recenzja
To już trzecia płyta 19-latki urodzonej na Barbadosie. Każdą z nich dzieli od siebie wprawdzie niewiele ponad rok, jednak tempo jej rozwoju muzycznego jest naprawdę zadziwiające. Ze śpiewającej słodkie przeboje dziewczynki staje się pełnokrwistą kobietą, która doskonale orientuje się w relacjach damsko-męskich i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Kolejne piosenki to w zasadzie przebój za przebojem i to każda w innej stylistce. „Umbrella”, przed którą nie sposób było uciec podczas wakacji otwiera płytę, a po niej jest… jeszcze lepiej: taneczne „Push Up On Me” i rewelacyjne minimalistyczne „Don’t Stop The Music” z pobrzmiewającym w tle echem „Wanna Be Startin’ Something” Jacksona, które przez następnych kilka lat będzie w stanie rozkręcić każdą imprezę. W energetycznym „Shut Up And Drive” sięga po rockowe gitary, a w hipnotyzującym „Lemme Get That” udaje jej się w zupełnie nowym świetle przedstawić karaibskie rytmy. Do tego dochodzą jeszcze duety z Ne-yo w „I Hate That I Love You” i
Justinem Timberlakiem w „Rebab” i świetnie zamykająca krążek tytułowa piosenka „Good Girl Gone Bad”, która ma szansę stać się największym hitem ze złożonej z samych przebojów płyty.
(Adam Czerwiński)