Krzysztof Czaja
15 lipca 2009, 22:10

Pięćdziesięciolatek

„Perry Farrell: śmierć Jacksona nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia” – tekst o takim tytule pojawił się dziś na popularnym polskim portalu internetowym. Od trzech tygodni nieustannie jesteśmy faszerowani kolejnymi informacjami ściśle albo całkiem luźno związanymi z osobą nieżyjącego gwiazdora. „Jackson zamordowany!” , „Dzieci Michaela Jacksona pojadą w trasę koncertową?” , „Polscy muzycy wystąpią w hołdzie Jacksonowi” – to parę nagłówków z ostatnich dni.

***

Szum medialny wokół nieboszczyka Jacksona osiągnął rozmiary niespotykane nigdy za jego życia. Moim zdaniem pisanie o Michaelu po jego śmierci jest pójściem na łatwiznę. Ciekawe, gdzie byli ci wszyscy mądrale, kiedy Michael się urodził? Jakoś nikt nie pofatygował się do miasteczka Gary w stanie Indiana, żeby napisać choć króciutką notkę o tym, że na świat przyszedł właśnie Król Popu.

***

Perry Farrell, zapytany w wywiadzie o Jacksona, mówi: "Jako mały chłopiec uwielbiałem go, bo był niezwykłym, wręcz magicznym dzieckiem, notabene moim rówieśnikiem. Później, gdy sam zacząłem się zajmować muzyką, moje uwielbienie minęło. Wszystko, co robię, jest przecież odwrotnością kariery Jacksona. Nigdy nie byłem popowy, nie miałem wielkich hitów, zawsze za to udawało mi się zachować niezależność. Michael był wielce utalentowanym człowiekiem, świetnym piosenkarzem i tancerzem. Za to go szanuję. Życie płynie jednak dalej. Ja mam swoje rzeczy do zrobienia" – mówi wokalista Jane’s Addiction.

Odpowiada mu internautka KASIA: „A NA MNIE ZROBIŁA WRAŻENIE ŚMIERĆ MICHAELA OGROMNE , A TEGO GOŚCIA TO WCALE NIE ZNAM, PISZE ŻE JAK BYŁ MAŁY TO GO UWIELBIAŁ, A TERAZ NIE , WIADOMO NASTĘPNY PSEUDO FAN A JAK TYLKO POCZUJE TROCHĘ KASY , TO PALMA ODBIJA DO GŁOWY, TYLKO CIEKAWE CZY CHOCIAŻ NA JAKIEŚ CELE CHARYTATYWNE DAŁ , JAK MICHAEL, BO KAŻDY GO KRYTYKUJE, ALE KASE TO CHOWA W SKARPETĘ , A MJ, BYŁ CUDOWNYM ARTYSTĄ I CZŁOWIEKIEM , CO NIE CZĘSTO IDZIE W PARZE....”

***

Nigdy nie spotkałem osobiście Michaela Jacksona. Widziałem go z daleka tylko raz, parę lat temu w Londynie, podczas rozdania mało znaczących nagród o szumnej nazwie World Music Awards. Ponoć o zmarłych nie wypada pisać źle, więc przemilczę taktownie występ Jacksona na tej imprezie. Wspomnę tylko o grupach fanów koczujących wiele godzin z transparentami przed wejściem do sali Earl’s Court, gdzie odbywała się gala. Wtedy na własne oczy zobaczyłem namiastkę jacksonomanii.

***

Zupełnym przypadkiem poznałem za to osobiście Perry’ego Farrella. Równo tydzień temu siedziałem z kolegą w barze hotelu Sheraton, vis a vis wejścia na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie za niecałe dwie godziny miał się zacząć pierwszy w Polsce koncert reaktywowanej grupy Jane’s Addiction. Nie pomyślcie tylko, że przesiadywanie w barze Sheratona to mój ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu. Po prostu w promieniu kilkuset metrów nie było żadnego innego lokalu, w którym można byłoby przysiąść i napić się czegoś orzeźwiającego. No więc siedzimy w tym barze, aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, w hallu pojawia się nie kto inny, tylko Perry Farrell właśnie. Od sąsiedniego stolika rusza w jego stronę delegacja fanów, uzbrojona w zestaw płyt, plakatów, flamaster i aparat fotograficzny. Proszą wokalistę o kilka autografów i wspólne zdjęcie. On zgadza się bez wahania. Korzystając z sytuacji, wraz z kolegą prosimy o podpisy na biletach na koncert i też robimy sobie pamiątkową fotkę. Przy okazji zamieniamy parę słów z Perrym, który – wbrew swojemu sceniczno-medialnemu wizerunkowi – sprawia wrażenie człowieka bardzo miłego, wręcz trochę nieśmiałego. Chwilę potem zbliża się w naszym kierunku Dave Navarro, gitarzysta Jane’s Addiction (a kiedyś, przez chwilę, również Red Hot Chili Peppers). Tyle, że on nie jest zainteresowany kontaktem z fanami, co daje nam jasno do zrozumienia jego ochroniarz.
Faceci w czerni

***

Koncert Jane’s Addiction jest dość krótki (ok. 80minut razem z bisami), energetyczny i dość kiepsko nagłośniony. Perry świetnie wywiązuje się z roli frontmana, trochę kokietuje publiczność, bardzo dobrze radzi sobie wokalnie i imponuje sylwetką oraz kondycją fizyczną. W tym roku skończył 50 lat, a więc był rówieśnikiem Jacksona, który w tym samym wieku doprowadził swój organizm do ruiny. Taka refleksja na dwie sekundy pojawia się w mojej głowie, gdy patrzę na jeden z kolejnych scenicznych wygibasów Farrella.

***

Porównywanie Jacksona z Farrellem oczywiście nie ma sensu. Łączy, a raczej łączyło ich to, że obaj urodzili się w Stanach i byli wokalistami. Poza to dwie zupełnie różne historie, co zresztą w dość rozsądny sposób wyłuszczył sam Perry w cytowanym wywiadzie. Co nie przeszkadza internautom w wymianie pogardliwych komentarzy w stylu: „Co to w ogóle za koleś ten Farrell, i jak on śmie wypowiadać się o Królu Popu?” z jednej oraz: „Zamilcz dziecko i idź sobie posłuchać Dody” z drugiej strony.

***

A jeśli ktoś z Was nie wie (a chciałby się dowiedzieć), co to takiego ten Dżejns Edykszyn, może zajrzeć np. tu:

www.youtube.com/watch?v=o40PUJUgddA

***

PS. Właściwie ten wpis miał dotyczyć ostatniej edycji najlepszego polskiego festiwalu – Open’er w Gdyni. No cóż, jakoś nie wyszło. Może następnym razem…
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (6) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest pięć razy pięć? wpisz liczbę

Wyślij »
2011-03-14 00:00  27
2010-09-14 18:15  Co pół roku nowy wpis
2010-03-10 18:00  Post Scriptum
2009-12-23 17:38  Miesiąc świstaka
2009-09-07 16:50  Pożegnanie króla
2009-07-15 22:10  Pięćdziesięciolatek
2009-06-15 23:45  Z czym do Europy?
Kalendarz