2009-10-16 23:47 | Luki
ZA PRZYCHODNIĘ - I KIECKA W GÓRĘ...
Nowy rewelacyjny pomysł służby zdrowia w "stolycy":
Toaleta w przychodni zamknięta na klucz. "Zastawem" za klucz jest dowód osobisty lub legitymacja ubezpieczeniowa. Klucz można otrzymać dopiero po zarejestrowaniu się na dany dzień do konkretnego lekarza -
tj. w dniu, na który ma się termin, i tylko wtedy, gdy oczekuje się w kolejce przed gabinetem (pani w rejestracji zagląda do komputera, by potwierdzić fakt zarejestrowania się) -
jeśli wychodzi się z gabinetu po wizycie - klucza się nie dostanie (nie jest się już pacjentem!);
podobnie, jeśli miejsc do lekarza na dziś brakło i trzeba próbować ponownie jutro (jeszcze nie jest się pacjentem!).
Zobaczmy teraz sytuację: ktoś przychodzi zarejestrować się do swego lekarza - dowiaduje się, że na dziś nie ma już miejsca - klucza nie dostanie.
Albo jeszcze lepiej:
Starsza Pani wychodzi z gabinetu po wizycie u lekarza; czując pilną potrzebę właśnie teraz (przecież nie da się do końca przewidzieć, kiedy przypadnie!), zgłasza się do rejestracji po klucz.
- Nie mogę wydać! mówi rejestratorka - Pani już na dziś zakończyła, Pani nie jest już pacjentką. Tu, o na kartce ma Pani wydrukowane: tylko dla pacjentów!
Pacjentka-niepacjentka "po wizycie" próbuje negocjować:
- widzi Pani, mnie aż niezręcznie mówić, ale potrzebuję bardzo...
- I co z tego! Nic tu po Pani, widzi Pani sama, mam tu kolejkę ludzi, których muszę obsłużyć - jedno, co może Pani zrobić teraz, to jak najszybciej stąd wyjść. Albo to nie ma Pani łazienki w domu?!
Starsza Pani najpierw niemieje. Potem błyskawicznie przypomina się jej obraz sprzed 50 lat: prosi w kawiarni o udostępnienie toalety - szatniarz-ubek krzyczy: "Pani przyszła z ulicy, żeby srać u mnie - Pani wraca srać na ulicę". Zdumienie zmienia się w chłodną wściekłość - Starsza Pani wywołuje na twarz uśmiech i mówi głosem jak można najspokojniejszym, jak można najłagodniejszym:
- Najmocniej Panią przepraszam, nie chciałam absolutnie przeszkadzać Pani w pracy, ani tym bardziej zmuszać Panią do łamania zarządzeń... Chwila wahania rejestratorki:
- Ale...?
- Nie, nie! Naprawdę nic nie trzeba! Dam sobie radę! Do widzenia Pani - życzę miłego dnia!
Starsza Pani zbiera się i zmierza ku wyjściu. Tak jak ją widzę oczyma wyobraźni: wdowa w czerni, tylko trochę srebra na klapie żakietu - jakaś mała broszka; jakaś mała spinka trzyma pod szyją kołnierzyk bluzki; pod czarnym kapeluszem szlachetna twarz i siwe włosy upięte w kok na grzebieniu... Pani prawą ręką wspiera się na lasce - nogi po latach nie chcą już służyć, jak dawniej; w lewej dźwiga dwie czarne siaty - była na sprawunkach w mieście, przed gabinetem znalazła się niemal punktualnie o czasie, w którym miał wchodzić jej numer, jaki miała na bloczku otrzymanym dwie godziny wcześniej - była długo poza domem, przed wizytą lekarską skorzystać z toalety po prostu nie zdążyła. A teraz potrzeba zaczyna naglić...
Pani jest już na ulicy przed przychodnią - i uświadamia sobie, że prawdopodobnie z obydwu spraw, domagających się szybkiego załatwienia, nie doniesie do domu ani jednej, ani drugiej.
Przychodnia znajduje się w wolnostojącym pawilonie z końca lat 70. - więc Pani prawie automatycznie zmierza z ulicy w alejkę osiedlową skręcającą w lewo i idzie nią powoli; skręca jeszcze raz w lewo, kuśtyka przez "podwórze" za przychodnią, mija zaparkowane samochody - i jest! jest miejsce! Przy ścianie pawilonu zauważa pudło kontenera na śmieci, a obok niego sporo wolnej przestrzeni...
Na pudle śmietnika Pani znajduje czop, na którym można powiesić siatki ze sprawunkami; torebkę, przewieszoną na pasku przez pierś, pozostawia przy sobie. Potem ustawia się tyłem do budynku, mając za plecami nieco powyżej oświetlone okna gabinetów, w których pracują lekarze, pielęgniarki...; laskę opiera o ścianę po swojej prawej stronie - wolnej; z tej zresztą strony jest doskonale widoczna, nawet z dala...
"Zawłaszczywszy" i oznaczywszy w ten sposób chwilowo kawałeczek przestrzeni jako "swój", Pani ściąga po kolei czarne rękawiczki z jednej i drugiej ręki, i wtyka je do kieszeni żakietu, i rozpina jego najniższy guzik. Ręce zatrzymują się na spódnicy i tak zastygają na chwilę - przez głowę Pani przelatuje myśl: "magisterium filologii romańskiej, magisterium filologii angielskiej, doktorat z pogranicza obu dyscyplin - czy mnie, akurat mnie, wypada?"
Ale potrzeba jest silniejsza: czarna spódnica jedzie w górę, za nią koronkowy rąbek błękitnej halki; nagle odsłania się skóra powyżej pończoch, pożyłkowana jak marmur maleńkimi naczyńkami krwionośnymi [Pani trzyma się pończoch wiernie - rajstop nie założyła dotychczas ani razu!]; widać pionowe krechy różowych podwiązek, zakończonych metalowymi klamerkami wpiętymi gdzieś na wysokości połowy uda w pogrubione górne krawędzie czarnych pończoch; widać kawałek pasa, seledynowe "niewymowne"...
Jeszcze chwila wahania: "teraz już tylko emerytka, czyli nikt - ale przedtem 40 lat w bibliotece uniwersyteckiej... - może ubrać się, i donieść jednak do domu?"
Ale po chwili wiadomo, że to niemożliwe.
I oto Pani z podwójnym cenzusem akademickim zdejmuje majtki i kuca - po chwili robi już kupę, a potem przez niemal dwie minuty potężny żółty strumień rozpryskuje się z hałasem o poszczerbione płyty chodniczka otaczającego przychodnię, i ścieka niżej, na asfalt, gdzie rozlewa się ogromna kałuża...
I oto ulga. Teraz tylko zrobić użytek z chusteczek ligninowych, rzucić zużyte pod siebie, wstać, ubrać się - i można już iść do domu.
Następnym razem Pani nie będzie już prosić o klucz. Będzie w potrzebie - przeprosi współkolejkowiczów, że musi wyjść - i pójdzie dokładnie w to samo miejsce, zrobi dokładnie to samo - po czym wróci do kolejki i zasiądzie swoje krzesło;
jeśli potrzeba nadejdzie już w drodze do przychodni - pójdzie tam jeszcze przed zarejestrowaniem się;
jeśli po wizycie lekarskiej - zrobi "to" po wyjściu z przychodni, na początku drogi powrotnej do domu.
Myślę, że na takie rozwiązanie absurdalnie stworzonego problemu wpadnie niejedna Starsza Pani...
Jeśli opisana wyżej regulacja miałaby się upowszechnić, będziemy mieć zapewne wkrótce już o 9-10 rano na zapleczu każdej przychodni ogromną kałużę z kilkoma kupami.
A wtedy - drzwi toalet błyskawicznie znów staną otworem...
ZA PRZYCHODNIĘ - I KIECKA W GÓRĘ...
Nowy rewelacyjny pomysł służby zdrowia w "stolycy":
Tolaleta w przychodni zamknięta na klucz. "Zastawem" za klucz jest dowód osobisty lub legitymacja ubezpieczeniowa. Klucz można otrzymać dopiero po zarejestrowaniu się na dany dzień do konkretnego lekarza -
tj. w dniu, na który ma się termin, i tylko wtedy, gdy oczekuje się w kolejce przed gabinetem (pani w rejestracji zagląda do komputera, by potwierdzić fakt zarejestrowania się) -
jeśli wychodzi się z gabinetu po wizycie - klucza się nie dostanie (nie jest się już pacjentem!);
podobnie, jeśli miejsc do lekarza na dziś brakło i trzeba próbować ponownie jutro (jeszcze nie jest się pacjentem!).
Zobaczmy teraz sytuację: ktoś przychodzi zarejestrować się do swego lekarza - dowiaduje się, że na dziś nie ma już miejsca - klucza nie dostanie.
Albo jeszcze lepiej:
Starsza Pani wychodzi z gabinetu po wizycie u lekarza; czując pilną potrzebę właśnie teraz (przecież nie da się do końca przewidzieć, kiedy przypadnie!), zgłasza się do rejestracji po klucz.
- Nie mogę wydać! mówi rejestratorka - Pani już na dziś zakończyła, Pani nie jest już pacjentką. Tu, o na kartce ma Pani wydrukowane: tylko dla pacjentów!
Pacjentka-niepacjentka "po wizycie" próbuje negocjować:
- widzi Pani, mnie aż niezręcznie mówić, ale potrzebuję bardzo...
- I co z tego! Nic tu po Pani, widzi Pani sama, mam tu kolejkę ludzi, których muszę obsłużyć - jedno, co może Pani zrobić teraz, to jak najszybciej stąd wyjść. Albo to nie ma Pani łazienki w domu?!
Starsza Pani najpierw niemieje. Potem błyskawicznie przypomina się jej obraz sprzed 50 lat: prosi w kawiarni o udostępnienie toalety - szatniarz-ubek krzyczy: "Pani przyszła z ulicy, żeby srać u mnie - Pani wraca srać na ulicę". Zdumienie zmienia się w chłodną wściekłość - Starsza Pani wywołuje na twarz uśmiech i mówi głosem jak można najspokojniejszym, jak można najłagodniejszym:
- Najmocniej Panią przepraszam, nie chciałam absolutnie przeszkadzać Pani w pracy, ani tym bardziej zmuszać Panią do łamania zarządzeń... Chwila wahania rejestratorki:
- Ale...?
- Nie, nie! Naprawdę nic nie trzeba! Dam sobie radę! Do widzenia Pani - życzę miłego dnia!
Starsza Pani zbiera się i zmierza ku wyjściu. Tak jak ją widzę oczyma wyobraźni: wdowa w czerni, tylko trochę srebra na klapie żakietu - jakaś mała broszka; jakaś mała spinka trzyma pod szyją kołnierzyk bluzki; pod czarnym kapeluszem szlachetna twarz i siwe włosy upięte w kok na grzebieniu... Pani prawą ręką wspiera się na lasce - nogi po latach nie chcą już służyć, jak dawniej; w lewej dźwiga dwie czarne siaty - była na sprawunkach w mieście, przed gabinetem znalazła się niemal punktualnie o czasie, w którym miał wchodzić jej numer, jaki miała na bloczku otrzymanym dwie godziny wcześniej - była długo poza domem, przed wizytą lekarską skorzystać z toalety po prostu nie zdążyła. A teraz potrzeba zaczyna naglić...
Pani jest już na ulicy przed przychodnią - i uświadamia sobie, że prawdopodobnie z obydwu spraw, domagających się szybkiego załatwienia, nie doniesie do domu ani jednej, ani drugiej.
Przychodnia znajduje się w wolnostojącym pawilonie z końca lat 70. - więc Pani prawie automatycznie zmierza z ulicy w alejkę osiedlową skręcającą w lewo i idzie nią powoli; skręca jeszcze raz w lewo, kuśtyka przez "podwórze" za przychodnią, mija zaparkowane samochody - i jest! jest miejsce! Przy ścianie pawilonu zauważa pudło kontenera na śmieci, a obok niego sporo wolnej przestrzeni...
Na pudle śmietnika Pani znajduje czop, na którym można powiesić siatki ze sprawunkami; torebkę, przewieszoną na pasku przez pierś, pozostawia przy sobie. Potem ustawia się tyłem do budynku, mając za plecami nieco powyżej oświetlone okna gabinetów, w których pracują lekarze, pielęgniarki...; laskę opiera o ścianę po swojej prawej stronie - wolnej; z tej zresztą strony jest doskonale widoczna, nawet z dala...
"Zawłaszczywszy" i oznaczywszy w ten sposób chwilowo kawałeczek przestrzeni jako "swój", Pani ściąga po kolei czarne rękawiczki z jednej i drugiej ręki, i wtyka je do kieszeni żakietu, i rozpina jego najniższy guzik. Ręce zatrzymują się na spódnicy i tak zastygają na chwilę - przez głowę Pani przelatuje myśl: "magisterium filologii romańskiej, magisterium filologii angielskiej, doktorat z pogranicza obu dyscyplin - czy mnie, akurat mnie, wypada?"
Ale potrzeba jest silniejsza: czarna spódnica jedzie w górę, za nią koronkowy rąbek błękitnej halki; nagle odsłania się skóra powyżej pończoch, pożyłkowana jak marmur maleńkimi naczyńkami krwionośnymi [Pani trzyma się pończoch wiernie - rajstop nie założyła dotychczas ani razu!]; widać pionowe krechy różowych podwiązek, zakończonych metalowymi klamerkami wpiętymi gdzieś na wysokości połowy uda w pogrubione górne krawędzie czarnych pończoch; widać kawałek pasa, seledynowe "niewymowne"...
Jeszcze chwila wahania: "40 lat w bibliotece uniwersyteckiej... - może ubrać się, i donieść jednak do domu?"
Ale po chwili wiadomo, że to niemożliwe.
I oto Pani z podwójnym cenzusem akademickim zdejmuje majtki i kuca - po chwili robi już kupę, a potem przez niemal dwie minuty potężny żółty strumień rozpryskuje się z hałasem o poszczerbione płyty chodniczka otaczającego przychodnię, i ścieka niżej, na asfalt, gdzie rozlewa się ogromna kałuża...
I oto ulga. Teraz tylko zrobić użytek z chusteczek ligninowych, rzucić zużyte pod siebie, wstać, ubrać się - i można już iść do domu.
Następnym razem Pani nie będzie już prosić o klucz. Będzie w potrzebie - przeprosi współkolejkowiczów, że musi wyjść - i pójdzie dokładnie w to samo miejsce, zrobi dokładnie to samo - po czym wróci do kolejki i zasiądzie swoje krzesło;
jeśli potrzeba nadejdzie już w drodze do przychodni - pójdzie tam jeszcze przed zarejestrowaniem się;
jeśli po wizycie lekarskiej - zrobi "to" po wyjściu z przychodni, na początku drogi powrotnej do domu.
Myślę, że na takie rozwiązanie absurdalnie stworzonego problemu wpadnie niejedna Starsza Pani...
Jeśli opisana wyżej regulacja miałaby się upowszechnić, będziemy mieć zapewne wkrótce już o 9-10 rano na zapleczu każdej przychodni ogromną kałużę z kilkoma kupami.
A wtedy - drzwi toalet błyskawicznie znów staną otworem...
2009-09-16 21:56 | Ciaps
No powiem tak " Jak kupa to rządzi tobaą nie głowa a d..a.
2009-05-19 17:19 | fonka
ZA nic w świecie nie weszłabym do takiej wc. Dlaczego u nas wciaż nie ma porządnych toalet z higienicznym elektronicznym splukiwaniem jak na ulicach NY ?
2009-05-06 07:15 | Luki
Kiedy na początku lat 90. moja Mama (już nieżyjąca) odeszła a emeryturę, zaczęła pilnie chodzić do kościoła co popołudnie.
Pierwszego Maminego "emeryckiego" października, gdy Mama, jak zwykle przed wyjściem na Różaniec, piła gorącą herbatę, zapytałem, jak wytrzyma w chłodny dzień w kościele nieogrzewanym, w którym nie ma toalety dla wiernych (Kraków, Karmelici "na Piasku").
Mama zaczęła się śmiać i odparła, że od kiedy jest na emeryturze, zaczęła korzystać z pewnych przywilejów dostępnych Starszym Paniom, że do kościoła wkłada chustkę zawiązaną pod brodą, czego wcześniej nie stosowała - żeby poczuć się jak prawdziwa Babcia Kościelna, i że codziennie tuż po nabożeństwie, jak na Babcię Kościelną przystało, "pobożnie się załatwia":
mianowicie skręca w krzaczki pod prezbiterium; pod murem kościoła spódnica i halka w górę, błyśnięcie podwiązkami, "niewymowne" w dół, przykucnięcie, siku na ziemię - długo i głośno, czasem też kupa...
- i teraz już, zebrawszy się, można wrócić na chodnik i wracać do domu wolnym spacerem, drogą najkrótszą albo okrężną, jeszcze zaglądnąwszy do jednego i drugiego sklepu...
2009-02-24 03:19 | y
Późno, bo późno, ale zawsze - mam saperkę :)
I z niej korzystam.
W niemal każdym terenie jestem niezależna od "zielonej budki" (tak pieszczotliwie nazywaliśmy zielone "tojki" w okolicy Rucianego - i tak zostało).
PS Z tego co wiem, niektórzy himalaiści znoszą "swoje" z wypraw na Mount Everest.
2008-07-18 19:35 | :)
To prawda Pozimka. Pan Marcin ma szczególne wyczucie sytuacji w dobieraniu muzyki do chwili. Jakby obserwował moje życie na każdym kroku.
2008-07-17 19:59 | Poziomka87
Chcę zaapelować razem z dziewczynami z forum Danny'iego!!! Popieramy p. Marcina Jędrycha, który puszcza często piosenki naszego Dannyusia i ostatnio usłyszeliśmy nieznaną dla innych ( my fanki Dannyiego znamy Jego wszystkie piosenki na pamięć:-)) była to piosneka Hey!!! (ok. 17:50 - dziś - 17 li. 2008r.))Kochamy RMF RM i jeszcze bardzoerj wtedy, gdy słyszymy przeboje Dannyiego. --> If only you, Tokyo, Stay, Do or die, Hey, Blue, Purest delight, Girl next door, Only wanna be with you, Oppna don door i wiele innych pięknmych utworów!!!
Przepraszam w imieniu fanek za tak długą wypowiedź ale piszemy to co czujemy!!!:-) Pozdrowienia dla RMF FM i p. Marcina Jędrycha.:-)
Poziomka87 & Fanki Danny'iego
2008-07-16 17:14 | pp3
Regionalni włodarze miejscowości turystycznych zapewne wychodzą z założenia,że turysta jest takim samym elementem natury jak sarenka,czy zajączek:)
i swoje potrzeby fizjologiczne może zaspokajac "w krzaczkach"...ale jako,ze posiada rozum-powinien tego nie robic na dziko.Cóz w tej dziedzinie nasz kraj nadal odstaje od cywilizacji,tak jak i w przypadku przetwarzania odpadów nie ulegajacych biodegradacji.
Gdyby znalazł się przedsiębiorca gotowy przetwarzac tony plastiku na "podręczne wychodki"(niekoniecznie pampersy:)))-pewnie zbiłby majątek.
Wystarczy dobry plan...a Polak potrafi:)))
2008-07-16 16:06 | RapDuma
wiecej hip hopu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a nie tego pop-owego gówna !!!!!
Czasami aż żal dupe sciska jak słysze jaki syf leci!!!!;/;/;/ Moze powiecie mi nie lubisz nie słuchaj, ale ja nie mam wybory ,u mnie na siłce w piwnicy odbiera w radiu tylko jeden kanał , własnie ten!!!!!!!!! Same starocie puszczacie w tym radiu !!!!!!!!!
ZMIENCIE COS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
2008-07-16 01:17 | ELA
ja tez tak mysle !ze potrzeby fiziologiczne kazdy powinien zalatwiac u siebie w domu
2008-07-16 00:13 | aias
Tomasz! płacimy oczywiście!,wymagamy chyba i co z tego mamy?... problem pospieszny i papier daleko...
2008-07-15 22:07 | ann
Hej kochani,kto został z nas nagrodzony?podawał może Marcin bo tu niema wpisu,odpiszcie
2008-07-15 21:56 | Ann
Hej kochani,kto został z nas nagrodzony?podawał może Marcin bo tu niema wpisu,odpiszcie
2008-07-15 21:44 | k4loryfer
jeszcze troche i w sprzedarzy dostepne beda "zestway pierwszej niecierpiacej zwloki pomocy" :D czyli wiaderko i parawan , wszystko w cenie 99zl 99gr (+VAT) do zakupienia w telemarkecie lub tez na starcie szlaku wycieczkowego, calosc oczywiscie bedzie ladnie opakowana w podreczna torbe na koleczkach a przy odrobinie szczescia jak sie trafi "promocja" dorzuca nam polowe rolki "sciernego" papieru toaletowego z bazaru od ruskich :D
2008-07-15 21:27 | magdalena s.
Najlepszą metodą a jest ich wiele to :
1. Postawić ala metalowe wc-aby wandale ich nie zniszyli
2.Gdy zostaną jakie kolwiek postawione to żeby były osoby odpowiedzialne za czystośc 24h na dobe-jest to mozliwe
3. W innych krajach nie ma problemu bo są surowe kary za brak toalet, za zanieczyszczenie.
Kazde miasto, wies powinni dostać własnie kare za brak, za nieczystosc i wtedy by sie nauczyli i w koncu bylo by czysto, byly by toalety nie byle jakie!!!!!!
Wystarczy troche wysiłku.
Zainwestować trochę pieniedzy na osoby ktore są tam 24h i napewno bedzie. Nie tylko turysci beda zadowolenia ale i mieszkancy danej miejscowosci.
Oczywiscie ze nie odplatne toalety ale za pozotawienie nieczystosci po sobie kare i nie mała lecz wysoką by inni nauczyli się szanowac druga osobę oraz to że ktoś pomyślał o takim wynalazku jak TOALETA.
2008-07-15 21:27 | niezalezna@gmail.com
A może by tak...zmienić genetycznie fizjologie człowieka? Może to by było jakieś wyjście :P Wtedy naprawdę problem by zniknął :)
2008-07-15 21:26 | juras
wlasnie dlatego bedac w kraju zawsze mam drobne na ten cel,tylko ze malo jaest nawet platnych toalet. Tu w szwecji ten problem nie istnieje, a publiczne toalety niewygladaja wiele lepiej jak w kraju
2008-07-15 21:24 | Szymon
To moim ulubionym miejscem odwiedzanym podczas "podróży" do pracy były stacje benzynowe. Ubikacje (przynajmniej te warszawskie) zawsze były czyste. Cierpię na nerwicę żołądka i dość często muszę korzystać z takich miejsc, jak gdzieś wychodzę. Ale to nic. Ostatnio byłem w Manchesterze na koncercie Bon Joviego. Pierwsza podróż samolotem, stres itd. Z lotniska z bratem jechaliśmy do jego mieszkania, no i w połowie drogi dała się we znaki natura. Jakim moim zdziwieniem było, jak się dowiedziałem, że w Anglii na stacjach benzynowych nie ma WC. Musiałem wytrzymać do końca trasy. :(
2008-07-15 21:23 | dyzia
he he paczka pampersów i po kłopocie :)
2008-07-15 21:23 | Eliza
i tak nic nie przebije bezczelności niektórych ludzi...moja babcia mieszka w małym miasteczku, nieopodal rzeki...pewnego pięknego rankawychodzę z nią z rana do sklepu...i o mały włos nie wpadłyśmy w poślizg. Ktoś skorzystał z wycieraczki..eh
to było nie fajne;/
2008-07-15 21:22 | Mey
Taaak już widze studentów wędrujących po górach z podręcznymi toaletami XD i postoje z komentarzem "Prosze odejdźcie kawałek musze mieć troche prywatności" - i tak wszystko sprowadza się do przucupnięcia na krzaczkiem, nie widze w tym nic złego.... pod warunkiem, że jest to krzeczek w górach... a nie na plantach w Krakowie
2008-07-15 21:21 | MaxiX
ale chciałem zauważyć Panie Marcinie, że dla psa cały swiat to jeden wielki kibel(ek) :-) więc tylko my mamy problem, a psy i inne zwierzęta niekoniecznie :-)
2008-07-15 21:19 | nieszczesliwa
Hmm...a ja gdy raz byłam w gdańsku, nie mogłam znależć żadnej toalety,a chciało mis ie bardzo siusiu, tak długo szukałam (nawet ludzi pytałam ale nikt nie potrafił mi udzielic odp )az niestety "poleciało "i musiałam kupić sobie nowa bielizne i spodnie :( zapamietam to do konca zycia...
2008-07-15 21:15 | Pati
no co jak nie ma gdzie się załawtwić to w krzaczek ,albo za drzewko xD jak raz tak się zrobi chyba nikt nam nic nie zrobi ... tzreba sie przygotować na wyprawe :)
2008-07-15 21:12 | Mandarynka
Hm...
Ta sprawa to dość śmieszny temat.
Przez takie właśnie małe problemy nasz kraj można zaliczyc do zacofanych :/.
Nawet gdyby była okazja pozbycia się problemu to nasze władze nie bądą tego ciągnąć w nieskończoność.
W końcu przestanie się zdbać o TOJ-TOJki i zrobi się jeszcze wiekszy syf niż jest teraz.
2008-07-15 21:09 | chojmar
Tu juz nie chodzi tylko o "biednych" turystów ale także o kobiety w stanie błogosławionym, które wiadomo jak przycinie to"boj się boga" , o dzieci no a wiadomo,że dla zdrowotności trzeba pozbyc się toksyn z organizmu. Będąc w centrum mamy trzy wyjścia:
1. Korzystamy z mijeskiej toalety w Urzedzie, tudzież przychodni zdrowia.
2.Zamawiamy zimny napój i korzystamy z toalety - kolo się zamyka, napełniamy pęcherz.
3. Korzystamy z platnych toalet
;)
2008-07-15 21:09 | Figa
Ja tam choćby nie wiem co się nie załatwię poza miejscem do tego przeznaczonym, już prędzej bym biegła do najbliższego punktu. W dzieciństwie ktoś mnie postraszył opowieścią o tym, jak to panią X ukąsił pewien paskudny gad podczas zaspakajania wiadomej potrzeby. Nie muszę chyba dodawać, w jaką część ciała :)
2008-07-15 21:09 | aga-
Panie Marcinie kto został nagrodzony w dzisiejszym radioaktywnym blogu?
2008-07-15 21:04 | billabong@gog.pl
Już wiem dlaczego tak wielu rodaków ulubiło sobie hipermarkety-tam przynajmniej toalety są :)
2008-07-15 21:03 | Pawel Carlisle
Quickpost this image to Myspace, Digg, Facebook, and others!
2008-07-15 21:01 | Figa
Ja tam choćby nie wiem co się nie załatwię poza miejscem do tego przeznaczonym, już prędzej bym biegła do najbliższego punktu. W dzieciństwie ktoś mnie postraszył opowieścią o tym, jak to panią X ukąsił pewien paskudny gad podczas zaspakajania wiadomej potrzeby. Nie muszę chyba dodawać, w jaką część ciała :)
2008-07-15 20:59 | Magdalena
Kto został nagrodzony Panie Marcinie?
2008-07-15 20:56 | anna kapuścińska anna.kapuscinska@wp.pl
Na wycieczki po lesie można zabierać ze sobą saperkę. Niewiele waży a może się okazać niezwykle pomocna nie tylko w zakopaniu nieczystości.
2008-07-15 20:51 | gog_0@o2
Jak się nie ma samozaparcia to trzeba mieć zaparcia ewentualnie można wypoczywać w ośrodku nie wychodząc na plażę, w góry, do lasu...
2008-07-15 20:51 | Ninka
Myślę, że popularne "toj - toje" bardzo ładnie wkomponowały by się w krajobraz polskich gór ;-) Pozdrawiam!
2008-07-15 20:38 | Justyna (justysiaaa25@gmail.com)
Myślę, że więcej osób sprzątałoby po sobie, a nawet nie tylko jakby im się to opłacało....Polacy nie są do tego zbyt zmotywowani...A gdyby tak wprowadzić wynagrodzenie za ilość pozbieranych ,,kup"(przepraszam za wyrażenie)... Może właśnie to byłoby najbardziej trafnym działaniem polskiego rządu...Nie zbyt opłacalnym dla skarbu państwa ale za to jak korzystnym...Bylibyśmy wtedy najbardziej posprzątanym państwem w Europie, a nawet w świecie....Uważam że warto rozważyć ten pomysł...Tylko niektórzy z problemem fizjologicznym lepiej radzą sobie w wodzie...Najgorszy byłby problem z tym właśnie ,,zanieczyszczeniem" ....tego chyba nie można oczyścić...:(
2008-07-15 20:14 | LUCAS25
Mamooo maoooo ja chcę sieku....o ho ..zaczęło się słyszymy, że tupiący obok malec ma wyraźną potzrebę uzewnętrznienia treści pęcherza moczowego...i ...zaczyna się wakacyjne Toy Toy story...gonitwa w poszukiwaniu miejsca przeznaczonego do działań strategicznych do których nawet król udaje się piechotą. Tak w teorii w praktyce odległość miejsca w którym ów przykładowy maluch czy też my sami (o zgrozo) musimy...bo o dobrowolności mówić tu nie można załatwić swoje potrzeby rokuje często na mini pielgrzymkę. Ooo taaakk..dotarliśmy..ale czy to koniec przeprawy??? O nie..no way..zwróćmy uwagę na ...czystość a raczej jej brak..owszem owszem toalety są ..ba zdarzają się...ale ich stan techniczno sanitarny powoduje zawrót głowy..a w niektórych przypadkach zawrót żołądkowej treści obiadowej..skonsumowanej kilkanaście minut temu. Dlaczego władze kurortów wypoczynkowych, miast atrakcyjnych turystycznie serwują nam kamienie nerkowe i konieczność wyprawy na "grzyby papierzaki" ??? ne wiem...może sami nie mają takich potrzeb?? hmmmm dziwny jest nasz świat...:)
2008-07-15 20:13 | Abka łowiczanka
- mamusiu mi się chce siusiu! Z dzieckiem jakoś łatwo ten problem załatwić ( z tatusiem również) ale co zrobić jak mamusia będzie miała "parcie"? Ekolodzy trąbcie na alarm!!!! Przeciez to zanieczyszczanie środowiska i można się nieźle przejechać na minie, to jest odrażające. Nie ćwiczę silnej woli zwanej wstrzymywaczem, nie usycham z pragnienia i niestety jak ten dzikus pakuję się w krzaki. Co za ulga, wychodze zarumieniona bo krzaki były mało zakrzaczone i podążający szlakiem mieli kino. Apeluję do obrońców przyrody, zróbmy by było naturalnie a nie egzotycznie.
2008-07-15 20:12 | Zszywacz :)
Brak toalet to ogromny problem wśród wakacjowiczów.Moim zdaniem z tym powinny walczyć władze miasta.Miasta inwestuja duże pieniądze w rozwój ale nikt nie inwestuje w toalety.Przecież to nie duży koszt postawienie toalety.Ale taki jest nasz kraj.
2008-07-15 20:06 | Ann
Hmm.... ja przeżyłam obóz, którego teraz mogę nazwać koszmarem(surwiwal leśny =) mieszkając przez 18 dni w lesie, skąd daleko do cywilizacji mieliśmy do dyspozycji tylko i wyłącznie "toj-toje" i korzystając z nich przez jakiś czas wolałam iść sobie spokojnie w krzaczki niż oglądać i czuć to co zostawili inni po sobie ;D jestem Twardą "BABKĄ" i brak np"toj-toja" nie sprawi mi tego lata żadnych problemów xD
2008-07-15 20:06 | Aneta
Jeżeli weźmiemy pod uwagę przeistoczony energizm deizmu kreacyjno - mistycznego to jego ortodoksyjność resublimuje wszelkie strukturalizmy egzystencjonalne. Reasumując, z tym nie da się już nic zrobić. Przesiąkło na amen.
2008-07-15 20:04 | zuza z Płocka
bardzo często spotykam sie z taką sytuacją, że podczes wakacyjnych wędrówek muszę swoją potrzebę wykonać w tak zwanym toj toju!!! to jest okropne!!!
2008-07-15 19:59 | magdalena
Ja nie lubie sprzątac po sobie a tym bardziej po kimś:D
Najlepiej mają małe bobasy niedość że ich sie nosi na rękach to jeszcze mogą skorzystać z "własnej toalety" gdzie tylko zechcą a my musimy sie męczyć albo chowac gdzieś po krzakach jak nie ma innego wyjścia.Ja niestety nie wiem jak rozwiązac ten problem ale mam nadzieje że ktoś w końcu coś wymyśli i zrobi to za mnie a ja już nie będe się martwić że nie będe miała gdzie skorzystać z toalety.
2008-07-15 19:57 | sroka
ależ czego sie martwić, przecież tak jak są turystyczne lodówki, tak przecież są turystyczne kibelki, ups... przepraszam "WC";)
2008-07-15 19:56 | Iceman
Najgorsze jest to że albo w ogóle nie ma toalet albo jak już są to wchodząc doświadczamy potrzeby skorzystania z toalety w sposób trzeci - reakcja łańcuchowa toalety z naszym obiadkiem:/
2008-07-15 19:56 | Madzia 15
TAK Z KĄD JA ZNAM TEM PROBLEM.... NO CÓŻ TAK TO JUŻ JEST ALE CZY TAKIE ABSURDALNE SYTUACJE KOGOŚ DZIWIĄ???Hmmm no chyba nie ;)
Ciekawe co by było jakby na rynek wrzucili przenośne toalety...to dopiero byłby popyt.Pozdrawiam ;)
2008-07-15 19:55 | Marcin
Albo po prostu nie jesc nic na wedrowke:) i po problemie:)
2008-07-15 19:55 | Marcin
Albo po prostu nie jesc nic na wedrowke:) i po problemie:)
2008-07-15 19:32 | Renata
Postawić WC to pół biedy,problem w tym kto będzie utrzymywał go w czystości? Przecież istnieją tacy ludzie, którzy kompletnie nie potrafią korzystać z postępu cywilizacyjnego. Właśnie "na dzikusa " odpowiada im najlepiej :) a mając jeszcze bilet tramwajowy...to już szaleją na całego :) Może jakaś forma pochwały głosowej za prawidłowe załatwienie potrzeby, płynąca z głośnika dałaby natchnienie wszelkim brudasom? Nawet to słyszę w wyobraźni...-"Postąpiłeś prawidłowo, WUCE jest Ci wdzięczne" :D
2008-07-15 19:20 | aga-
kiedy już my dorośli będziemy potrzebować pampersów to nie będziemy na pewno chodzić w góry i na pewno nie bedziemy ich sami zakładać
2008-07-15 19:10 | aga-
Tu się zgadzam bez toalety ani rusz szczególnie jak ktoś pije 5-6 litrów wody dziennie ale telefon - po co komu jeszcze jedna smycz - nie wystarczy służbowa?
2008-07-15 19:05 | Jola i Roman
Temat dziś dość intymny,oczywiście wybierając się na wycieczki np.górskie,odkrywając coraz to nowsze szlaki,zabieramy pod ręke jak zawsze grilla składanego oraz napoje.Towarzyszą nam zawsze nasze 2 pociechy którym to zawsze zakładamy pampersy na drogę i jest spokój,jednakże gorzej jest z nami-rodzicami,patrząc na braki toalet zastanawiamy się już od jakiegoś czasu,czy sami nie zaczniemy sie zaopatrywać w pampersy-oczywiście w te dla dorosłych no i problem z głowy,gorzej jeśli pomimo braku toalet,zabraknie koszy na śmieci aby wyrzucić już te przepełnione pampersy,pozdrawiam
2008-07-15 18:57 | Delawyn
Jako komentarz mogę podać link do ciekawego obrazka wygrzebanego z joemonster.org:
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Grafika:Zezwolenie.jpg
Odnoszę wrażenie, że wprowadzenie owych "karnetów" do polskiego prawa mogłoby przynieść nadspodziewane rezultaty. W końcu pieniążki pozyskane w ten sposób można by wykorzystać na fundusz ochrony środowiska lub promowania turystyki ;-)
2008-07-15 18:45 | Tomasz
Najprościej byłoby wykopać dołek, zrobić swoje i zasypać. Ani widać, ani czuć. Poza tym to w interesie instytucji opiekujących się szlakami i trasami turystycznymi leży dbanie o ich ład, porządek, oraz potrzeby odwiedzających te miejsca ludzi. W końcu utrzymują się z naszych pieniedzy. A skoro płacimy, to wymagamy.
2008-07-15 18:17 | Rafał
A nawet jak już jest ToiToi to aż strach do niego wejść. Ostatnio musiałem z takiego skorzystać po drodze na Morskie Oko. Koledzy i Koleżanki dbajcie lepiej o wspólne dobro publiczne:D
No i jeszcze pojawia się problem płatnych toalet na dworcach PKS/PKP i stacjach benzynowych. 2.50 PLN za zrobienie siusiu. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy przedmieściami Unii Europejskiej.
2008-07-15 17:56 | Piotrek
ale... ostatni weekend spędziłem w Wisłoczku w Beskidzie Niskim i za wannę i prysznic służył miejscowy wodospad.... oj było bardzo ciekawie ale i ożywczo!! polecam, az nie chciało sie spod niego wychodzić, oczywiście z wejściem był jednak mały, termiczny kłopot!!
2008-07-15 17:53 | Piotrek
przecież nikt toitoia na plecy ze sobą nie zabierze zamiast plecaka... ;/
2008-07-15 17:52 | Piotrek
i niestety to nie czmychający powinien się tego wstydzić, bo co biedaczek może innego w takiej sytuacji zrobić ??!!
2008-07-15 17:49 | Piotrek
zawsze można troszkę poćwiczyć silną wolę a nuż kiedyś się przyda :) wiem coś o tym, a odważni radzą sobie z tym czmychnięciem w krzaczki ;)