Darek Maciborek
3 marca 2009, 20:36

Ciasne buty już nie gniotą na skrzyżowaniu świata.

Kto z was nie miał deja vu, gdy usłyszał „Get On Your Boots” - nowe nagranie , z nowej płyty U2 na miesiąc przed premierą albumu ?
O co chodzi? - też myślałem podirytowany. Każdy riff przewidywalny , aranż zalatuje oldschoolowym, wykrzywionym poprockiem, choć „buty” niosą energię mocnej gitary.
Ni to „Achtung” ni to „Baby” - nie „Joshua”, ani nawet „Tree”.

W tym szaleństwie jest metoda - pomyślałem - lekko odrzucając nowe dzieło Irlandczyków na później. Na wpasowanie tych promocyjnych „bucików” do całego garnituru – do płyty „No Line On The Horizon”.
Jego Magnificencja Producent Brian Eno - światowej , najwyższej szkoły muzycznej, znowu - jak przed laty ( produkował płyty U2 „The Unforgettable Fire” , „The Joshua Tree” , „Achtung Baby”) - współpracował za „heblami” stołu mikserskiego ze skromnym mistrzem „doprawiania” muzyki Danielem Lanois.
Ludzkie, tradycyjne instrumentarium, diabelskie sztuczki nowoczesnej technologii i duch starożytnego marokańskiego miasta. To Bono uznał, że duchowe skrzyżowanie świata znajduje się w Maroku , dlatego także tam, w Fez , w starym, wynajętym hotelu, nagrywano materiał na płytę. Arcydzieło na miarę dzisiejszych czasów – mówią sami muzycy. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Otwarcie
Śnieżna kula sekcji rytmicznej, w otwierającym tytułowym numerze ( kiedyś tak mocno uwypuklona przez Daniela Lanoisa na płycie „The Joshua Tree” ) znowu zmiata, co napotka na drodze.

„Magnificent” jak pocztówki z Zooropy
Samouk, kiedyś nieznający nut The Edg, jakiego kochamy z brzmieniem charakterystycznym tylko dla jego gitary. Utwór nieskromnie zatytułowany? Ale kto geniuszowi zabroni?

To był moment – już leżę znokautowany
Można poprosić o bis? To dopiero trzeci kawałek! Ponad siedmiominutowy „Moment Of Surrender” odsyła mnie w krainę jedyną , kiedyś przez zespół nazwaną „One”. Jak twierdzi Brian Eno, to nagranie jest dla nowej płyty tym, czym było „One” na „Achtung Baby”.

Buty szyte na miarę
„Get On Your Boots” w takim zestawieniu już nie odstają od całego garnituru muzycznego, uszytego z dbałością o każdy szczegół dźwięku. Ale więcej nie będę rozkładał tej muzyki na czynniki pierwsze. Bo tak naprawdę nie można słuchać wybiórczo tego albumu. Przygotujcie się na muzyczny zapis z 18-to miesięcznej pracy muzyków, podróży między marokańskim Fez’em a Dublinem, z przystankami w Nowym Yorku i Londynie. Ta płyta jest niebezpieczna! Wciągnie was do środka Muzyki … jej duch.
Let me in the sound
Let me in the sound
Let me in the sound
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (103) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest cztery razy cztery? wpisz liczbę

Wyślij »
Kalendarz