![]() 1. Beaumont 2. I Can Do Anything 3. My First Kiss (featuring Ke$ha) 4. Déjà vu 5. We Are Young 6. Touchin on My 7. House Party 8. R.I.P. 9. I Know How to Say 10. Double Vision 11. I'm Not the One 12. Streets of Gold 13. See You Go 14. Love 2012 15. Don't Trust Me 16. Starstrukk (featuring Katy Perry) |
![]() 1. Tapp 2. PunkB*tch 3. Don't Trust Me 4. Chokechain 5. I'm Not Your Boyfriend Baby 6. I Can't Do It Alone 7. Starstrukk 8. Richman 9. Photofinish 10. Still Around 11. Holler Til You Pass Out 12. Colorado Sunrise |
2007 3OH!3 recenzja ↓ ![]() 1. Electroshock 2. Neatfreak47 3. Don't Dance 4. Say'dem Up 5. Dragon Backpack 6. Hott 7. I'm Not Comin' To Your Party Girl 8. Hornz recenzja Szminka na kieliszkach
Co powiedzieć, gdy podręcznikowo wychowywany syn właśnie zrobił makijaż, założył gacie z krokiem w kolanach, a do tego odblaskowy, plastikowy t-shirt? Najlepiej: "Skończ wreszcie słuchać tych frajerów z 3OH!3 i sięgnij po jakąś prawdziwą muzykę, gnojku!". Pozbawione głowy, ekstremalne fusion było domeną środowisk alternatywnych, ale dziś jest już produktem komercyjnym. Kuriozalny duet rodem z Colorado jasno tego dowodzi i nie znajduje się na placu boju sam. Rywalizuje chociażby z wyspiarskim Hadouken! Stawką jest tytuł najniżej ocenianej na zachodzie płyty roku. Bandy mogą też śmiało pojedynkować się o najgłupszą przynależność gatunkową. Brytole nagrywają podobno grindie, Amerykanie - crunkcore. Z idiotycznych nazw wynika to samo. Blade, histeryczne wymoczki z gitarami spotkały się wpół drogi ze wyszczekanymi, krzepkimi ziomkami. I razem poszli na dyskotekę. W jednym momencie 3OH!3 brzmi jak cyfrowy popowy punk - gdyby ktoś w 2010 r. wpadł na pomysł kręcenia remake'u "American Pie", grupa byłaby murowanym kandydatem na ścieżkę dźwiękową. "Możesz zatrzymać naszyjnik, który ci dałem / ja zatrzymam te gówniane tatuaże" - czujecie państwo poetykę tych wersów? Nader często wychodzi z duetu byle jaki, castingowy boysband, bezmyślnie profanujący to, co stylowe i klasyczne. Trudno mi opisać jak wielką miałem ochotę natrzeć tym z deka podstarzałym gogusiom uszu za zabawy breakami i aluzje do staroszkolnego hip-hopu. Gdy Beastie Boysi rapowali o zabawie, wiedziałem, że tych trzech rozpuszczonych typków przyprawia każdego mającego ugościć ich hotelarza o szybsze bicie serca. Motte i Foreman z 3OH!3 uwielbiają mówić o piciu, przy czym od razu wiadomo, że po setce pod ogórka padliby trupem. Pozostałaby tylko szminka na kieliszkach. Przyznaję, jest parę niespodzianek. Choćby krwiście rockandrollowy, uzupełniony o partię klawiszy rodem z końca lat 60. "I Know How To Say". Albo "Love 2012", zaszczepiony pokręconym drum'n'bassem w stylu holenderskiej Noisii. Najczęściej jednak uszy atakuje pokraczna hybryda The Prodigy, Scootera i Linkin' Park, a przed oczami staje widmo wspomnianego Hadouken! No dobrze - mniej w tym Keitha Flinta, więcej Chestera Benningtona. Ma 3OH!3 całe mnóstwo wad, razi bezguściem, smuci miałkością. Ale jak ta papka brzmi! Z bardzo drogiej producenckiej konsolety wykręcono ostre jak brzytwa syntezatory, niszczące perkusje, potężnie rzężące gitary. Melodyjki i refreny takie, że odczucie, iż singiel pogania tu singiel nie opuszcza choćby na chwilę. Wstydzę się za to, co teraz napiszę, niemniej gdyby zatrudniono mnie jako didżeja i wysłano do wielkomiejskiej, normalnej - czytaj takiej, która nie bije swoich nauczycieli i nie uprawia seksu grupowego, tylko hula za pieniądze swoich starych - młodzieży, "Streets Of Gold" byłaby jedną z pierwszych płyt jakie bym zabrał. Czy aby nie o to chodziło jej twórcom? 5/10 (Marcin Flint) |







