tę muzykę przy sobie. Tak, żeby w każdej chwili móc po nią sięgnąć. Od wczorajszego wieczoru jestem już tego pewna. Poza tym tęsknię JUŻ za '2 x 5'.
Przepraszam za mój chaotyzm w pisaniu, który skutkował nawet błędami w nazwisku. To pośpiech i chęć szybkiego przekazu moich emocji.
Jak przeczytałam - nie tylko ja w tej elektronicznej perkusji słyszałam fortepian ? Percepcja słuchu jest jednak zawodna...
Trzymaj się, Bogdan.
2011-09-16 10:51 | bogdan.zalewski
... dzień dobry ... Haniu, znowu pisałem, wiedząc, że to będą co najmniej dwie kompozycje symultaniczne - Twoja i moja, może ktoś się jeszcze dołączy ... już przeczytałem Twoją wspaniałą relację. Dzięki przeogromne. A teraz moje pisane wcześniej, na szybko, bazgroty ... ecriture automatic, moje dżezowanie ... przepraszam Wszystkich za bredzenie, kto chce niech brodzi, bo to taki strumień ... spieszę się więc nie reguluję tej rzeki ...
==========
... gdy zadzwoniłem do Przemka (mam w komórce ślad: 14-09, 21:35) z pytaniem - "
i co: jedziesz?" - usłyszałem -"
dziś sobie chyba odpuszczę. a ty?"- odpowiedziałem "
ja się wybieram." - od słowa do słowa (w tle słyszałem chyba żonę Przemka- Edytę, w każdym razie tak mi się zdawało, ale co można pewnego powiedzieć o własnych słuchowych wrażeniach?) i kumpel w końcu wykrztusił z siebie -"
no. to ja też się zbieram"; i za niedługo, tak jak co dzień późnym wieczorem - w tym mijającym już tygodniu stojącym pod znakiem Reichowskich repetycji- znów ujrzałem, w ciemnościach z lekka tylko rozproszonych mdłym światłem osiedlowych latarni Centrum E, wyłaniający się zza węgła wysokiego, kiszkowatego bloku, charakterystyczny wóz Przemka z futerałem na dachu, podługowatą skrzynką przypominającą mi trumnę, i teraz, gdy słucham z DISCMANA kapitalnego, pulsującego tajemnym dla mnie muzycznym alfabetem Morse'a, utworu Reicha "2x5" w wykonaniu Bang On A Can All-Stars, bo nie mogłem się rano opanować by nie od-tworzyć go ze srebrnego krążka, wyciągniętego z obwoluty podpisanej mi wczoraj przez gitarzystę Marka Stewarta, wracają do mnie obrazy i słowa, a nie będę przesadzał z innymi zmysłami, bo wiadomo, że pomimo poważnej wady wzroku jestem jednak przede wszystkim wzrokowcem, choć z powodu codziennej pracy moje uszy być może słyszą w dźwiękach inne historie niż słyszą inni, którzy nie muszą się tak często skupiać na tej audytywnej stronie sensualnych życiowych doznań, ale to tylko takie przypuszczenie, bo co można wiedzieć o własnych doznaniach słuchowych, a co dopiero o tym, co słyszą inni ludzie, więc tu nie chodzi o żadną erudycję, a najczęściej po prostu o brzmienia i ich echa w umyśle, traktowane szerzej niż muzycznie, bo rozwijane w ciągi słów i zdań o zdarzeniach, postaciach, wypowiedziach, przypadkach, intencjach, gdy -tak jak teraz- "widzę", a może raczej "słyszę" (jako słowa) te "pudełka" z konkretnymi "narzędziami" do szczegółowych "zadań" (takie jak płyty do odtwarzania muzyki słyszanej wcześniej na żywo), tych ćwiczeń najczęściej niezaplanowanych, wykonywanych za każdym razem tak, jak tego wymaga nagła potrzeba, tak jak wczoraj, przed dziesiątą wieczorem, gdy Przemek w końcu, pomimo wewnętrznych oporów, wynikających z wyczerpania, podjechał na moje osiedle i już siedziałem w jego wozie, w którym rozbrzmiewał tęskny kawałek z płyty "Hello nasty" Beastie Boys, i mój kumpel przypomniał sobie, że tak się spieszył, że nie wziął ze sobą karnetu, więc zaproponował - "
podwiozę cię tylko do Łaźni. trudno. ja dziś nie pójdę. nie będę wydawał pięciu dych za bilet skoro wydałem już ponad cztery stówy", ale od słowa do słowa, w końcu dał się przekonać, żeby jednak wrócił, najwyżej trochę się spóźni, przecież lepiej trochę się spóźnić niż nie zobaczyć i nie usłyszeć niczego, ale cóż można powiedzieć o własnych doznaniach słuchowych, może ten późny wieczór BEZ REICHA obfitowałby w jakieś niesłychane koncerty życiowych zdarzeń, zmysłowe i umysłowe doznania, wobec których nawet najwspanialsza muzyka genialnego amerykańskiego minimalisty byłaby tylko ersatzem, jednak, co my możemy powiedzieć o tych możliwych zdarzeniach, oprócz takich nieśmiałych sugestii na niczym nie opartych, poza pustymi słowami, więc mówię tu tylko to, co mniej więcej wiem, o czym mogę, wprawdzie tylko niedoskonale, ale jednak zaświadczyć, tak jak o tym ponownym spotkaniu z Adamem Wiedemannem w foyer nowohuckiej "Łaźni", kiedy czekając na powrót Przemka z karnetem, kupowałem własną wejściówkę- bo w zestawie, który dostałem od Pawła Pawlika, akurat nie było tego wydarzenia dnia, (miałem bilet na "In C" Terry'ego Riley'a, ale nie byłem w stanie pójść, pozostawał mi tylko parę lat temu kupiony CeDek)- nagle usłyszałem za plecami głos Adama wypowiadający nazwisko "Steve Reich", i kiedy się odwróciłem, zobaczyłem jak stoi obok stolika z wyłożonymi płytami, z młodym chłopakiem, "
pewnie nowym narzeczonym" - pomyślałem, choć nie wiem , jak Adam przyjąłby to staroświeckie słowo "narzeczony", w każdym razie, jak zwał tak zwał, chłopiec przypominał mi klon Jonnego Greenwooda, był tylko o wiele młodszy od muzyka Radiohead, ale co można powiedzieć o własnych skojarzeniach, nawet nie wiadomo, czy są do końca nasze własne, bo przecież wrażenie, jakie wywarła na mnie gra Greenwooda w niedzielę, mogło być czymś od wewnątrz "infekującym" moje doznania, zmieniającym moją percepcję, tym bardziej, że Adama z Jego towarzyszem widziałem tylko przez chwilę, podaliśmy sobie wszyscy ręce, i kiedy odbierałem wejściówkę, kątem oka spostrzegłem, jak obaj oddalają się w kierunku korytarza, zdołałem uchwycić tylko obraz jakichś awangardowych spodni Adama, z wieloma zamkami błyskawicznymi, ale czy te eklery na nogawkach to prawda? czy błyskawiczne, błyskotliwe inaczej złudzenie? do końca nie wiem, byłem w sumie skupiony na czymś innym, na konieczności ZAJĘCIA MIEJSCA dla siebie i kumpla, kiedy już wszedłem do sali okazało się, że niemożliwe jest już zajęcie strategicznej pozycji na podwyższeniu, o tej porze ta "jaskółka" była już pełna widzów, nawet na schodach siedzieli ludzie, na tych samych schodach, z których ostatnio o mało nie spadłem, więc cóż mi pozostało, zasiadłem na parterze i to w jednym z ostatnich rzędów, kładąc na sąsiednim krześle moją czarną sportową torbę na ramię, i wypatrując Przemka, ale nie przychodził, mimo że koncert się już zaczynał, nie zdążyłem nawet wcześniej spojrzeć do programu, więc zobaczyłem tylko dwóch mężczyzn w czerni, którzy zaczęli rytmicznie klaskać, z tylnego rzędu nie zauważyłem, że jeden z nich to sam Steve Reich, i bez tej wiedzy, bez sugerowania się wielkim nazwiskiem, byłem odporny na entuzjazm publiczności, nie udzielił mi się ogólny klimat owacji na sali, wykonanie tej wyklaskanej i oklaskiwanej potem muzyki wydało mi się trochę bez wyrazu, może dlatego, że słyszałem to z odległego tylnego miejsca, a może dlatego, że wciąż czekałem na Przemka i byłem rozproszony, nie wszedłem "do środka" tego utworu, pozostałem na zewnątrz- właściwie obojętny; już inaczej było przy drugim dziele, z solistą goniącym w piętkę za własnym wideo-cieniem, muzykiem stojącym przed i za ekranem, jednym mniejszym prostokątem z przodu i wielkim potężnym za jego plecami; ten perkusista był jak podwójny czarownik z dwiema czarnoksięskimi różdżkami, uderzał nimi seryjnie raz w jeden, a raz w drugi elektroniczny instrument perkusyjny, ustawione po jego lewej i prawej stronie, rozbrzmiewała powtarzająca się bez przerwy serialna melodia, ale na nią nakładała się inna, przesunięta, ponieważ drugi -nagrany wcześniej kamerą- muzyk, jego ALTER-EGO, medialny sobowtór, też wybijał swoją serię, wybijał inny rytm, jakby próbował wybić tamte swoje JA z właściwego rytmu; w uchu nakładały mi się dźwięki, a w oku obrazy ich dwóch, ale tak prosto było tylko na początku, bo i ja miałem "fazy" z sobą samym, które w przybliżeniu mogę oddać przy pomocy synestezyjnego mendlowania różnych wyrazów sensualnych wrażeń, jak "przydźwięk widzianego wydźwięku ruchu", "zatrzymany w trąbce źrenicy magnetyczny przedmuch ucha" albo "trudny wibrato-obraz już na granicy spektrum", lub "jaskra głuchej pulsacji w mrokach elektro-oka"; do tych zabawnych i szokujących dla mnie interferencji dochodził jeszcze jeden, najbardziej niezwykły, bo chyba niezaplanowany muzyczny obraz, "chiński" teatr na sklepieniu sali w "Łaźni Nowej", realne ruchy rąk i dłoni żywego perkusisty były bowiem widoczne w postaci projekcji na suficie, jako zogromniałe cienie; wyglądało to tak jakby wybijane przez perkusistę elektroniczne serie były na tym górnym ekranie przekształcane w "wielkie żarcie pałkami kosmicznego suszi"; ale co ja mogę powiedzieć o własnych doznaniach, skoro ten obraz mógł mi zostać wdrukowany przez jednego ze sponsorów SACRUM PROFANUM (w niedzielę widziałem w Hali Ocynowni takie właśnie scenki, ludzi jedzących pałeczkami suszi z małych zapakowanych zestawów, jak jedzenie dla kosmonautów, albo lepiej - dla tajkonautów); te cienie w górze przypominały mi także jakieś wzniosłe ROBIENIE NA DRUTACH, co było z pewnością efektem skojarzeń z robótkami Basi-pp3, które dostaję pocztą po tym jak w "GLOB-ie" zamieściłem zdjęcie op-artowskiej nowojorskiej koronki z fraktalnymi scenkami, koncentrycznie połączonymi w serie; i nie uwierzycie, ale właśnie ten ażurowy minimalizm optyczny pojawił się jako motyw świetlnej scenografii w "Łaźni" podczas kolejnych utworów, na ścianach wielkiej pudełkowej sceny pojawiła się jakby ludowa serwetka w arabeskowe, fraktalne "roślino-wzory"; podczas krótkiej przerwy Przemek mi się objawił, wpadł chyba pod koniec "przesuniętej ekranowej fazy", bo wydawało mu się, że słyszy fortepian, wyprowadziłem, go z błędu- "
to nie był fortepian"- ale nie tłumaczyłem mu już bardziej szczegółowo, bo cóż można powiedzieć pewnego o naszych subiektywnych wrażeniach słuchowych, wzrokowych i innych oraz ich ponakładanych zbiorach i mieszankach; co nam z tego wszystkiego pozostaje w pamięci? to co WYPOWIEMY?, zakłamując większość prawdziwych, pierwotnych reakcji, które są pewnie kolejnym mitem, utopią CZYSTEGO ODBIORU, bo gdzie ta CZYSTOŚĆ, skoro kolejna wersja "Electric Counterpoint" od razu wywołała we mnie moje życiowe kontrapunkty, bo to na samplach z tego utworu oparłem swoją osobistą prezentację w Norymberdze w 2001, tę drugą wersję mojego "perfomansu" "EIGHT TIMES EIGHT TIMES EIGHT WORDS" wykonaną z Jackiem Opiełką, wersję, która mi zaginęła, czego do dziś nie mogę przeżałować, bo mam tylko tę zrobioną z Pawłem Drzyzgą; więc co my możemy powiedzieć o CZYSTOŚCI doznań dźwiękowych? jakże mógłbym udawać fachowego recenzenta, którym nie jestem, erudytę, którym nie jestem, skoro nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego TO, a nie coś innego, dlaczego ja - TO, a ktoś inny- TAMTO, i to też coś osobistego, nieprzekładalnego i niewytłumaczalnego; na przykład przy ostatnim utworze "2x5" wykonanym brawurowo przez fenomenalny BANG ON A CAN, i ja i Przemek mieliśmy odmienne zupełnie asocjacje, oczywiście można powiedzieć, że każdy z nas poszukiwał zakotwiczenia w znanym- tego, co nowe i nieznane; więc Przemek powtarzał, że ten rytm i ta ekstatyczność wywodzi mu się z Afryki, i że to podobne do tego, co wyprawiał Fela Kuti, a ja z kolei podczas koncertu odbywałem chwilami wycieczki w rejony "Greatful Dead" i "Velvet Underground", może z powodu perkusji, niezwykłej dla mnie pulsacji, oraz dialogów gitar, a może wcale nie chodziło o podobieństwa muzyczne, a o ten "trumienny" futerał na aucie Przemka, i to on wywołał we mnie słowo DEAD w momencie, gdy słuchałem porywającego rockowo-jazzowego wykonania Reicha na ŻYWO?; czyżby to właśnie taka bujność w życiu była ośrodkiem swego przeciwieństwa, jak w LIVE-EVIL Daviesa, palindromie, który nigdy nie był dla mnie tylko muzycznym tytułem, ot, takim sobie grepsem na okładce płyty; i kiedy już wyszliśmy z sali, pobudzeni na maxa, już bez cienia zmęczenia, podążyliśmy natychmiast do stolika z płytami; i tu - jak zwykle w takich sytuacjach, gdy trzeba pokonać NAPRAWDĘ poważne trudności, aby zasłużyć na COŚ NAPRAWDĘ CENNEGO- zaczęły się ogromne problemy z pieniędzmi, bo obaj mieliśmy tylko karty do bankomatu (ja dopiero niedawno wyrobioną, po dziesięciu latach korzystania z plastikowego kartonika żony), a tu pozostało bardzo mało czasu do zamknięcia "Łaźni", więc wielka nasza prośba o zwłokę, i bieg do samochodu, podróż na Plac Centralny, wybranie pieniędzy, powrót, tłumaczenie ochroniarzowi, że pomimo zamknięcia powinien nam otworzyć, bo tam na nas czeka jeszcze Pani z płytami; czekał młody Pan i jeszcze jeden, nieco starszy - Amerykanin- właściwy sprzedawca, jeżdżący razem z BANG ON A CAN w charakterze jakiegoś chyba komiwojażera; ja kupiłem od niego od razu cztery wydawnictwa "STEVE REICH DOUBLE SEXTET. 2x5", "RENEGADE HEAVEN", "BANG ON A CAN CLASSICS" i "MUSIC FOR AIRPORTS" - wersję ambientowej klasyki Briana Eno; Przemek jeszcze poprosił, czy członkowie grupy nie mogliby podpisać nam tych płyt, no i okazało się, że bez problemu -"CAN we? you CAN"; wróciliśmy na salę, a tam wyłowiliśmy z tłumku gitarzystę Marka Stewarta. No, i patrzę teraz na te jego dwa zakrętasy długopisem, grafologiczne streszczenie imienia i nazwiska, jak na mikro-partyturę mojej pamięci, szczęśliwy zygzak, nowy znak zodiaku ...
2011-09-16 10:39 | w.
Cóż pozostaje mi jedynie pozazdrości państwu mnóstwa wolnego czasu kiedy to możecie upajać swój zmysł słuchu słuchając różnorodnych koncertów. Gratuluję też niezwykle wyrozumiałej rodziny oraz tolerancyjnego szefostwa w pracy.
Cóż ja jako szary zwykły obywatel biorę się za robotę ,wieczorem czeka mnie pranie ,sprzątanie i gotowanie a później cóż pewnie padnę zmęczona spać. Miłego Dnia Wszystkim oraz niezwykłych wrażeń!
2011-09-16 10:13 | Hania
Właśnie usłyszałam, że w sobotniej audycji Piotra Metza będzie transmisja finałowego koncertu Sacrum Profanum !
:-)))
2011-09-16 08:27 | Hania
Dzień Dobry Kochani !
Kiedy od prawie tygodnia, co wieczór oczekuję godziny 22.00, tłumaczę sobie, że wszystko już było, że już nic mnie nie zaskoczy. I co wieczór okazuje się, że nie mam racji. Że Raich jak gdyby celowo zaplanował sobie jak gdyby takie muzyczne emocjonalne stopniowanie, - 'higher and higher'. Tak było również wczoraj. Najpierw 'Clapping Music' - absolutnie niesamowity rytm wybijany przez dłonie dwóch muzyków (min. samego Reicha). Miałam trochę wrażenie, że słucham flamenco, że to nogi są tu tym instrumentem perkusyjnym. Niesamowita precyzja, tempo. Kompozycja zakończyła się olbrzymimi owacjami. Drugi utwór 'Video Phase' na elektroniczną perkusję - jeszcze bardziej niesamowity. Nie dość, że perkusja brzmiała tu często jak fortepian, to do tego wykonywał to jeden muzyk, który mierzył swoje siły pomiędzy własną grą na żywo, a ścieżką nagraną wcześniej na taśmę. Momentami słychać było nakładające się partie, w pewnych chwilach przesuwały się one względem siebie, potem znów wracały do normy. Taki hipnotyczny, wciągający rytm, mi kojarzący się ze stylem gry na fortepianie Ricka Wakemana. Nie wiem zresztą, czy kompozycje Reicha nie były inspiracją dla Wakemana. Kiedy się nad tym zastanowiłam - to słyszę wiele podobieństw.
Następnie 'Double sextet'- bardzo różnorodna w odbiorze warstwa instrumentalna. Partia nagrana na taśmę potęgowała wrażenia tego, co działo się na scenie. Miałam wrażenie, że każdy z muzyków gra tu ze swoim cieniem... Potem 'NY Counterpoint' na 11 klarnetów. A na scenie tylko jeden muzyk ! Ale jakie brzmienie ! Łagodne, falujące, melodyjne, jak śpiew ptaka. No i WIELKI KONIEC - coś co spowodowało, że znów nie mogłam spać, a dziś wstałam nieprzytomna ;-). '2 x 5'. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego utworu. To było dla mnie coś absolutnie zjawiskowego. Utwór z pogranicza rocka symfonicznego, połączenie klasyki z rockowym pazurem. Wykonanie - majstersztyk wzmocniony partią nagraną na taśmie. Niesamowita energia, ekspresja. Nie dziwię się owacjom. Ja pragnęłam, aby ta muzyka nigdy się nie skończyła. Chciało mi się i śmiać i płakać.
Bardzo podobał mi się 'Bang on a Can...'. Słyszałam różnicę między wykonaniem utworów przez nich, a Ensemble Modern. Może to przez tą różnicę w mentalności Amerykanów i Europejczyków. Tą charakterystyczną otwartość i brak zahamowań w okazywaniu swoich uczuć. Nie wiem. Ale to fantastyczny zespół.
W przerwie koncertu słuchałam niedzielnego wywiadu, którego Steve Reich udzielił dziennikarzom. Powiedział tam min. te ważne słowa: 'Muzyka od zawsze była bardzo mocno związana z religią i to we wszystkich cywilizacjach'. Opowiadał również o kulisach powstania kompozycji WTC 9/11. Użył także znaczących słów 'World To Come', jako rozwinięcie tych trzech WIELKICH liter.
Ja nie umiem pisać tak pięknie o swoich przeżyciach muzycznych, jak Bogdan. Więc Jego relacja na pewno dopełni moje słowne ubóstwo.
Realisto :-). Ta piosenka wiąże się po prostu z moimi wspomnieniami sprzed dziesięciu lat...
Pozdrawiam Was.
Słonecznego Dnia.
P.S. Pani Aniu, ależ Pani znowu zabłysła ! Coś niesamowitego - te Pani 'przemyślenia'. Zastanawia mnie jedynie jeden szczegół w Pani komentarzu, ale... może jestem przewrażliwiona.
2011-09-16 05:53 | pp3-Basia
Haniu,dziękuje za Twoje muzyczne impresje.
Nie znałam tego utwory R.E.M.
Rzeczywiscie taki tęskny jest...
Dni biegną jak literki i cyferki na tablicy...
Moi drodzy,nie podgrzewajcie niepotrzebnie atmosfery.
Korzystajcie z ciepłego weekendu.
Życzę wszystkim dużo zdrowia.
Udaję się do pracy.
Do zobaczenia!
2011-09-16 00:02 | Ania z P.
NIEJAKI REALISTA NAPISAŁ DO W.:
1. Próbujesz się wkupić w tutejsze "towarzystwo"
2. Kupisz zazdrością w stosunku do tutejszych erudytów.
NO PRZEZABAWNE.wKUPOwać się w towarzystwo:))erudytów:)
Ani to towarzysto, ani erudytów.Ani Ani.
Ale poczucie humoru trzeba mieć-gratuluję.Słabe bo słabe ale jest.
2011-09-15 23:07 | Realista
...moralni oczywiście
2011-09-15 22:43 | Realista
Witaj Haniu :-)
PO i palikota popierają tylko imbecyle intelektualno moralne.
A jako i Kazik .... zawinił to muszę go zignorować.
2011-09-15 20:28 | Hania
Witaj, Realisto !
Basiu :-)
Jest jeszcze i taki muzyczny Nowy Jork:
...świetnie oddający (dla mnie) klimat małych nowojorskich klubów - gigant Coleman (a propos - Bang On a Can All-Stars, który dziś będzie wykonywał utwory Reicha, grywał z Colemanem, dlatego od razu nasunęło mi się to skojarzenie)
http://www.youtube.com/watch?v=ukDjE8S_cPE
...jest też muzyczna REM-owska melancholia związana z opuszczaniem tego miasta:
http://www.youtube.com/watch?v=tCvnGxfBfiw&ob=av2e
...i jest prześmiewcza, ale bardzo mi bliska i wiążąca się z masą wspomnień, piosenka Kazika:
http://www.youtube.com/watch?v=3ujXRDmmhfI
Wbrew tandetnej otoczce - ma bardzo prawdziwe i wiele mówiące słowa.
Dobranoc.
Miłego słuchania: Tym, którzy będą o 22 w Łaźni Nowej i Tym, którzy pozostaną przy radioodbiornikach :-)
2011-09-15 20:13 | Realista
Sprostowanie
Omyłkowo skupiłem kipiel
2011-09-15 18:56 | pp3-Basia
Haniu:)
'NY Counterpoint'...Nowojorski Kontapunkt,jak myślę.
Skojarzenie natych-miastowe,to książki które Bogdan mi podarował.
Kontrapunkt 1-Aleksander Wat'Wybór wierszy'
Kontapunkt 2-Arthur Rimbaud-'Sezon w piekle.Iluminacje'.
Kontapunkt to również termin muzyczny:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontrapunkt_(muzyka)
Oraz tytuł powiesci Aldousa Huxleya,której nie czytałam:
http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=5690
Bardzo interesujące wykonanie:
http://www.youtube.com/watch?v=KTGwFZxRRbU
Muzyka country też jest ciekawa;)
Bardzo podoba mi się ten utwór:
http://www.youtube.com/watch?v=BM_4x-ZVvbo
Serdecznie Wszystkich pozdrawiam!
Realisto,daj spokój...Kopsnij jakiś polityczny news:)
2011-09-15 17:54 | Realista
W. ...
Po szybkiej analizie Twojego istnienia tutaj od razu nasuwają się dwa spostrzeżenia:
1. Próbujesz się wkupić w tutejsze "towarzystwo"
Tylko nie rozumiem dlaczego za pomocą srebrników...?
2. Kupisz zazdrością w stosunku do tutejszych erudytów.
Pomyśl jaki świat byłby tragiczny jakby zamieszkiwali go sami ĄĘkowie...
2011-09-15 17:46 | pp3-Basia
...i jak ładnie wybrzmiał właśnie Sting,w wersji z maxisingla:)
Mini powtórka:
http://www.youtube.com/watch?v=d27gTrPPAyk&ob=av2e
2011-09-15 15:02 | Hania
Bardzo lubię te Twoje powitanie. Bardzo.
Żal mi Małysza.
Mam nadzieję, że rzeczywiście nic mu się nie stało...
2011-09-15 15:01 | w.
ach i uważajcie na sznurówki żeby się nie zapętliły:) U mnie już 15 ta i Wiadomości:)
2011-09-15 14:55 | w.
a u mnie to nawet 6 minut do faktów i to nie tylko w RMF ! :)
Zmykam misie i już wam nie przeszkadzam pa pa !
2011-09-15 14:49 | Hania
Basiu, Bogdanie.
(Witaj W.)
Wszystko nam się znów zapętla.
I Dzienniczek Św. Faustyny i Diabelski Most...
Bardzo lubię ten utwór Sinatry.
Tak, jak i ten:
http://www.youtube.com/watch?v=M_BrTg6lre0&feature=related
Beastie Boys kojarzą mi się wiecznie tylko z 'Fight For Your Right'. Takie umysłowe zakodowanie.
Dziś min. 'Video Phase' i 'NY Counterpoint'.
Za 11 minut Fakty.
Nie wiem naprawdę, kiedy mija ten czas.
Pozdrawiam ciepło.
2011-09-15 14:13 | w.
och pan pewno ziemniaków ani kiszonych ogórków nie jada tylko same delicyje )
2011-09-15 14:09 | w.
obiecuję zatem nie zakłócać spokojności tegoż Globu swoimi dysonansowymi dygresjami klasterami niekonstruktywnej krytki cokolwiek by to miało znaczyć ha ha - no chyba że mnie wena najdzie jakaś.
Z ciekawości -czy jak pan idzie do warzywniaka po 2 kg ziemniaków i kiszone ogórki też pan takiego słownictwa używa?
2011-09-15 14:02 | bogdan.zalewski
Dzień dobry, Basiu.
Mattafix vs. Matrix ;)
O żonie Franka Sinatry Mii Farrow:
http://www.rmf.fm/blogi/?bid=5479&pg=3
2009-04-03 22:35 | b.zalewski@rmf.fm
Zatęskniłem do KONKRETNEJ muzyki COUNTRY ;)
2011-09-15 12:54 | pp3-Basia
Dzień dobry Haniu i Bogdanie!
Wczoraj pierwszy raz wysuchałam w PR II transmisji z SP.
Wielkomiejski klimat oddany przez różnorakie instrumenty,
ludzkie pokrzykiwania,bardzo dynamiczny,pulsujący rytm życia...
No słowem-piękne.
Pod koniec co prawda zasnęłam,ale to na skutek zmęczenia,a nie nudy.
O klimatach miejskich juz tutaj dyskutowaliśmy,przy różnych okazjach.
Przypominam sobie inny utwór dotyczący życia miasta:
Kiedyś wytyczyłeś Bogdanie ten utwór,przy okazji jakiegoś radiowego konkursu;)
http://www.youtube.com/watch?v=cGqfJdeSBdM
Pozdrawiam Was pracowitą porą.
U mnie piękne słońce za oknem.
Wybiorę się jeszcze'na pole',przekopac grządki, wsłuchac się w szum lasu,
i popatrzec jak tam sąsdiadowy traktor zaoruje ziemniaczysko,ze swoim charakterystycznym tyr,tyr,tyr,tyr,tyr,tyr,tyr,tyr
Czasami sentymentalna jestem i NY podgladam z innej strony;)
http://www.youtube.com/watch?v=f6uJi9D645w&feature=related
Do zobaczenia!
2011-09-15 12:05 | bogdan.zalewski
Witam Wszystkich serdecznie - Tych, którzy nadają na jednej fali ze mną, jak i Tych, którzy zakłócają symfoniczną idyllę GLOB-alnego forum swoimi dysonansowymi dygresjami oraz klasterami niekonstruktywnej krytyki ;)
Haniu, dzięki za wyrozumiałość dla mojego enigmatycznego stylu Pseudo-Ezopa Pitagorejczyka :) I pozwól, że polecę Wszystkim moje muzyczne skojarzenie z nieśmiertelną nowojorską frazą CHECK IT OUT. Ja pewnie wbrew intencjom samego Mistrza Reicha, choć moim zdaniem absolutnie w temacie (muzycznym) chciałbym zestawić jego City Life z moimi ulubionym chłopakami bestiami:
http://www.youtube.com/watch?v=0i1iGa96GYM
To jest coś z TEGO klimatu Miasta.
Wczoraj jadąc z Przemkiem samochodem do Łaźni Nowej przez mój przaśny ale własny mały Nowy Jork czyli Nową Hutę słuchaliśmy Beastie Boys z płyty "Hello Nasty":
http://vimeo.com/25222957
P.S.
Słuchając muzyki oczywiście zawsze można coś poczytać, żeby sobie pobić głową w Ścianę Wielkiej Ściemy czyli polskiego Matrixa:
http://wsieci.rp.pl/opinie/kataryna/Borowski-i-mieszkania-Michnika
http://niezalezna.pl/16103-michnik-jak-paczek-w-masle
2011-09-15 09:45 | Hania
Zapomniałam.
Wszystko WIDAĆ!
Szczególnie TO, czego ja nie mogłam zauważyć...
Dzięki !
2011-09-15 09:44 | Hania
Dzień Dobry, Bogdan.
Zauważyłam.
Ten ciąg słów.
OSIEM linii, mówisz ?...
Pozdrawiam Cię ciepło.
2011-09-15 09:21 | bogdan.zalewski
Dzień dobry, Haniu!
To ja Ci dziękuję za wspaniały, plastyczny, PRECYZYJNY opis. Z moich bazgrołów nikt niczego się nie dowie o samym koncercie. Dodam tylko, że jak zwykle w Łaźni Nowej świetne było świetlne tło. Przy Eight Lines tylko osiem linii biegnących po trzech ścianach pudełkowej sceny. Chciałem wersami oddać ten minimalizm. A pierwszą część wystylizowałem na O'Harę.
Ale nie powinienem się TŁUMACZYĆ.
Jeśli nie było widać, to tylko moja wina.
2011-09-15 09:08 | Hania
Witaj, Bogdan.
DZIĘKI.
WIELKIE DZIĘKI.
Za linki.
I Twoją retrospekcję.
Gratuluję autografów.
Znów mnie jakaś żałość wzięła, że jestem tak daleko...
2011-09-15 09:03 | Hania
Dzień Dobry.
Wczoraj, o 22.00, kiedy Agata Kwiecińska zaczęła opowiadać o tym, co dzieje się właśnie na sali w Teatrze Łaźnia Nowa, ja wsłuchiwałam się w te charakterystyczne odgłosy, które występują przed każdym koncertem - pokasływanie, ustawianie instrumentów, delikatny szum, jakieś pojedyncze słowa, wychwycone przez mikrofony.Ale w końcu zapadła cisza. Rozpoczęło się 'Eight Lines'. Z tego utworu pozostała mi w pamięci cudowna harmonia skrzypiec i fortepianu, a następnie dołączających się do nich stopniowo: fletu i klarnetu. Miałam wrażenie, że słyszę ten utwór po raz pierwszy, że to zupełnie inna aranżacja, niż ta, którą słyszałam. Bardzo klimatyczna i harmonijna. Drugi z utworów - 'Tripple Quartet' słyszałam po raz pierwszy. I zrobił na mnie niesamowite wrażenie, może przez sam pomysł odtworzenia partii dwóch kwartetów z taśmy, przy jednoczesnej grze na żywo. Mimo, że na scenie było jedynie czterech muzyków - miałam wrażenie, że gra jakieś wielkie, pojemne skrzypcowe combo. I ta zmiana tempa - kompozycja meandrowała od szybkiego tempa - poprzez wolne - później znów powracając do tego początkowego pędu. Miałam wrażenie, że skrzypce tam jakby śpiewały...
Ale najbardziej czekałam na zamykający koncert 'City Life', utwór próbujący w pigułce przybliżyć dźwiękowy klimat Nowego Jorku. Po pierwsze dlatego, że od wielu lat mam obsesję na punkcie tego miasta, po drugie, że uważam, że jest to jedna z najlepszych kompozycji Reicha i najbardziej dla mnie charakterystycznych. A po trzecie dlatego, że Reichowi doskonale udało się to założenie - muzycznie dotknął jednych z najbardziej charakterystycznych dźwięków nowojorskiej ulicy: krzyków ulicznych sprzedawców (tu powtarzająca się zachęta:'Check it out', miałam wrażenie, że te dźwięki oplatające ten okrzyk miały naśladować klimat China Town), odgłosy maszyn budowlanych, policyjne sygnały - ich charakterystyczne echo roznoszące się po Manhattanie, rozchodzące się niczym w wielkiej studni. Słuchając tej części, przypomniały mi się moje dźwiękowe wspomnienia ze strefy Ground Zero, o których pisałam kilka dni temu. Potem odgłosy statków - jakby dalsze i bliższe, może mijające się... Czułam się wtedy jakbym była gdzieś na dole Manhattanu, może w Battery Parku ? Ostatnia część 'Heavy smoke', najbardziej dramatyczna - wycinki pełnych trwogi rozmów policjantów po pierwszym zamachu na WTC w 1993 roku. Słychać tam 'It's full of smoke!', 'be careful!' i okrzyki 'urgent!'). Ten ostatni utówr jest dla mnie także wyznacznikiem niesamowitej muzycznej wrażliwości Reicha. Mam wrażenie, że niewielu kompozytorów potrafiłoby wysłać taki przekaz do słuchaczy. Przekaz złożony z pozornie zwykłych, codziennych miejskich dźwięków, na które pewnie wielu z nas nie zwraca uwagi. Ale zebrany, oprawiony i podany w ten sposób - wręcz powala.
Trzymajcie się.
Za moim oknem masa siwo-brumatnych chmur.
P.S. Basiu - ja mam podobne wspomnienia z naszego spotkania ...
2011-09-15 08:31 | bogdan.zalewski
dzień dobry
1.
http://www.youtube.com/watch?v=gIvmUWMssow
,że znaki przestankowe są wykorzystywane w sposób oryginalny przez osoby nie mieszczące się w granicach tradycyjnych narzucanych z zewnątrz tożsamości to rzecz przeze mnie dobrze znana i praktykowana w sieci jednak na własny a nie na cudzy użytek i rachunek ale ja jestem człowiekiem naiwnym jak wczoraj przyznała Maja i muszę się z tym zgodzić bo całe życie ćwiczyłem w sobie tę naiwność przeciwstawiając się nie tyle atakującym mnie obcym kosmosom co narastającemu we mnie sentymentalizmowi na zasadzie kontrastu pomiędzy poezją naiwną czystą niezapośredniczoną opartą na bezpośredniej kontemplacji teraźniejszości a poezją sentymentalną czyli przefiltrowaną przez świadomość konwencji i upływu czasu więc próbuję tak jak umiem przekazać tę przygodę mojego umysłu mając do dyspozycji wyłącznie gotowe elementy zinterioryzowanego świata nie roszcząc pretensji do bycia obiektywnym kronikarzem koszałkiem opałkiem tej globalnej krainy krasnali bo czy minister "Jacek" nie przypomina skrzeczącego krasnoluda? aż chciałoby się uciec od jego głosu jego i jemu podobnych zwiewać tylko gdzie? za ocean z zieloną kartą w dłoni? więc znowu nagle wybyłem z tego więzienia ale nie tak jak sobie "Jacek" i jego "funfel"-bankster czy też krypto-banksterka wyobrażają znów zrobiłem sobie osobistą orkiestrową fugę pokazując światu figę z makiem i urządzając kolejne fugas chrustas z Lechistanu za ocean przepięknych błękitnych dźwięków zanurkowałem w głębiny muzyki Steve'a Reicha pięknej w niekonwencjonalnym sensie zestrojonej w symfoniach które zawierają w sobie aż tyle elementów dysharmonii i wielkomiejskiego chaosu jak w CITY LIFE kompozycji pełnej zgrzytliwych dla wielu połączeń gdy zderzają się ze sobą odgłosy otwartego ulicznego życia amerykańskiej metropolii i tonów smyczków zamkniętych w estetycznym pudełku jak w bombonierce wiedeńskiej filharmonii no taki efekt mówiąc żartem czasem można usłyszeć w krakowskim gmachu Muz przy Zwierzynieckiej gdy w jakiś wymuskany kwartet pseudobiedermeierowskiej estetyki wjeżdża nagle rozpędzony widmowy tramwaj pełen mechanicznych zgrzytów na zakręcie ale to nie to samo co wysamplowane odgłosy City Life tak jak i to reichowskie City to nie to samo co City wielkiej finansjery spod znaku Apokaliptycznej Bestyi tej lichwiarskiej kokoty o starym dantejskim i poundowskim przezwisku USURA bo w City Reicha wszystko jest oparte na autentycznym PARYTECIE ZŁOTA szczerozłotego kruszcu samorodków talentu a nie tombaku wypłukiwanego z powietrza przez Jackopodobnych hochsztaplerów szczerość szczerość szczerość rzadki to metal i pomimo rzadkości jakoś nie opłaca się go wydobywać z głębin na światło dzienne bo to razi wielu razi ich w oczy skryte za wieloma warstwami powiek z wymalowanymi na nich wizerunkami różnych odmian oczu a przecież popatrz oto złoto to tylko materia wlewana do form tylko i aż bo naczynia by pękły gdyby nie szczerość tak w muzyce jak w kapitalizmie turboustrój pęka w kabalistycznej katastrofie bo zabrakło znów szczerości a i muzyka jaka by nie była powinna być prawdziwa więc i ja mam oryginalne podpisy na płytach zdobyłem autografy Mr. Reicha & Mrs. Korot te meandry permanentnego pisaka,
http://www.youtube.com/watch?v=q99jsF6icaQ&feature=related
2.
IT'S THE TRIPLE QUARTET
IT'S THE TRIPLE QUARTET
IT'S THE TRIPLE QUARTET
http://www.youtube.com/watch?v=d4BmBcQWl1Q
3.
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
EIGHT LINES
http://www.youtube.com/watch?v=mtYWOaxL0GE
2011-09-14 21:33 | Marcin
Witaj w przepraszam, że nie powitałem od razu jak należy, ponoć nawet same znaki interpunkcyjne pofatygowały się na Glob, aby zaznaczyć swoją obecnością ten zacny zwyczaj witania wszystkich kochanych i kochających inaczej.
Przepraszam i kajam się.
Z tym smsem to tak wychodzi, że kij ma zawsze dwa końce i machałaś, machałaś aż... dostałaś.
Jak zdążyłaś się zorientować piszę od początku to co myślę. Nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Masz rację - internet przyjmie każdą głupotę.
I moją, i Twoją ;-)
Pozdrawiam WAS
2011-09-14 21:12 | w.
tata komputer oddał? oj to trzeba się na wyżywać zatem dawaj ! A ty Marcin bez krępacji też zamieszczaj co myślisz wszak internet pojemny przyjmie wszystko. pozdrawiam PANÓW Serdecznie;)
2011-09-14 20:44 | Marcin
Witaj Realisto !
Dawno Cię nie było. Takiego komentarza mi brakowało podskórnie ;-)
2011-09-14 20:27 | Realista
w.
są nie wystarczą ci esemesiki z centrali ?
2011-09-14 19:42 | w.
Basia a Ja Cie normalnie Lubie :)i wcale nie ma w tym krzty ironii chociaż czasem tak to pewnie wygląda :)i już nawet przymykam oko o tak;) na te smski.
2011-09-14 19:05 | pp3-Basia
Witajcie!
Smaząc powidła ze śliwek węgierek podczytuję Wasze komentarze.
W.wizje apokaliptyczne stale są obecne w naszej dyskusji,ale daleka jestem od myślenia w kategoriach końca świata,chociaż pewnie kiedyś nastąpi...
Moje przeczucia odnoszą się do sytuacji w Europie,również do sytuacji Polski.Zgadzam się z Marcinem co do tego,bywalcy forów europejskich typu ministra Rostowskiego zatracili granice realiów,i próbują wykorzystac kryzys finansowy do robienia sobie kampanii wyborczej,wskazując na jakoby swoją mocną pozycję,i nadużywając wyjazdów za pieniądze podatników.
We wczorajszych faktach była mowa o wycieczkach ludzi ze szczytu PO
po to aby się pokazac na forum europejskim.
A oto jak mixuje nam się polityka z religią i edukacją.
Przedstawiciel 'jedynie słusznej linii PO'broni satanisty,Adama Darskiego:
Skandaliczna wypowiedź dostępna jest tutaj:
http://www.piotrskarga.pl/ps,7850,2,0,1,I,informacje.html
Poniżej teledysk,zajawka do nowego numeru Polonia Christiana,
mix obrazu i dźwięku,ukazujący w którym kierunku podąża edukacja polskiej młodzieży,równiez edukacja przez telewzję z Darskimi w roli głównej:
http://www.youtube.com/watch?v=_WD1cPRiwVM&feature=player_embedded
Jak widzimy,różowo nie jest:
http://www.youtube.com/watch?v=t4SKL7f9n58
Pozdrawiam Was serdecznie!
Ps.Haniu,nie wiem kiedy minął ten miesiąc od naszego spotkania...
Piękne wspomnienie:)
2011-09-14 17:51 | Marcin
Witajcie
Bogdanie, mam wrażenie, że niekiedy czytamy te same rzeczy w podobnym czasie, albo wręcz na tym samym oddechu. Właśnie przeczytałem wpis tego znakomitego blogera i odświeżyłem Glob, a tam.... ;-)
2011-09-14 17:10 | bogdan.zalewski
Tak, premier najwyraźniej dał sygnał w sobotę:
"Nie chcemy, aby biało-czerwony sztandar zatknięty był na ruinach. Chcemy, aby biało-czerwona flaga wieńczyła wielką budowlę cywilizacyjną, żeby wreszcie biel i czerwień nie kojarzyła się z dramatem, tragedią, biedą, nędzą, ofiarami, tylko, żeby kojarzyła się z wielkim wysiłkiem zwieńczonym sukcesem, wysiłkiem cywilizacyjnym."
Warto przeczytać komentarz:
http://www.rybitzky.salon24.pl/341705,flaga-w-ruinach
Można byłoby w odpowiedzi zaśpiewać naszym miłującym nas tak bardzo, że aż ściskającym nas mocno, rządzącym, straszącym nas wojnami i ruinami:
NIE PRZENOŚCIE NAM STOLICY DO GROZNEGO!
2011-09-14 16:04 | Marcin
Witajcie
W nawiązaniu do mojego wpisu poniżej.
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,10283324,Warszawa_przygotowuje_sie_do_wojny__Na_wszelki_wypadek.html
Dziwna synchronizacja słów i działań. Czyli co. Straszymy Polaków wojną?
2011-09-14 15:20 | Hania
Równo miesiąc temu o tej porze siedzieliśmy sobie na tarasie kawiarni w Krakowie.
A 9 lat temu...
Ależ ten czas szybko mija :-)
2011-09-14 15:12 | Marcin
Witajcie
taka straszna myśl przeszła mi przez głowę, czy Rostowski, aby na pewno rozmawiał z bankierem. Może słyszał podszept z innej strony? Od razu przemknęły mi słowa Bronisława Komorowskiego a tym, że "prezydent będzie gdzieś leciał". W kontekście świeżych ran, ta wypowiedź budzi we mnie autentyczną obawę o przyszłość.
Odganiając czarne mary stawiam "zeta", że słowa Vincenta zostaną w Polsce odczytane "właściwie", znaczy się "Mamy silną pozycję na arenie międzynarodowej i potrafimy mówić rzeczy niemiłe, dosadne, acz prawdziwe".
Przecież owa "prawdziwość" połączona z nieskrywaną "uczciwością" partii miłości jest jej hitem w wyborach.
Swoją drogą Europa poznała prawdziwych "debeściaków".
2011-09-14 15:11 | Hania
Basiu, witaj !
Tak, ten Księżyc od paru dnie jest po prostu niesamowity. Bardzo jasny i zimny. Dopiero rano, kiedy patrzę na niego ok. 5.30 przeistacza się w bladopomarańczową, pastelową kulę.
Odpoczywaj, Basiu.
Za moim oknem piękne słońce. Po pracy 'zbieram' dzieciaki ze szkoły i przedszkola i jadę na spacer.
Bogdan, ja się przecież nie gniewam, no coś Ty :-). Pomyślałam jedynie, że to Ty masz tak naprawdę prawo do pełnej oceny tych koncertów. Ja, jako radiowy słuchacz, można powiedzieć, dysponuję ZABURZONĄ percepcją :-). W odbiorze tej muzyki dominują u mnie emocje. Wczoraj nawet podczas 'Different Trains', chciałam wysłać Ci sms-a, ale stwierdziłam, że to najgłupsza rzecz, przeszkadzać Komuś zamienionemu w słuch.
Dzięki za Siekierę.
Odwdzięczę się Armią:
http://www.youtube.com/watch?v=b48lwZ9CABo
'...NADEJDZIE NASZ CZAS'
Pozdrawiam Was ciepło.
P.S. Tak, słusznie powiedziałeś w Faktach - WIDMA zbierają się...
2011-09-14 14:48 | Marcin
Bogdanie czekam zatem na Fakty o 15
2011-09-14 14:48 | w.
W październiku przepowiadają kolejny KONIEC ŚWIATA ! ot co !
2011-09-14 14:32 | pp3-Basia
Dzień dobry,Haniu,Bogdanie,Marcinie!
Mam takie wrażenie od kilku dni,że w powietrze stało się ciężkie...,zgęstniało.
Robi się duszno nie tylko w pogodowej aurze.
To jest takie moje subiektywne odczucie,przeczucie jakby coś złego miało
się wydarzyc.Odczuwam niepokój w związku ze zbliżającą się jesienią.
To nie depresja,zaznaczam,tylko przeczucia.
Nie wiem skąd się to u mnie bierze...dlatego postanowiłam
wyciszyc się do minimum...
Czytam oczywiście wszystko co piszecie,i staram się ułożyc w głowie (jak puzzle)logiczny ciąg wydarzeń...
Wczoraj na tarasie obserwowałam księżyc w pełni i w pewnym momencie
pojawił się taki bardzo silny rozbłysk,jakby gwiazada rozpadła się na drobne kawałki...
Pozdrawiam Was serdecznie!
Muszę położyc się na chwilę,bo ogarnęła mnie sennośc.
2011-09-14 13:49 | bogdan.zalewski
Haniu, ja Cię przepraszam. Wcale nie miałem intencji, żebyś nie pisała. Przeciwnie. Dla mnie to jest bardzo interesująca konfrontacja dwóch percepcji jednego Zdarzenia, i jestem przekonany, że dla naszych Czytelników też może być ciekawa. Jeden Człowiek tylko słyszy muzykę z radia, a wyobraźnia i pamięć dobudowują brakujące elementy wielowymiarowego tła. Drugi człowiek odbiera to samo wszystkimi zmysłami na miejscu Zdarzenia, ale też kieruje się subiektywnymi odczuciami, fascynacjami, idiosynkrazjami, nadinterpretacjami. Oba obrazy są SUBIEKTYWNE. Ja nawet nie zaglądam wcześniej na główną stronę festiwalu, żeby się nie sugerować. Dopiero potem sprawdzam, bo warto:
http://www.sacrumprofanum.com/
Dlatego moje opisy nie są relacjami recenzenckimi, ale raczej POWIDOKAMI, POSŁUCHAMI - w umyśle "empiryka", "organoleptyka".
Dziwnie gęstnieje atmosfera na kontynencie. Finansowa i polityczna.
To będzie główny temat popołudniowych faktów. Jarosław Marek Rymkiewicz sugeruje, że powinniśmy się bronić przed rozbiorami, szukać inspiracji w konfederacji barskiej. Ale to przecież "oszołom" i "faszysta" jak twierdzą warszawskie salony.
Nie to co światły światowiec, co to na niejednej sztabce złota w londyńskim City zęby swoje zjadł.
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-rostowski-w-pe-europa-nie-przetrwa-rozpadu-strefy-euro,nId,359467
Tajfun "Jacek" nadciągnął nad Europę.
Więc może lepiej poczytać o wnioskach - wyciąganych przez rozsądnych, mądrych polityków (są jeszcze tacy):
http://januszwojciechowski.salon24.pl/342585,wojna-to-pis-wybierac-a-nie-ciury-obozowe-z-peo
Chyba, żeby wrócić do starych punkowych scenariuszy z Jarocina w komunie:
http://www.youtube.com/watch?v=IRlNfX3P5_4
Idzie wojna, idzie wojna
Idzie krwawa rzeź2011-09-14 11:22 | Hania
Dzień dobry, witajcie ponownie.
Bogdanie i Marcinie.
Bogdan, słyszałam, co mówiłeś w Faktach o 15.30. Uderzyło mnie to obuchem, bo pisząc rano o sokólskiej Hostii, nie wiedziałam o tym, co wydarzyło się w Krośnie. Potem jeszcze Basia wieczorem napisała nam w sms-ie o Nabożeństwie Fatimskim... Zbieg wydarzeń, koincydencja jakby nieprzypadkowa (ja nie wierzę w PRZYPADKI).
Dzięki za kolejną recenzję. Zawsze, kiedy je czytam, to jestem coraz pewniejsza, że właściwie nie powinnam opisywać swoich odczuć z tych koncertów, bo są one zupełnie obdarte z wielu ważnych, a może najważniejszych aspektów. Przykładem są OBRAZY, których ja nie widzę. Np. zupełnie inaczej odebrałam wczoraj opis tego, co było wyświetlane. Teraz na stronie SP zobaczyłam te przecinające się tory i skojarzyły mi się one z gwiazdą Dawida. W ogóle dziś o poranku przeczytałam w 'Pałacu' Myśliwskiego takie zdanie: 'Być może cierpienie jest najbogatszą wiedzą człowieka, jego mądrością i niedostatkiem zarazem'. Bardzo pasowało mi to do duchowego wymiaru tego, co nam wczoraj chciał przekazać Reich.
Czytając o impulsie elektromagnetycznym, skojarzyły mi się momentalnie bomby elektromagnetyczne, których Amerykanie w dniu 20.03.2003 roku. Tłumaczyłeś wtedy Bogdan słuchaczom, że ta bomba rozsyła impuls elektromagnetyczny o mocy miliardów watów, który momentalnie niszczy wszystkie urządzenia elektroniczne, co skutkuje całkowitym chaosem. Tu - mogła posłużyć do czego innego...
Marcinie, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa.
Trzymajcie się ciepło.
P.S. Niepowodzenia zawsze chodzą parami. Ale to się kiedyś skończy. Musisz w to uwierzyć.
2011-09-14 10:56 | bogdan.zalewski
Dzień dobry, Marcinie!
Też mi się wydaje, że telefonia satelitarna na pokładzie tupolewa będzie elementem kolejnej wrzuty - jeszcze przed wyborami. Po wyborach nikt już nie zwróci uwagi na kłamstwa i szalbierstwa. Pamiętamy "debeściaków" i inne "rewelacje" odczytane rzekomo z taśm. Wczoraj Naczelna Prokuratura Wojskowa ogłosiła, że do śledczych trafiły przetłumaczone materiały na temat telefonu, które pomogła zdobyć Dania. Zrealizowała wniosek o pomoc prawną. (Rassmusen - sojusznik Rosji w Sojuszu pomógł?). Może jest tak, że Kaczyński faktycznie był inwigilowany i na pokładzie tupolewa były jakieś tam pluskwy czy inne robactwo elektroniczne, tylko jak UWIARYGODNIĆ fakt, że się ma takie nagrania. Amerykańce nie pomogły? To może Duńczycy?
A może w ogóle unieważnią wybory?
http://wpolityce.pl/wydarzenia/14630-to-jest-naprawde-powazna-sprawa-czy-pkw-miala-prawo-odmowic-rejestracji-list-korwin-mikkego-w-calej-polsce-zdaniem-konstytucjonalistow-nie
http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/26525,uniewaznijmy-wybory-sad-najwyzszy-rozgromil-pkw
No, nie wiem, myślę sobie GŁOŚNO. Podejrzliwy się zrobiłem jak nigdy dotąd- przed 10 kwietnia. Zobaczymy. Bardzo chciałbym się mylić. Rymkiewicz w tygodniku "Gazeta Polska" - proponuje zamienić słowo MATRIX polskim pojęciem Wielkiej Ściemy. Ja bym powiedział: Ściana Wielkiej Ściemy.
Z kim Polacy (nie POlacy) mogliby wejść dzisiaj w sojusz, żeby obronić kraj przed nową formą rozbiorów (szaleństwem mówić o rozbiorach?
a co się dzieje z Grecją? może ktoś to wytłumaczy z tych jaśnie oświeconych?)?
Nawet brytyjscy konserwatyści całują się z KGB.
http://www.rp.pl/artykul/9133,716665-David-Cameron-w-Rosji---Marek-Magierowski-.html
2011-09-14 10:29 | Marcin
Witajcie
Bogdanie ekspertyza Biniendy już została ostrzelana przez naszych podwórkowych fizyko-astro-bajkopisarzy. Jak czytam zatroskane komentarze, czy aby wykonali to właściwie, czy aby obliczenia, czy aby coś jeszcze innego, to pusty śmiech mam w sobie. I ten wyrzut, że gdzie oni pracują? W NASA? Toż to amerykanie, swołocz antysocjalistyczna itd.
Już wiecie dlaczego jest jak jest? Komuna na trwałe zniszczyła poczucie indywidualności myślenia, myślało się w kolektywie albo w ogóle, dlatego indywidualne osiągnięcia są dziś niczym. Normalny kraj powinien cieszyć się z każdej nowej informacji, która przybliżałaby do wyjaśnienia analogicznej katastrofy. Trzeba tylko być normalnym krajem a nie postsowiecką kolonią.
Bardzo ciekawa jest ta wrzutka, szczególnie wątek z telefonem i możliwościami amatorów. A może to któryś z pasażerów feralnego 10.04.2010 zadzwonił i... resztę zostawiam dyżurnym strażakom RP. Runął mit pancernej brzozy? Wymyślimy następny! Wystarczy poczekać.
W kwestii Sacrum Profanum. Cóż nie dane mi było się z tym zetknąć, ale wielkie dzięki za Wasze opisy Bogdanie i Haniu. Czułem się jakbym tam był i czuł całą atmosferę. Swoja drogą dzięki Wam oraz Basi odkrywam muzyczne arcyciekawe ścieżki, dotąd zupełnie mi nieznane.
Basiu gratulacje na ręce studentki!
Miłego Dnia
Pozdrawiam WAS
2011-09-14 09:48 | bogdan.zalewski
Dzień dobry!
Basiu, dołączam się do gratulacji dla Pani Izabeli.
(Pozostał mi w głowie Twój obraz kaflowych pieców.)
Haniu, ponownie pisaliśmy symultanicznie.
Żeby zachować prawdę o tym doświadczeniu synchronicznego pisania, nie będę się odnosił do Twojego postu. Tylko jedno małe sprostowanie - nie było wczoraj ruchomych scen jazdy pociągami na ekranach - a rzucony statyczny obraz symetrycznego rozwidlenia torów. Dynamika tego obrazu powstawała W GŁOWIE pod wpływem muzyki Reicha. A oto, co napisałem od rana - w porządku chronologicznym.
1. SMOLEŃSK I NOWE EKSPERTYZY A DZIWNA WCZORAJSZA WRZUTKA W ROSJI:
Warto zapoznać się z wywiadem z Antonim Macierewiczem. Szczegółowo opowiada o ekspertyzie profesora Biniendy.
http://niezalezna.pl/16056-katastrofa-smolenska-nie-byla-wypadkiem
A oto, co wczoraj wygrzebał w rosyjskiej prasie nasz korespondent w Moskwie - Przemek Marzec:
http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-prasa-jak-42-mogl-spasc-z-powodu-impulsu,nId,359273
2. TAJEMNICZE SYNCHRONIE:
Wracając do wczorajszej fatimskiej trzynastki, synchronia motywów- krośnieńskiego i sokółkowskiego- uderzająca. Prowokacja w celu ośmieszenia, wyszydzenia? Dziwnie profesjonalna robota, wymagająca niemal "alchemicznych" przygotowań.
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-cud-w-krosnie-to-farba-nie-krew,nId,359358
Już 25 września początek kościelnej inicjatywy, więc trzeba było już podjęć wyprzedzające działania? Preemptive satanistic strike?
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110913/REGION04/271937426
Takie obsesje kotłowały mi się wczoraj w głowie- po Waszych postach. Jednak w Faktach - nagie fakty - zero spekulacji. Żadnych spisków ni metafizyki. Tu jednak popuszczam wodze przypuszczeń, więc -jako czytelnik książki Krzysztofa Kąkolewskiego o księdzu Popiełuszce- nie wykluczam, że i w dzisiejszej Polsce, zwłaszcza w dzisiejszej, mogą działać dziwne grupy i grupki. Pamiętacie cytat z Kąkolewskiego o organizacji OAS?:
=============
"Istnieje cenne źródło, niewydana książka Zbigniewa Branacha, mieszkającego w Toruniu. Tytuł roboczy książki o grupie OAS (maszynopis mam u siebie) brzmi 'Sekcja tajna'. Początkowo rozszyfrowano ten skrót: Obronna Armia Socjalizmu, potem okazało się, że nazwa tajnej organizacji brzmi: Organizacja Anty-Solidarność. Ponieważ już samo SB było tajną, nielegalną strukturą, zakonspirowaną przed społeczeństwem, spiskiem przeciwko niemu, więc nasuwa się tu jedno z wyjaśnień ciągle nierozszyfrowanych słów Piotrowskiego o 'konspiracji w konspiracji' Branach, pisząc o działaniach tej organizacji, używa swojskiego nazewnictwa- specgrupa lub szwadron śmierci (naśladujący południowoamerykańskie szwadrony). Twierdzi, że oficerowie SB, określający się wówczas OAS na wzór francuskiej tajnej organizacji wojskowej OAS, widzieli w Polsce kolonialny obszar Rosji- dla nich Polska była Algierią, która chciała wyrwać się spod panowania kolonialistów. Sprzysiężenie to, obejmujące bliżej nieznaną liczbę osób- postawiono później przed sądem sześciu oficerów SB- miało własną parareligię, filozofię, przypominało sektę o satanistycznej, antychrześcijańskiej symbolice. Jako motto swojego manifestu rozrzucanego i podrzucanego w formie ulotek, OAS wybrała cytat z Apokalipsy, w tłumaczeniu księdza Wujka. W nowym tłumaczeniu brzmi jaśniej: '... i pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii'. Symboliczny dla tej grupy był rozdział 13 - data ogłoszenia stanu wojennego. Manifest datowany na 4 marca 1984 roku brzmiał: 'Gra rozpoczęta. Będziemy uderzać wszędzie tam, gdzie nie jesteśmy oczekiwani. (...) Strzeżcie się. (...) Grupa Kierownicza OAS Regionu Pomorza i Kujaw.'"
=============
Appendix:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/14624-list-biskupa-wieslawa-meringa-do-prezesa-tvp-zatrudnienie-wyznawcy-satanizmu-bluzniercy-czlowieka-bez-podstawowej-kultury-bije-wszelkie-granice-przyzwoitosci
No, tak mi się przypomniało. A wczoraj widziałem w witrynie nowohuckiej księgarni 'Skarbnica' nową książkę Wojciecha Sumlińskiego:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/14586-wyszla-najnowsza-ksiazka-wojciecha-sumlinskiego-mocy-bezprawia-to-nie-jest-film-to-jest-rzeczywistosc-w-ktorej-zyje-od-trzech-lat
3. SACRUM PROFANUM:
Steve Reich w Nowej Hucie! Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Jest czas, gdy pojawia się jakiś fakt w naszym życiu, jakiś dźwięk, sytuacja, drobiazg i rośnie w nas powoli, powoli, niezauważenie, nabiera masy, komplikuje się, pączkuje dygresjami, często się chowa. Aż po latach rodzi się w nowej dojrzalszej formie, i okazuje się, że temu wewnętrznemu rozwojowi początkowego motywu towarzyszyło działanie ZEWNĘTRZNE, zobiektywizowane, że jakby od początku wyciągało ku nam ręce, jak ktoś stęskniony, robiący wszystko, aby połączyły się te dwa wymiary. Takie było to moje kolejne doświadczenie w Łaźni Nowej. Początkowo chciałem opuścić ten jeden koncert Steve'a Reicha. Nie czułem się najlepiej, mówiąc delikatnie, rozbierała mnie jakaś podwójna słabość, też wewnętrzna i zewnętrzna, jednoczesne dwa ataki jesiennego przesilenia, dwóch frontów - serii niepowodzeń i chorobowego osłabienia. Jednak w końcu postanowiłem przełamać ten opór dwóch rodzajów ciemnej materii. Wybrałem się z Przemkiem, który podwiózł mnie autem, więc nie musiałem pokonywać na piechotę tego -w sumie krótkiego, aczkolwiek w moim stanie trochę kłopotliwego- dystansu pomiędzy Centrum E a os. Szkolnym (siedzibą Łaźni Nowej). Na "Different Trains" i "Tehilim" nie miałem zaproszenia, więc sobie kupiłem wejściówkę, a Przemek w tym czasie, gdy ja dokonywałem zakupu, pognał zająć dobre miejsca na sali. Rozdrabniam się w tym opisie, bo znów cały ciąg maleńkich i niby nic nie znaczących "zdarzonek" doprowadził do zagadkowego węzła fabularnego. Kiedy już wchodziłem po schodkach na górę , w kierunku machającego do mnie Przemka, zauważyłem siedzącego z kraja Adama Wiedemanna - mojego przyjaciela ze studiów, pisarza i gościa, który wie wszystko o muzyce współczesnej. Ucięliśmy sobie krótką pogawędkę na zasadzie-
"dziś przyjechałeś? tak; a ja od niedzieli. nie mam na dzisiejszy wejściówki, więc musiałem kupić; szkoda, że nie powiedziałeś, bo ja miałem podwójny; to nic. będę miał fajny pamiątkowy bilet. muszę już iść do znajomego, ale pogadamy w przerwie". I ruszyłem w górę, ale zorientowałem się, że źle oceniłem dystans, bo Przemek siedział w TYM SAMYM rzędzie, co Adaś, tylko bliżej środka; więc zrobiłem nagły zwrot i nagle zachwiałem się, i byłbym runął w dół, już się przez moment widziałem na podłodze kilka metrów poniżej; byłbym na pewno mocno się potłukł, a może nawet coś gorszego; ale jakimś cudem zachowałem równowagę; usłyszałem szmer na sali, bo to było chyba jak cyrkowy numer na linie; uśmiechnąłem się po tym wszystkim i przedarłem się obok Adama i innych siedzących do zajętego przez Przemka fotela; to doświadczenie CAŁKOWICIE odmieniło odbiór mi odbiór koncertu. Teraz z dystansu na to spoglądam, i zastanawiam się jak ta niespodziewana, nagła nuta strachu wpłynęła na moje wielkie emocje towarzyszące percepcji "Different Trains". Bo tego utworu nie powinno się słuchać czysto ESTETYCZNIE. Potrzebna jest cały czas ta dominanta śmiertelnego strachu o własne życie. Fabuła utworu oparta jest na synchroniczności dwóch różnych doświadczeń jazdy pociągiem. Z jednej strony dziecięca idylla podróży, rozwijająca się taśma pamięci, kadr po kadrze prywatnego filmowego zespołu "TOR" (obrazowa kontaminacja klatek filmowych i szyn z podkładami kolejowymi) ze "scenami" chłopięcych wspomnień mi.in. na trasie Nowy -Jork Los Angeles (wysamplowane głosy zapowiadaczy, spikerów na stacjach?); z drugiej strony jazda w bydlęcych wagonach do obozów śmierci. Pociągi ... pociągi ... pamiętam chyba u Dostojewskiego kolej była znakiem apokalipsy, Gwiazda Piołun. A z drugiej strony rytm prozy Cendrarsa, doświadczenie wielkich przestrzeni tekstu, transsyberyjska epika poematu niosącego Czytelnika w nieznane, w którym mijane krajobrazy Rosji łączą się z prywatnymi sagami; i jeszcze jedna moja asocjacja- z reportażem o więźniach sowieckich łagrów; jeden z polskich Sybiraków mówi : WYPIŁEM PO DRODZE WSZYSTKIE RZEKI ROSJI; wypił w wyobraźni, z wielkiego pragnienia wizualizował sobie podczas mijania rzecznych tafli, że gasi pragnienie zanurzając widmowe usta; ale ja przecież tego nie przeżyłem osobiście, więc to jest wpływ mediów i literatury; ja mam raczej dobre wspomnienia. głównie z najczęściej przejeżdżanej trasy Kraków - Tarnów i z powrotem; ostatnio w świetnym wagonie , klimatyzowanym, wygodnym jak salonka, ze słuchawkami na uszach w których rozbrzmiewał bebop, nawet nie chciało mi się czytać, delektowałem oko lekturą mknących za oknami pół, lasów, linii elektrycznych, krzewów, chaszczy, rowów pełnych kwitnącej na zielono, dwuznacznie pięknej brei, dachów, krów, graffiti na budynkach i autostradowych ekranach i tajemnej symboliki TAG-ów, obrazowych kodów. Więc ja, który nie przeżyłem trwogi transportów śmierci, dostałem nagle swój wehikuł emocji, kolejową platformę drżenia o życie, nagłe zachwianie się i strach przed groźnym upadkiem. Oczywiście to pewnie przypadek, ale zapamiętam "Different Trains" razem z tą uczuciową dominantą. W nagrodę po całym dniu z tą mroczną dla mnie codą na schodach, dostałem na koniec wielobarwny (
wielobrawny potem) bukiet Psalmów. Pozaplatany z głosów i instrumentów, gęsty i piękny jak orientalny dywan. Poszybowałem na nim daleko, daleko - jak w baśni z tysiąca i jednej nocy, odrywając się o torów ziemskiej podróży, którą nazywamy życiem tu i teraz:
http://www.youtube.com/watch?v=fruY31DQvb0
Po powrocie z Łaźni , gadałem jeszcze długo z Przemkiem w samochodzie (Adama nie spotkałem po koncercie, a "techniczna" przerwa nie okazała się tak długa jak ją zapowiadano). Przemek dużo mi mówił o przejmowaniu kolei greckich przez zaborców. Potem jeszcze parę razy przekładaliśmy zwrotnice rozmowy. Mój kumpel przytoczył też m.in. przesłanie jednego ze swoich szkoleń pedagogicznych: nauczyciel matematyki nigdy nie powinien się mylić, rozwiązując zadania na tablicy, bo kiedy nagle zrobi błąd, powie na przykład:
"o przepraszam, tu ma być minus, a nie plus", duża grupa dzieci pozostanie już do końca niepewna; może już nie przyswajać do końca wiedzy prawidłowo. Tworzy się w ich głowach zakłócający dysonans poznawczy.
"Dlatego ja - odpowiedziałem Przemkowi -
tak bardzo nie lubię się 'cukać' prezentując Fakty". Martwię się cukaniem, i to pomimo uspokajających komentarzy, że to nie ważne, że ludzie słuchają treści, a pomyłki świadczą o tym, iż czyta żywy człowiek, a nie automat. Sprawdziłem, że jeśli pojawia się CUKNIĘCIE, odbiorca przez pewną chwilę myśli o tym potknięciu, przekaz słabiej już potem przez chwilę dociera. Ja tak przynajmniej mam - jako odbiorca. Więc może jednak nie powinienem generalizować. W każdym razie potknięcie na schodach odmieniło mi odbiór "Different Trains". Ale przez to do muzyki Reicha mam jeszcze bardziej osobisty pociąg.
To są takie moje głupotki.
Jak zwykle zapraszam do lektury fachowego bloga:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/09/14/wieczor-mocnej-muzyki/#comments
2011-09-14 08:52 | Hania
Dzień Dobry.
Basiu, gratuluję Izie :-) Mój brat właśnie dziś wyjeżdża do W-wy na dwuletnią magisterkę (fil. ang. na UW).
Za mną kolejny wieczór duchowego uczestnictwa w SP. I znów masa emocji. Dwa utwory: 'Different Trains' i 'Tehilim'. Na mnie niesamowite wrażenie zrobił ten pierwszy, przedstawiający Holokaust z punktu widzenia tragedii jednej z żydowskich rodzin, ale w połączeniu z losem 6 mln. Żydów, którzy zginęli w czasie wojny. Zapadły mi w pamięć skrzypce i odgłos trąbiącego pociągu, którego doskonale naśladowany dźwięk przetaczał się później przez cały utwór. I skrzypce, takie wszech ogarniające, wręcz świdrujące. Aż nie do uwierzenia, że grało tylko 4 muzyków, ja miałam wrażenie, że była to cała orkiestra. Do tego wbijające się w umysł, powtarzane jak mantra słowa: 'From Chicago to NY' i 'From NY to LA', charakterystyczny, skrzypiący głos guwernantki Reicha. Cały utwór miał bardzo zmienne tempo - jakby miarowo przyspieszał, a potem zwalniał. Wiem, że na ekranie wyświetlane były obrazy pędzących, mijających się pociągów i rozchodzących się w różne strony torów...
Następnie 'Tehilim' - cztery hebrajskie psalmy. Ten utwór wydał mi się taki do granic żydowski. Może ze względu na monotonny (choć w tym pozytywnym sensie), hipnotyczny śpiew Synergy Vocals 'na cztery głosy kobiece', który był dla mnie najmocniejszym punktem. Sama muzyka bardzo melodyjna, ale brakowało mi w niej tej charakterystycznej dla Reicha nieprzeciętności, czyli konsolidacji muzycznego minimalizmu, sampli, loopów, nagrań rozmów. Takich kompozycji właśnie jak 'Different Trains', 'Three Tales', czy chociażby dzisiejsza 'City Life'. Z czterech części 'Tefilim', największe wrażenie zrobiła na mnie część czwarta - Psalm 150: Alleluja.
23.10. Koniec koncertu. Długie brawa, owacje. Jacek Hawryluk oddając głos Ewie Szczecińskiej, która była w studiu w W-wie, powiedział, że dawno nie słyszał i nie widział na sali takiego poruszenia. Steve Reich chyba również był zadowolony, bo podobno długo ściskał Brada Lubmana. A ja znów nie mogłam spać ;-)
Dobrego Dnia Wszystkim.
P.S. Basiu, czytałam o tych nagraniach na stronie SP. Ciekawią mnie bardzo.
2011-09-13 16:54 | pp3-Basia
Witajcie po krótkiej przerwie!
Sacrum w Sokółce,kontra profanum w Krośnie...
Takie momentalne skojarzenie dnia dzisiejszego.
Jeszcze interesująca inicjatywa,w nawiązaniu do Waszej dyskusji i wiadomości z Faktów Kulturalnych.Jakoś cicho ostatnio było o Studiu Alvernia,które było rownież jednym z motywów naszej rozmowy ,gdy schodziliśmy z Kopca.Pamiętacie?
http://www.gazetakrakowska.pl/aktualnosci/449962,penderecki-i-gitarzysta-radiohead-nagrywaja-w-alvernia,id,t.html
Radosna informacja od Izabeli:)
Będzie studiowała.Tym razem Stosunki Miedzynarodowe-Amerykanistykę.
Spełniło się jej marzenie...:)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Do zobaczenia!
2011-09-13 15:00 | pp3-Basia
Haniu,cud w Sokółce nie uszedł mojej uwadze.
Będę kontynuowała później:)
Pa!
2011-09-13 14:49 | pp3-Basia
Witajcie,Moi Drodzy!
Donoszę Wam,że żyję i mam się już dobrze.
Korzystam z pięknej słonecznej pogody,na uporządkowanie zaległych
domowych i ogrodowych prac.
Bardzo żałuję,ale z tegorocznego Festiwalu Sakrum Profanum
nie wysłuchałam ani jednej nutki...
Bardzo chętnie przeczytałam,za to,Wasze relacje.Jeżeli znajdę chwilkę
zanurkuję w archiwum dźwięków.Rzeczywiście w internecie można znaleźc
wszystko:)
Michale,bardzo dziękuję za mp3 z Twoim wywiadem!
Pan Julian,to niezwykle skromny człowiek.Musiał się natrudzic,
aby kawiarenka powstała.
Kiedy byłam tam pierwszy raz,obsłużył mnie właśnie on.
W wywiadzie poznałam ten głos!
Spróbowałam wyobrazic sobie naszą kawiarenkę zimowym wieczorem,
rozświetloną choinkowymi lampkami, z zapachem jodłowego igliwia
i polanami drewna trzaskającymi w kominku,który mi podczas spotkania skojarzył się z piecem kaflowym...z dzieciństwa,kiedy leżąc w łóżkach
z rodzeństwem(mieliśmy takie dwa złączone tapczaniki),opowiadaliśmy sobie
różne historie...,a światełka ognia zza szczelinek piecowych drzwiczek,
rozpraszajace się po ścianach i suficie,stwarzały taką niesamowitą aurę
dla gry wyobraźni:)
Bogdanie, zapoznałam się z definicją ekfrazy:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekfraza
Cóż mogę dodac.Pięknie uszczegółowiłeś świat przedstawiony:)
Haniu,dziękuję za SMS-ka(nawet jak tu pojawią się jakieś głosy szyderstwa).
Claro:) ze wszystkim zdążymy na czas:)Mimo takiego szybkiego
tempa życia,które narzuca nam świat...
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!
2011-09-13 11:27 | Hania
I jeszcze pytanie o Pendereckiego: czy jeśli wyszedł, to oznaczało to, że nie przypadł mu do gustu 'Electric Counterpoint' ??? Nie mam pojęcia, czym mogło to być spowodowane. Może po prostu coś się wydarzyło.
Zapomniałam napisać, że mógłbyś spokojnie pisywać recenzje do gazet. Choć znam w tek kwestii Twoje stanowisko: 'Krytyk, to taki NIKT' :-)
2011-09-13 11:15 | Hania
Przepraszam, nie miałam czasu dokończyć. Spróbuję ostatni raz:
Jestem więc ciekawa, jak wyszedł ten wspólny, wrocławski projekt: Penderecki - Greenwood - Aphex Twin. Czytałam jakieś mgliste recenzje, ale to dla mnie zbyt mało. Mam nadzieję, że Dwójka zretransmituje te koncerty.
Na Sacrum Profanum, kulminacyjnym momentem będzie dla mnie sobota (choć po tym, co działo się wczoraj, niczego nie jestem już pewna). Ze względu właśnie na AT (pamiętam nasze gorące dyskusje sprzed dwóch lat), ale także Toma Verlaine'a i Adriana Utley'a. Bardzo ciekawi mnie muzyczna kompilacja tych nietuzinkowych postaci. Niestety - koncerty finałowe nie są nigdy transmitowane, bardzo liczę więc na Ciebie, Bogdan :-)
Najcieplejsze życzenia zdrowia Pani Dorocie. Tak, nadszedł ten czas. Pewnie nie ominie to nikogo z nas, w te coraz bardziej ciemne, jesienne dni...
Spokojnej Pracy.
P.S. Nie wiem, czy słyszeliście, co wydarzyło się na Podlasiu trzy lata temu:
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110913/REGION04/271937426
Piszę to także w kontekście Ks. Michała Sopoćki.
2011-09-13 10:33 | Hania
No i nie mam pojęcia, dlaczego urwało, przecież nic nie kopiowałam...
No więc jeszcze raz:
A propos Aphex Twina. Jestem bardzo ciekawa jak wyszedł ten wspólny wrocławski projekt Penderecki
2011-09-13 10:31 | Hania
Witaj, Bogdan !
Bardzo Ci dziękuję za te dopełnienie. Właściwie od dawna mam już tę świadomość, że słuchanie tego typu koncertów w radiu jest ich potwornym zubożeniem, właściwie takim nawet rozdarciem kompozytorskiej wizji, na którą nierozerwalnie składają się: obraz, dźwięk i scenografia. Dlatego wielkie dzięki za tę recenzję. I za wspomnienia. Postać dr Arthura momentalnie przypomniała mi się 'Ptaśka' Whartona
2011-09-13 09:29 | bogdan.zalewski
Dzień dobry Kochani, Witaj Droga Haniu! (Najpierw napisałem to, co poniżej. A potem zobaczyłem Twój komentarz. Nie będę nawiązywał. Niech się uzupełniają. U Ciebie - intelekt i wrażliwość oraz wrażenia słuchowe. A u mnie głównie wzrok i anegdota. Bardzo to będzie pobieżne, ale czasu miałem mało.)
==========
SOLFEŻ ELEMENTARNY
Słowo się rzekło, kobyła u płota. To znaczy zamierzam teraz pognać opisową kobyłą, popuścić epickie wodze, bo wczoraj mój konik - muzyka- najadł się sporo przesmacznego duchowego obroku. Pędźmy zatem. Jak już wspomniałem spotkałem dawno niewidzianego kumpla po latach, z którym zacząłem słuchać Reicha, mniej więcej w 1994 roku, o ile mnie pamięć nie myli. Grałem u jego w awangardowych filmach krótkometrażowych- narratora i różne dziwne postacie. Jedna z nich już wtedy nazywała się bardzo "globalnie": dr Arthur (imię czytane z bardzo brytyjską manierą) Sanchez Makarenko. Był to nauczyciel latania, ale nie samolotem, a naturalnego - metodą ptasią. I pamiętam, że prezentacja tej techniki przeze mnie - aktora amatora- miała za tło niezwykłą repetytywną muzykę. Jak się dowiedziałem, była to kompozycja Steve'a Reicha. No i od tego czasu nazwisko amerykańskiego minimalisty jakoś ciągle towarzyszyło mojemu życiu. Trochę już o tym pisałem:
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/west-side-story-vs-east-side-history,180
Wczoraj, po niemal dwóch dekadach, siedziałem z Przemkiem w sali Łaźni Nowej i nie mogliśmy wyjść ze zdumienia, że w Nowej Hucie, w której obaj spędziliśmy dzieciństwo i młodość ( a ja mieszkam do dziś) widzimy z bliska, tuż tuż przed nami- tego genialnego kompozytora i jego wybitną żonę na koncercie i video-performansie "Three Tales". (Ja tak miałem wcześniej, bardzo dziwne uczucie SPEŁNIENIA jakiegoś najabardziej fantastycznego marzenia na występie grupy The Residents w Łaźni.) Wczoraj Przemek przed koncertem wyciągnął płyty, podszedł do obojga artystów i poprosił ich o autografy. Bardzo żałowałem , że nie przyszło mi do głowy, aby wziąć własne egzemplarze. Och, ta moja niepamięć, pomimo tylu wysiłków. Bo przecież miałem w domu ten podwójny - w podwójnym sensie - album (audio-video) wspólne dzieło Steve'a Reicha i jego małżonki Beryl Korot. I nawet tuż przed koncertem obejrzałem na świeżo duże fragmenty razem z moją biedną, chorą żoną. Dorota lubi filmy dokumentalne, więc dopowiadała dużo o katastrofie hitlerowskiego sterowca Hindenburg w New Jersey. Ta historia stanowi kanwę pierwszej części "Trzech opowieści". Fascynująca sprawa z tą katastrofą - zwłaszcza teoria sabotażu, wystrzelenia pocisku, oczywiście absolutnie spiskowa, niedopuszczalna w racjonalnym dyskursie ;)
http://pl.wikipedia.org/wiki/LZ_129_Hindenburg
Niestety nie zabrałem płytek Reicha ze swojej skromnej, acz cennej dla mnie kolekcji pełnej różnych wspomnień ("Three Tales", "The Cave" , "The Desert Music" , "Music for 18 Musicians", "Electric Counterpoint"). Może się jeszcze uda zdobyć podpisy Artystów, którzy -zdaniem Przemka - po prostu "rządzą". Mój kumpel ironizował na temat Krzysztofa Pendereckiego. Ja nie, bo cenię tego kompozytora, i jestem wielce ciekaw, co też spłodził razem z Aphex Twinem. Pamiętacie tego koleżkę?
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/s-a-k-r-u-m-p-r-o-f-a-n-u-m-k-u-r-s-n-a-f-o-r-u-m-m-a-p,6392
Penderecki, chyba dopiero w Łaźni Nowej, poznał się ze swoim amerykańskim Kolegą - Reichem. Tak to wyglądało, gdy patrzyliśmy na tę scenę spotkania parę foteli poniżej naszego stanowiska. Przemek mi opowiadał, że Penderecki poprzedniego wieczoru wyszedł w połowie koncertu z Hali Ocynowni - tuż po występie Jonny'ego Greenwooda, a przed "Osiemnastoma muzykami", co - jak mi kolega zrelacjonował - wywołało szmer oburzenia wśród publiczności. Nie wiem, czy to plotka, czy prawda. Ale to chyba możliwe. Przemek był w ogóle wściekły na ten "straszny krakówek", tych wszystkich snobów, którzy musieli się pokazać na koncercie, wysztyftowani i wygalantowani jak stróże z żonami w Boże Ciało, a wychodzili, bo im się nie spodobało. Robili tylko zamieszanie i zagłuszali dźwięki swoimi obcesowymi buciorami na obcasach i szpilach. Nie wiedzieli na co idą? Śmieszne, że sobie nie sprawdzili choćby w youtubie.
http://www.youtube.com/watch?v=CHVMVDhC-UA
Dziś już przecież nie trzeba kupować płyt jak w latach dziewięćdziesiątych, można wszystko znaleźć w sieci. Dziś płyty kupują zdecydowani, przekonani. "Łowcy autografów" ;) Jeszcze zdobędę te dedykacje - zobaczycie! A na razie spróbujcie ujrzeć ten wczorajszy koncert. Jestem przekonany po wczorajszym wieczorze, że Reich razem z Korot idealnie uchwycili puls naszych czasów. Nic tu w tych "Three Tales" nie było dla mnie przypadkowe, a jednak dawało pole nieokreśloności, nieprzewidywalności. Tak to jest kiedy na żywo obserwuje się działania muzyków z krwi i kości oraz precyzyjnie zaprogramowanego materiału audiowizualnego. To jest - jak sądzę- główny meta-temat "trzech opowieści". Temat fabularny obraca się wokół katastrofy sterowca, wybuchu jądrowego na atolu Bikini (rzuciłem Przemkowi do ucha frazę ze ś.p. Ciechowskiego "w bikini śmierć") oraz sklonowania owieczki Dolly. Klonowanie i kolonizowanie. Tematyka niby arbitralnie dobrana. Jednak była tam nić przewodnia - skontrastowanie uroszczeń człowieka, tego wirusa gnozy, każącej ingerować w naturalny, boski porządek z nakazami etyki, biblijnymi przykazaniami. To bardzo żydowskie, co stworzyła ta Para nowojorskich Twórców, nasycone starą religijną tradycją i barwami żydowskiej muzyki. Jednak nie jest to żaden folklor! To na wskroś uniwersalna, bardzo współczesna propozycja, precyzyjna interpretacja naszych grzechów, ze wskazaniem na PYCHĘ CZŁOWIEKA. Hubris to to, co nas gubi, widać to było zwłaszcza w ostatniej części, kiedy na ekranie pojawili się na prawdę NIELUDZCY już LUDZIE NAUKI, bredzący o maszynach z mięsa. Robot na ekranie podkopywał ich krecią robotę. Ich sekwencjonowane, samplowane i loopowane wypowiedzi stanowiły jeszcze bardziej niesamowity, formalny, strukturalny AUTOKOMENTARZ. To co oni traktowali jako wewnętrzną dynamikę paradygmatu naukowego, zaczęło występować przeciwko nim. Formy multiplikacji, mechanicznych podziałów , sztucznego łączenia - zaczęły żyć własnym, mechanicznym życiem. Genetyka obrazów i dźwięków- autoteliczne odniesienia, minimalizm jako forma ukrytego komunikatu zawartego w samej strukturze. Jak wiele mówiący wirus zła, autonomiczny już, wyemancypowany, zjadający swych twórców, niszczący jak żydowski kabalistyczny Golem. Tak to sobie odczytywałem, kontemplując niezwykłe obrazy i obserwując żywych muzyków, u których jakby pojawiały się od czasu do czasu ... jakieś NIEDOSKONAŁOŚCI. Myślę jednak, że zaprogramowane. Jakiś klaster z żywych ludzkich głosów, atonalny zgrzyt, jakaś - nie umiem tego wrażenia nazwać fachowo - mikrotonowość, taki subtelny fałsz, ale jako celowy zabieg, zaczęły mi się rymować z nagranym dźwiękiem archiwalnych wypowiedzi, zwalniającą taśmą, robiącą nieco demoniczne wrażenie. To było niezwykłe doświadczenie - DEMON EX MACHINA VS. DEUS EX LIBRIS - Zło z Maszyn (statków powietrznych, lewitujących probówek z DNA) kontra Bóg z Ksiąg (Świętych). Muszę kończyć , ale wiele, wiele można by napisać. Bardzo głęboko wchodzi w człowieka ten przekaz. Jeszcze raz dziękuję Pawłowi Pawlikowi z RMF Classic za zaproszenia na Sacrum Profanum.
Muszę kończyć, bo przed pracą muszę kupić zamówiony podręcznik dla mojej córki. Tak się jakoś dziwnie składa, że jest to "Solfeż elementarny".
Ja nie umiem czytać nut.
Więc polecam Wam bloga prawdziwej Znawczyni.
Tu jest fachowa wiedza:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/
O Reichu i minimalistach jest tu i tu:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/09/13/nie-ma-minimalizmu/#comments
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/09/12/reich-w-hucie/#comments
Bardzo głęboko się kłaniam raz jeszcze Pani Dorocie Szwarcman.
Trzymajcie się!
P.S.
O publicystyce pozamuzycznej napiszę potem.
2011-09-13 09:05 | Hania
Z tego wszystkiego zapomniałam. W nowym 'URZ' polecam artykuły:
- 'Front jedności przekazu' K. Feusette (jestem coraz bardziej zafascynowana jego dziennikarstwem)
- 'Kolejny próg pogardy' P. Semki
- i Ziemkiewicza, oczywiście 'Chwyty ostateczne'.
To jedyne, co udało mi się wczoraj przeczytać.
2011-09-13 08:47 | Hania
Dzień Dobry.
Witam Wszystkich.
Bogdan, ja po wczorajszym koncercie doznałam takiego swoistego przewartościowania. W niedzielną noc wydawało mi się, że to, co wydarzyło się w NH było już wszystkim, co mogłam w trakcie SP usłyszeć. Pełnią, głębią, muzycznym majstersztykiem. Ale to, co miało miejsce wczoraj, późnym wieczorem (na szczęście transmitowany był Reich, a nie Adams), przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Piszę to z pozycji SŁUCHACZA, a nie WIDZA, bo wiem, jak ważną rolę spełniał wczoraj OBRAZ (była to przecież video-opera). Moje odczucia skupiały się więc jedynie na DŹWIĘKU. Właściwie wszystkie trzy części były niesamowite, niby oddzielne, ale łączyły się w mojej wyobraźni w jedną całość. Najbardziej chyba poruszyła mnie część II - 'Bikini', poświęcona próbom jądrowym i tragedii ludności, która na czas eksperymentów została przesiedlona, a kiedy potem wróciła do swoich domów - w większości umierała na popromienne choroby nowotworowe. 'Bikini' rozpoczynało się taką eksplozją niesamowitych dźwięków. Ja nawet nie byłam w stanie wychwycić, jaki to był instrument (poza fortepianem). I ten śpiew Synergy Vocals - będący jakby uzupełnieniem tych archiwalnych wycinków, tego mixu słów, biblijnych wersetów. Na wyobrażenie tego, co słyszałam, przypomniało mi się Twoje określenie - 'szusty szóm'. Zapadły mi też w pamięć słowa Dawkinsa 'We are the machines' i hipnotyczny śpiew Synergy Vocals: 'I've never watched that crime'. Poza tym miałam wrażenie, że cała ta kompozycja pulsowała, wtrącała słuchacza w taki wręcz zamknięty krąg, z którego po zakończeniu trudno było się wydostać. Bardzo znaczące wydało mi się podsumowanie Jacka Hawryluka, który streszczenie 'Three Tales' zamknął w słowach: 'Grzech Adama polegał na zbyt szybkim zjedzeniu Owocu'.
Na moim zegarku była 23.13, kiedy na sali zapadła cisza. Wielki Księżyc świecił mi prosto w okno sypialni. I może dlatego - połączenie tych nagromadzonych muzycznych emocji w połączeniu ze smugami zimnego, srebrnego światła, mi także nie pozwalało zasnąć. Dziś przed szóstą, kiedy weszłam do kuchni włączyć ekspres do kawy, nadal wisiał na niebie, tyle, że z drugiej strony domu. Uśmiechnęłam się, że to taki mój wierny, choć niepożądany życiowy towarzysz :-).
Dziś 'Tehilim' (psalmy) i 'Different Trains'.
Bardzo czekam i aż trochę boję się swoich emocji.
Zainteresowała mnie postać Beryl Korot, żony Reicha. Przeczytałam dziś sobie rano jej sylwetkę:
http://www.stevereich.com/korot.html
Jakoś wcześniej nigdy nie zwracałam większej uwagi na jej nazwisko.
Pozdrawiam Ciebie i Wszystkich ciepło.
Dobrego Dnia.
P.S. Bogdan, w nawiązaniu do SERATO SCRATCH i właśnie do wczorajszego koncertu, przypomniały mi się Twoje słowa: 'W tej głębokiej ciszy, w której słyszałem swój oddech, mocne bicie serca i swoje kroki, nic więcej, poczułem błogość i lęk. Droga niespodziewanie wypadła z boru, skręciła w całkiem nieznane. Stanąłem nad oblodzonym i ośnieżonym przepastnym wąwozem, wpatrywałem się w grudy i gałęzie, na cały ten rozziew i usłyszałem nagle SZUSTY SZÓM. Jego źródłem był ukryty w szczelinie w ziemi betonowy krąg. To tam kotłowała się ciemna energia. Nie próbowałem jej określać. Po prostu nagrałem ten moment na dyktafon w telefonie i ruszyłem w powrotną'.
2011-09-13 00:39 | bogdan.zalewski
Witajcie!
Chyba nie zasnę po "Three Tales" Reicha w Łaźni Nowej. Słuchałem i widziałem w zachwyceniu- razem ze starym kumplem, z którym straciłem kontakt. Jutro napiszę, co i jak. Dobrej nocy.
2011-09-13 00:03 | Clara
Pozdrawiam serdecznie czytelników :)
Michale bardzo mi zależy na tym byś spełnił mą prośbę nim Bogdan opublikuje wpis. To dla mnie bardzo ważne, weź to pod uwagę, proszę :)
Dobrej nocy
2011-09-12 14:41 | bogdan.zalewski
A proszę sobie podawać : SMS-y , dłonie, czy co tam Drogie Panie sobie życzą. Ja się tylko uśmiecham obserwując Waszą delikatną dwulicowość. Przyganiacie Innym bez przerwy, że tu rozmawiają, wymieniają się SMS-kami, chcą być razem. Ironizujecie, wbijacie szpileczki. Kpinki się jednak kończą, gdy się z sobą umawiacie na pogaduszki na boczku. To mi się wydało zabawne i symptomatyczne. Dlatego się uśmiecham, bo to takie ludzkie :)
Ale dobrze ... to taka drobnostka.
2011-09-12 14:25 | w.
dodam jeszcze że na blogach pana radiowych kolegów ludzie podają swoje adresy i numery kontaktowe i nie jest to uważane za jakiś nietakt.
2011-09-12 14:21 | w.
i nie zamierzam tu pana wiecznie rozbawiać, chciałby pan ))))
2011-09-12 14:16 | w.
Ja BARDZO PRZEPRASZAM !!!
Po pierwsze Ania z P do mnie jeszcze nie napisała a po drugie to kto tu uprawia podobną korespondencję (smsową ,mailową ) jak nie pan i jego podopieczni??? Proszę mi zatem podać inną według pana właściwą formę kontaktu z Anią z P? czy adres i numer telefonu ma mi napisać na forum?
I tak źle i tak niedobrze.
2011-09-12 14:04 | bogdan.zalewski
Od trzech dni czytam "Gazetę Polską Codziennie".
Dziś zwróciłem uwagę na wywiad Magdaleny Michalskiej z profesorem Wiesławem Biniendą. Naukowiec polemizuje z bzdurą Amielina rozpowszechnianą przez raport generał Anodiny, a śladem Rosjan kontynuowaną w dokumencie komisji Millera. Ekspert zrobił fachowe symulacje i udowodnił, że skrzydło tupolewa nie mogło odpaść po zderzeniu z brzozą. Przeczytałem, że na konferencji Earth and Space 2012 w kwietniu przyszłego roku w Pasadenie będą fachowcy z całego świata, którzy podejmą wątek obliczeń profesora Biniendy.
2011-09-12 13:53 | bogdan.zalewski
A ja pominę ten prywatny kanał wymiany informacji nie związany z "Globem" pomiędzy dwiema Paniami, które pomimo treści niektórych swoich postów, mają na tyle śmiałości, żeby nie powiedzieć tupetu, aby wykorzystywać to forum do ustalania własnych kontaktów, "na boczku". Od razu podkreślę, że mi to nie przeszkadza. Przeciwnie - cieszę się, że się "Glob" może Paniom do czegoś przydać. Chodzi jednak o swoiście pojmowaną kulturę osobistą. Znów się uśmiechnąłem :) Posty Pań nieodmiennie wprowadzają mnie w dobry humor.
Haniu, Twoja relacja nie była żadnym bełkotem - dzięki za te impresje i odniesienia. Co do skojarzeń pomiędzy mroczną metafizyką a biznesem i informatyką to "Techgnoza" Erika Daviesa świetnie opisuje te wątki. Więc Twoje skojarzenia nie są, Haniu, żadną fantazją. Ja w hipertekstach nawiązuję często do takiego kodu.
Panie Arturze, dziękuję za bodziec. Na książkę jeszcze za wcześnie. Ja tu tylko żongluję ideami i etykietkami. Wymyśliłem sobie alibi, że są pisarze ekfrastycy, którzy bardziej niż rzeczywistością zajmują się znakami i tekstami o rzeczywistości. Jednak - to jest taki wybieg, co uczciwie zaznaczyłem w tytule wpisu. Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie.
2011-09-12 10:40 | w.
Pominę dziś te wszystkie kurtuazyjne witajcie Kochani zacznę i skończę na informacji do Ani z P.
ANIU napisz proszę na podanego wcześniej maila. Pozdrawiam.
2011-09-12 10:23 | Hania
Witaj, Bogdan.
Bardzo Ci dziękuję za ten opis. Moja wczorajsza relacja była swoistym bełkotem, ale wynikało to także z tego, że przez 3 godziny nie mogłam się oderwać od radia (w przerwie koncertu była bardzo ciekawa rozmowa z Filipem Berkowiczem oraz opowieść Jacka Hawryluka o nowej kompozycji Reicha WTC 9/11). Dziś rano obejrzałam na stronie SP zdjęcia. Rzeczywiście - scenografia warta Floydów...
Dziś John Adams.
Ale ja czekam już na sobotę.
Miłego przedpołudnia.
2011-09-12 10:03 | Hania
Dzień Dobry.
Jak widać, Pani Ania, pojawiła się znowu, by po raz kolejny zamieścić swój komentarz, w którym mamy:
- troszkę chamstwa
- dozę nieudanej kpiny
- kilka nieprzemyślanych teorii
- i masę pustych słów.
A propos, Pani Aniu - co miała Pani na myśli pisząc: 'nawet za PR.3'. Może Pani rozwinie ten temat, najlepiej tak w stylu 'co autor miał na myśli'.
Wiele tu ukrytych znaczeń, w tym (bardzo muzycznym) wpisie. Wiele geometrii. Ósemek, pętli. Kółeczka z prysznica łączą mi się z cokołem na kole. Szachy - muzyczne, ale też te złożone z figur stworzonych w naszych umysłach, każdy z nas może być taką figurą, każda/każdy z Twoich Koleżanek i Kolegów podczas tego wyjazdu nią pewnie był. Szczególną uwagę zwróciłam też na motyw aniołów. Bo całkiem niedawno zastanawiałam się właśnie nad semantyką takiego tworu jak 'Lewiatan Business Angels'. Wsłuchajcie się dokładnie w to określenie. Może to śmieszne, ale ma ono dla mnie jakieś drugie, zamaskowane właśnie, semantyczne, a może nawet bardziej semiotyczne dno. Generalnie anioły biznesu najchętniej inwestują w informatykę i nowe technologie. Trochę to wszystko przypomina mi wizje Gibsona, choć to oczywiście TYLKO MOJE wymysły.
Pozdrawiam, miłego Dnia.
P.S.
'dojrzewania we mnie kogoś do gotowej postaci- człowieka z krwi i kości'.
Zwróciłam uwagę na te słowa. W nawiązaniu do naszych spotkań.
2011-09-12 09:52 | bogdan.zalewski
Dzień dobry Moi Drodzy!
Haniu, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa na temat wczorajszej audycji. Pracować z Grzegorzem Jasińskim to dla mnie wielki zaszczyt i czysta przyjemność. To klasa facet. Nie piszę po to, aby się podlizywać. Po prostu chciałem Mu podziękować publicznie. Również Gosi Steckiewicz, która jako prezenterka świetnie- moim zdaniem- panowała na antenie nad całością przekazu. Michale! Grzegorz wyznaczył azymuty wczorajszej naszej publicystyki, więc ja już spokojnie mogłem wtrącić swoje skromne trzy grosze, na zasadzie jakiegoś nawiązania do książek, dygresji i anegdoty. Znacie mój meandrujący, dygresyjny styl ;) Dobrze więc, że ktoś trzymał w karbach moje swobodne asocjacje.
Zebrałem je w tekście "WTC - efekt motyla" na portalu www.rmf24.pl
http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/bogdan-zalewski/blogi/news-wtc-efekt-motyla,nId,358979
Zachęcam do lektury naszej info-witryny. Jeśli chcielibyście się podzielić jakimiś uwagami, piszcie na naszych forach. Komentarze są uważnie czytane. Ja też Jankowi Latale - naszemu internetowemu szefowi - przekazuję Wasze uwagi. Zresztą Janek czyta Wasze posty.
Michale! Dziękuję za link do wywiadu z amerykańskim antropologiem; jego indyjskie pochodzenie z pewnością wpływa na inne postrzeganie konsekwencji 11 września, stąd zwracanie uwagi na groźne generalizacje, troska o los mniejszości. Na drugim biegunie postawiłbym publicystykę nieżyjącej już Oriany Fallaci. Pamiętacie jak niesamowicie anty-islamskie były Jej teksty i książki? To są oficjalne bieguny tzw. mainstreamowego dyskursu (wybaczcie, że użyłem tego wyświechtanego zwrotu): z jednej strony lewicowcy i liberałowie krzyczący, że łamie się prawa człowieka, troszczący się o los wykluczanych grup, a z drugiej strony konserwatyści, grzmiący, że niszczy się tradycyjne wartości cywilizacji Zachodu i pozwala się na stopniową islamizację. Bardzo schematycznie zarysowałem ten spór, on jest oczywiście bardziej skomplikowany i ma więcej wymiarów. Generalny podział jest jednak mniej więcej taki. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę, że pod tą zrytualizowaną powierzchnią kotłują się inne, głębinowe treści, dyskusje o wiele groźniejsze dla porządku świata, dla globalnego ładu. Myślę tu o tzw. "ciemnej" stronie Internetu. Nazwałem ją PODŚWIADOMOŚCIĄ SIECI:
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/piorun-ciagle-do-wewnatrz-strzelista-glosi-susze-swiatlo-z-podwinieta-stopa,6904
Wnikliwi Czytelnicy, którzy nie zatrzymują się na powierzchni moich hipertekstów, a całe szczęście są tutaj tacy, domyślają się, że pewne motywy mają w nich podwójne, a nawet potrójne znaczenie. "Glątwa" alkoholowa, halucynacje po opiatach, sny i koszmary - to są także METAFORY. Przecież nie po to włączyłem wątek z uroszczeniami IBM, żeby potem ograniczyć się wyłącznie do anegdot obyczajowych z życia "radiowej cyganerii" ;) Hipertekst jest także analogonem umysłu jak chip, ale umysł wciąż umyka, przed cyber-replikami :) Tekst jest opowieścią o umysle opowiadającego. Bawią mnie więc takie posty jak Pani Ani z P. Są dla mnie na prawdę bardzo, bardzo śmieszne. Choć z drugiej strony nie powinienem się przecież śmiać, więc przepraszam bardzo, bo to niegrzeczne. Z góry proszę o wybaczenie, Pani Aniu. Z góry :)
W przypadku Smoleńska, który jeszcze długo nie znudzi się "PiSowskim twardzielom" nawet jeśli będą obijani tak jak Adamek przez Kłyczkę - rycerza Zachodu, ale rodem ze Wschodu (czyli coś jak PO),obecna władza nie ucieknie przed pytaniami i będzie musiała w końcu na nie ODPOWIEDZIEĆ:
http://lubczasopismo.salon24.pl/katastrofa/post/340739,nadchodzi
http://mdabrowski.salon24.pl/340718,prezentacja-ekspertow-przed-zespolem-parlamentarnym-08-09-2011
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110808&typ=po&id=po03.txt
Co nie znaczy, że tylko o naszej światłej władzy bełkocze się po pijaku niestworzone rzeczy ;) Jeśli już przywołałem PODŚ-WWW-IADOMOŚĆ, to można było swego czasu odnaleźć różne kagiebowskie tłumaczenia WTC. One są z pewnością kagiebowskie , ale ... kiedy wczoraj po powrocie z SACRUM PROFANUM, obejrzałem sobie jeszcze z moją żoną nagrany przez Nią film o WTC z National Geographic, i wciąż powtarzał się tam wątek NIEREAGOWANIA służb wojskowych na monity cywilów z kontroli lotów, to radykalna wizja przewrotu wojskowego jakby wyłaniała się w moim umyśle z nowojorskiej "sztucznej mgły":
http://www.instytutschillera.org/nsol/ns23.html#Heading1
Ciekawy wydaje mi się ten fragment:
============
"Strategiczne systemy obrony nuklearnej Stanów Zjednoczonych zostały postawione w stan najwyższego pogotowia, na poziomie bezpośrednio poniżej rozkazu 'Def-Con3' - czyli ataku nuklearnego. Przekazano również rozporządzenia gotowości bojowej do wszystkich amerykańskich ośrodków wojskowych na całym świecie. W krótki czas po tym również rosyjskie siły nuklearne zostały postawione w stan gotowości bojowej.
=============
Ależ ja tu jestem niepoprawny w sprawie WTC, prawie jak WSN ("Wąsate Sumienie Narodu"):
http://wsieci.rp.pl/opinie/za-burta/Nowe-teorie-spiskowe-red-Jacka-Zakowskiego
Jak to jest, że można snuć jedne, a nie można snuć innych teorii?
Ale co tam ...
Jeszcze wciąż muzyka mi w uszach gra, a przed oczyma igrają obrazy.
Bardzo dziękuję Pawłowi Pawlikowi z RMF Classic, za wejściówki na Sacrum Profanum. Haniu, wszystko w Hali Ocynowni było przygotowane perfekcyjnie. Najpierw wrażenia wzrokowe: znakomita scenografia i światła. W tle za orkiestrą kompozycja ze spękanych ekranów, jak wielka szyba Duchampa, albo patchwork z odłamków kry; na to rzucane wizualizacje - collage z pulsujących fotografii, wielkomiejskich pejzaży Nowego Jorku, albo geometryczne, minimalistyczne kompozycje rodem z podręczników szalonego Geometry. Mykietyn z dwoma wierszami Miłosza nie zachwycił mnie. Zwłaszcza druga część wydała mi się jak jakaś teatralna ilustracja, nie lubię takiej ilustracyjnej muzyki; widok muzyków biczujących instrumenty też wydał mi się pretensjonalny; choć muszę Ci przyznać, że semantyczna dekonstrukcja owadzio-somatycznych wersów Miłosza była niesamowita; zwłaszcza że rozpięta na rzeczywiście robiącym wrażenie kontraście, motywów śmierci -dosłownych na molekularnym poziomie- z kuszącą zmysłowością Ostaszewskiej; dobrze zagrany kontrast barw - monochromatyczność początkowych ujęć z nagle włączonym światłem kolorów, czerwoną suknią podkreślającą erotyczne walory aktorki (wciąż przypominały mi się miłosne sceny z "Uwikłania"); bardzo dobry Malanowicz, świetny aktor, który gdzieś mi zniknął, nie wiecie gdzie?, teraz powrócił w znakomitej formie, szlachetne to jego starzenie się, dobra twarz i głos jak kiedyś przenikliwy, jak audio-rentgen. No ale i ja, Haniu, czekałem głównie na Reicha, więc mi tylko przemknął przed oczyma ten Mykietyn, jakiś taki groteskowo przyczajony; jest w jego fizyczności jakiś feler, który każe w nim widzieć małego Mozarta , ale w krzywym zwierciadle. Piszę o tym, bo utwór dotyka fizyczności, rozkładu, starości, która atakuje ciało, ale nie umysł i nie apetyty seksualne. Reich - niemal młodzieńczy pomimo wieku i bardzo amerykański, także z wyglądu; cały w czerni, w czapce - chyba bejsbolówce (ja słaby mam wzrok), a zbliżeń na niego na ekranie nie dostrzegłem. Muzyka hipnotyzująca. Warto ją zobaczyć, bo wtedy można śledzić ( w chwilach jasności w transie zachwycenia) jak się tworzą te wszystkie minimalistyczne interferencje); zwłaszcza przy "18 muzykach", bo to utwór mocno teatralny na scenie, ale w dobrym sensie -performatywności, a nie jak u Mykietyna - ilustracyjności; muzycy chodzą, wymieniają się miejscami, odpoczywają. Trochę jak w tym teledysku Milesa Davisa z "So what", pamiętacie? No, elektronika, Haniu, owszem, są podobieństwa. Ale - jednak przede wszystkim- jazz. Tak mi się wydaje. Braxton w wywiadzie dla Glissando, mówił że te wszystkie kompozycje stochastyczne np. Xenakisa to taka ucieczka od przyznania się , że to jest muzyka IMPROWIZOWANA, żeby odróżnić europejskie poszukiwania od amerykańskiego dżezowania. Reich jest pod tym względem europejski, to znaczy - jak mi się wydaje - to JEST DŻEZ, ale właśnie taki ZMATEMATYZOWANY, albo jak z laboratorium fizyki, gdzie pokazuje się jak się tworzą interferencje fal, dźwiękowych odmian światła i mroku. Lubię to bardzo, także w literaturze, jak się domyślacie ;) Greenwood był dla mnie prawdziwą gwiazdą wieczoru. Skromny, trochę metroseksualny chłopaczek, z elektryczną gitarką jak z demobilu (pewnie wiele pamięta ten instrument!); usiadł sobie skromnie przed laptopem, potrącił - jeszcze trochę jakby niepewnie- piórkiem o struny; PECET zaloopował dźwięk, potem następny i następny, aż cała hala zamieniła się stopniowo w jedno wielkie pudło rezonansowe; symfonia barw gitarowych poszybowała wysoko pod samo sklepienie postindustrialnego wnętrza; a w tym ogromie nagle na ekranie pojawił się taki skromny znaczek, z lekka maźnięty jasnobłękitną farbą paznokieć solisty; coś absurdalnego- ni to kobiecy lakier, ni zwykły ślad po farbie olejnej; w zbliżeniu na ekranie urósł dla mnie do rangi godła tego dnia: małego Wielkiego Błękitu. Takim błękitem wypełniony w swoim nieskrywanym nawiedzeniu, pozdrawiam Was, Wasz oszołom, życząc: Trzymajcie się w zdrowiu! Niech się Was nie imają wirusy.
P.S.
Tak się jakoś złożyło, że wracałem z koncertu z Mają, Jej Mężem i Ich Synem. Spotkaliśmy się najpierw w mało spektakularnym miejscu, potem raz jeszcze w autobusie (Maja skomentowała zabawnym: "To Przeznaczenie!"); potem już podwieźli mnie autem na Plac Centralny. Dziś z Mają prowadzę Fakty, więc spotkamy się w innej roli, ale na pewno jeszcze wymienimy wrażenia.
Pozdrawiam serdecznie, Claro! I Ciebie Kolekcjonerze Czcionek. I oczywiście Wszystkich Pozostałych Odbiorców i Nadawców komunikatów.
2011-09-12 00:30 | Ania z P.
Witaj "w", witaj "...", witajcie Pozostali Obecni z Bogdanem na czele.
Bywam, czytam, ale nie zawsze mam czas się udzielić. Szczególnie po takich megahipergigasuperteratekstach.
Całkiem sympatyczna integracja.Dobrze, że nie zajmowałam miejsca przy stoliku szanownego redaktora, ale tez żadnego innego.;-)Generalnie nuda, sluchać do rana, że Smoleńsk to spisek,a nawet jeżeli nie to inne czary rzucone na ...nich, po alkoholu, potem jeszcze głębszym alkoholu i następnym kieliszku - kto wie czy w ten sposób paradosalnie nie można było dopiero zrozumieć P.Bogdana?
Zauważyłam jedno, po integracji P.Bogdan zawsze tryska humorem, wyraźnie sluży mu takie odkulturalnienie ;-) przy kieliszku.Mówię, to bez cienia ironii.Chyba w zeszłym roku rownież był opisywany wypad (Targowica?bus?) i potem pamiętam bylo stosunkowo (?) miło.
To na chwilę, ale kurczę trzeba podkreślać dobre fronty.
Tak jak to niby zły front z zachodu przychodzi w reklamie Zubilewicza, tak i ja widzę swoje fronty.Pewnie tyle samo warte-bo subiektywne.
Na koniec ciekawostka: wiecie , że RMF w samym Poznaniu po względem słuchalności jest na 4 miejscu???Toż to szok, nawet za PR.3.W samym zaś wielkopolskim jest liderem, ale to pierwsze dość zaskakujące.
Przyłączam się do tych wyników, przyznaję ostatnio...
Co do Adamka, nie oszukujmy się - wspominacie o nim, bo, jak mawia moj znajomy to "twardy pisowiec".Kliczko zaś niby ze wschochu, ale z zachodu, i do tego miły i do tego kulturalny, no ja to może być...?
PS:atmosfera we Wrocławiu była wspaniała warto bylo tam być - choć sport ten moim zdaniem sportem nie powinien być nazywany.
Zatem wiecej integracji i Do Siego nowego sezonu.
2011-09-12 00:13 | bogdan.zalewski
Witajcie.
Po powrocie z Ocynowni. Jutro opiszę. Padam. Pa!
2011-09-11 22:27 | w.
i teraz zgodnie z tym co napisała ''' w każdych faktach w radiu powinni panowie mówić: Witajcie Basiu, Claro, Bogdanie/Michale ...i reszta Słuchaczy.Toby była dopiero Gra! ha ha !
Bogdanie ja dziś nie słuchałam Faktów :D ,oglądałam za to jednym okiem w TV fragmenty, szkoda tracić tak pięknego dnia na ślęczenie z uchem przy radiu.jednym słowem -JESTEM NIEDOINFORMOWANA.
Dobranoc Kochani i Bogdanie ;)
2011-09-11 22:24 | Hania
Witaj, Michale !
Nałożyły nam się nasze komentarze :-)
Jutro przeczytam i odsłucham wszystkie linki.
Przez dwa dni nie miałam dostępu do sieci.
A teraz pozdrawiam Cię serdecznie i mówię: Dobranoc.
Cały czas słucham koncertu.
P.S. Oglądałam walkę. Było mi strasznie żal Adamka. Ale on JEST wielki, bo przecież nie poddał się do samego końca, mimo że ledwo stał na nogach. A Kliczko ? Nie wiem, dziś słyszałam jak wypowiadał się o Adamku w samych superlatywach. Poza tym po walce zachowywał się bardzo normalnie. Mam wrażenie, że był po prostu sobą.
2011-09-11 22:17 | Hania
Dobry Wieczór.
Witam Wszystkich.
Nie czytałam jeszcze nowego wpisu i pewnie uda mi się to zrobić dopiero jutro.
Dziś dwa inne tematy.
Po pierwsze - FAKTY. Chciałam Ci Bogdan podziękować, Tobie i Panu Grzegorzowi za to, że to WY przenieśliście dziś słuchaczy z powrotem do tego, co się zdarzyło 10 lat temu. Zrobiliście to w niesamowity sposób - taki, w jaki obydwaj (jako radiowy duet), łączycie się w moich myślach od kilkunastu lat - racjonalne, niezwykle rzeczowe wspomnienia Pana Grzegorza, w zestawieniu z Twoim takimi trochę filozoficznymi nawiązaniami do 'Tajnego Agenta' Conrada, szalonej teorii Stockhausena, aż po 'Zmianę Władzy' Tofflera. Doskonale się uzupełnialiście i po raz kolejny pokazaliście olbrzymią klasę dziennikarską. Klasę, dla oceny której, mam wrażenie, że zabrakło już dawno skali. Żal jedynie, że Fakty były tak krótkie...
Z jednej z relacji z NY, zapadły mi w pamięć słowa Afganki, która przyprowadziła swoje dzieci do Ground Zero, chcąc opowiedzieć im, o tym, co się stało w tym miejscu - 'Use the religion'- powiedziała.
I po drugie - Sacrum Profanum. Od 19.30 słucham tego, co dzieje się w NH. W tej właśnie chwili na scenę wchodzi Ensemble Modern. I Steve Reich. Rozpoczyna się 'Music for 18 Musicans'...
A wcześniej ? Może od początku. Paweł Mykietyn 'Dwa wiersze Miłosza' ze zjawiskową Mają Ostaszewską - 'Pszczoły odbudowują czerwony ślad. Mrówki odbudowują miejsce po moim ciele...'. Kiedy Ostaszewska jak mantrę powtarzała te słowa z wiersza Miłosza, mnie przechodziły autentyczne ciarki. Nie wiem, jak wyglądało to na scenie, ale z pozycji radiowego słuchacza było to naprawdę COŚ, sama nie wiem, brakuje mi słów...
Ale ja tak naprawdę od początku czekałam na Reicha. Dla mnie - prawdziwego giganta (w tej chwili kompozycja brzmi dla mnie trochę jak Tangerine Dream). I nie zawiodłam się, bo kompozycja 'Daniel Variations' była jedną z najpiękniejszych, jak słyszałam w życiu. Chyba najbardziej jej części: 'I saw a dream' i 'My name is Daniel Pearl'. Może przez tą dzisiejszą DATĘ, przez tę koincydencję tematyczną, odczułam to tak mocno. I do tego ten niesamowity śpiew w wykonaniu Synergy Vocals.
No i Jonny Greenwood, oczywiście. Na niego także bardzo czekałam.
W tej chwili cały czas mam wrażenie, że słyszę mocne powiązania z Tangerine Dream. Dokładnie chodzi mi o 'Poland' z warszawskiego koncertu, partię utworu rozpoczynającą się w 3.13 min.
http://www.youtube.com/watch?v=Hlfd6kG0Lm8
Wyraźnie to słyszę, ale może to moje złudzenie.
Dobranoc, pozdrawiam Wszystkich.
Zatapiam się w Reichu.
P.S. Wczoraj w audycji Piotra Stelmacha usłyszałam 'Bitches Brew'. Właśnie zapadał piękny wczesnojesienny wieczór.
2011-09-11 22:14 | Michał
Aha, jeszcze jedno. Słuchałem części dzisiejszych Faktów; podobało mi się to, że w formie komercyjnego serwisu informacyjnego pojawiła się publicystyka (nawiązanie o 12-tej do Conrada, czy do wypowiedzi politologa George'a Friedmanna).
M.
2011-09-11 22:07 | Michał
Pojawił się cudzysłów - i stąd jeszcze jedna "komunikacyjna próba":
Dobry wieczór, witajcie. I teraz - zgodnie z tym, co napisał/a ",,," - powinienem wymienić: witajcie, Bogdanie, Basiu, Claro, w. ... ;)
Basiu, wysłałem przed chwilą obiecaną mp3; mam nadzieję, że dotrze do Ciebie; daj, proszę, znać. Wybacz, że to tak długo trwało, ale dzisiaj na spokojnie nadrobiłem niektóre zaległości. Jestem ciekawy Twojej opinii.
Claro, pamiętam też o Twojej prośbie. :)
Jeśli chodzi o walkę Adamka, oglądałem jej fragmenty (dawno już nie było tygodnia tak wielu bezpośrednich "starć", prawda? debaty, mecz Polska-Niemcy, walka Adamki z Kliczką); zwróciłem też uwagę na zachowanie Ukraińca: pełne klasy, uznania dla rywala.
Przeczytałem też, że prosto z Kongresu Kultury na wrocławską walkę jechała... Wisława Szymborska, wielka miłośniczka boksu. Przypomniałem sobie dzisiaj o tym słuchając po 10-tej RMF Classic, w którym mowa była o wierszu pani Wisławy napisanym tuż po 11 września.
Wczytałem się dziś w ciąg dalszy wpisu; zwróciłem uwagę na to zdanie: "(...) W moim wieku nie ma się już żadnej tremy w zadawaniu najbardziej zdumiewających pytań i nawiązywaniu spontanicznych, mniej lub bardziej kreatywnych relacji z różnymi ludźmi, bo już dokładnie wiadomo, że życie jest krótkie, a żadnej sztuki ciągle nie ma (...)".
Zapamiętam to przesłanie, w kontekście nawiązywania znajomości: spontanicznych, nieplanowanych, nowych.
Bogdanie, dziękuję za wklejenie "moich" linków, bardzo mi miło. Dziękuję za pozdrowienia w imieniu dziennikarzy mojego Radia.
Tekst o Liberaturze powstał kilka miesięcy temu; link do niego znalazłem między innymi na stronie korporacji Ha!art. Pamiętam swoje zaangażowanie pewnego wieczoru, w czasie kolegium redakcyjnego, gdy referowałem ten temat moim piszącym kolegom i koleżankom; nikt spośród nich nie słyszał wcześniej o liberaturze.
Musiałem się wtedy ostro trzymać literowych ograniczeń, ale mam nadzieję że trochę wiedzy udało się przemycić.
Dziękuję też za zwrócenie uwagi na mini-relację z aukcji. Pamiętam doskonale - w nawiązaniu do naszej Gry - jak schodziliśmy z Kopca Kościuszki, idąc w stronę salwatorskiej kawiarni i chwilę rozmawialiśmy o tym filmie. Po naszym spotkaniu 08.08 odświeżyłem znajomość z Agatą - dziennikarką, która zrealizowała tamten materiał (może nawet Agata czyta ten komentarz; opowiadałem jej o Globie i, podobnie jak pani/pan ",,," na komentarze, które fajnie się czyta :) ); niebawem dostanę pełniejsze nagranie (tu był duży skrót i sporo "gadających głów").
Pozdrawiam Was serdecznie, i podsyłam link - komentarz do dzisiejszej rocznicy:
http://kulturaliberalna.pl/2011/09/06/appadurai-obchody-rocznicy-11-wrzesnia-ozywiaja-antyislamskie-uprzedzenia-komentarz-do-rocznicy-11-wrzesnia/
Pozdrawiam,
M.
2011-09-11 22:05 | Michał
Dobry wieczór, witajcie. I teraz - zgodnie z tym, co napisał/a ",,," - powinienem wymienić: witajcie, Bogdanie, Basiu, Claro, w. ... ;)
Basiu, wysłałem przed chwilą obiecaną mp3; mam nadzieję, że dotrze do Ciebie; daj, proszę, znać. Wybacz, że to tak długo trwało, ale dzisiaj na spokojnie nadrobiłem niektóre zaległości. Jestem ciekawy Twojej opinii.
Claro, pamiętam też o Twojej prośbie. :)
Jeśli chodzi o walkę Adamka, oglądałem jej fragmenty (dawno już nie było tygodnia tak wielu bezpośrednich "starć", prawda? debaty, mecz Polska-Niemcy, walka Adamki z Kliczką); zwróciłem też uwagę na zachowanie Ukraińca: pełne klasy, uznania dla rywala.
Przeczytałem też, że prosto z Kongresu Kultury na wrocławską walkę jechała... Wisława Szymborska, wielka miłośniczka boksu. Przypomniałem sobie dzisiaj o tym słuchając po 10-tej RMF Classic, w którym mowa była o wierszu pani Wisławy napisanym tuż po 11 września.
Wczytałem się dziś w ciąg dalszy wpisu; zwróciłem uwagę na to zdanie: "(...) W moim wieku nie ma się już żadnej tremy w zadawaniu najbardziej zdumiewających pytań i nawiązywaniu spontanicznych, mniej lub bardziej kreatywnych relacji z różnymi ludźmi, bo już dokładnie wiadomo, że życie jest krótkie, a żadnej
2011-09-11 20:30 | kolekcjoner czcionek
witam. nadgryzlem text . jestem w poczATkowej fazie ale... dokoncze degustacje wieczorem. mam super pogode i rower. zjeeem obiad i wbijam sie kolami w asfalt. boje sie ze jak sie wkrece w text to roztrwonie mozliwosci uzytkowania dwukolowego sprzetu. pozdrowienia dla wszystkich
2011-09-11 18:01 | Clara
Arturze też tak twierdzę :)
Basiu zatem do jutra,
dziś taka piękna pogoda :)
Ja nie oglądałam walki, ale interesowałam się tym jaki będzie wynik.
Oglądałam film poświęcony 11 września 2001
2011-09-11 17:25 | Artur z Mionowa
Panie Bogdanie mógł by pan napisać ksiązkę
2011-09-11 17:04 | w.
Basia coś ty nie polejesz ? a to szkoda ( ale wiecie co! Basia wyszła z domu chata wolna więc sama sobie wezmę)
Pozdrowienia dla Wszystkich Obecnych Ciałem Duchem i Myślą a dla """ szczególnie :))) - sory coś mi komp szwankuje i te przecinki nie tak wychodzą jak powinny.
2011-09-11 15:33 | pp3-Basia
Witajcie w ten pamiętny dzień.
To już 10 lat od tragedii...
Okropna terrorystyczna orkiestra skierowała oczy całego świata,
na dwie wieże...
Zwróciłam uwagę na to co mówiłeś Bogdanie w Faktach.
Znamienne słowa Stockhausena,bulwersujące opinie publiczną.
'Największe dzieło sztuki wszech czasów'to dzieło lucyfera...
++++++++
Oglądnęłam wczorajsza walkę bokserów.Adamek trzymał się dzielnie.
To jednak tylko sport,i sztuką jest godnie przegrac.
Kliczko spodobał mi się w swojej sportowej jednak postawie.
Nie faulował i kiedy podszedł do przeciwnika,aby unieśc w górę jego pięściarską dłoń wzbudził we mnie szczery szacunek.
w.niestety nie poleję Ci winka-taka moja mała kpinka:)
Claro,serdeczności!
Pozdrawiam Was serdecznie!
Wychodzę z domu.Do jutra.
2011-09-11 15:04 | Clara
Tak, pora na refleksje związane ze wpisem. Integracja...
Dziś dopiero go zauważyłam, już przeczytałam.
Ciekawa jestem tego co ukaże się 17 września.
Czuję, że będzie to niesamowite.
Bogdanie cieszę się, że używałeś imion tym razem, lepiej się tak czyta.
Te przerywniki wywołujące uśmiech także zostały przeze mnie dostrzeżone.
Co do tytułów - mają znaczenie. Sztuką jest przyciągnąć czytelnika, zaciekawić, owszem nie każdy link klikam bo nieraz tytuł wydaje mi się podszyty intrygą, ale zdaje mi się, że większość ludzi szuka sensacji i właśnie klika takie linki. Jasiu nie chce stosować takich chwytów. OK, dobrze, chodzi przecież o Fakty. A ciekawa jestem kto jest autorem linków w zakładce Swoją Drogą. Ten się napracował ;)
http://www.rmf.fm/swoja-droga/country,Polska,12.html
albo tu:
http://www.rmf.fm/swoja-droga/country,Polska,13.html
:) ładne
Bogdanie wydaje mi się, że masz swoich czytelników i nie ma tak wielkiego znaczenia tytuł. Dla nas stałych bywalców tytuł nakreśla tory jakimi powinniśmy kroczyć. Ty tylko coś sugerujesz, a co my z tym zrobimy nie jest już od Ciebie zależne.
Czytałam komentarze pod forum
Tak, Forum zyskało koleją komentatorkę której wydaje się, że jest zabawna
ale ja nie uważam iż to źle
przyznaję, że pierwszy raz dziś przeczytałam komentarze naszej oddanej komentatorki w.
Dziś ciekawy program... dziesięć lat po
Świat jest inny...
2011-09-11 13:42 | bogdan.zalewski
Dzień dobry Pani ",,,"!
To nieprawda, że Pani w. jest jedyną Pani Wielbicielką.
Ja też Panią kocham, oczywiście - platonicznie.
To cudowne, że mogę czytać Pani ironiczne komentarze (ograniczone wyłącznie) do komentarzy ;)
To miód na serce takiego PPP - Późnego Polskiego Postmodernisty. :p :p :p
2011-09-11 13:21 | ,,,
Panie B. - znowu pan sobie schlebia stwierdzeniem, że czytam pańskie wpisy! Ja tylko czasami dostaję cynk od znajomej osoby (przesyłam całuski dla niej!), że jak chcę się pośmiać, to mam poczytać sobie (tylko i wyłącznie) komentarze pod blogiem. I to wystarczy. Wiem, że to wredne z mojej strony, ale ja nie jestem tak wspaniała (oh i ah!) jak pan i czasami ulegam podszeptom diabła, co skutkuje moimi satyrycznymi wpisami. Pod blogami innych osób nie ma takiego cyrku i komedii, więc...
Pa, pa mój jedyny wielbicielu w. :p
2011-09-11 11:05 | bogdan.zalewski
Dzień dobry!
Michale, dzięki za lekturę wpisu i reklamę RMF Classic, gratulacje z powodu wyczynów sportowych. Ja polecam Odbiorcom Twój tekst:
http://www.kobieceprawdy.pl/article_uni/kogiel-mogiel/liberatura_ewolucja_w_swiecie_ksiazek.html
Oraz relację filmową z aukcji.
http://www.zielonamarchewka.pl/galeria.php
Pozdrowienia dla dziennikarzy i słuchaczy Radia Kolor!
http://www.radiokolor.pl/ekipa/13/Michal_Dobrolowicz
Do ",,," : bardzo dziękuję za psychologiczną diagnozę. Być może jest ona podwójnie prawdziwa: nie tylko jeśli chodzi o moją osobę, może zawierać też sporo prawdy o tym, kto mnie zdiagnozował. Jeśli skupiać się na psychoanalizie powyższego hipertekstu p.t. "Samodonos z Dosłońc- sztuka retorycznych uników między ekfrazą a parafrazą", to jego literacki bohater, postać niekoniecznie tożsama z autorem, czyli ze mną, cierpi nie tyle na przerost Ego, co Id i Superego, a może nawet Animy i Cienia ;) A wracając do mojej osoby: to, że napisałem, iż własne wpisy uważam za bardzo INTERESUJĄCE, znajduje potwierdzenie w tym przezabawnym pastiszu:
=========
Oj... przepraszam, zapomniałam zacząć od: Witajcie kochani i Bogdanie! A potem: dziękuję X za pozdrowienia, Y za prezent i Z za smsy. Wczoraj przeczytałam super interesującą ulotkę z supermarketu i kupiłam majtki z przeceny. Oh będę kończyć, bo muszę iść do toalety, ale obiecuję, że jeszcze napiszę. Pozdrawiam was moi drodzy i jutro na 100% tu zajrzę, zaraz po tym jak poobcinam sobie paznokcie u stóp! Hahahaha!!
==========
Ten kapitalny fragment świadczy, moim zdaniem o tym, że Pani ",,," bardzo dobrze zna "Glob", INTERESUJE SIĘ tym, co dzieje się na jego łamach, tak we wpisach, jak i na forum. Przecież nie można napisać takiego przepysznego satyrycznego kawałka bez znajomości kontekstu. A przecież o to mi chodzi! :)Tak trzymać ",,,". Zapraszam na nasze łamy. Proszę bywać częściej.
Basiu, bardzo mi zależało na tym, żeby w hipertekście znalazło się trochę zabawnych kawałków - na zasadzie interludiów, przerywników w średniowiecznym misterium. Cieszę się, że to zauważyłaś. I, że Cię rozbawiłem.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Interludium_%28teatr%29
Niestety nie do śmiechu mi po wczorajszym krwawym widowisku na ringu.
Przez dłuższy czas autentycznie modliłem się za Tomasza Adamka. Bałem się, że nie wyjdzie żywy z tego nierównego pojedynku z ukraińskim gigantem, sprawiającym na mnie chwilami nieludzkie wrażenie - jakiegoś zaprogramowanego cyborga. Bez obrazy, opisuję tylko moje odczucia.
Niedługo będę na antenie, dlatego trzymajcie się!
2011-09-10 22:16 | w.
o rany ! "'''" ! teraz to mnie rozwaliłaś i jak to mówią co poniektórzy "uśmiałam się do łez " -zaglądaj tu i to jak najczęściej )))
2011-09-10 22:09 | w.
Basia! Ty i wina ! Basia Ty i boks!)))) ee to nie może być Basia )
Basia ale jakbyś miała to wino to i mi polej kieliszeczek dla zdrowia ok?:)
2011-09-10 22:08 | ,,,
cyt. Moim zdaniem wpis jest bardzo interesujący (...) - nie ma jak zarozumialstwo! Widać, że całe życie pana okłamywano (że niby taki cudny) i przez to ma pan przerost ego! Oj... przepraszam, zapomniałam zacząć od: Witajcie kochani i Bogdanie! A potem: dziękuję X za pozdrowienia, Y za prezent i Z za smsy. Wczoraj przeczytałam super interesującą ulotkę z supermarketu i kupiłam majtki z przeceny. Oh będę kończyć, bo muszę iść do toalety, ale obiecuję, że jeszcze napiszę. Pozdrawiam was moi drodzy i jutro na 100% tu zajrzę, zaraz po tym jak poobcinam sobie paznokcie u stóp! Hahahaha!!
2011-09-10 21:58 | pp3-Basia
Dobry wieczór,Bogdanie,Michale i w.!
Niezła Mix-text-tura,Bogdanie:)
Szczerze powiedziawszy uśmiechałam się i chwilami głośno śmiałam.
Aż Izabela siedząca obok zaczęła mi się dziwnie przyglądac:)
Michale,z góry dziękuję,ale już dzisiaj nie będę mogła przesłuchac.
Muszę położyc się spac,po tym wyczerpującym tygodniu,który u mnie zakończy się dopiero w poniedziałek rano.
Nie doczekam już pewnie starcia Dawida z Goliatem,które można bedzie transmitowane na żywo przez :
http://nazywo.interia.pl/relacja/tomasz-adamek-vs-witalij-kliczko,2851
Podobno transmisji w TVP nie będzie,ale nasz monter szpitalnej telewizji kablowej instalował RTL dla pacjentek(coż...ciężarne tez mogą pooglądac:)
może narodzi nam się więcej takich Goliatów.
Kochani,będę jeszcze tutaj wracała.
Straszna pokusa...mam ochotę napic się wina:)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Dobranoc!
2011-09-10 21:37 | Michał
Aha, jeśli chodzi o rocznicę 11/09, z tego, co wiem, jutro od 9-tej do 13-tej wspomnienia Bogdana i p. Grzegorza Jasińskiego będzie można usłyszeć też w RMF Classic.
M.
2011-09-10 21:36 | Michał
Dobry wieczór, witajcie.
Ostatnio milczałem; miałem bardzo dużo zajęć i obowiązków.
Przeczytałem z zainteresowaniem dużą, pierwszą część "prozy korporacyjnej". Cieszę się, że jesienna tradycja została podtrzymana.
Basiu, pamiętam o mp3 do Ciebie; niebawem wyślę. :)
Jeśli chodzi o kilometry, ja pochwalę się, że dziś brałem udział w ECCO Walkathonie, czyli Marszu Ludzi Dobrej Woli. Byłem tam częściowo prywatnie, częściowo zawodowo, ale "za jednym zamachem" przeszedłem dziesięć kilometrów. Odetchnąłem z ulgą, że treningi na bieżni nie poszły na marne. ;)
Zerknąłem dziś w kalendarz: 17.09 coraz bliżej - już za tydzień.
Pozdrawiam Was serdecznie,
M.
2011-09-10 20:49 | w.
wow! pod samiutką górę znaczy na samiutki Kopiec .Brawo! To trasa dla wyczynowców, pieszo się człowiek zmacha a co dopiero pedałując. Ciemno już szkoda kiedyś o 20 szło się jeszcze na rower a teraz już coraz ciemniej i zimniej. 13 kilosów w jedną pod górkę i 13 w drugą z górki trochę dużo tym bardziej podziwiać:)w takim razie idę się dziś kurować ,dzięki za życzenia i nawzajem .Dobranoc.
2011-09-10 19:58 | bogdan.zalewski
Eeee, chyba uchyla się Pani od odpowiedzi. Szkoda. No, trudno się mówi. Bo mnie interesują właściwie wyłącznie takie powinowactwa i ciekaw jestem, czy Czytelnicy je dostrzegają, czy skupiają się tylko na łatwych anegdotach, albo "trudnych słówkach". Na rowerze już nie jeżdżę. Bo trochę ciemno. Ode mnie na Kopiec w jedną stronę jest trzynaście "kilosów", chyba sporo. Muszę się pochwalić , że ostatnio spokojnie wjeżdżałem w górę od samego początku ulicy świętej Bronisławy. A po schodkach wnosiłem "pojazd".
Duzo zdrowia życzę! Muszę wyjść. Dobrej nocy! Zapraszam na Fakty jutro od dwunastej - poświęcone 11/9. Będę komentował razem z Grzesiem Jasińskim.
2011-09-10 19:42 | w.
pewnie że potrafię ale najpierw zjem kolację i wezmę przeciwbólowy od głowy żeby nie było Wam przykro że tylko Wy chorujecie;)
a jak tam rower? ile pan robi km z Huty na Kopiec z 15 będzie w jedną stronę ee więcej zapewne...
2011-09-10 19:30 | bogdan.zalewski
To była raczej nie-przygoda. :)
A potrafi Pani znaleźć do niej sytuacyjny rym w mojej opowieści?
2011-09-10 19:08 | w.
Jasne że ciekawi!chociażby historia w kabinie prysznicowej :D
2011-09-10 19:05 | bogdan.zalewski
Dzień dobry! Dziękuję za pierwsze posty.
jejuus: Gombrowicz bardzo dużo by właśnie powiedział. Przede wszystkim "Kosmos".
w.: A Panią coś tu ciekawi? Mam Panią w coś Dosłońcowego wtajemniczyć? Moim zdaniem wpis jest bardzo interesujący i dosyć w sumie prosty. Sam chciałbym czytać takie hiperteksty, a że ich nie ma, to je piszę :)
2011-09-10 17:40 | w.
czytam i pytam? nie można prościej? jaśniej ? zrozumialej dla Każdego czytelnika a nie tylko dla wtajemniczonych? można by było z tego zrobić bardzo ciekawy wpis a nie takie masło maślane powyginane i w sumie to nie wiem o co tu chodzi! Była wycieczka z udziałem radiowców ,były tańce hulańce przy muzyce DJ ADHD a na końcu popsuł się panu zamek :)
2011-09-10 16:04 | jejuus
Gombrowicz duzo mowil a wlasciwie nic nie powiedzial!!!jejuus
2011-09-10 11:44 | w.
Pierwsza !!:)