Mateusz Smółka
6 czerwca 2011, 23:32

Dwa dowody

Są takie wartości w muzyce, które zgładzić może tylko wybuch atomowy. Są takie emocje i prawdy, które zostaną docenione w tym galopującym świecie mimo wszystko. Nawet jeśli nie będę opakowane według najlepszego i najbardziej skutecznego wzoru. Rok 2011 przyniósł już co najmniej 2 dowody na tę tezę.
Dowód nr 1: garażowe Foo Fighters

Jakieś głosy, że rock umarł? Pierwszy rzuci kamień, kto nie słyszał Foo Fighters i płyty „Wasting Light”. Dave Grohl – kiedyś jeden z filarów Nirvany, dziś lider jednego z najważniejszych rockowych zespołów na tej planecie. Kilkanaście lat na scenie za nimi, podbite rockowe listy przebojów i największe stadiony. Właściwie nie jeden na ich miejscu moczyłby już stopy w swoim basenie i pielęgnował ogród. Co tu zrobić, żeby wykrzesać z siebie jeszcze coś twórczego w tej sytuacji? Recepta Grohla i ekipy była rewolucyjnie prosta. Weszli do garażu. Wtargali tam swoje graty, zapomnieli o tonach programów do edycji dźwięku i nieograniczonych możliwościach kosmicznych studiów nagraniowych. Wzięli do ręki instrumenty i z pasją zakochanych w muzyce kumpli z liceum przygotowali w tych niedzisiejszych warunkach swoją najlepszą w karierze płytę. I przy okazji najlepszą płytę 2011 roku. Szczerość, melodie i energia. Recepta banalna, ale trzeba jeszcze potrafić grać na instrumentach, co dziś już nie jest wcale takie oczywiste. Tu bębny brzmią jak bębny, gitary jak gitary, a zespół jak jeden organizm. A na pierwszym planie jest Dave Grohl, to właśnie jego charyzma daje im to coś. Chyle czoła i polecam każdemu, kto stracił wiarę w gitarowe granie w 2011 roku. Z „Wasting Light” przeżyje prawdziwe rockowe rekolekcje.


całe "Wasting Light" zagrane na żywo

Dowód nr 2: fenomen Adele

Gdyby przechodziła koło nas ulicą, pewnie nikt z nas by jej nie poznał, ani też się za nią nie obejrzał. Nie nosi na wierzchu swojego biustu, nie owija się mięsem. Za to pali, waży trochę za dużo, jak na dzisiejsze standardy, miewa ataki paniki przed występami, a jej najlepszym kompanem jest pies Louis Armstrong. I jak sama mówi tworzy muzykę dla uszu, nie dla oczu. Normalna dziewczyna, jakie to nienormalne dziś. Jeśli chodzi o te zbawienne „nienormalne normalności”, to jest ich u Adele dużo więcej. W podzielonym muzycznym świecie jest bohaterką dla praktycznie wszystkich - dla publiczności masowej, alternatywnej, rockowej i tej nastawionej na bardziej wysmakowane i delikatne brzmienia. W obliczu jej głosu i talentu wszystkie podziały biorą w łeb. Znowu można o muzyce mówić nie w kategorii radiowa – nieradiowa, popowa – alternatywna, łatwa – trudna. Adele to jest po prostu piękny głos w pięknych piosenkach. Kto ma uszy ten doceni. Kto ma serce też doceni. Płyta „21”, którą pokochał już cały świat, to taki jeden wielki emocjonalny przekaz prosto w serce. Nie sposób się nie wzruszyć, można tylko się do tego próbować nie przyznawać. A jednocześnie ma się wrażenie, ze ktoś wreszcie otworzył okno i wpuścił świeży powiem w nasz muzyczny świat.

wyjątkowe wykonanie kawałka "Someone Like You"
Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Pokaż komentarze (5) ↓           Skomentuj ten wpis ↓          
komentarz

podpis

antyspam: ile jest cztery razy pięć? wpisz liczbę

Wyślij »
2011-06-06 23:32  Dwa dowody
2010-08-31 00:11  Muzyczne lato 2010
2010-07-19 22:57  Festiwal Gęsiej Skórki
2010-06-29 14:08  Prosto w uszy
Kalendarz