Bogdan Zalewski
17 września 2011, 17:17

SIECIOWY HIPOkAMP SIERPNIA (1)

Motta:

"Tylko w nieobliczalności życia, w jego nieposkromionej inwencji i fantazji, tylko w tym jest jedyna nadzieja, dla której warto żyć."

Jerzy Krzysztoń "Obłęd"

(...) Pod mostem ramion kona
Fala od wiecznych spojrzeń umęczona

Zegar niech dzwoni noc niech nastaje
Dni ulatują ja pozostaję (…)


Guillaume Apollinaire "Most Mirabeau"

) jest 14:56 i nie zapisywałbym tego nie-początku, gdyby się cyferki nie ułożyły w rosnący ciąg, co od razu mnie pozytywnie nastawia, wiadomo, ile trzeba pokonać oporu w sobie, żeby się przełamać, i to taki pierwszy coltraine'owski z ducha przedmuch, wydmuchanie umysłu jak nosa; niedawno przegadaliśmy z Renią o nieśmiałości, takie tam samo-podobne rozmówki rodziców, którzy byli (?) dziećmi- o dzieciach i rodzicach, i opowiedziałem jej o terapii rodzinnej, kiedy relacjonowanie tych samych zdarzeń z przeszłości przez różne osoby, tak bliskie, a chwilami sobie dalekie, daje niesamowite efekty, no i o swoich stuporach też jej opowiedziałem, kiedy wiele lat temu z moją przyszłą żoną poszedłem na towarzyskie spotkanie do ówczesnych dobrych znajomych Doroty, a dla mnie całkiem obcych ludzi i nie mogłem z siebie wydusić ni słowa, co się zbierałem w sobie, to mi umykał wątek, bo towarzystwo rozmawiało już o czymś innym, więc znowu sobie przygotowałem jakąś wypowiedź, bo przecież musiałem - po tak długim milczeniu- zainaugurować werbalną z nimi znajomość czymś odpowiednim, na tyle niegłupim, żeby się za siebie potem nie wstydzić, i znowu się spóźniłem, bo oni byli już przy następnym motywie, omawiali inny temat, więc albo byli dla mnie za szybcy, albo ja się po prostu nie mogłem u w o l n i ć, a im dalej, tym gorzej, tym trudniej, tym głupiej, tak więc, gdy teraz grozi mi to samo, że nie wypowiem ni słowa, albo będę szukał dla siebie fałszywych racjonalizacji, w rodzaju teorii REALIZMU MASOCHISTYCZNEGO, postanawiam mówić, i biorę najpierw duży wdech, bo mam przecież wiele do powiedzenia na wydechu, wiem, że jestem kompetentny, żeby wyłożyć, czym jest ten niesamowity SIECIOWY HIPOkAMP SIERPNIA, który miał się zakończyć dzisiaj, dokładnie o 17:17; teraz jest 15:07, a ja specjalnie przyjechałem rowerem do radia, siedzę i piszę, jak w jeździe na czas, w newsroomie, mając za sobą Kopiec Kościuszki, pozwólcie, że sprawdzę - no, jest! chodzą po nim maleńkie ludziki jak mróweczki w tę i we w tę – jak wtedy my, a poniżej jest ten słynny Gabinet Figur Woskowych, który dzisiaj zwiedziłem, odpowiedziawszy na zewnętrzny impuls, słowa pana z ochrony, bo gdy chciałem kupić sobie napoje z oszklonej szafy, a nie miałem drobnych, ten wąsaty pan, który też nie miał bilonu, zasugerował mi, bym kupił sobie picie „w figurkach”, tak powiedział, początkowo nie wiedziałem, o czym mówi, ale się domyśliłem, mając w pamięci niejasne znaczenie tego miejsca, mgliste przeczucie roli figuratywnych reprezentacji, i kiedy już przeszedłem przez plac pod Kopcem, i kupiłem, ot tak, bilet na wystawę, zagrałem sobie potem w wyobraźni postaciami narodowych bohaterów, jakby byli awatarami w jakiejś nowej sieciówce, w stylu WORLD OF WARCRAFT, ale bez WORLD i bez WARCRAFT, właściwie -ewentualnie- samo OF, podkładając sobie pod tych herosów inne, bliskie mi, a tak z drugiej strony odległe osoby; i tak Michał byłby nadal tym wojskowym z wosku,

(fot.B.Z.)

gdyby kiedyś nie wyleciał z niego złoty orzeł;

(fot.B.Z.)

zaś pod klęczącą przed Promienistym Obrazem Świętą Faustyną,

(fot.B.Z.)

w gablocie informacyjnej za szkłem, pozostawiłbym najchętniej złączone taśmą, arbitralnie fragmenty e-maili od Hani: „To był jakiś niesamowity kolaż: krystaliczne powietrze wczorajszej nasłonecznionej, jaskrawej Niedzieli, zbliżającej się już ku końcowi i kilka jakichś nieokreślonych kłębowisk mgły, unoszących się nad wodą. Ukrywanie tej kobiecej uczuciowości, tych CZYSTYCH intencji, byłoby zubożeniem naszych wzajemnych relacji, także tych związanych ze WSPÓŁGRĄ. Wy - mężczyźni - jesteście więc swego rodzaju racjonalnym sterem, a my dorzucamy do tego czasem coś bardziej ... ludzkiego.” A jednak irracjonalny sternik w tym samym momencie zamieniłby Hani jej wewnętrzną Świętą Faustynę w małego mrocznego Matejkę,

(fot.B.Z.)

każąc Jej tworzyć wielkie freski zapadłej cerkwi cyfrowym aparatem: "Niektórzy mają tu widzenia. Występuje tam bardzo silne promieniowanie. Ludzie mają zawroty głowy, zaburzenia widzenia. Zdjęcia tam zrobione wychodzą, jakby były przezroczyste, transparentne." Basi-pp3 w sposób naturalny przysługiwałoby miejsce obok Dobrego Ojca w Bieli, Wniebowstępującego samolotem linii LOT i żegnanego tęsknym śpiewem Górali: "Do czego potrzebny Ci był ten 'metafizyczny papierek lakmusowy'? Co chciałeś nim przetestować?",


(fot.B.Z.)

a jednak dynamika Gry wymaga nagle kontrapunktu, więc robię wielką roszadę, Papieża przestawiam z Bartosem, by z głowy Głowackiego jak z armaty wyszedł komiksowy, biały jak flaga, dymek, z komunikatem, co na to jego Anima?:

(fot.B.Z.)

„Połączyłam oba spotkania. Były dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Dowodem na to, że istnieje świat, w którym człowiek dzieli się sobą z drugim człowiekiem, i Ktoś nad tym wszystkim czuwa.” Czuwający nad rolą Clary, uwięziłby ją na wieki w tym woskowym męskim pancerzu Geometry, siedzącego bez ruchu za stołem kreślarskim, a informacyjny tekst zawierałby wyrwane z kontekstów fragmenty Jej listów i sprawozdań:

(fot.B.Z.)

„Wiem, że wolałbyś ujrzeć w tym miejscu grę, ale pozwolisz, że wrzucę trochę Realu. Trzeba było wejść przez dwoje drzwi i żeby było śmieszniej, jedne otwierają się na zewnątrz, a drugie wręcz odwrotnie i kiedy chciałam je staranować zaczęłam się śmiać! Bardzo się cieszę, że w komentarzach nie oszczędzasz słów. Dziękuję za czyste, nudne, straszne, piękne i przede wszystkim PRAWDZIWE." Narrator jednak oszczędzi Clarze tego doświadczenia. Połączy Jej serce na gorąco z woskowym wnętrzem Mickiewicza, i zwizualizuje jej poezję tak, jak nikomu nigdy się nie udało z wierszami Mistrza Adama.

(fot.B.Z.)

W wewnętrznym labiryncie, w najgłębszej komnacie, ukryje najprawdziwsze skarby Clary:

(fot.B.Z.)

"Noc w pełni, a ja przy płomieniu świecy siedząc postanowiłam jeszcze Ci o czymś powiedzieć. Zastanawiałam się, czy nie zdecydowałbyś się na zmianę wizerunku zewnętrznego, może nie będzie to dla Ciebie łatwe, lecz mógłbyś spróbować zapuścić taki zarost jaki posiada Bogdan." A ja w tym czasie bardzo szybko zapuściłbym wąsy i brodę jak Paderewski, grając na fortepianie wyłącznie straszne polityczne etiudy.


(fot.B.Z.)

A mając za sobą Kopiec i wszystkie przeszłe godziny, które chciałbym zamknąć w jakiejś podobnej bryle, bo badam, czym jest ten, tak niezwykły dla mnie, fenomen zbiorowej tożsamości, przekraczającej granice osobowego JA, to Coś metafizycznego, nieuchwytnego zmysłami, Coś, co można rozpoznać wyłącznie w działaniu, Ktoś, kogo można rozpoznać tylko po materialnych efektach, tak jak Kopiec Kościuszki, usypany wysiłkiem Wielorękiego Androgyna Narodu Polskiego, bryła na dobrą sprawę absurdalna, irracjonalna w swojej geometrii, jak wędrująca stale statyczna spirala, górujący nad Krakowem historiozoficzny chronometr, co nam obraca w żarnach zmarnowane szanse, ale nie tylko taką wzniosłość mam na myśli, kiedy próbuję przeniknąć tajemnicę zbiorowego JA, bo wystarczą te niezauważalne drobiazgi, jak pamiątkowa tablica przytwierdzona do schodów biegnących ku fortom, głosząca chwałę zapomnianych czynów społecznych w PRL-u, wykpionych jak tyle szlachetnych spraw przez tę tak toksyczną gnozę ze Wschodu, którą z takim trudem próbujemy w sobie pokonać, a ona do nas powraca, ciągle w nowych przebraniach, błyskotkach lafiryndy pilnującej latryny swej ideologii, a ja nie chciałbym, aby przybrało to taką formę, więc znów mnie zaczęła dręczyć ta fatalna afazja, wzmacniana jeszcze stresem wynikającym z upływu czasu, jest 15:36, a ja jeszcze nic na dobrą sprawę nie zrobiłem z tym całym bagażem naszych wspólnych doświadczeń w "Globie", poszukując odpowiedniego medium i nie znajdując niczego, co byłoby do końca adekwatne do tej wyjątkowej sierpniowej sytuacji, bo chcę, żeby to zbiorowe doświadczenie objawiło się w sposób naturalny, więc po tej porannej, niesłychanej deklaracji, że wszystko, co narodziło się w gronie kilku osób, połączonych niewidzialnymi nićmi, zostanie unicestwione, wypadłem z domu na rowerze, czując, że jestem wolny, pozbawiony jakiejkolwiek presji, mogę w sobie zmiksować to, co zostało stracone, popędziłem przed siebie bulwarami wiślanymi i stawałem co pewien czas, pstrykając komórką fotografie mostów, a każda z ośmiu kładek łączyła mnie z inną dzielnicą, innym, obcym mi lądem na drugim brzegu rzeki absolutnego zapomnienia.

(fot.B.Z.)

Na co komu czas w-płynie? 17:17 (

Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (264) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest dwa razy dwa? wpisz liczbę

Wyślij »
Kalendarz