8 grudnia 2008, 12:41

Klej a sprawa męska...

„Witam,
Wie pani czego się boję? Że wszystkie najładniejsze i najmądrzejsze dziewczyny powyjeżdżają z
Polski razem z panią i powychodzą za mąż za Szkotów, Anglików, Irlandczyków tudzież
Amerykanów czy innych facetów z kasą i dobrze rokującą przyszłością..."
To fragment listu od słuchacza.
Najładniejsze, owszem, może i wyjadą. I może wyjdą za mąż za kasę i rokującą przyszłość, wierząc, że kasa przytuli je gdy będą już trochę brzydsze i grubsze a rokująca przyszłość wychowa im dzieci pod nieobecność zajętego tatusia.
Ale te najładniejsze i najmądrzejsze naprawdę wolą mężczyznę niż faceta i wolą miłość niż kasę, choć niby rozum nie powinien iść w parze z emocjami.
Skąd temu panu przyszło do głowy, że ja się gdzieś na dłużej wybieram? Nie mam pojęcia. Może to ogólne wrażenie, które powstaje gdy patrzyło się na tłum Polaków wyciekający przez granice jak drożdżowe ciasto z formy? Tylko od czasu wstąpienia do Unii ponad dwa miliony takich fajnych nas już gdzieś tam zapuszcza korzenie w ziemi zupełnie obcej.
Ale bije z tego jednego zdania nie tylko ukryta nieudanie pretensja do kobiet niewdzięcznych… Jeszcze mocniej wyczuwam w nim bezsilność męską- tyle, że nie wiadomo, czy chodzi o słabość ogólną, o brak fantazji czy o polskie, kacze odrętwienie, które paraliżuje wszelkie męskie pomysły zanim jeszcze się zdążą urodzić?
Czy to możliwe, byście aż tak omotani byli lękiem przed załatwianiem spraw, przed używaniem kleju „Kropelka”, przed zmianą koła dziurawego na koło jeszcze nie dziurawe? Lękiem przed policzeniem rachunków, podniesieniem ciężkiego a wreszcie przed przytuleniem na dobranoc? Przed rozśmieszaniem przy śniadaniu?
Tylko tego (aż tego?) potrzebują od was kobiety. Prostych, męskich rzeczy. Codziennych. Tych, z których buduje się poniedziałki i piątki. Tych, które oczywiście w ostateczności zrobiłybyśmy same, włącznie z objęciem siebie samej na dobranoc (tak, kobiety to potrafią) tylko bardzo mocno walczymy, by tego nie robić. Dla wspólnego dobra.
Ale paraliż strachu ogarnia coraz więcej męskich głów, w których plącze się węzeł myśli, że my pragniemy głównie kasy i perspektyw. Skoro więc akurat ktoś z was perspektyw na perspektywy nie ma, woli często umknąć nawet nie próbując sprawdzić, czy dana kobieta przypadkiem może ma w klatce głównie serce a nie kukułkę liczącą walutę. Poza tym jesteśmy za mądre i was przerażamy.
Ale- koniec mydlenia oczu. Koniec roku, koniec złudzeń.
Problem leży gdzie indziej i nie jest wasz.
Oto wpadło w moje ręce wyznanie ulubieńca tłumów, przepięknego, postawnego, kształtnego, pełnego wdzięku, niskogłosego gwiazdora seriali meksykańskich. O którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Ale jemu ani serialowi to jak sądzę nie przeszkadza.
Eduardo Santamarina (w wolnym tłumaczeniu- Edward Święta Przystań). Eduardo podzielił się ze światem prawdą skrywaną przez tylu mężczyzn! Tyle lat…
Rozwodząc się z żoną powiedział prasie, że gdyby nie ciąża, nie doczekaliby nawet pierwszej rocznicy ślubu. I tu – uwaga- część najważniejsza.
Eduardo rzekł- „Miłość jest jak mężczyźni. Przychodzi kiedy chce i odchodzi, kiedy chce.
Dlatego rozsądna kobieta musi być przygotowana na słowa- już cię nie kocham. Odchodzę.”
Au.
Z okazji Świąt i wszelkich szczerych uniesień grudniowych wyznaję uroczyście i oficjalnie: w obliczu tych słów nie jesteśmy narodem rozsądnych kobiet! Nie jesteśmy na to przygotowane! I nie będziemy. Jesteśmy zacofane i śmieszne. Nie umywamy się do meksykańskich pań. Prędzej będziemy godzinami ucierać ręcznie ser na sernik, nogami ubijać kiszoną kapustę, niszczyć wypielęgnowane dłonie szorowaniem kołnierzyków niż żyć sobie nowocześnie, cichutko klikając drzwiami od naszych sportowych samochodów ze świadomością, że jesteśmy rozsądne i przygotowane codziennie na takie słowa.
Bo jeśli taka jest właśnie prawdziwa, męska natura, oszukujcie nas jak najdłużej i jak najdokładniej. Najlepiej- do końca życia…
*
Czekając na autobus na przystanku koło Łazienek widziałam parę. Babcia starowinka i dziadeczek siwiutki, zasuszony, słabiutki, bardzo elegancki… Zimno. Wieje.
Podchodzą powolutku do ławeczki. On siada. Zmęczony. Ma na nosie rogowe okulary. Ona mówi do niego " A czemu wziąłeś te okulary? Dlaczego nie tamte, które leżą na stole?"
" Bo tamte są do bliży" odpowiada z lekkim zniecierpliwieniem dziadek.
"A szkoda, bo tamte są bardziej ciekawskie. A te cię postarzają."
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (28) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest trzy razy cztery? wpisz liczbę

Wyślij »
2010-10-20 20:12  Pożegnanie
2010-08-27 15:04  Wrzesień...
2010-05-29 15:17  Znowu razem
2009-08-31 14:40  Do usłyszenia:)
2009-04-08 16:57  WIOSNA
2009-02-06 13:19  Spoza nas
2009-01-22 15:05  Porządek życia
2008-12-30 09:00  Chudy rok?
2008-12-22 13:16  Tak niewiele...
Kalendarz
Naj... tego autora