Muzyczne lato 2010Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, że lato dobiega końca, wystarczy wystawić nos za okno. Najlepiej tylko na chwilę, żeby się nie przeziębić. Kończy się sierpień, kończą wakacje, kończy też muzyczne lato. Nie jest to co prawda najgorętszy czas, jeśli chodzi o ciekawe wydarzenia w świecie muzyki, ale nazywanie ostatnich kilku tygodni „sezonem ogórkowym” byłoby krzywdzące. I to mimo całej sympatii do ogórków w każdej postaci. W towarzystwie gorącej herbaty, krótko podsumuje te kilka letnich tygodni. Lato, muzyka… pierwsze skojarzenie? Przebój Lata. Jest ewenementem, bo nie wybieramy przecież przeboju wiosny, czy zimy. Świadczy to niezbicie, że to właśnie wzrost temperatury powietrza, duża ilości dni słonecznych oraz szansa na odpoczynek od prac,y składają się na zwiększony popyt na hit. Na piosenkę, która w tym czasie we wpadający w ucho sposób streści nasz stan ducha. Którą będziemy mogli sobie zanucić zdobywając górskie szczyty albo stojąc w kolejce po gofra z bitą śmietaną w nadmorskim kurorcie. Lato aż prosi się co roku żeby mieć swoją ścieżkę dźwiękową. I jakoś tak się składa, że tych hitów nam nigdy nie brakuje. Choćby nawet czasami brakowało słońca. W minioną niedzielę słuchacze RMF FM wybrali swój przebój lata. Waszymi głosami wygrał kawałek „Alejandro” Lady Gagi. Moim prywatnym przebojem lata 2010 jest jednak „California Gurls” Katy Perry i Snoop Dogga. Nie ma tu oczywiście mowy o żadnym obiektywizmie i jasnych kryteriach wyboru. Weszło mi w głowę przez uszy i nie chce wyjść. Nie ma co dorabiać wielkiej ideologii. Ma być lekko, łatwo, przyjemnie i wesoło. I jest. Słoneczny numer, zaraźliwa melodia i energia, która działa lepiej niż podwójne espresso. Nie ma żadnych przeszkód by hymn pochwalny na rzecz uroków słonecznej Kalifornii nabrał cech jak najbardziej uniwersalnych i by utożsamił się z nim także mieszkaniec regionu o dużo bardziej umiarkowanym klimacie. A że przy okazji kawałek jest znakomicie wyprodukowany i jak pokazuje ostatnia reklama telewizyjna, Katy Perry potrafi też powiedzieć coś po polsku? Ja jestem na tak. Statuetka „ZŁOTY KREM DO OPALANIA” 2010 za przebój lata przyznana jednoosobowo przez niżej podpisanego wędruje do Katy Perry :) Drugie kluczowe skojarzenie jeśli chodzi o muzykę i lato to festiwale. Ostatnie tygodnie to było jedno, wielkie i niekończące się pasmo muzycznych imprez, jak Polska długa i szeroka. Gdybyśmy chcieli być wszędzie, konieczne byłoby klonowanie. No i szybki kredyt na bilety. Bez podpierania się kalendarzem, wspominam z głowy: Selector, Sonisphere, Open'er, Seven, Jarocin, Woodstock, OFF, Audioriver, Ostróda, Coke Live, Nowa Muzyka… Letnie życie fana to prawdziwa sztuka wyboru. Coraz więcej z nas zaczyna planować wakacje od zarezerwowania czasu na muzyczny festiwal. Jest w tym wszystkim oczywiście także sporo mody, trendu i potrzeby „bywania”. Ale na szczęście to nie cała prawda o tym zjawisku. Mamy wreszcie w Polsce wiele imprez muzycznych na światowym poziomie. To spełnienie marzenia fana muzyki. Nawet jeśli nie zawsze w kwestii organizacji, to jeśli chodzi o obsadę gwiazd już nie ma podziałów na nas i resztę świata. Nie dziwię się, że tak wielu chce się z tego wspólnie cieszyć. Nie będziemy nikogo przepytywać przy wejściu ze znajomości dyskografii występujących artystów, nie będziemy badać wykrywaczem lansu. Ta zabawa jest dla wszystkich. Byle tylko nie padało ;) Jesienią, jak to zwykle bywa, sypnie kolorowymi liśćmi i świetnymi premierami muzycznymi. Ale jeśli ktoś przespał wakacje pod kątem nowości płytowych to bije na alarm. Ukazało się kilka naprawdę ciekawych albumów i grzechem zaniechania byłoby je sobie odpuścić. A już grzechem ciężkim byłoby przegapienie tej według mnie najważniejszej premiery. Premiery pozostającej w cieniu gorących przebojów lata, w cieniu hucznych festiwali muzycznych. To płyta kanadyjskiej grupy Arcade Fire zatytułowana „The Suburbs”. Rzecz nie w klimacie pop. Nie aspirująca do przeboju lata, nie usłyszycie jej także w smażalni ryb, ani w reklamie batonika. Co nie znaczy, że trzeba się bać. Alternatywa nie gryzie, zwłaszcza jeśli jest to alternatywa poparta tak ładnymi melodiami oraz tekstami „o czymś”. Nie będę tej płyty dokładnie recenzował. Chcę Was tylko zachęcić – sprawdźcie czy to przypadkiem nie jest propozycja dla Was. Opowieść o dorastaniu na przedmieściach Houston. O młodzieńczych nadziejach, marzeniach, obawach, a później o spotkaniu z nimi po latach. O spotkaniu z ludźmi, miejscami i wspomnieniami. Coś bardzo uniwersalnego. Dajcie tej płycie więcej niż trzy i pół minuty. Dla mnie to właśnie ten album jest najważniejszym muzycznym wydarzeniem tego lata. Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji. |
![]() |
|



