Beyoncé

Beyoncé


kraj: USA
gatunek: R&B, soul
dekady: 1990, 2000

dyskografia

4
1. 1+1
2. I Care
3. I Miss You
4. Best Thing I Never Had
5. Party (feat. Andre 3000)
6. Rather Die Young
7. Start Over
8. Love On Top
9. Countdown
10. End Of Time
11. I Was Here
12. Run The World (Girls)
Jak twierdziła sama artystka, była to najważniejsza i najbardziej osobista płyta w jej dotychczasowej karierze. Nagrania na "4" powstawały od wiosny 2010 do wiosny 2011, kiedy to Beyonce zrobiła sobie przerwę w działalności scenicznej i skupiła się na prostych rzeczach, takich jak słuchanie ulubionej muzyki, na którą nie zawsze miała czas. Inspiracje najróżniejszymi gatunkami usłyszeć można właśnie na tym wydawnictwie. Tytuł "4" odnosi się nie tylko do czwartej pozycji w solowej dyskografii artystki, ale i dnia jej urodzin (4 września). Co więcej, fani od dawna na rozmaitych portalach społecznościowych sugerowali Beyonce, aby płytę nazwała kiedyś swoim ulubionym numerem. Sesja nagraniowa do płyty zaowocowała powstaniem aż 72 piosenek, ale na płytę trafiło ostatecznie 12 utworów (a w wersji 2CD: 15 + 3 remiksy). Pierwszym singlem z płyty był utwór "Run The World (Girls)", któremu towarzyszył teledysk w reżyserii Francisa Lawrence'a. Drugim singlem z płyty jest ballada "Best Thing I Never Had". Wydawnictwo zawiera 28-stronicową książeczkę.
recenzja
Beyoncé nie szuka przygód

Czwarty solowy album divy r'n'b ugruntowuje jej pozycję współczesnego amerykańskiego klasyka.

Beyoncé to oprócz Lady Gagi i Adele jedna z trzech kobiet trzęsących współczesnym popem. Tak przynajmniej twierdzi znany nowojorski krytyk, Sasha Frere-Jones. Tymczasem szefowie wytwórni Sony wydającej płyty pani Knowles nie wierzyli podobno w artystkę i już planowali reaktywację legendarnej żeńskiej grupy r'n'b Destiny's Child, w której karierę zaczynała wokalistka jeszcze na początku lat 90. Chyba niesłusznie. Już po jednym dniu od premiery płyta "4" pokryła się w Polsce złotem - sprzedała 10 tysięcy egzemplarzy. Jaka jest więc prawda o albumie bezwzględnie skazanym na sukces? Półśrodki w przypadku małżonki Jaya-Z przecież nie wchodzą w grę.

Jak ujawniła niedawno Beyoncé, piosenki, które trafiły na płytę zostały wybrane z 72 utworów, które napisała w ciągu ostatniego roku. Jej szał twórczy można porównać chyba tylko do artystycznej płodności Prince'a. Beyonce zaprosiła na płytę cały sztab producentów - wśród nich nazwiska takie jak Kanye West, Diplo czy The-Dream. Jest więc na bogato, choć nie zawsze ekscytująco.

Zacznijmy od największego pozytywu. Album płynie i chwilami porywa dzięki potężnemu wokalowi Beyoncé. W tym głosie mieści się cała historia czarnej amerykańskiej wokalistyki i raczej nie ma tu pola do sporu. Drugim gigantycznym pozytywem jest kompozycja "Run the World (Girls)". Pierwszy singel z albumu i ostatni indeks na krążku to z jednej strony utwór, jakich Knowles w karierze miała już kilka - kolejna piosenka o mocnym pro-kobiecym przekazie (wcześniej były m.in. "Independent Woman" czy "Single Ladies"). Z drugiej strony to zdecydowanie najbardziej "przygodowy" fragment krążka.

"Run the World (Girls)" wyprodukowała grupa producentów nie bojących się poszukiwań w obrębie muzyki tanecznej. Zaskakujące rytmiczne podziały odsyłają do Missy Elliott, M.I.A. i Gwen Stefani. Miks egzaltacji w wokalu i elementów afrykańskiego dance'u powoduje, że "Girls" brzmią futurystycznie, agresywnie i ekscytująco. Głos Beyoncé jest poszatkowany w post-produkcji, a aranż wzbogacają przypominające tiki nerwowe perkusjonalia. Fakt, że w 2011 roku mainstreamowy kobiecy pop może brzmieć tak odważnie i nie sprowadzać się do soulowych nawiązań, nastraja bardzo optymistycznie. To z pewnością jeden z najambitniejszych utworów w katalogu Beyoncé. Podejrzewam, że odpowiednio zaprezentowany w warunkach klubowych, jest zdolny do wzniecenia zamieszek.

Większość utworów wypełnia jednak muzyka o zupełnie innym charakterze - dość zachowawczy pop/soul/r'n'b, nawiązujący do tradycji czarnej amerykańskiej muzyki. Balladowe"1+1", zamyka gitarowa solówka w stylu Prince'owego "Purple Rain". Nijakie "Party" z rapową wstawką Andre 3000 (Outkast) to utwór, który definitywnie nie powinien na tej płycie się znaleźć. "Best Thing I Never Had" to drugi singel z płyty i błyskawicznie zapamiętywalny jej fragment. Niestety nie robi nawet połowy wrażenia, które zostawia "Girls", choć podniosły refren to rzecz z cyklu tych, które połączyłyby nawet śmiertelnych wrogów. Z ugrzecznionej wersji Beyoncé Knowles wyłamują się też "Countdown" z radosnymi dęciakami i kolejnym dziwnym podziałem rytmicznym oraz "End of Time".

To nieliczne wypady w stronę nowych muzycznych lądów. Beyoncé ewidentnie najlepiej czuje się w łzawym, egzaltowanym r'n'b. Jak określił to wspomniany przeze mnie krytyk, Sasha Frere-Jones, "4" to propozycja dla tych, którzy coraz bardziej od klubu i tanecznego parkietu, wolą komfort własnego mieszkania i wygodnej kanapy. I dlatego to raczej Beyoncé i Adele, a nie szukająca kolejnych sposób na wywołanie szumu Lady Gaga, będą przez długi czas rozdawać karty na scenie mainstreamowego popu. Kręćcie światem, dziewczyny.

6/10

(Piotr Kowalczyk)
2010 I Am... World Tour
2008 I Am… Sasha Fierce
2007 B'day (Deluxe Edition)
2007 The Beyonce Experience Live
2006 B'Day
2003 Dangerously In Love
Graj!