2011-08-21 14:51 | w.
a do mnie żadne zdjęcia nie doszły :(
2011-08-21 09:41 | bogdan.zalewski
Dzień dobry!
Dziękuję, Michale.
=============
Dopisane o 13:13 (no, prawie) już na Kopcu Kościuszki:
Wróciłem z prywatnej, niedzielnej pielgrzymki do Trzewiczka na Salwatorze, w Rzymskokatolickiej Parafii Prepozytury Najświętszego Salwatora ul. Kościuszki 88, ja - grajek wszeteczny i trudny trubadur, ja - złodziej tej Złotej Legendy? Na kawie nie byłem, z ministrem ni z nikim niczego nie piłem, Gospodarzowi Młodemu się odkłoniłem.
2011-08-21 08:30 | w.
acha...cieszę się rzecz oczywista że moje posty sprawiają komuś znaczy Tobie Michale frajdę:)mnie czasem też :)) więcej refleksji nie będę pisać.Miłej niedzieli życzę.
2011-08-21 08:28 | w.
Rany gościa jednak dobrze że mnie nie było na tym waszym spotkaniu! Trzeba by było jeszcze pracę domową odrabiać w postaci pisania jakiś refleksji!!nie wystarczy powiedzieć Było fajnie albo niefajnie ,nudno albo ciekawie a tu każdy dostaje jeszcze dodatkową robotę na wakacje:).
2011-08-20 23:45 | Michał
Dobry wieczór, witajcie.
Zgodnie z tym, co napisał Bogdan, faktycznie, udało mi się wczoraj wieczorem nagrać rozmowę z ojcem właściciela willi, w której znajduje się kawiarnia na Salwatorze. Dotarcie do niego nie było łatwe (długie szukanie numeru do właściciela kawiarni; potem rozmowa z nim, otrzymanie numeru do pana Juliana - właściwej osoby, z którą przeprowadziłem swój mini-wywiad -> dodzwonienie się do niego nie było łatwe, bo próbowałem o ok. 19:45, gdy jeszcze trwały telewizyjne "Wiadomości"; w końcu porozmawialiśmy po 20.00).
Sporo dowiedziałem się na temat salwatorskiej kawiarni (na przykład, że częstym weekendowym gościem jest minister Klich, który zamawia... nie, nie herbatę z miodem, tylko Coca-Colę :)); mam dzięki temu materiał na temat drugiego miejsca w Krakowie; krok po kroku buduję nasze "wspaniałe miasto" ;), zgodnie ze stylem, jaki reprezentował Chick Corea.
Od razu przyszła mi do głowy SOCJOLOGIA MIASTA i teoria Burgessa i Parka, zgodnie z którą miasta rozwijały się zataczając kolejne kręgi (najpierw centrum-środek, potem krąg-pas otaczający centrum, kolejny pas i kolejny, kolejny... od umiejscowienia w danym pasie miał później zależeć poziom przestępczości czy patologii w mieście, a panowie Burgess i Park, reprezentanci szkoły chicagowskiej, opisywali wszystko właśnie na podstawie obserwacji miasta Chicago).
Można trochę naciągnąć tę teorię i wykorzystać do budowania miasta w ramach Gry. U socjologów przestrzeni realizm też był zdecydowanie nie-magiczny. ;)
Claro, ja też pamiętam o Twojej prośbie; byłem przez cały tydzień bardzo zajęty, w najbliższych dniach Ci odpowiem.
Basiu, pytałaś mnie, chyba jeszcze pod poprzednim wpisem, czy chciałem zostać sam na sam z Bogdanem w czasie naszego spotkania. Może odniosłaś takie wrażenie, bo do tej pory, gdy spotykałem się z Bogdanem, rozmawialiśmy bezpośrednio, pojawiały się czasem faktycznie (atrakcyjne - dla mnie) wątki radiowe; ale mnie spotkanie bardzo się podobało i nie brakowało mi innych tematów; myślę, że dzięki temu, że spotkały się cztery a nie na przykład dwie osoby było ciekawiej. "Problem" może był tylko taki, że nie wszyscy znaliśmy się na tyle dobrze przed spotkaniem, aby już w trakcie spotkania każdy mógł wiedzieć dokładnie, o czym mówi druga osoba (pojawiały się nawiązania do dawnych listów, tekstów, wspomnień), ale w ten sposób też poznawaliśmy się, więc wszystko było na plus. I dzięki wielkie za zdjęcia! :)
Pani W., - życzę smacznego. :) Śmieję się często w głos czytając Pani (chyba dobrze się zwracam -> "Pani"? :) ) komentarze, są dowcipne, przynajmniej moje poczucie humoru tak to odbiera. A pomysł pań (tu też zwracam się do pani Ani z Poznania) ze zlotem, też jest fajny; to trochę tak jak z wszystkimi manifestacjami, obok których zaraz pojawiają się kontrdemonstracje -> tak jak było w tym roku, gdy do Warszawy przyjechał Barack Obama i mieliśmy kilkanaście manifestacji jednego dnia, w różnych sprawach, często sprzecznych. Ale tutaj gramy chyba do jednej bramki. :)
Pozdrawiam, udanego weekendu.
Michał
2011-08-20 23:27 | bogdan.zalewski
Dobry Wieczór!
)to nie tak, że całkiem lekceważę polityczne fakty, nadal się nimi żywo interesuję, i to nie dlatego, że muszę- z racji zawodu, ale dlatego, że chcę, bo to jeden z moich żywiołów, które mnie upajają podczas fali przypływu i przygnębiają, gdy fala się cofa, jednak ostatnio staram się przenicować tę oceaniczną żywą tkaninę, pokazać prywatną podszewkę tego myślącego cytoplazmatycznego politycznego morza, albowiem traktuję politykę jako coś głębszego niż tylko zestaw codziennych, medialnych faktów, ergo - jestem na przeciwnym biegunie refleksji metapolitycznej niż modni spece od postpolityki i palikotyzacji, nudzą mnie ich werbalne gesty, lekceważę tych panów, zamkniętych w swych gotowych formułkach- skorupach jak galaretowate małże, tym bardziej, że ich rzekomo uczone wywody służą najczęściej prymitywnym atakom na jedną partię, a ja z samego odruchu przekory, mojej rozsławionej w GLOB-ie wiechciowatej topolowatości, stawałem, staję i będę tu stawał po stronie tych najczęściej atakowanych, kopanych o świcie, w południe, wieczorem i nocą, i nie będę się krył w moich odruchach solidarności za pseudouczonym "dyskursem", po prostu szczerze wyznaję, że nie lubię widoku stadnego kopania kogokolwiek, abstrahując od tego, że autentyczna konfrontacja tak błazeńskich figur jak Jan Vincent Rostowski z poważnymi ministrami pokroju Zyty Gilowskiej, dałaby prawdziwy obraz siły PiS-u i mizerii Platformy, ujawniłaby autentyczną przepaść intelektualną pomiędzy obydwoma stronnictwami, więc w gruncie rzeczy życzyłbym sobie prawdziwej debaty pomiędzy głównymi oponentami, jednak nie tej ograniczonej do ram pojedynku liderów, starcia Kaczyński-Tusk, a w formie spotkania w szerszym gronie, na przykład w tercecie Tusk-Rostowski-Grabarczyk kontra Kaczyński-Gilowska-Polaczek, aby dać wyobrażenie o najważniejszych obecnie sprawach naszego państwa czyli: prawdziwej filozofii rządzenia skonfrontowanej z codziennym pijarowskim, bezideowym kłamstwem; rzeczywistej dbałości o stan państwowej kasy - z alchemią cudotwórców ekstrahujących złote z powietrza, przy pomocy księgowych sztuczek; uczciwej strategii przełamywania barier infrastrukturalnych, przeszkód wytworzonych przez lata kompradorskiego kapitalizmu tworzonego przez kolesi ze specsłużb - z nieudolnymi działaniami służącymi wyłącznie zaspokajaniu finansowych lokalnych mafijnych sitw, praktyką owocującą wywindowaniem cen za autostrady do niebotycznego poziomu; o, takiej poważnej debaty bym sobie życzył jako wyborca i jako dziennikarz, ale wiem, że się długo nie doczekam, podobnie zresztą jak ujawnienia FAKTÓW o przyczynach rozbicia tupolewa w Smoleńsku, oraz wskazania i ukarania zbrodniczych sabotażystów, więc co mi pozostaje?, co pozostaje takim ludziom jak ja, jak nie tworzenie wokół siebie oToczki prawdziwej wolności, na wszystkich możliwych poziomach, które jednak początek biorą w NAZYWANIU, w języku, w dżezowaniu - jak to sobie nazywam- czyli eksperymentalnym "muzykowaniu" NA ŻYWO, na instrumentach dostępnych w osobistym życiu, w sferze niepublicznej, po pozbyciu się wszelkich zahamowań, które nie pozwalają na solistyczne popisy, na uaktywnienie się, tkwiącej w Każdej z Was i w Każdym z Nas wyjątkowej witalnej energii, spostrzegawczości, uwagi, dbałości o konkret, każdy szczegół, w którym odbijają się globalne sytuacje i stosunki na szczytach, kosmiczny porządek zmiksowany z chaosem, jak w najlepszych, najbardziej wartościowych utworach dżezowych, i przychodzi mi teraz na myśl Anthony Braxton, z jego muzyką trójcentryczną, bo czyż nie pociąga mnie właśnie podobna triada, oceńcie sami, na podstawie mojej charakterystycznej tytulatury, wewnętrznych rytmów, motywów, które pełnią funkcję strukturalnych ożyłkowań w jednorodnej na pozór fakturze słownej, bo podejrzewam, że to jest naturalna, wewnętrzna potrzeba, integralnie związana z obecnym czasem, teraźniejszą fazą, obfitującą w tak wiele sygnałów, dialogów, wymian dóbr i doświadczeń, często niedocenianych, i lekceważonych, także tutaj na forum, przez ludzi omamionych, płaskich, zahipnotyzowanych, nie potrafiących dostrzec znaku komety, wyśmiewających fenomen otwartej, swobodnej wyobraźni, a przecież wcale nie wymaga to jakiegoś wielkiego wysiłku, czasem tylko przełamania się, za każdym razem innego, w zależności od psychicznej , biograficznej, czy fizycznej konstrukcji, albowiem jeden musi pokonać w sobie strach przed oszczędzaniem na przyszłość, objawiający się pozornie irracjonalnym niszczeniem gromadzonych rzeczy, szastaniem pieniędzmi, inny - przeciwnie- musi złamać w sobie drobnomieszczański szlaban oddzielający go przez lata od krainy TERAŹNIEJSZOŚCI, musi zatkać uszy przed podszeptami superego, niszczącymi każdą jego inicjatywę zanurzenia się w aktualnym czasie, z jego wytworami nastawionymi na tu i teraz, a nie gdzieś i dawno temu, albo -najczęściej - kiedyś tam, w przyszłości, ależ w przyszłości będzie już inna teraźniejszość!, i nie powtórzy się już taki dzień jak dziś, gdy poszedłem z żoną i córką do M1, po nowy telefon komórkowy dla Doroty, srebrny łańcuszek do zawieszki dla Ewy, a przede wszystkim po rower dla mnie, po to bym wreszcie mógł się z moją rodziną wybrać na rowerową wycieczkę, zamiast ślęczeć nad durnymi gazetami, albo przed ekranem telewizora-hipnotyzera , bo jednak komputer traktuję odmiennie, jako ekran naturalnej ekspresji, rezerwuar energii i ogniwo potrzebnej socjalizacji, którą uważam za konieczność, za czyn niemal patriotyczny, więc po wyborze roweru, prawdziwego cudeńka, swobodnego jak rasowy rumak, usiedliśmy sobie razem w kawiarni "wiedeńskiej", utrzymanej w typowym postmodernistycznym stylu, sztucznym i wymuszonym (najbardziej charakterystyczne przykłady takiej stylistyki podziwiałem na Teneryfie w latach 90-tych ubiegłego wieku, nie mogąc wyjść ze zdumienia nad estetyczną "odwagą" architektów, lubujących się w pseudo-rzymskich kolumnadach czy manierystycznych kariatydach, zdobiących bryły hoteli wyrastających jak grzyby po deszczu dzięki "nawozom" z mafijnych najczęściej funduszy), i pałaszowaliśmy pyszne torciki Sachera, z rozpływającym się w ustach marcepanem, siorbaliśmy cicho gorącą czekoladę i kawę z bitą śmietaną, ograniczywszy apetyty do deseru po obfitym domowym obiedzie składającym się z cudownej żoninej zupy z cukinii z czosnkiem i grzankami, oraz papryki faszerowanej ryżem i mięsem podobnie jak gołąbki, w intensywnym sosie pomidorowym, więc ten saski dzień dopełnialiśmy obcymi słodyczami, coraz mocniej wygniatając skórzane obicie wielkiej sofy, i komentując z dyskretnym śmiechem pseudo-wiedeńską inscenizację, z portretami kompozytorów na -stylizowanych na brudne- prawie bruitystycznych ścianach oraz wielkimi zawieszonymi na nich pięcioliniami, prawdopodobnie zrobionymi z wikliny, podobnie jak meble z weneckimi lalkami na półkach, więc ni stąd ni zowąd zacząłem opowiadać o szkole wiedeńskiej, o Webernie, któremu kiedyś poświęciłem jukstapozycyjny wierszyk, o Bergu z jego "Lulu", na którą przed laty zwrócił mi uwagę mój ulubiony wierszyk Adama Wiedemanna, ale głównie o Schoenbergu i wciąż niesłychanej dla mnie do dziś kompozycji "Pierrot Lunaire" z tym niezwykłym pomysłem Sprechstimme, czymś pośrednim pomiędzy mówieniem, a śpiewem, który teraz próbuję naśladować, nie w intonacji rzecz jasna, a w samym tonie mojego monologu, który wpisuje się w ogólną koncepcję życiowego dżezowania, a do którego - powtórzę- potrzeba różnych instrumentów, takich jak na przykład rower, w moim akurat przypadku - piękny czarno-srebrny niemiecki Stevens, na którym -zaraz po zakupie- pomknąłem w kierunku Nowej Huty, pozostawiwszy żonę w punkcie Orange, aby mogła sobie w końcu wymienić swego beznadziejnego Samsunga, oraz Ewę, z jej radością z łańcuszka, do którego może sobie podoczepiać różne "zawieszki", jak kotek, truskawka czy miś, zupełnie jak ja różne różności w takich fridżezowych opowieściach, w których chciałbym oddać ducha swobody, na przekór różnym totalistom, wbrew pogrobowcom orwellowskich Wielkich Braci, w kontrze do jeźdźców dystopijnej apokalipsy pędzących na swych eugenicznych "Huxleyach", a jechałem uważnie, najpierw po chodniku, pełnym szczelin, wyrw i wybrzuszeń, ale w końcu dotarłem do słynnej nowohuckiej sieci asfaltowych tras, oplatających moje miasto, pozwalających na jednośladową swobodę, której doświadczyłem wcześniej chyba tylko w Norymberdze, gdzie całe dnie spędzałem na pedałowaniu oraz myśleniu o Duererze i jego aniele Melancholii, dziś jednak zostawiłem za sobą swoje wschodzące i zachodzące Czarne Słońce, magiczny kwadrat podwórka smutku i geometrię wykreślną z licznymi dowodami depresji, po prostu pędziłem przed siebie w upojeniu, tym bardziej, że taki rower niesie jeźdźca sam, minąłem więc fabrykę Philipa Morrisa, a potem własne osiedle, pojechałem dalej, po raz pierwszy widząc w takim pędzie socrealistyczny lokal pod arkadami, w którym bawiłem się na studniówce w roku zimowej olimpiady w Sarajewie, popędziłem obok stadionu Hutnika na Suchych Stawach, kiedyś pełnych ryb hodowanych przez chrześcijan, ale w końcu wysuszonych przez "agnostyków" ze Wschodu, i dalej aż do skrzyżowania z drogą- obręczą wokół Kombinatu, gdzie już był rzut kamieniem do Kopca Wandy, więc przyspieszyłem i pospieszyłem tam myśląc o poście Basi, i o dziwnej koincydencji z ósemką, której nie założyłem świadomie, oraz o Celtach, którzy wychodzą z podglebia mojej nieświadomości w postaci ich symbolicznych artefaktów, aż skręciłem do skrzyżowania z torowiskiem tramwajowym, a że akurat podjeżdżała niewidoczna od razu dwudziestka jedynka, przypomniałem sobie mojego Wuja - kadłubka, który stracił obie nogi w wypadku w Nowej Hucie dwie dekady temu, gdy metalowe koła odcięły mu kończyny na przejściu obok Ronda Kocmyrzowskiego i po spartolonej operacji nie był w stanie nauczyć się chodzić w protezach, o czym nie jestem w stanie normalnie myśleć, nie mówię, że od razu wobec sukcesów Oscara Pistoriusa, po prostu- zwyczajnych spacerów, a co dopiero tutaj pisać w kontekście mojego rowerowego rajdu , ale może pewne sprawy w GLOB-ie staną się przez to jaśniejsze, bo ja tu piszę tylko prawdę, prawdę w pełnym świetle, czasami zbyt jaskrawym, by to wszystko od razu dostrzec, i czasem trzeba zmrużyć oczy jak, gdy się w takim dniu jak dziś patrzy pod słońce na Kopiec Wandy, zwieńczony matejkowskim wieszczym, polskim orłem, ale w końcu trzeba przestać kontemplować nawet tak zjawiskowy widok, droga wzywa, a rower nie daje długo stać w bezruchu, tworząc we mnie natychmiast dynamiczną strukturę poznawczą, z jej efektem w postaci nieprzewidywalnej fabuły, przypominającej chyba tylko pierwsze upojenia jazdą na dwóch kołach, jak u francuskiego malarza Maurice'a de Vlamincka, o którym uczyłem się na studiach polonistycznych, wpruwając na pamięć całe strony rosyjskich omówień awangardowej ikonografii z początku XX wieku, w ramach obowiązkowych choć dowolnych lekturek na lektoracie ojczystego języka Lenina, i do dziś zapamiętałem z książki "Sowriemiennaja francuzkaja żywopis'", że Vlaminck był pasjonatem jazdy na dwóch kółkach i w jego dynamicznych pejzażach na prawdę to widać, jest ten ekstatyczny ruch wpisany w krajobraz i jest ten punkt widzenia, umieszczony centralnie- na środku drogi, niemożliwy w przypadku przechodnia, i ja też tak jak on, po latach, chciałem odmalować te mijane szpalery strzelistych topoli, którymi obsadzono obszar wokół Kombinatu, ten wewnętrzny pęd, kiedy na zewnątrz migają słupy ich pni, a ja nagle skręcam i jadę w dół, na prawdę świetną rowerową trasą obok Alei Solidarności, aż do Zalewu, dookoła którego w tak słonecznym i pięknym dniu, wieczorze o złocistych barwach, kwitnie życie, rozkwita w poszczególnych pączkach, to tu, to tam, parami nowożeńców obok starego "Domu Wędkarza" pozujących do zdjęć w stylizowanych, sztucznych sytuacjach, młodych, pięknych ludzi teatralnie "kukających" do siebie zza pni, przytulonych do siebie nad wodą, w sukniach ślubnych z bielą welonów i ciemnym kontrastem garniturów, powtarzających się w niemal nieruchomej tafli zbiornika, jak na starym dagerotypie, i są też panny na rolkach, na prawdę dobrze zbudowane, i jakiś żylasty pływak, ociekający wodą, pewnie przed chwilą z niej wyszedł, pomimo zakazu kąpieli i wyraźnego znaku obok, i tłumy, tłumy na spacerach, w różnym wieku, na trawie, na ławkach, ale przecież i to cudowne miejsce trzeba mi było opuścić, upojna wzywała mnie kolejna droga, wzdłuż Bulwarowej, obok kamienic, na które codziennie patrzyłem ponad dekadę temu, na domki o skośnych dachach i dookolne zadbane ogródki, pełne kwiecia i roślin jakby wprost z oranżerii, i drzewa o najgościnniej na świecie rozłożystych koronach, wszędzie tu pełno takich polskich drzew, odliczających pniami sekundy i minuty do mety, i jeszcze rajd obok szkoły Ewy, która wcześniej była podstawówką mojej mamy, dawno to?, i dalej pod oślepiające słońce ku wiedeńskiemu torcikowi Teatru Ludowego i skręt ku nieodległemu Rondu Kocmyrzowskiemu, wciąż jeszcze nowym rowerowym szlakiem, pełen komfort, więc włączam najszybszą przerzutkę, aż sklepowe witryny jak obrotowe kulisy wywołują we mnie niemal zawrót głowy, i parasole restauracji zza węgła, więc zwalniam trochę, żeby móc zerkać co i raz w potężne półokrągłe bramy, z dbałości o bezpieczeństwo, z obawy przed autami, lecz także poniekąd z czystej ciekawości, nienasyconej łapczywości ciągle nowych doznań, jak ta wielka ósemka na ścianie bloku w osiedlu Handlowym, pierwszy raz w moim życiu rosnąca aż z taką szybkością, musiałem wykrzesać sporo energii z siebie, bo kiedy rower już stanął w domu, na razie, pod oknem w salonie, tylna czerwona lampka, ustawiona na tryb automatyczny, długo świeciła po wyłączeniu, a gdy już zgasła, jej rolę jak gdyby przejął ten mój -tu gasnący- monolog(
- Braxton to "normalnie" śpiewny Czarny Orfeusz - nie wierzycie?:
http://www.youtube.com/watch?v=4FLQCoIkYxc
Ale najczęśniej to znaczy najczęściej śni swoje ciemne barwy:
http://www.youtube.com/watch?v=Zf3mQXJGrNI
- Schoenberg dyryguje księżycowym Pierrotem:
http://www.youtube.com/watch?v=utm1HH16uwM&feature=related
- dowód , że Vlaminck czasem malował kołami:
http://www.affordableart101.com/maurice-de-vlaminck-the-mortagne-road-lithograph-p-819.html
Dobrej Nocy!
2011-08-20 15:05 | w.
ja zaś zajadam jogurt z żelkami:) mniam smacznego!
2011-08-20 11:43 | bogdan.zalewski
Dzień dobry!
Dedykowane Basi - pisane przy akompaniamencie Chrisa Bottiego od Hani:
)rano przeciąg wyrzucił zza antyramy na skórzany fotel moją pamiątkową fotografię z Michałem, zrobioną w miejscu, gdzie przed laty fotograf "Gazety Wyborczej" strzelił mi przypadkową fotkę, która potem wdarła się "szturmem" na okładkę dodatku "Zdrowie i uroda", jakbym był jakimś metroseksualnym celebrytą, a nie zakompleksionym Hutasem, i dziś, kiedy jeszcze leżałem w łóżku, zawiał wiatr i zrzucił konterfekt Michała i mnie, z tym tłem nasyconym -w gruncie rzeczy nic nie znaczącymi- znakami, tylko, że powiew powietrza razem z naszym wspólnym portretem strącił jeszcze na siedzisko przy biurku tę małą karteczkę z bloku, na której sobie zapisałem, użyty już kiedyś w GLOB-ie, cytat z Lacana, więc to w sumie śmieszne do czego człowiek taki jak ja potrafi się przywiązywać w swojej bufonadzie i kabotyństwie, i jak ponadto, pod wpływem nagłego impulsu, wiązać to wszystko ze sobą w całość, przypominającą potworkowaty patchwork, jakiś archi-psychiczno-tektoniczny Merzbau a la Kurt Schwitters, a jednak pomyślałem, że mimo wszystko zarejestruję ten fakt, czyli jak zawsze informację prawdziwą, choćby nie świadczyła o mnie najlepiej, a może właśnie dlatego, tym bardziej, że tak się jakoś złożyło, iż wczoraj wieczorem, po obiedzie z rodziną w czeskiej restauracji, po załatwieniu wcześniej kilku spraw w Multibanku, związanych także z finansową przyszłością naszych dzieci, kiedy już sam potem przemierzałem wielkie przestrzenie krakowskiej galerii, zwanej "Galerią Krakowską", w której kupiłem sobie DVD z "Wyliczanką" Greenawaya, oraz dla SUBTELNEGO żartu z samego siebie, eau de toilette David Beckham Intimately Yours Men, zawierającą ALCOHOL DENAT., AQUA/WATER/EAU, PARFUM/FRAGRANCE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, BUTHYPHENYL METHYLPROPIONAL, COUMARIN, BUTHYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, LINALOOL, ALPHA-IZOMETHYL IONONE, HYDROXYCITRONELLAL, BENZYL ALCOHOL, PROPYLENE GLYCOL, BHT, ALKOHOL, CITRAL, TRIS (TETRAMETHYLHYDROXYPIPERIDINOL) CITRATE, GERANIOL, CITRONELLOL, DISODIUM EDTA, ACRYLATES / OCTYLACRYLAMIDE COPOLYMER, HYDROLYZED JOJOBA ESTERS, FD&C YELLOW NO.6 (Cl 15985), FD&C NO.5 (Cl 19140), EXT.D&C VIOLET NO.2 (Cl 60730), i z tą mieszanką wtartą w dłoń siedziałem w winiarni, popijając z wielkiego szklanego tulipana chilijskie czerwone wytrawne wino i zapisując wszystko, co przyszło mi do głowy w związku ze Spotkaniem, przyszedł SMS od Michała- "Dobry Wieczór, Bogdanie, w ramach naszej Gry przed chwilą nagrałem rozmowę z ojcem właściciela kawiarni- willi na Salwatorze. Dźwięk wysłałem w mailu. Pozdrawiam."- a ja teraz, nazajutrz, notuję to w swoim pokoju, ot tak, wcinając kromeczki grahama z białym miodem i popijając białą kawą, pobudzony nie tyle treścią tej odsłuchanej wieczorem rozmowy Michała, co efektem porannego przeciągu(
2011-08-20 09:42 | w.
Dzień Dobry.
Aniu z P. jasne że organizujemy! W każdej chwili:) mam teraz czas, to gdzie w Poznaniu przy Koziołkach czy może jednak Kraków żeby tradycji stało się zadość:)?LUBIĘ TO!
Basiu czytając twojego posta od końca-czyli pomijając początek zdawało mi się że ktoś inny go dodał:) ,mam czasem takie dziwne wrażenie czytając wasze posty zanim spojrzę na nick że ........aa tam tajemnicą niech zostanie:)Słonka życzę na wekend.
2011-08-19 23:42 | Ania z P.
W. ->DZIĘKUJĘ DOBRA DUSZO:)
ZA "LUBIĘ TO"
Organizujemy zlot-spotkanie?;-)
2011-08-19 22:53 | pp3-Basia
Dobry wieczór Haniu,Bogdanie,Kolekcjonerze Czcionek,w.
Jak widzę zabawa lustrami w rytmice Jazzowej trwa.
Haniu cokolwiek myślisz,pomyśl odwrotnie!
Bogdanie,z celtyckim mistycyzmem nie mogę się utożsamiac,
ale widzę związek.Wystarczy sięgnąc po film 'O Nowej to Hucie Legenda'.
W nim barwnie opowiadasz o celtyckim pogaństwie,którego rejony zostały zaanektowane przez Cystersów-Zakon powstały według Reguły Św.Benedykta.
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/legenda-do-planu-miasta,5780
a 8 wpisów dalej,rozwinąłeś temat,
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/legenda,5479
czyli prawo oktaw zostało zachowane.
w.czyli:
Twoje serce to jest muzyk,który zwiał z orkiestry,
bo niebardzo lubi grac.Żaden mu maestro nie potrafi rady dac:)
Miłego urlopu...i szanuj szefa swego,bo możesz miec gorszego.
Dobranoc Wszystkim!
2011-08-19 17:56 | w.
Dobrze że pan napisał Wszystkich ;)
A mnie się najbardziej podoba post o panu który wjechał w farbę ,pewnie się facet wściekł że upaćkał sobie koła a nie widział w tym kometę:)i tak dobrze że w co innego nie wjechał ....;P
Zazdroszczę Wam tej masy wolnego czasu ,kto to słyszał żeby u mnie w pracy można było radia słuchać ,albo tak sobie na blogach pisać, już nie mówię o czytaniu prasy ! Mój szef nie jest tak wyrozumiały....
PS
Mam urlop jakby kto pytał ;)
2011-08-19 16:47 | Hania
Bogdan.
'Berimbau' otwiera TĘ płytę.
Słucham jej nieodmiennie od prawie trzech lat.
To jedna z najbardziej klimatycznych płyt, jakie słyszałam.
A na weekend, coś nowoczesnego, ale... też mającego swój smaczek:
http://www.youtube.com/watch?v=POBKV-SD8Ek
Do poniedziałku.
Trzymajcie się.
P.S ;-)
2011-08-19 15:36 | bogdan.zalewski
Trochę doprecyzowałem swój wywód, Haniu :)
Kto powiedział, że nie będzie różnych kolorowych i symbolicznych elementów?
A co one znaczą, i czy coś znaczą? Może nic? To może być dodatkowo fascynująco niepokojące, gdyby się okazało, że one nie mają ŻADNEGO znaczenia. Podczas gry w Prousta szczególnie przypadła mi do gustu anty-interpretacja Żaka.
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/gra-w-prousta-klucz-odnaleziony,6240
Bo to było dzieło samo w sobie - bardziej zasłaniające niż odsłaniające znaczenia. To był osobny świat, a nie pasożytnicza analiza wyłącznie bazująca na hipertekstach poprzedników, uczestników Gry. Ona nie miała znaczenia w tradycyjnym sensie. Ale czy była pleniącym się nonsensem? Na pewno nie w potocznym sensie słowa, nie w obraźliwym kontekście. Często się przecież mówi z lekceważeniem: "E, to nonsens!" Żak stworzyła rzecz, która dla mnie miała znaczenie, ale tak na prawdę była go pozbawiona.
Nie widziałem jeszcze filmu o Pynchonie.
Kolejny utwór z cyklu : Astrud Gilberto i ten niesamowity instrument berimbau.
http://www.youtube.com/watch?v=KnemVPn9N-k&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=8dIiBq4p0CI&feature=related
Pozdrawiam Wszystkich Słuchaczy :)
2011-08-19 14:45 | Hania
Musiałam od nowa przeczytać Twój ostatni komentarz, bo w międzyczasie go zmieniłeś :-)
2011-08-19 14:42 | Hania
Zapomniałam napisać, że bardzo podoba mi się sposób, w jaki witasz się ze słuchaczami o 11.00.
2011-08-19 14:40 | Hania
Bogdan.
No dobrze, ja się może trochę buntuję, przeciwko temu 'niczemu'. Po Prouście, po Kafce, gdzie każdy szczegół: słowo, kolor, bryła miały jakieś znaczenie poznawcze, trudno jest mi przyzwyczaić się do tego 'nic nie znaczy tu nic'. Ale postaram się. Sublimacja uczuć to racjonalne nimi gospodarowanie. Tak to odczuwam i tak będę starała się postępować. Aby nie zakładać niepotrzebnej maski.
A propos - czy Ty widziałeś ten film o Pynchonie ?
Dziś rano, kiedy jechałam do pracy - na jednej z ulic drogowcy malowali pasy. I nagle, pomimo wcześniejszych ostrzeżeń, jadący przede mną samochód wjechał na pobielony świeżą farbą pas. Pojechał dalej, ciągnąc za sobą białą smugę. Najpierw była biała jak śnieg, potem biel pokryła się szarością, następnie całkiem zbladła. Jak taki gasnący ogon komety.
Jeśli chodzi o Sonet XLIX, długo wybierałam między Barańczakiem, a Słomczyńskim. Ale jednak... Słomczyński.
Słońca w weekend.
Wszystkim Wam.
Czytelniczka Hipokrytka
P.S. http://www.youtube.com/watch?v=n0qoSrzmUf4
... Jako odpowiedź na piękną improwizację Alberta Aylera. Wolę wprawdzie oryginał, ale ten remix także klimatycznie jest niezły.
2011-08-19 13:30 | bogdan.zalewski
Dzień dobry! Tytuł Milesa nie jest znaczący, Haniu:) Nie wszystko MUSI być znaczące, i w rezultacie nie jest, a może nawet: nic nie znaczy tu nic. Taka byłaby właściwie istota Gry, gdyby istotnie można było w ten sposób OMAWIAĆ jej właściwości. A przecież nie można. A i tak je OMAWIAMY. Więc lepiej przerwać ten ciąg paradoksów- w pewnym momencie. Nie będę rozwijał - w jakim. Po prostu - działać i to samo działa! Czasem. A czasem - nie. Bez słuchania i prób rozumienia Muzyki, bez dżezowania, GLOB jest bzdurką. MOŻNA tak to traktować, to nawet miłe. A jednak muzyka ma sens. Nie taki, jak sobie to co poniektórzy wyobrażają. Ja to spróbuję pokazać na koniec lata. Jednak potrzebuję Waszych autentycznych kawałków do patchworka, w którym przekraczam ramy, wykraczam jak Astronom z głową (tak Claro- Astronom!) poza okrągłe akwarium Każdej i Każdego z Nas. Co więcej MiX przekracza glob samego DJ-eja we mnie, który wciąż musi wybierać, przebierać, łączyć i odrzucać. A przecież i on na koniec będzie odrzucony - jako ogniwo Gry. Na tym polega obiektywizacja. Haniu przykład z Pynchonem (dzięki wielkie za link do filmu) jest mi szczególnie bliski. Ja bym najchętniej znikł jak On, żeby pozostał wyłącznie kręcący się GLOB. To jest ten Obiektywizm. Ale ja nie jestem wrogiem uczuć, PRZECIWNIE. Ja staram się je tylko, no nie wiem-
sublimować? za subtelnie, wypalać
pyrograficznie na ściankach regularnej bryły? - to znów zbyt bolesne. Uczucia to bardzo ważna rzecz. Także te negatywne. Na przykład: też czuję obrzydzenie do tej chodzącej Głowy, Głowy łażącej, bredzącej, Głowy pustej, wypełnionej spec-dyrektywami, które tam tylko dźwięczą, odbijają się czkawkami ech. Intelektualnie, REPORTERSKO, w sposób śledczy też można to ująć, i wielu to robi. Cytowaliśmy tak wiele artykułów - choćby cykl Aleksandra Ściosa o "aferze marszałkowej". Ja swoje poglądy polityczne wielokrotnie przedstawiałem tu wprost. Jednak wolę omijać i osaczać System od innej strony - ZOBIEKTYWIZOWANYCH EMOCJI, OBRAZÓW, MEMÓW.
System to nie jest klisza. To słowo jest po prostu pojemniejsze. Nie muszę Wam przypominać: dlaczego. Zajmujemy się GLOBALNYMI sprawami, nawet (a zwłaszcza) wtedy , gdy rozgrywają się w wymiarze osoby, czy grupy osób. Pamiętasz Haniu, co mówiłem o radio-aktywnym promieniowaniu Smoleńska, oraz o podwójnych i potrójnych dnach? Cytowałem Michalkiewicza, piszącego o takich warstwach zdarzeń w Polsce, ale miałem na myśli także inne pola, nie tylko polityczną płaszczyznę- jedną z 24 ścian bryły zwanej GLOBEM. Czasami tak wiele mówią niby prozaiczne oderwane sytuacje, a nawet rzeczy, które się znajduje po drodze. Opowieść Kolekcjonera Czcionek - więcej mi dała niż wiele publicystycznych tekstów przeczytanych ostatnio. Opowiem swoją nową anegdotkę: otóż od lat przemierzam niemal codziennie konkretną trasę. Stroma uliczka jest pewnym stałym wyznacznikiem - osią mojego życia. Jednak nigdy nie jest taka sama; zmieniające się pory roku, metamorfozy rekwizytorium natury, ciągle inni, to znów ci sami Aktorzy - pojawiający się i powracający przechodnie z ich osobnymi, wyjątkowymi światami - powodują, że Gra ciągle się zmienia, bez przerwy ulega proteuszowym przemianom. Teraz jest -na przykład-
czas dojrzałych śliwek, małych złotych, miękkich, delikatnych, okrągłych tworów natury. Dzisiaj widziałem jak jedna z nich sama toczyła się po brukowanej stromiźnie ulicy Zaścianek. Ale to nie jest tam aż tak wyjątkowe. Niedawno ujrzałem, jak jeden z dojrzałych owoców - stoczył się, (specjalnie użyję nieistniejącego w słowniku słowa) sturlikał się - wprost do kratkowanego kanału. Jak bila trafiająca do łuzy. Bilard w plenerze z niewidzialnymi już zawodnikami. Oni zniknęli, ale gra - trwa.
Haniu, Ewa Bem jest sto razy lepsza niż Astrud Gilberto.
Czym MOŻE BYĆ dżezowanie wokół lata - pokazuje Albert Ayler.
Też czasem lubię poprzeglądać się w jego WOLNEJ muzyce:
http://www.youtube.com/watch?v=e5fPmdCjmHc&list=PL5A1F8A0F0599F5E6&index=1
2011-08-19 13:26 | w.
a tu jeszcze coś dla Clary. Odpowiedź tak prosta jak i twoje pytanie:
"Claro,Michale dopiero co przeczytałam Wasze listy.
Będziemy kontynuowac,mimo dzielących nas realnych odległości:)
Claro,miałam wątpliwości co do tego czy jesteś jeszcze dostępna
pod tym adresem mailowym.Cieszę się,że fotki dotarły i czekam na Twoje ujęcia:)" - to fragment po spotkaniowego postu Basi .Trzeba tylko uważnie czytać i już wszystko jasne. Ja jeszcze czytam pomiędzy wierszami stąd wiem więcej niż wam się misie wydaje :))))))
2011-08-19 13:20 | w.
Ania z P dodam do twojego postu "Lubię to ":)
2011-08-19 11:06 | Ania z P.
Ojej, niedobrze się zrobiło dlatego, że drugi czlowiek przyjdzie się pomodlić?
To przerażające.
2011-08-19 10:15 | Hania
A, jednak to nie mój błąd, to SYSTEM nie pozwala mi na to.
Tak, jakby bał się jakiegoś ukrytego znaczenia.
2011-08-19 10:14 | Hania
Zniknęła mi gdzieś, nie wiadomo dlaczego, literka .
A ona stanowi przecież sedno tego tytułu.
Chodzi dzisiaj za mną ten utwór:
http://www.youtube.com/watch?v=nwVMiDodn5A
Czytelniczka Hipokrytka
2011-08-19 09:06 | Hania
Dzień dobry, witajcie.
Bogdan, obiektywizm, czy subiektywizm nie wykluczają śmiechu lub jego braku. Tak jak nie wykluczają radości i smutku. Takie definiowanie to mocne uproszczenie. Na pełen obraz każdego z tych pojęć składa się cała masa różnorakich bodźców. Aby być obiektywnym, trzeba starać się je po prostu właściwie odczytać. Mówisz, że piszesz tak, żeby wpis 'nie należał już nawet do świata moich uczuć'. Ale z drugiej strony ten ŚMIETNIK jest nimi przepełniony. Nie stawiam tu kropek pomiędzy literami, ale Wiesz, co mam na myśli. Przecież nasza Gra jest doskonałym przykładem takiej 'journey into the mind of ', takiej, jak ta:
http://www.youtube.com/watch?v=R6tW-QSjZeo&feature=player_embedded.
Gdybyśmy 'wyłączyli' teraz uczucia - nie miałaby ona już żadnego sensu.
Gurdżijew straszny. A może straszna jest sama w sobie ezoteryka tego koła. Myślę, że każdy z nas, w naszym umyśle ma pokłady takich nieprzekraczalnych kręgów, zakreślonych w oparciu o naszą wiarę, czy cechy osobowościowe. Podobnie jest z zamkniętym kręgiem 'wyznawców' Nergala. To trochę jak z prorokiem Ilją, pod chatą którego zbierały się tłumy żeby zlizywać z ziemi pomyje, którymi chlustał przez okno. Bo według nich były one święte.
'Bitches brew'... Ciekawa rola. Szczególnie semantycznie.
Pani Aniu, pisząc swój wieczorny komentarz, chciałam nawet trochę Panią sprowokować do dyskusji. Domyślałam się, że jest to temat, w którym chciałaby Pani zabrać głos. I nie pomyliłam się. A z tą Grą... Czy Pani widzi tu COŚ nierzeczywistego ?
Kolekcjonerze - bardzo lubię opisywane przez Ciebie historie.
Pozdrawiam Was Wszystkich.
P.S. Dziś na Grabarce odbędą się uroczyste obchody Święta Przemienienia Pańskiego. Zrobiło mi się niedobrze, kiedy przeczytałam, że na uroczystościach pojawi się 'Prezydent RP'.
2011-08-19 08:16 | w.
Dzyń Dobry. Dzezz p Bogdanie mam grać?Ja nie gram w żadne gry ani w labirynty z otoczkami. Nawet w szachy nie gram :)) Moje życie to jedna Wielka Gra która mi w zupełności wystarczy.Dobrego Dnia Wszystkim;)
2011-08-19 08:12 | bogdan.zalewski
Dzień dobry!
Drogi Kolekcjonerze Czcionek precyzyjnie nakreśliłeś całość akcji z seledynowym, jakby żywym, blobem. Teraz zdrowe, złote słońce jeszcze jest na horyzoncie, a ten V.A.L.I.S., czy coś, wije się tutaj jak na dłoni.
Są inne posty: jak platformerska pornografia, właściwie - nie dla mnie, więc nie powinienem jej oglądać, ale jakoś tak zerknąłem. I zatrzymałem wzrok. Ciekawość pierwszy stopień do piekła przewidywalności. Taka naga nuda.
2011-08-19 05:18 | kolekcjoner czcionek
witam. staram sie czytac na biezaco nawarstwiajace sie zygzaki sladu toku GLOB-a. surowy stol to komfort dla surwiwalowych milosnikow zasad konstrukcji porzadku . dzisiaj idac chodnikiem natknolem sie na cos takiego jak miesisty lisc. z racji polozenia geograficznego w ktorym sie znajduje tlumacze sobie natkniecie sie na te zywa istote. z zewnatrz przypominala pijawke ktora byla jakby wyrozciagana na boki. kolor zielony z dominujaca sugestia niezdrowego seledynu . to cos bylo zywe i po wzieciu w dlon przez lisc spokojnie obserwowalem reakcje. znajomy dorzucil tylko zdanie zeby zostawic to w cieniu bo na sloncu sie zasuszy. tak zrobilem i wiecej sobie glowy nie gimnastykowalem co z nieborakiem dalej. zostawilem go w niebo lepszym polozeniu wiec powinien sobie poradzic. generalizujac pozdrawiam wszystkich GLOB-owiczow ! do nastepnego ; )
2011-08-19 00:57 | Ania z P.
Nadrabiam zaległości po urlopie....dłuuuga lektura choć tylko z tygodnia.
Troszkę w ostatnim tygodniu zaczeliście mowić ludzkim glosem.To komplement:) ---ale jestem grubiańska---:)
Nie musicie czytać,ale skomentuję tylko tak na gorąco to co przykuło:
-syndrom wrednej baby w handlu, jak ja to nazywam jest czymś co chyba każdy przeżył->ja nigdy, przenigdy nie kupuję już w takim miejscu, bez wyjątku i...o żadnej zemście nie myślę, wielokrotnej też nie:)
-nie podoba mi się czyn Nergala; wiem też jednak, albo PRZEDE WSZYSTKIM, że nie był to czyn skierowany dla mnie.Wbrew pozorom to nie jest takie nieistotne. Obrażać uczucia mogą też na przykład filmy porno, ale one są skierowane dla tego kogoś-swojego odbiorcy- NIE DLA WSZYSTKICH!
Nie wiem, dlaczego Pani Szczypińska, czy Pan Bogdan oglądali ten filmik.On nie byl przeznaczony dla ich oczu...
Oczywiście znów nie uzyskam poklasku, dlatego wrócę do tego Waszego klimatu.
Jednak spotkania umilają życie.!?Jesteście trochę odmienieni, no chyba, że to jakaś kolejna Gra w Zamek z labiryntem gdzie zostałam zapędzona w ślepą uliczkę, gdzie siedzi ta niezadowolona pani z okienka.;)i marudzi
2011-08-19 00:06 | bogdan.zalewski
Dobry Wieczór! Dobranoc! Pisane pomiędzy jednym i drugim:
Haniu, śmiech i smutek jest w Tobie, a nie w moich tekstach. One są tak pisane, aby styl był OBIEKTYWNY, i nie należał już nawet do świata moich uczuć. Miałem dziś w dzień podobne odczucia, że coś pociemniało, gdy szedłem do pracy. Pierwsze odczucie to była taka właśnie barwa powietrza, ale nie tego, które widać, ale tego, które jest już wciągane do płuc. Cały dzień obfitował u mnie w ciemne zdarzenia, także w rodzinie. Dużo złych słów wypowiedziałem w duchu. I jedno za daleko, nie w duchu. Logika sądu, który uniewinnił Nergala jest zabójcza. Zarówno w potocznym, jak w słownikowym znaczeniu wyrazu "zabójcza". Scena to szczelnie zamknięta enklawa, albo lepiej - hermetyczny autoklaw, gdzie w piekielnej temperaturze mogą płonąć wartości, wiara, religia, świętości? No, cóż, ciekawa koncepcja. Nie chciałbym doczekać chwili, kiedy ktoś - jakiś Nergal albo inny Czarny Gbur z Gitarą- w tej autarkicznej przestrzeni popełni inną jeszcze straszniejszą rzecz jakiemuś chrześcijaninowi. Czy sąd wtedy powie: tam w ogóle nie powinno być chrześcijanina? Więc sam sobie winien? Staram się myśleć bez emocji - racjonalnie oceniać ten werdykt. Czy sędzia uznał, że artysta zakreśla wokół siebie magiczny krąg, by normy prawne tam nie miały wstępu? Ten wyrok był dla mnie MAGICZNY. A skoro o ezoteryce prawa mowa, to ja o prawach ezoterycznych. Przypomniała mi się słynna anegdota opowiadana przez G. Gurdżijewa. Przeczytajcie ją, jeśli chcecie, jak chcecie, może być na opak Nergalowi do ucha na dobranoc:
=============
Tak się dzieje, że niektóre silne wrażenia wbijają się człowiekowi głęboko w pamięć. Jeszcze dzisiaj pamiętam, jak łamałem sobie głowę, żeby znaleźć najlepsze miejsce na cyfry składające się na rok 1888. Byłem całkowicie pogrążony w pracy, kiedy usłyszałem rozpaczliwy krzyk. Podskoczyłem przekonany, że coś stało się któremuś z bawiących się dzieci. Pobiegłem w ich kierunku i zobaczyłem następującą scenę: W środku narysowanego na ziemi koła stał mały zaszlochany i dziwnie poruszający się chłopczyk; reszta dzieci ustawiła się w pewnej odległości, robiąc sobie z niego żarty. Nic z tego nie rozumiałem i poprosiłem o wyjaśnienie. Dowiedziałem się, że stojący w środku chłopiec to Jezyda i że narysowano wokół niego koło, z którego nie będzie mógł się wydostać dopóty, dopóki ktoś tego koła nie zetrze. Dziecko rzeczywiście próbowało z całych sił wydostać się z magicznego kręgu, ale wszystkie jego wysiłki spełzały na niczym. Podbiegłem więc do niego i szybko starłem fragment koła; on wtedy natychmiast wyskoczył na zewnątrz i uciekł najszybciej jak potrafił. Wprawiło mnie to w takie osłupienie, że stałem jak zaczarowany aż do chwili, gdy odzyskałem w końcu normalną zdolność myślenia. Mimo że w przeszłości dochodziły mnie słuchy o Jezydach, nigdy jednak nie budzili oni mojego zainteresowania; ale to zdumiewające zdarzenie, które zobaczyłem na własne oczy, zmusiło mnie teraz do poważnego zastanowienia się nad tą sprawą. Rozejrzawszy się i zobaczywszy, że chłopcy wrócili do zabawy, pogrążony w myślach poszedłem na swoje miejsce i ponownie zabrałem się do pracy nad monogramem; choć szła mi ona opornie, za wszelką cenę musiałem ją skończyć jeszcze tego samego dnia. Jezydzi to sekta mieszkająca na Zakaukaziu, głównie w okolicy góry Ararat. Czasami nazywa się ich czcicielami diabła. Wiele lat po opisanym wydarzeniu sprawdziłem to zjawisko doświadczalnie i odkryłem, że rzeczywiście, jeśli wokół Jezydy zakreśli się koło, to nie jest on w stanie się z niego wydostać siłą własnej woli. Wewnątrz okręgu porusza się swobodnie i im większe koło, tym większy jest zasięg jego ruchu, ale w żaden sposób nie może się z niego wydostać. Jakaś dziwna siła, znacznie przekraczająca jego własną moc, trzyma go w środku. Mimo że jestem silny, sam nie potrafiłem wyciągnąć z koła słabej kobiety; potrzebny był do tego drugi równie silny mężczyzna. Jezyda, siłą wyciągnięty z koła, natychmiast zapada w stan nazywany katalepsją, który ustaje w chwili, gdy znowu znajdzie się w środku okręgu. Jeśli jednak nie przyprowadzi się go z powrotem do środka, to powraca do normalnego stanu dopiero - jak to stwierdziliśmy - po trzynastu albo dwudziestu jeden godzinach. Nie istnieje żaden inny sposób na przywrócenie go do normalnego stanu. Przynajmniej ani mnie, ani moim kolegom to się nie udało, mimo że mieliśmy do dyspozycji wszystkie znane współczesnej nauce o hipnozie środki, służące wyprowadzeniu ludzi ze stanu katalepsji. Jedynie ich kapłani potrafili temu przeciwdziałać za pomocą pewnych krótkich inkantacji.
============
W odróżnieniu od wyroków w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej oraz Nergalomegalomanii - w naszym koncercie nie chodzi o żadną magię, droga "w.". Sprawa jest dość prosta, chociaż wymaga trochę zachodu, dobrej woli, cierpliwości, determinacji, zaufania, wiary, przede wszystkim we własne siły, i swoją wartość. Wyznaczyłem końcową datę lata na 17-ty września.
Do tego czasu zależy mi :
- na Dżezie, cały czas będziemy dżezować, dobrze? :)
- na notatkach ze spotkań, najbardziej szczegółowych, konkretnych, w ramach zakreślonej przeze mnie stylistyki. Przypomnę:
* Hania: oToczka sensacyjna - styl Bitches Brew, negatywowe kampowe "IBF"
http://www.youtube.com/watch?v=Qn6yP7EiiK0
* Basia: oToczka religijno-dewocyjna- styl Meav Ni Mhaolchatha, subtelny mistycyzm
http://www.youtube.com/watch?v=fwj0G6YiKt4&feature=fvsr
* Clara: oToczka słodyczy ale z ciemnym otworem w środku, jak amerykański pączek, torus z różowym lukrem ukryty w ciemni bujnej wyobraźni- styl Sun Ra (czarna wokalistka ociekająca złotem w słonecznych okularach anarchii)
http://www.youtube.com/watch?v=9NJ2oXwWEvw&feature=related
* Michał : oToczka materialnego konkretu, realizm nie-magiczny - styl: Chick Corea "Electric City" (zbuduj nam wspaniałe miasto).
http://www.youtube.com/watch?v=sSJYlfHjrTE
I na pewno zapytacie o mnie?
* Tak widzę swoją rolę:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Free_Jazz:_A_Collective_Improvisation
http://www.youtube.com/watch?v=UrzOzgYL1-o
Pozostaje nam jeszcze wierna "w.".
Jaki Dżez nam Pani zagra, Wielka Nieobecna? :)
P.S.
Hipokryzja to inna nazwa maski.
Maska jest potrzebna w grze.
Maska jest zrobiona z twarzy.
Gramy w twarzach w zespole masek.
Każda, każdy jest twarzą zespołu.
Brzmi to kretyńsko teraz, potem już raczej nie.
Nic nie jest na zawsze śmieszne.
Śmieszne pocieszenie :)
Dużo dziś pisałem o spotkaniu, w ciemnej studni, przy stole z surowego drewna, pośród ciemnozielonych roślin o mięsistych liściach.
Wszystko, co piszę jest prawdą.
Zrobimy sobie dżezową składankę-skakankę (to tu to tam).
2011-08-18 23:10 | Hania
Droga W. Trafiłaś jak kosa na kamień. Ja akurat uśmiecham się bardzo często, czasem myślę, że aż za często.
Ale teraz - rzeczywiście nie.
Skończyłam właśnie 'Zgreda'. Przyznam, że te końcowe zapiski z drugiej dekady kwietnia totalnie mnie dobiły. Właściwie jest to chirurgiczne przypomnienie upiornej aury tych dni. Tych wszystkich nawarstwiających się zdarzeń i zachowań, które sprawiały, że nie mogłam potem spać...
W ogóle to od czterech dnia mam piekielne wyrzuty sumienia, że nie wstąpiłam na Wawel.
Basiu, Claro - pozdrawiam Was bardzo ciepło.
Basiu 'A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...', pamiętasz ?
Już naprawdę Dobranoc.
Wszystkim, Tobie też, W.
P.S. Zabieram się za Bliss Lane'a.
2011-08-18 23:06 | w.
Claro wy to nazywacie synchroniczność myśli telepatia innymi słowy albo czarna magia :)
2011-08-18 22:41 | Clara
Mam nadzieję, że i Twoich refleksji się doczekam Bogdan.
Pozdrawiam Bogdanie, Basiu, Haniu, Michale
Pozdrawiam także innych czytelników
w. a możesz mi racjonalnie wytłumaczyć skąd wiesz, że pstrykaliśmy foty i że Bogdan przez chwilę pomyślał by pokazać nasze twarze?
2011-08-18 21:52 | w.
dobra zmykam stąd i nie zakłócam już mistycyzmu tego Globu,tych przemyśleń refleksji itp itd... a czytać sobie co ciekawsze będę po cichutkuuuu Dobranoc.
2011-08-18 21:47 | w.
dlaczego jesteście takie, nie umiecie cieszyć się życiem? kurcze każdy ma złe dni i potrzebuje pocieszenia ale ja na ten przykład w tym celu nie wiszę w kółko na czyimś ramieniu a mam wrażenie że wy jak nie na blogu to na mailach ,jak nie na mailach to na telefonach wisicie a życie ludzie ? ile macie lat ? przeżyłyście już życie i teraz to już tylko umartwianie się zostało? trochę luzu i uśmiechu i będzie gut !:)))))))))))a świat i tak się będzie kręcił z waszymi smutkami czy bez.pozdrawiam uśmiechnięto:))))
2011-08-18 21:25 | pp3-Basia
Dobry wieczór,Haniu.
Spoglądam dzisiaj na zachód...nie wypatruję zachodu słońca.
Dzień dzisiejszy był również dla mnie jakiś taki nieokreślony.
Jedynym pozytywem była informacja o rozpoczętych Światowych Dniach Młodzieży,
podczas których Papież Benedykt XVI spotkał się z przedstawicielami różnych
środowisk mających wpływ na kształt współczesnego świata:
http://fakty.interia.pl/religia/news/papiez-wezwal-do-nacechowanego-szacunkiem-wspolzycia,1683009,5930
Haniu,przemyślałam naszą rozmowę.Bardzo dziękuję Ci za wsparcie,
którego dzisiaj potrzebowałam.Po przyjeździe Patryka wszystko
nabrało innych barw:)
Serddecznie Cię pozdrawiam,i Wszystkich obecnych
2011-08-18 20:56 | Hania
Dobry Wieczór.
Ten wpis nie wydaje mi się już tak zabawny, jak wczoraj.
Może to siła sugestii, a może zależy to od nastroju, w jakim akurat człowiek się znajduje.
Nie wiem, nie mam pojęcia.
Bardzo poruszyła mnie dziś ta sprawa. Mnie, jako człowieka i katoliczkę, ale też jako prawnika:
http://www.rp.pl/artykul/89799,703385-Sprawa-Nergala--sztuka-alibi-dla-nekania-wierzacych.html
Mam wrażenie, że popadamy powoli w jakąś totalną paranoję. I niech nikt nie tłumaczy mi tego liberalizmem, czy nowoczesną interpretacją przepisów prawa (tu rzekomy dylemat: sztuka, czy przestępstwo). Przepisy w tym względzie są jasne i zrozumiałe nawet dla osła, a wobec sędziego, który interpretuje je w zależności od własnych przekonań, powinny zostać wyciągnięte surowe konsekwencje służbowe.
A z drugiej strony,tak normalnie, po ludzku - jeśli ktoś takie zachowania traktuje jako sztukę, to powinien moim zdaniem jak najszybciej zostać umieszczony w psychiatryku. Są bowiem pewne NIEPRZEKRACZALNE granice.
Może to przez to mam dziś wieczorem taki nastrój.
No to chociaż na koniec:
http://www.youtube.com/watch?v=HNISiGUzE3k&feature=related
Bardzo lubię ten utwór. Szczególnie w tej wersji.
Dobranoc.
Czytelniczka Hipokrytka
2011-08-18 12:28 | Hania
Przeczytałam artykuł Jacka Bartyzela (przeczytać go powinien każdy, bez wyjątku). Momentalnie stanęła mi w oczach wczorajsza okładka Rzepy i zdjęcie, na którym Sarkozy unosi swoją dłoń, a Angela Merkel patrzy w niebo. I obok artykuł mówiący o pomyśle stworzenia światowego rządu gospodarczego, mającego na celu doprowadzenie do 'wspólnego europejskiego dobrobytu'. Moim zdaniem jest to świetny przykład plutokracji, o której pisze Jacek Bartyzel.
To bardzo znaczący cytat:
'Banki państwowe i prywatne (coraz bardziej powiązane z rządami), zyskały możliwość manipulowania kursami i stopami procentowymi, dającego im wielkie zyski, mając pewność, że rządy w obawie o społeczne następstwa załamania się systemu finansowego będą ratowały je przed skutkami katastrof wynikających z operacji spekulacyjnych; ponadpaństwowe instytucje finansowe, z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym na czele, mogą wykorzystywać te same instrumenty do dyktowania państwom warunków, także politycznych, korzystnych dla światowej finansjery'.
Nie ukrywam też, że pomysł Merkel i Sarkozy'ego jest dla mnie jakby żywcem wyjęty z wizji Viriona sprzed prawie 50 lat. Sądzę bowiem, że konsekwencje takiej idei, nawet jeśli w swoim ZAMIERZENIU obejmuje ona tylko gospodarkę, sięgną dużo dalej.
2011-08-18 10:10 | pp3-Basia
Dzień dobry,Haniu,Bogdanie,Claro,w.
Witajcie:)
Właśnie wróciłam po nocce do domu,a tutaj nowy wpis.
Zagłębiłam się najpierw w treśc,pełną ukrytych znaczeń,wręcz intymnych.
Zwróciłam też uwagę na formę.Początek uchwycony w sposób podobny
do konstrukcji bloga Clary:)
Fotografia pierwsza zawiera rozłożoną bryłę,którą oglądaliśmy tutaj:
http://www.rmf.fm/blogi/bogdan-zalewski/wewnatrz-skrywany-smietnik-piatek-24-czerwca,9260
Te daty na poszczególnych trójkątach odpowiadają datom w tytułach wpisów.
Fotografia 2 obrazuje twarz,może rozzłoszczoną:)a ciemne okulary przyciemniają obraz patrzącego spod nich człowieka.Rodzaj maski,skrywającej prawdziwe oblicze...Hmm...
Fotografię trzecią wykonałeś przed Kościołem Mariackim.
Widziałam na własne oczy tego fakira niby zawieszonego w przestrzeni,podpartego laską,podczas pobytu w Krakowie poprzednim razem.
Bardzo interesujący brak siedzenia:)
Izabela wyjaśniła mi,że w ten sposób studenci wykorzystują swoje talenty...aby zarobic kilka groszy.
Nie bardzo rozumiem ostatnie słowa wpisu,i niech tak pozostanie...
Serdecznie Was pozdrawiam!
Idę teraz konserwowac przetwory,a potem czekają mnie prace ogrodowe.
ps.
Claro postaram się ując jakoś moje refleksje.Proszę Cię o cierpliwośc:)
2011-08-18 08:20 | Hania
Urwało, przyznaję - kopiowałam... ;-)
Może teraz:
'... I can drink while one year with this music. Thank you very very much for your uploading.'
Ode mnie:
- coś (nadal) z rocznika 1965:
http://www.youtube.com/watch?v=p_ywkpVJ624
- muzyczne cudo z roku 1984:
http://www.youtube.com/watch?v=QcswzCz7BPY
Dobrego Dnia Tobie i Wszystkim.
Czytelniczka Hipokrytka
2011-08-18 08:18 | Hania
Dzień dobry, witajcie.
W nawiązaniu do powyższego wpisu przypomniał mi się niezwykle ważny cytat z książki 'Angielski Pacjent' Michaela Ondaatje:
'Nie ma pożegnalnego pocałunku. Tylko zwykły uścisk. Odrywa się od niej i odchodzi. Potem się odwraca. Ona nadal stoi tam, gdzie ją zostawił. Wraca, zatrzymując się o kilka kroków od niej, podnosi palec dla podkreślenia swych słów.
- Chcę, żebyś wiedziała, że jeszcze za tobą nie tęsknię.
Jego twarz wydaje się jej straszna, kiedy próbuje się uśmiechnąć. Ona odwraca głowę i uderza nią w słupek bramy. On widzi, że to ją zabolało, dostrzega grymas. Ale już się wycofali w głąb siebie, ona jest już poza swym murem. Jej odruch, jej ból są już tylko przypadkiem, zdarzeniem. Unosi dłoń ku skroni.
- BĘDZIESZ tęsknił - mówi.'
Te słowa są dla mnie doskonałym przykładem różnic w relacjach: kobieta - mężczyzna. A poza tym, nieodmiennie od lat... łapią mnie za serce.
Polecam książkę. Jest dużo mniej hollywoodzka niż film.
Świetny jest ten Art Pepper ! Bardzo Ci dziękuję, Bogdan za ten trop. Słuchając tego, mogłabym podpisać się pod słowami internauty, który skomentował ten utwór na YT : 'I'm very exciting for listen to this version. I can drink
2011-08-18 08:16 | bogdan.zalewski
Dzień dobry! Masz rację Claro. Wczoraj chciałem napisać: "Niech będzie lekkość i beztroska, na nawet głupota." A sprawdźcie sami, co ze mnie wyszło. Choćbym nie wiem jak bardzo chciał się zanurzyć w "jasnym" nurcie życia. Walka w człowieku jest wieczna i widać ją na globalnym ekranie.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110818&typ=wi&id=wi03.txt
Pytanie: na ile ja mogę sobie pozwolić, na ile mogę się w nią zagłębić, w ramach eksperymentu, aby móc ją w swoim subiektywnym wymiarze obiektywnie przedstawić. Na pewno zbliżam się do granic na Wschodzie i Zachodzie, Północy i Południu, w kreślonej tutaj mapie, czy też odwzorowaniu czasoprzestrzeni, na której zapełniamy tereny HIC SUNT LEONES, po to by tworzyły się nowe UBI LEONES. Cieszę się, że mam takich jak Wy pomocników, odpowiadających mi (pod każdym względem), na (każdą akcję) i za (każdą domenę). Już widać to w Waszym SIECIOWYM HIPOkAMPIE SIERPNIA. Piszcie dalej w ramach Waszych możliwości, jak wiele się da. Chciałbym pokazać w Globie wyniki 17 września. Wtedy planuję zakończyć ten etap; nastąpi pożegnanie tak intensywnego lata i przejście w inny wymiar, o którym już mam wyobrażenie, który już się zarysował po rozmowach z Wami i po wymianie rzeczy, lektur, listów, sugestii ... Czytam wciąż artykuły i komentarze.
Polecałem Wam niedawno debatę Carvalho-Dugin:
http://jaszczur09.salon24.pl/320563,wokol-debaty-w-the-inter-american-institute-1
http://lubczasopismo.salon24.pl/politykawschodnia/post/323901,wokol-debaty-w-the-inter-american-institute-2
A teraz coś o SYNDYKACIE, czyli inaczej o Złotym Internacjonale (wg. ks. Malalachi Martina). Profesor Bartyzel dogłębnie o PLUTOKRACJI.
http://www.bibula.com/?p=42239
Na naszym podwórku, dla tych, którzy wierzą w fasadowość polityki, warto zerknąć za kulisy. Jak nasze władze kolaborują z KGB:
http://cogito.salon24.pl/334036,przyjaciele-lukaszenki
Wystarczy lekko poskrobać Rzeczpospolitą Pazłotka.
Trzymajcie się!
2011-08-18 08:13 | buuuu!
Takiej facjaty to się można w nocy przestraszyć, w dzień z resztą też!!!
2011-08-17 23:22 | Clara
Oj dostaniesz po łbie jak to żona przeczyta! A ja Ci jeszcze dołożę!
2011-08-17 22:37 | bogdan.zalewski
Dzięki! Moja żona pojęcia nie ma co ja tu powypisywałem. Ja zresztą też :)
Bardzo klimatyczny ten teledysk Propagandy. Pozdrawiam Was otwartą prawą dłonią.
2011-08-17 22:19 | bogdan.zalewski
Dobry Wieczór! Wszystko w swoim czasie i po konsultacjach. Sama Pani wie -w.- jak to bywa z fotografiami. Słuchałem sobie, Haniu i Basiu, zaproponowanych przez Was dżezowych opowieści. Haniu, wolę właśnie ten starszy dżez, czarno-biały autentyk. Chciałbym się cofnąć do tego czasu, kiedy "Take Five" był słuchany na świeżuteńko. Trochę tak jak dzisiaj pewna młoda dama na dworcu odnaleziona skądś przez naszego reportera Marcina Buczka- pierwszy raz chcąca jechać pociągiem. Nigdy jeszcze nie była w wagonie. (A tu strajk!) Carmen McRae - kojąca,ale pod koniec życia piękno okupione cierpieniem. Przeczytałem, że musiała przestać śpiewać z powodu rozedmy płuc. Ostatnio nie chce mi się już myśleć o bólu, zagrożeniach, pompować się, nadymać. Wystarczy mi już tego na razie. Nie będzie lekkość i beztroska, na nawet głupota. Czemu człowiek nie może sobie na to pozwolić? I zdać się na przypadek? Dzisiaj idąc przez Plac Centralny, zmierzając do autobusu, który wiezie mnie do radia, kopnąłem bezwiednie jakiś przedmiot leżący na chodniku. Okazało się, że to kawałek wyjedzonego słonecznika. Jego wnętrze natychmiast skojarzyło mi się z komórkami os, które w 2008 ujrzałem w drewnianej skrzyni w Ryglicach. I nagle jakby w mojej pamięci włączył się psychoInternet, rozkręcił się ciąg asocjacji, jak ślimacznica, w ciągu Fibonacciego; po prostu to obrazowe zestawienie przywołało niegdysiejsze wpisy i doświadczenia z GLOB-u. Zacząłem snuć paranoidalne historie o przyszłej sieciowej galaktyce odpalanej w realu, nie uzależnionej od nośników, z gniazdami poukrywanymi w różnych przedmiotach. Wystarczy kopnąć butem kawałek porzuconego niby słonecznika. Cięcie. Wieczorem siedziałem przez chwilę w restauracyjnym podwórku na Szpitalnej. Chciałem tylko pójść ukradkiem do ubikacji w piwnicach, ale właściciel zaczął krzyczeć: "Proszę Pana, dół jest nieczynny!" "A czy mógłbym skorzystać z toalety?" - zapytałem. "Tak, oczywiście." - odpowiedział. Niby to oczywiste, ale jakoś tak głupio mi było ograniczyć się do pisuaru. Nie chciałem wracać do kontuaru w podwórku, tylko po to, by ostentacyjnie próbować regulować należność za WC, która nie była tam określona. Raczej darmowa, a już na pewno dla klientów. Więc zamówiłem kieliszek czerwonego wina i wodę z kawałkami limonki. I tak nieoczekiwanie dla samego siebie popijałem przez chwilę chłodne napoje i patrzyłem na ścianę kamienicy rozświetloną wieczornym słońcem, ślicznym światłem z tego świata. I do moich uszu dochodził ożywiony głos sprzedawcy, który perorował ze znawstwem o silnikach samochodowych. Gdy wychodziłem stał już ze swym rozmówcą obok nowego wozu, na który obaj patrzyli z wielką miłością. A ja poszedłem piechotą.
Na dobranoc Art Pepper - niezłe ziółko - w podróży przed siebie i w głąb siebie:
http://www.youtube.com/watch?v=SfhmYICFsDI
Dobrej nocy!
2011-08-17 22:04 | w.
co tam tekst ,żonę ma pan świetną !! już ją lubię :) pozdrawiam
2011-08-17 21:58 | Hania
ŚWIETNY TEKST !
Uśmiałam się do łez :-)
Swoją drogą na tym zdjęciu wyglądasz jak Jack Nicholson w 'Lśnieniu'.
Gratuluję też tak szerokich zdolności lingwistycznych :-)
Dobranoc.
Czytelniczka Hipokrytka ;-)
P.S Uwielbiam 'Vicious Games'. Kiedyś zalinkowałam go tutaj Dusiołkowi. Nie wiem dlaczego, ale strasznie kojarzy mi się on z tym kawałkiem:
http://www.youtube.com/watch?v=2e03_64xpF4
To tak gwoli POWROTÓW. Do lat 80-tych. Tu w obydwu przypadkach - do roku 1985.
2011-08-17 17:37 | w.
dlaczego pan nie wrzuci zdjęć z osławionego spotkania na szczycie znaczy na Kopcu?