Tom Jones, gdy miał 34 lata, przeprowadził się z ojczystej Walii do Kalifornii. I ja się mu nie dziwię. Gdyby nie zdecydował się na ten krok, zarówno jego kariera, jak i życie osobiste potoczyłyby się zapewne zupełnie inaczej. No i z pewnością o tej porze roku nie mógłby się pochwalić taką opalenizną, jaką zaprezentował podczas wizyty w Polsce kilkanaście dni temu. Gdy go zobaczyłem z bliska, pomyślałem, że tej opalenizny mógłby mu pozazdrościć sam Przewodniczący Lepper. Zresztą nie tylko jej. Jak powszechnie wiadomo, setki, o ile nie tysiące kobiet, otwarcie proponowało Tomowi seks, i to niekoniecznie w zamian za pracę.
***
Fanki zainteresowane bliższą znajomością z piosenkarzem od czasu do czasu podczas koncertów rzucały mu na scenę klucze do swych pokojów hotelowych. I właśnie ten aspekt blisko półwiecznej kariery artysty wzbudził największy podziw u organizatorów gali Telekamery 2009, której Tom Jones był honorowym gościem. Prowadząca imprezę Grażyna Torbicka na koniec występu wręczyła wruszonemu wokaliście pęk kluczy, podarowany zapewne specjalnie na tę okazję przez woźną Teatru Polskiego w Warszawie, gdzie odbywała się gala. Oczyma wyobraźni widzę Toma Jonesa, który wrócił do swojej posiadłości w Beverly Hills i z pomocą małżonki (tej samej od 52 lat!) z pietyzmem zawiesił to cenne trofeum na honorowym miejscu, tuż nad kominkiem. Za jaki czas, oprowadzając po domu Brada Pitta i Angelinę Jolie, opowie z dumą: "Oto ponczo, utkane specjalnie dla mnie przez Indian z meksykańskiego Chiapas. To z kolei ręcznie zdobiony bumerang, podarowany mi kiedyś przez Aborygenów. A tutaj, nad kominkiem, dacie wiarę? Oryginalne klucze z Polski!".
***
W świadomości przeciętnego Polaka Tom Jones to taki dziadzio, któremu kiedyś trafił się całkiem spory przebój, pt. „Sex Bomb”. Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Już w latach 60. ub. wieku Tom był na tyle dużą gwiazdą, że osobiście kolegował się z samym Elvisem. Czterdzieści lat minęło i gość nie tylko jest w dobrej formie fizycznej i umysłowej, ale w dodatku nagrał całkiem niezłą płytę „24 Hours”. Zaryzykuję twierdzenie, że takiej płyty nie powstydziłby się w roku 2009 sam Król. Nawet jeśli Elvis faktycznie żyje, to niestety, w XXI wieku nie pokazał nic, co mogłoby konkurować z ostatnimi dokonaniami swojego dawnego kolegi.
***
A teraz prawdziwy hicior. Tom Jones znał osobiście Elvisa Presleya. Ja dwa tygodnie temu poznałem osobiście Toma Jonesa. Oznacza to, że Elvis i ja mamy wspólnego znajomego. Biorąc pod uwagę, że Elvis najprawdopodobniej jednak jest już martwy, zbliżyłem się do Króla Rockandrolla tak blisko, jak tylko to jest możliwe w dzisiejszych czasach (nie licząc seansów spirytystycznych). Ha!
***
„Tom Jones jest słodkim, czarującym mężczyzną, rozgadanym i z poczuciem humoru”. Mogę to stwierdzić po 10-minutowej rozmowie z nim. To samo zresztą mógłbym napisać, gdybym z jakiegoś powodu nie dotarł na wywiad, bo informację takiej właśnie treści otrzymałem mailem z wytwórni płytowej, w ramach materiałów przygotowujących mnie do rozmowy. Żeby uczynić zadość prośbom menedżmentu, nie zapytałem Toma słowem o jego romanse, operacje plastyczne, ekscesy i rzucanie bielizny na scenę przez fanki. Zadałem mu za to pytanie o to, jak powstała piosenka „Sugar Daddy” z ostatniej płyty, którą specjalnie dla niego napisali Bono i The Edge z U2.
I oto, co mi odpowiedział:
„Jeżeli chodzi o „Sugar Daddy”, to kilka lat temu spotkaliśmy się z Bono na drinku w Dublinie, gdzie zapytałem czy napisze dla mnie piosenkę. Powiedział, że zrobi to z przyjemnością, ale chciałby, żeby była to piosenka w stylu Toma Jonesa, a nie w stylu U2. Powiedziałem: „W porządku”. A on na to: „Chcę, żeby to było coś o tobie”. Potem zadawał mi dużo pytań i opowiadał o tym, co sam czuł, kiedy będąc dzieckiem po raz pierwszy zobaczył mnie w telewizji. O tym, jak byłem wtedy ubrany – stąd piosence słowa: „got the shirt, got the shoes”. Kiedyś pracowałem też na budowie, stąd tekst: „you've got to get your hands dirty when you're digging a ditch". To wszystko wzięło się z historii, które mu opowiedziałem. Tak więc wszystko poszło bardzo dobrze. The Edge też tam zagrał, a Bono nagrał specjalnie dla mnie demo i mi je przesłał. A więc na taśmie demo tę piosenkę wykonuje U2. "
No i co? Chyba nie aż taki ramol, skoro U2 pisze piosenkę specjalnie dla niego. Z całym szacunkiem, Krawczykowi jak dotąd nic nie napisali.
***
Krótką próbkę tego, jak brzmi Tom Jones w utworze autorstwa Bono i U2 możecie usłyszeć tutaj:
Jeśli jesteście zainteresowani piosenką w całości, polecam słuchanie dziś po 21.00 programu „Po godzinach”, w osobistej stacji Darka Maciborka, nazwanej dla zmylenia przeciwnika Pop&Colors. Znajdziecie ją tu:
www.miastomuzyki.pl/radio,59,popcolors
„Dziś” w tym przypadku oznacza poniedziałek, 16 lutego. Jeśli nie byliście wystarczająco czujni, nie wpadajcie w depresję. Do końca tygodnia są powtórki.
***
Uwaga dodatkowa: programu „Po godzinach” warto słuchać nawet, jeśli nie przepada się za Tomem Jonesem. I to nie jest kryptoreklama. To prawdziwa, bezczelna reklama i w dodatku prywata! :)
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.