Roman Osica
roman.osica@rmf.fm
Jego przygoda z radiem RMF FM zaczęła sie wraz z końcem kariery Grzegorza Kuczka w tej stacji. Gdy było wiadomo, że Kuczek odchodzi i trzeba znaleźć trafikowca, zadzwonił telefon i zaproponowano mu, by sprawdził się w tej roli. Po dwóch wizytach z nagraniami głosu i próbnym czytaniem wiadomości drogowych, otrzymał błogosławieństwo Ewy Drzyzgi (wówczas szefowej informacji RMF FM) i stałe dyżury w tak zwanym "lokalu" w Warszawie. Było to zupełnie co innego, niż robił do tamtej pory. Wcześniej sprawdził się jako reportażysta w Polskim Radiu, prowadzący program popularno-naukowy i dj w Radiostcji. Początki w RMF FM były trudne. Szybko się jednak okazało, że praca pochłania całe jego życie tak bardzo, że cieprią przez nią takie błahostki, jak studia czy życie towarzyskie.

Pierwsza ralacja na żywo, jaką zrobił na antenie radia RMF FM wiązała się z kompletnie nieznaną (nawet do dziś) dla niego działką - czyli sportem. Sebastian Szczęsny - wówczas szef redakcji sportowej - wysłal go na mecz piłki nożnej warszawskiej Legii. Miał zrobić jedno wejście po pierwszej połowie. Poinstruowany, że musi byc obrazowo i dynamicznie przez 45 minut zbierał wszelkie dane na miejscu wraz z ustaleniem, którzy są którzy. Ostatecznie był gotowy i gdy usłyszał podprowadzenie, na złość Cezary Kucharski strzelił bramkę samobójczą. Musiał improwizować. Wychodząc na wyżyny dynamicznej i obrazowej relacji, skończył spocony. Telefon Sebastiana zaczynał się od pochwał, jednak skonczył...

Wiesz, tylko mogłeś choć na końcu relacji podać wynik...

Później było coraz łatwiej. W trakcie 10-letniej pracy reportera, oprócz relacji z Warszawy, robił za wodzireja na imprezach RMF FM, udawał razem z Pawłem Świądrem studenta, ktory zatrudnia się w Irlandii w barze i robił mnóstwo ciekawych rzeczy. Po 7 latach jednak przyszła refleksja, że trzeba zacząć robic coś poważniejszego. Stąd pomysł dream-teamu Osica-Balawajder. Z Markiem stworzyli "grupę śledczą", która ma dbać o referencyjność stacji.