Wbrew pozorom, tym razem wcale nie będzie o Jacksonie - choć okazja by się znalazła. Parę dni temu odbył się kolejny pogrzeb wokalisty i wszystko wskazuje na to, że w tym razem naprawdę go pochowali. Król, któremu poświęcony jest ten wpis nazywa się GooGrux i pewnie większość z was nigdy o nim nie słyszała.
***
Działo się to dokładnie 19 maja 2001 roku. Byłem na stadionie Pac Bell Park w San Francisco, na którym na co dzień mecze rozgrywa bejzbolowa drużyna Giants. Towarzyszył mi Dave Matthews oraz chłopaki z jego zespołu: Carter Beauford, Stefan Lessard, Boyd Tinsley i LeRoi Moore. No dobra, było tam też 20 tysięcy innych ludzi, ale akurat to nie miało dla mnie wielkiego znaczenia. Bilet na ten koncert kupiłem pare tygodni wcześniej i co wieczór upewniałem się, że spoczywa spokojnie pod poduszką w zajmowanym przeze mnie pokoju obskurnego hoteliku przy Broadway Street.
***
Było pięknie. Otwarta konstrukcja bejzbolowego stadionu pozwalała obserwować kołyszące się w zatoce jachty. W połączeniu z zachodzącym słońcem widok zaczynał niebezpiecznie trącić kiczem. Potem na scenę wyszedł Dave Matthews Band i tamto przestało się liczyć. To zdecydowanie nie był koncert życzeń. Jeśli ktoś nastawiał się na zestaw największych przebojów w wersjach wiernych studyjnym oryginałom, mógł wyjść z Pac Bell Park nieco rozczarowany. Dla tych, którym smakują nieokiełznane, ale ultraprecyzyjne technicznie muzyczne improwizacje i kilkunastominutowe wariacje na tematy znane z płyt, to była prawdziwa uczta. Wspaniałe, dłuuuuugie solo zagrał nie znany mi bliżej gitarzysta, który gościnnie pojawił się na scenie (dzień wcześniej, w tym samym miejscu, w roli gościa DMB wystąpił ponoć Carlos Santana…).
***
Tamten koncert promował średnio udany album „Everyday”. Nowa płyta Dave Matthews Band, „Big Whiskey & The GooGrux King”, jest znacznie lepsza. I to jest dobra wiadomość. Złe są niestety dwie: zespół raczej nie przyjedzie jej promować występem na żywo w Polsce. A nawet jeśli jakimś cudem doszłoby do takiego koncertu, na pewno nie zagra na nim saksofonista LeRoi Moore. Muzyk zmarł latem ubiegłego roku, na skutek obrażeń poniesionych w wypadku na quadzie.
***
OK, czas rozszyfrować ten dziwny tytuł: „Big Whiskey & The GooGrux King”. Pierwsza część jest w miarę oczywista: „big whiskey” to to samo, co „whiskey”, tylko większe. Natomiast król GooGrux to nie kto inny, tylko właśnie LeRoi Moore. I to jego pamięci dedykowany jest ten album, co specjalnie nie dziwi.
***
Przed przystąpieniem do czytania dalszej części niniejszego wpisu, nie od rzeczy będzie uruchomić sprzęt pozwalający na odsłuchiwanie dołączonych materiałów dźwiękowych.
***
Płytę otwiera trwająca minutę z małym hakiem saksofonowa impresja, pod tytułem „Grux”. Już się domyślacie, kto gra.
***
Skoro tak, to na drugi ogień powinna pójść jakaś smutna pieśń, opiewająca liczne zalety zmarłego i wyrażająca nieopisany ból po jego odejściu. Czy tak jest naprawdę? Niezupełnie.
Chodź, ślicznotko, spraw, abym stracił głowę
Wszyscy razem sprawmy, aby miłość lśniła pełnym blaskiem
Czy znasz to uczucie, kiedy od środka ogrzewa cię światło miłości
I cała ciemność znika?
Jeśli czujesz to, co ja, to wierzę, że znajdziemy odpowiedź
Której poszukuję przez cały wieczór
***
Kolejny utwór jest bardziej refleksyjny, ale też nie wyraża żałoby. Co najwyżej zdziwienie.
Zabawne, jak to wszystko się toczy
Jeśli się nad tym zastanowić
Jeden głoduje
A inny się przejada
Zabawne, jak to wszystko się toczy
Ani dobrze, ani źle
Ktoś ma złamane serce
A ty dzięki temu masz fajną piosenkę
***
Następna piosenka nie dość, że jest fajna, to w dodatku zbyt ładna, żebym ośmielił się bezcześcić jej poetycki tekst swoim nieudolnym tłumaczeniem.
W każdym razie nadal ani śladu doła…
***
No i wreszcie jest! Ale nie doł, tylko król. GrooGrux pojawia się wymieniony personalnie w piątym utworze na płycie, „Why I Am”.
Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na ostatnie słowa: „Nie płacz, kochanie, nie płacz”. I taki właśnie jest cały ten hołd. „Ciągle tutaj jestem i tańczę razem z królem GrooGrux…”.
***
Nigdy nie dowiemy się, jak brzmiałby nowy album Dave Matthews Band, gdyby LeRoi Moore ciągle był z nami. Ale w całym tym dramacie jest jasna strona: jego śmierć przyniosła dobry owoc. Nosi tytuł: „Big Whiskey & The GrooGrux King”.
***
PS. Po wakacyjnej przerwie wznawia działalność nieco undergroundowy program muzyczny „Po godzinach”. Już dziś po 21:00 w stacji RMF Pop&Colors premiera pierwszego odcinka nowego sezonu. Będzie Dave Matthews Band i mnóstwo innej, ciekawej muzyki. Dla spóźnialskich przewidziano powtórki. Szczegóły na
www.miastomuzyki.pl/radio,59,popcolors.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.