27 lutego 2009, 13:34

Jesteśmy tylko gawiedzią...

Cyfrowy Polsat SA zakończył ubiegły rok wzrostem przychodów o 42 proc. i zysku netto o 137 proc.
Z 2,7 mln abonentów. Oznacza to wzrost o 32 proc. w porównaniu z 2007 rokiem. W zeszłym roku spółce udało się sprzedać 257 tys. wyprodukowanych we własnej fabryce dekoderów.
Nie wiem, jak to możliwe.
Jestem w grupie nieszczęsnych odbiorców Cyfrowego Polsatu. Od 2007 roku.
Boli. Od początku. Niefrasobliwie podeszłam do tematu, wychodząc z ryzykownego założenia, że jeśli jest umowa, że ja płacę za coś, to otrzymuję to coś.
Nic bardziej naiwnego. Tu umowa działa w jedną stronę.

ETAP PIERWSZY- USTERECZKA
Płacić muszę. Bo jeśli nie- do końca umowy będą rosły odsetki. A to, że nie mogę oglądać programu- żadnego programu- to już moje zmartwienie.
Zaczęło się prawie od razu. Obraz stawał sobie w pół słowa, chwytając biednego polityka czy aktora z miną pocieszną, przepołowioną między jedną a drugą sekundą i tak trzymał dopóki nie podeszłam do telewizora by wyłączyć go na śmierć.
Ponowne włączenie przynosiło ulgę. Ale niedługo.

ETAP DRUGI- WIESZANIE

Następnym etapem było wieszanie się obrazu na amen i komunikat, że tego kanału to nie ma w moim abonamencie.
Co było oczywiście świńskim kłamstwem.
Kiedy przy ukochanym filmie albo meczu:) nagle traciłam wszelką nadzieję na ciąg dalszy- zaczął się

ETAP TRZECI- KONTAKT Z BLIźNIM
czyli etap dzwonienia do biura obsługi klienta.
Biedni, opluwani, śmiertelnie zmęczeni ludzie wciśnięci do tej pracy przy słuchawce musieli z pewnością odpierać ataki rozjuszonych klientów na okrągło, ponieważ całą swoją agresję wyładowywali na dzień dobry na mnie. Jakby przez słuchawkę widać było, że jestem blondynką- wmawiali mi wszystko, począwszy od tego, że z pewnością nie podłączyłam telewizora do prądu a skończywszy na tym, że na pewno przesunął się przez wiatr talerz satelitarny. Na co mój mniej cierpliwy mąż odrzekł, że na tym ramieniu od talerza mógłby powiesić się goryl i nie przesunąłby go ani o milimetr!
Dekoder był uruchamiany i resetowany wiele razy, kolumny cyfr dyktowane i zapisywane, karta wysuwana i wsuwana aż do mdłości- a obraz wciąż się wieszał.

ETAP CZWARTY- WYCIECZKI

Wycieczki do punktów naprawy dekoderów. Z perspektywy kilku miesięcy nawet zaczęłam lubić ten systematyczny wysiłek- tę nową rodzinną tradycję.
Odłączanie dekodera, pakowanie dekodera, wiezienie dekodera, odpakowywanie dekodera, odbiór dekodera zastępczego, przywiezienie, podłączanie dekodera zastępczego - (który swoją drogą jest wielki jak kawał starego betonu) a potem krótka radość, że coś widać.
Dekoder zastępczy bowiem był za każdym razem jeszcze bardziej rozklekotany niz ten właściwy.
Zawieszał się inaczej, bardziej malowniczo, do tego brzęczał i nie miał biedak kontaktu z pilotem... Gdy po raz czwarty nasz naprawiany dekoder właściwy został przywieziony do punktu obsługi klienta, pani, która już nas zna z twarzy i nazwiska obiecała, że następnym razem dostaniemy NOWY! Hurrrrraaaaa!!!
A tym razem jeszcze dostaniemy zastępczy, zanim tego nie naprawią... W punkcie obsługi leżała cała góra nieczynnych dekoderów (produkowanych we własnej fabryce Cyfrowego Polsatu- co należy z dumą podkreślać). Ten czwarty zastępczy nie chce się wyłączać nawet upartym wciskaniem guzika z całej siły - nie wspominając o braku pilota, który pani się zgubił gdzieś.
Kiedy chcieliśmy sprawdzić, czy może w innym punkcie w Krakowie mają coś tak ekscentrycznego jak dekoder z działającym pilotem- okazało się, że pani nie może zadzwonić. Bo... telefon jest zepsuty. I już dawno mieli go naprawić.
Daliśmy więc pani zagubionej w tych piętrzących się dekoderach nasz telefon komórkowy, żeby zadzwoniła sobie i nie rozpłakała nam się w środku dnia.

Itd, itd...

ETAP PIĄTY- WNIOSKI

Czy to my przyzwyczailiśmy tych, którzy sprzedają nam usługi do tego, że każda amatorka, każdy kicz, każda niedoróbka, każda gołosłowność- przejdzie i zostanie gładko połknięta? Czy naprawdę nie mamy wymagań co do jakości? Czy jak te jagnięta będziemy zawsze tulić ogonki pod wełenkę i cichutko pobekiwać, bez względu na to, co nam wcisną?
Jestem niestety taką właśnie owieczką - ofiarą- bo zanim skorzysta się z czegoś- zakłada się, że będzie uczciwie. Błąd.
Wycofać się nie można do końca umowy. Jeszcze tylko kilka miesięcy. Potem nastąpi radosne zerwanie wszelkich kontaktów z tą firmą.
Chciałabym bardzo prosto w oczy powiedzieć komuś, od kogo choć trochę zależy- co o tym myślę.
Ale jesteśmy bezsilni- ci odrobinę ważniejsi nie maja przecież kontaktu z plebsem. Siedzą sobie tyjąc w fotelach swoich biur, odgrodzeni od wszelkich niedogodności armią mróweczek, które odpierają ataki wroga w biurach obsługi klienta- bezsilni podobnie jak my.

Czekam na dzień, kiedy nie będziemy musieli kupować rzeczy, które są zepsute od środka i na zewnątrz. Kiedy będzie wybór. Kiedy firmy kiepskie, nie radzące sobie, oszukujące i butne- będą padały.
Nie wiem, czy się doczekam.
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (15) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest sześć razy cztery? wpisz liczbę

Wyślij »
2010-10-20 20:12  Pożegnanie
2010-08-27 15:04  Wrzesień...
2010-05-29 15:17  Znowu razem
2009-08-31 14:40  Do usłyszenia:)
2009-04-08 16:57  WIOSNA
2009-02-06 13:19  Spoza nas
2009-01-22 15:05  Porządek życia
2008-12-30 09:00  Chudy rok?
2008-12-22 13:16  Tak niewiele...
Kalendarz
Naj... tego autora