Krzysztof Czaja
19 stycznia 2009, 23:53

Seks z jeżem

W czasach kryzysu ekononicznego, robiącego ostatnimi czasy furorę w mediach, warto rozejrzeć się za jakimś zajęciem, które zapewni w miarę łatwy i bezpieczny dochód. Jeśli mogę wam coś zaproponować, spróbujcie zostać recenzentami muzycznymi. To jeden z tych zawodów, w których stosunek zarobków do włożonego wysiłku prezentuje się najkorzystniej. Wiem, co piszę, bo jakiś czas temu na łamach „Dziennika Polskiego” sam zamieszczałem recenzje dokonań różnej maści artystów. Najczęściej były to króciutkie teksty, za dochód z których nie byłbym w stanie przetrwać, nawet prowadząc tryb życia radykalnego ascety. Z drugiej strony, napisanie takiej recenzji zajmowało mniej więcej 15 minut, więc gdybym skoncentrował się wyłącznie na tej działalności, miałbym całe mnóstwo czasu na rozwijanie swojego życia duchowego, co w przypadku ascety jest rzeczą niezbędną.

***

Mam wszelkie predyspozycje, żeby zostać muzycznym recenzentem. Po pierwsze, i tak słucham sporo płyt, więc nie wiązałoby się to ze znaczącą zmianą trybu życia – najwyżej czasem musiałbym się poświęcić i przesłuchać w całości nowe dzieło, dajmy na to, zespołu Budka Suflera. Po drugie, nie mam problemu z formułowaniem zdań w języku polskim (łącznie z wielokrotnie złożonymi), ortografią, interpunkcją, a kiedy trzeba, mogę nawet wyrazić obrazoburczą opinię. I wreszcie, co może nie ma aż tak wielkiego znaczenia, niemniej daje mi moralną przewagę nad częścią konkurencji, rozpakowuję z folii wszystkie recenzowane płyty, a zdecydowaną większość z nich przesłuchuję do końca przynajmniej raz.

***

A jednak mimo wszystko w najbliższej przyszłości nie zamierzam zarabiać na recenzowaniu muzyki. Przynajmniej dopóki nie pozbędę się wrażenia, że jest to działalność pasożytnicza. W tym miejscu muszę się przyznać, że moje podejście do recenzji płyt jest trochę schizofreniczne, bo sam regularnie czytam wszystkie, jakie wpadną mi w oko, łącznie z tymi w „Twoim Stylu” i „Poradniku Domowym”. Najczęściej po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że owe recenzje są absolutnie zbędne.

***

W piątkowym dodatku do „Dziennika” można znaleźć m.in. stałą rubrykę autorstwa Artura Rojka. Wokalista Myslovitz opisuje w niej co tydzień parę płyt, okraszając swoje wywody obfitą ilością „gwiazdek” (w tym przypadku mają one bodaj kształt płyty kompaktowej). Konia z rzędem temu, kto znajdzie w polskim sklepie choć 10 % albumów, opisywanych przez Rojka z takim entuzjazmem. Mało tego, o większości z wychwalanych przez niego artystów nie usłyszycie zapewne nigdy w życiu, o ile waszym hobby nie jest przeczesywanie zakamarków internetu w nadziei na odnalezienie muzycznego „świętego Graala”. Czy to oznacza, że płyty oznaczane przez Artura jako „wybitne” są w gruncie rzeczy do bani? Absolutnie nie! On po prostu wybiera muzykę z gatunku, którego jest fanem i ocenia ją wedle swojego osobistego gustu. Kto zabroni recenzentowi?

***

W najnowszym „Newsweeku” są recenzje dwóch płyt: „The Crying Light” grupy Antony & The Johnsons oraz „Tonight: Franz Ferdinand” Franza Ferdinanda. Co do pierwszego albumu, to właśnie niedawno czytałem gdzieś (może w „Dzienniku”?), że jest znacznie poniżej oczekiwań. „Newsweek” daje mi opinię zdecydowanie odmienną: „Niby to artystyczny pop, niby to ballady, a ciarki po karku przechodzą i skóra cierpnie”. I bądź tu mądry. Z kolei druga recenzja zatytułowana jest „Seks z jeżem”, co u prostolinijnego czytelnika może wywołać wrażenie, że dziennikarz ma bardzo nieprzyjemne wspomnienia z przesłuchiwania zawartego na płycie materiału. Nic bardziej błędnego. Ta zoofilska metafora została tu użyta w przewrotny sposób. „Do wydanej właśnie trzeciej płyty zespołu ‘Tonight: Franz Ferdinand’ podchodziłem jak do seksu z jeżem – ostrożnie i bez entuzjazmu” – pisze recenzent. (Na marginesie muszę przyznać, że takie zdanie w ogóle nie przyszłoby mi do głowy – seks z jeżem z definicji nie mieści się w sferze moich zainteresowań, więc na ewentualną propozycję zareagowałbym zdecydowaną odmową, a nie „ostrożnie i bez entuzjazmu”). Dziennikarz koniec końców wyznaje, że najnowszy album Szkotów mile go zaskoczył i że na pewno będzie do niego wracał. Zatem, jak się okazuje, nie taki seks z jeżem straszny, jak go malują. Dlatego też pozwalam sobie zatytułować identycznie ten wpis, wychodząc dodatkowo z założenia (wypróbowanego przez większość internetowych portali), że użycie słowa „seks” w nagłówku zwiększy „klikalność”. Nawet, jeśli wielu z tych, którzy tu zajrzą, szybko ucieknie rozczarowana brakiem ekstremalnych doznań erotycznych, to wynik i tak pójdzie w świat.

www.video.yahoo.com/watch/4242054/11392129
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (22) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest trzy razy trzy? wpisz liczbę

Wyślij »
2011-03-14 00:00  27
2010-09-14 18:15  Co pół roku nowy wpis
2010-03-10 18:00  Post Scriptum
2009-12-23 17:38  Miesiąc świstaka
2009-09-07 16:50  Pożegnanie króla
2009-07-15 22:10  Pięćdziesięciolatek
2009-06-15 23:45  Z czym do Europy?
Kalendarz