Nie, nie mam na myśli Ogólnopolskiego Festiwalu Pasztetników i Potraw z Gęsi, który odbywa się co roku w Ostrzeszowie. Chodzi mi raczej o to, co najważniejsze w każdym festiwalu muzycznym. O tę gęsią skórkę, którą wywołują dźwięki. O ten dreszcz, który czujemy, kiedy muzyka wpływa na nasze emocje i przejmuje nad nimi kontrolę. Dla takich chwil właśnie jeździmy na letnie festiwale.
Takich momentów nie brakowało na tegorocznym Openerze. I choć od tamtych dni minęły już ponad dwa tygodnie, te dźwięki ciągle siedzą mi w głowie. Co chwile wraca jakiś wyraźny muzyczny obraz z tamtych dni, kiedy uszy i serce chciały krzyknąć: „o! mój! Boże!”
Oto lista najważniejszych dla mnie wydarzeń Openerowego Festiwalu Gęsiej Skórki 2010:
5. Ben Harper & Eddie Vedder – „Under Pressure”, czyli festiwalowa NIESPODZIANKA
Słuchaliśmy Bena Harpera myślami będąc już przy show Pearl Jam. I faktycznie to, co potem pokazali, to było prawdziwe rockowe mistrzostwo. Ale to właśnie podczas koncertu Harpera, jeszcze w pełnym słońcu, wydarzyło się coś, co nas absolutnie zamurowało. Niespodziewanie na scenie pojawił się sam lider Pearl Jam - Eddie Vedder, a ze sceny popłynęły dźwięki wyjątkowej kompozycji nagranej kiedyś wspólnie przez Queen i Davida Bowie.
www.youtube.com/watch?v=7_w-YEABlXE
4. Massive Attack – “Safe From Harm”, czyli festiwalowa MAGIA
Są takie koncerty, które chłonie się w całości. Które od pierwszych do ostatnich dźwięków przenoszą nas do innego świata, a wydarzenia na scenie bez żadnych skojarzeń z Harrym Potterem można nazwać magicznymi. Massive Attack zaczarowali w tym roku w taki właśnie sposób. Piękne „Safe From Harm” - rozimprowizowane, delikatne i jednocześnie rażące energią to tego dobry przykład.
www.youtube.com/watch?v=PFp4SEItmJE
3. Hot Chip – “Over and Over”, czyli festiwalowa IMPREZAAA
Nie ma festiwalu bez dobrej zabawy, nie przemierzamy w końcu tylu kilometrów tylko po to żeby postać i posłuchać. Nie wszyscy wykonawcy z kategorii „imprezowi” zdali w tym roku egzamin tak samo dobrze. Świadectwo z paskiem należy się na pewno Anglikom z Hot Chip. Może i była to dość alternatywna dyskoteka, ale warto było dać im szansę. Wykonanie „Over and Over” to było kilka minut mojej najlepszej zabawy na tym Openerze.
www.youtube.com/watch?v=LN78l--yYow
2. Skunk Anansie – „Weak”, czyli festiwalowa WSPÓLNA ZABAWA FANÓW i ARTYSTÓW.
Najlepsze koncerty to takie, na których muzyką bawią się nie tylko fani, ale też i sami artyści. Kiedy czujemy, że nie wyszli na scenę tylko dlatego, że z tego żyją. Openerowy koncert wracającego po latach Skunk Anansie, to był taki właśnie show. Charyzmatyczna wokalistka Skin szalała na scenie i bawiła się wspólnie z fanami, momentami wskakując w bawiący się tłum. A przy tym czyściutko zaśpiewała wszystkie kawałki. To był wzorzec tego, co znaczy na festiwalu dać z siebie wszystko.
www.youtube.com/watch?v=wrWsQpEUOAw
1. The Dead Weather – “Will There Be Enough Water?”, czyli festiwalowe WRAŻENIA ARTYSTYCZNE
Festiwal to oczywiście fantastyczna zabawa. Ale to także, a może przede wszystkim, prawdziwe artystyczne wrażenia. W tym roku wydarzeniem festiwalu był dla mnie koncert grupy The Dead Weather. Rockowy, bezkompromisowy, oparty na bluesowym feelingu. Najważniejsze emocje podane z wyjątkową szczerością i intensywnością. Tradycja zaprezentowana świeżo i nowocześnie. A najbardziej elektryzująca chwila wieczoru, a dla mnie również najgenialniejszy moment całego festiwalu, to wykonanie utworu „Will There Be Enough Water?”. The Dead Weather pięknie balansowali na granicy delikatności i czadu, a finałem kompozycji była porywająca gitarowa solówka lidera projektu Jacka White’a. Bezcenne przeżycie koncertowe.
www.youtube.com/watch?v=ZIY_H9aF_B8Redakcja RMF FM nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmf.fm.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.