Krzysztof Czaja
17 lipca 2008, 00:16

Wakacje, cz. 1

Co ma zrobić żołnierz, przebywający w składzie amunicji, w którym wybucha pożar, wiadomo: ma wylecieć w powietrze. A co ma zrobić wczasowicz, który postanowił spędzić urlop nad polskim morzem? Ma zmarznąć! W normalnych warunkach uważam za poroniony pomysł ściągania z siebie koszulki i spodni przy temperaturze 16 stopni i wiejącym zimnym, przenikliwym wietrze. A jednak tydzień temu, przy takiej własnie pogodzie, leżałem w samych majtkach na plaży w Jastarni. Ale po kolei...

***

Poniedziałek
Ponieważ gardzę wszelkimi formami turystyki zorganizowanej, do Jastarni dojeżdżam busem z Gdyni około południa, i przystępuję do poszukiwania jakiegoś schronienia na najbliższe dni. Schemat jest taki: "Dzień dobry, czy ma pan/pani jakieś wolne pokoje?". "Coś się znajdzie. Dla ilu osób?" - pyta z grzecznym uśmiechem właściciel/właścicielka kwatery prywatnej. "Dla jednej" - odpowiadam ja. W tym momencie twarz rozmówcy przybiera taki wyraz, jakbym właśnie zaproponował rozpalenie grilla w salonie gościnnym domu, w progu którego rozmawiamy. Wszyscy początkowo biorą to za żart, spodziewają się, że za chwilę zza moich pleców wyskoczy Szymon Majewski z bukietem kwiatów i okrzykiem: " "Mamy cię!". Dlatego ląduję w końcu w wielkim pokoju z dwoma łóżkami, w tym jednym małżeńskim. Po negocjacjach udaje mi się zapłacić tylko za dwie i pół osoby.

***

Wtorek
Ponieważ na wczasach jestem sam (właścicielka kwatery wciąż wietrzy w tym jakiś podstęp), stosowną rozrywkę postanawia zapewnić mi słońce. Wymyśla zabawę w kotka i myszkę. Polega to na tym, że ono wychodzi zza chmur, a ja biegnę na plażę. Niestety, ponieważ potrzebuję na to ok. 5 minut, kiedy tam się znajduję, ono już zdążyło się schować. Wówczas do zabawy włącza się deszcz - zaczyna padać właśnie wtedy, kiedy dobiegam do plaży. Moim zadaniem jest wtedy popędzić, ile sił w nogach, z powrotem do domu. Wtedy wychodzi słońce, itd. Późnym wieczorem przechadzam się po zupełnie pustych alejkach wzdłuż plaży. Dookoła drzewa i świecące na żółto latarnie. W zasięgu wzroku żywej duszy. W moim iPodzie przedostatnia płyta Sigur Ros. Nastrój jest wniosły, niemal metafizyczny. Przez chwilę udaje mi się wywołać wrażenie, że jestem ostatnim człowiekiem na Ziemi, ocalałym z jakiejś straszliwej i niewytłumaczalnej katastrofy. Czuję, że niemal sięgam Absolutu. Niestety, kilka godzin później mam sen, w którym własnoręcznie morduję kilka zwierząt domowych (w tym na pewno psa i kota), i to na wyraźne polecenie zmarłej śmiercią samobójczą siostry. Po przebudzeniu postanawiam nałożyć osobiste embargo na twórczość zespołu Sigur Ros - przynajmniej do końca wakacyjnych wojaży.

***

Środa
To jest właśnie Ten Dzień. W zabawie w kotka i myszkę zgarniam główną wygraną. Jestem na plaży, słońce świeci, w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu minut nie zanosi się na deszcz. Upojony sukcesem, nasmarowany emulsją z filtrem UV o dwucyfrowym numerze, rozkładam się na ręczniku w samych kąpielówkach. Coś jest jednak nie tak. Coś jest cholernie nie tak! Robię dobrą minę do złej gry, ale gęsia skórka nie chce zniknąć. "Opalaj się! Jesteś na wczasach nad morzem, świeci słońce" - powtarzam sobie w duchu. Kiedy jednak po półgodzinie dłonie stają się zbyt zgrabiałe, żeby przewrócić kolejną stronę książki, mówię: pas. Zakładam koszulkę, chwilę potem spodnie. A potem grubą bluzę z kapturem. Nowoczesne Gorillaz w iPodzie ustępują miejsca gorącym kubańskim rytmom spod znaku Buena Vista Social Club. Nadciągają chmury. Za chwilę spadnie deszcz.

***

Czwartek
"Niech pan się nie martwi, od piątku ma być ocieplenie" - pociesza mnie właścicielka kwatery (powoli oswajająca się z myślą, że na wakacje przyjechałem bez towarzystwa). Wypożyczam rower i jadę nim do miasta Hel. Rano jest ładnie, świeci słońce, nie zabieram więc żadnych ciepłych rzeczy. W drodze powrotnej łapie mnie lekki deszcz, któremu, niestety, towarzyszy spore ochłodzenie. Ale już za chwilę znów słońce, znów chce się żyć. Skręcam w las i za chwilę jestem na całkiem odludnym kawałku plaży, najbliższe postacie ludzkie przypominają rozmiarami ołowiane żołnierzyki. W tych okolicznościach przyrody podejmuję desperacką decyzję: idę się kąpać. Chwilę potem jestem zanurzony po szyję w Bałtyku, a jeszcze chwilę później... No cóż, czuję że tracę powoli czucie w kończynach. Bohatersko wytrzymuję w wodzie jeszcze dwie minuty, po czym wyskakuję na brzeg. Zadanie zaliczone! Włączam Duffy i próbuję odzyskać normalną temperaturę ciała.

***

Piątek
Rano wybieram się na kawę do ogródka w pobliskiej kafejce. Niestety, zdążyłem wypić ledwie trzy łyki, kiedy deszcz zaczął mi padać do filiżanki. Kończę duszkiem kawę i, zgodnie z regułami gry, uciekam do domu. Niestety, wygląda na to, że słońce nie jest dziś w nastroju do zabawy. Na całym niebie ponure chmurzyska, wczasowicze z leżakami, kocami i parawanami gremialnie ewakuują się plaży, niczym dzikie zwierzęta uciekające przed pożarem lasu. Wyglądam przez okno trzyosobowego pokoju i podejmuję jeszcze bardziej desperacką decyzję: upycham w torbie podróżnej porozrzucany po pokoju dobytek, na wyrwanej z zeszytu kartce piszę parę słów pożegnania do włascicielki kwatery (już zupełnie pogodzonej z faktem, że taki fajny chłopak, a nad morze przyjechał sam), po czym ruszam na dworzec PKP i najbliższym pociągiem odjeżdżam w kierunku Gdyni, a potem do Krakowa. Straty finansowe: opłacony z góry nocleg z piątku na sobotę, dodatkowa opłata za przebukowanie biletu z Gdyni do Krakowa, kupionego zapobiegliwie trzy dni wcześniej, zmarnowany bilet na tramwaj wodny do Gdyni, zakupiony przezornie dzień wcześniej - łącznie ponad 100 zł. Nauczka na przyszłość: w miarę możliwości za nic nie płacić z wyprzedzeniem! Będąc na wczasach nad polskim morzem nie znasz bowiem dnia, ani godziny.

cdn.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (11) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest trzy razy cztery? wpisz liczbę

Wyślij »
2011-03-14 00:00  27
2010-09-14 18:15  Co pół roku nowy wpis
2010-03-10 18:00  Post Scriptum
2009-12-23 17:38  Miesiąc świstaka
2009-09-07 16:50  Pożegnanie króla
2009-07-15 22:10  Pięćdziesięciolatek
2009-06-15 23:45  Z czym do Europy?
Kalendarz