
![]() 1. Ogród półcieni 2. Złoty 3. Nocarz 4. Vendetta 5. Na nic to 6. 12 dni 7. Déja vu 8. Nie tylko gra (Soulflies Team) 9. Między piekłem a niebem 10. I skończona bajka 11. Matka 12. Dwie połowy 13. Królewna z czekolady |
![]() 1. Watching as you Drown 2. Fight Club 3. As I Glide 4. Like Rain Against Stone 5. Queen 6. He Comes when the Night Falls 7. Nero 8. Mirage 9. No Matter What Will Be 10. Amber 11. Have You Seen 12. Sin |
![]() 1. Lunar 2. Neo 3. Minor Earth, Major Sky 4. Earth Song 5. Mad World 6. Reghina ("Królowa" - Hetane mix) 7. Reghina ("Królowa" - Closter Trance FP Formula mix) |
![]() 1. Athe 2. Somewhere Inbetween 3. The Mermaid 4. The Pearl 5. The Secret Place 6. The Ego Game 7. Eve And Adam 8. Two Days 9. Marble-Enchanted 10. The Reign Of The Comet 11. The Symbol Shatterer 12. Love For Money 13. The Piano 14. Graphite |
2003 Nero recenzja ↓ ![]() 1. Patrząc jak toniesz 2. Podziemny krąg 3. Kiedy latam 4. Jak o kamień deszcz 5. Królowa 6. On przychodzi nocą 7. Nero 8. Miraż 9. Nieważne jak będzie 10. Poza granicą dotyku 11. Ktokolwiek widział recenzja Czerń właściwie nie jest kolorem, tylko absolutnym brakiem koloru. Pochłania całe światło, niezbędne dla życia, więc jest zaprzeczeniem życia. W naszej kulturze symbolizuje śmierć, smutek, żal po stracie bliskiej osoby, a również noc. W czerni paradują wszystkie stwory mroku – demony, wampiry etc.
Czerń, to również tłumaczenie tytułu albumu Closterkeller wydanego w 2003 roku nakładem Metal Mind Records. Dla odmiany siódma studyjna płyta weteranów polskiego gotyckiego rocka została nazwana po włosku, gdzie Nero znaczy właśnie „czarny”. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z albumem ponurym i smutnym, jak by wskazywała na to symbolika czerni? Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Z pewnością jest to jedna z bardziej udanych produkcji Anji i jej ferajny. Tym, co przede wszystkim rzuca się w uszy jest ogromna zmiana stylu, nawet w porównaniu z "Graphite", który już radykalnie różnił się od swoich poprzedników. I trzeba przyznać, że metamorfoza poszła w bardzo dobrym kierunku. Nero coraz bardziej oddala Closterkellera od rocka, a przybliża do gotyku symfonicznego, nieco podobnego do Leaves’ Eyes, przez rozbudowanie partii klawiszowych, na których obok Michała Rollingera gra sama Anja Orthodox, kolejny raz udowadniając, że jest prawdziwą kobietą renesansu. Poważne rozbudowanie elementów symfonicznych nie oznacza jednak całkowitego braku gitar i perkusji, z tym tylko, że nie są one tak bardzo wyeksponowane, jak na wcześniejszych albumach. Prawie nie pojawiają się tutaj ostre, metalowe riffy obecne na Scarlet, tylko kończące album Ktokolwiek wie i Grzech, przypominają starsze kawałki. Jest to najbardziej jednorodna gatunkowo, a jednak najlepsza produkcja spod szyldu Kellerów, perfekcyjnie dopracowana, wpadająca w ucho, a jednak niełatwa. Całość jest, jak zwykle w przypadku twórczości pani Orthodox, przesycona niesamowicie, silnymi emocjami. Czy jest to poczucie beznadziejności i marazmu ("Grzech"), przegranej ("Jak kamień o deszcz"), czy opuszczenia ("Podziemny krąg"), Anja swoją interpretacją tekstów je wydobyć tak, że uderzają w człowieka z całą swoją siłą. I to jest największy plus jej wokalu: umiejętność wydobycia z tekstu tego co najistotniejsze, że nawet słuchacz nie znający polskiego wiedziałby (ogólnie, ale zawsze) o czym ona śpiewa. Wszystkie kompozycje brzmią bardzo płynnie, miękko, muzyka harmonizuje ze słowami (tak na marginesie: nieco kiczowatymi, ale mającymi swój specyficzny urok). Nie oznacza to jednak, że obok smutnych i spokojnych kompozycji ("Patrząc jak toniesz", "Nero") nie pojawiają się nieco ostrzejsze kompozycje. Pokręconym kawałkiem jest energiczny i przepełniony niepokojem "On przychodzi nocą", "Podziemny krąg", czy wolniejszy do nich, a jednak ostry, utrzymany w stylu orientalnym "Miraż", w którym pod główną linią wokalu pobrzmiewa ostry, syczący szept Anji. Zaś największą zaletą całego Nero, jest niesamowity kawałek "Królowa", ocierający się poważnie o… black metal. W tej poetyckiej opowieści o kobiecie powoli tracącej samą siebie Anja, obok wysokiego, operowego niemal wokalu przechodzi niemal w growl! Przy przejmujących, elektronicznych dźwiękach efekt jest naprawdę niesamowity. Czyżby inspiracja twórczością Limbonic Art.? "Nero" jest tworem wyjątkowo udanym, za równo pod względem produkcji, jak i (zwłaszcza) muzycznym. Choć zdeklarowani przeciwnicy wokalu Anji mają na co narzekać (słynne zaśpiewy), jednak nie można odmówić mu tego, że pasuje do utworów swoją specyficzną, chłodną barwą. No i ma ten swój specyficzny, Kellerowi urok. Poza tym jest to album o niesamowitym, przejmującym klimacie, raczej nie należy go słuchać w stanach poddepresjnych, chyba że chcecie, by rodzina wytoczyła zespołowi proces o doprowadzenie do samobójstwa.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
2000 Blue recenzja ↓ ![]() 1. Czerwone wino 2. Taniec na linie 3. Tu nie ma nic 4. Spokój 5. Iluzyt 6. I jeszcze jeden dzień 7. Immanoleo (The Mummy) 8. Czy taki zły czy tylko głupi 9. Czasu coraz mniej 10. Tutaj nie ma Boga 11. Ucieczka 12. Blue Wolfgang (bonus) 13. Blue 14. Lady Makbet 15. Epitafium 16. Grzech recenzja Muzyka gotycka kojarzy się z przestrzenią wielkich katedr, starymi zamkami i ponurymi, zaniedbanymi cmentarzami. Niesie sobą również potężny przekaz emocjonalny, ujawniający się zarówno w treści tekstów, jak i w specyficznej ich interpretacji. O ile, rzecz jasna, wykonawcy mają zdolność przekazywania słuchaczowi uczuć.
Dwa lata po, powiedzmy to wprost, niezbyt udanym debiucie Closterkeller wydał kolejny album, zatytułowany „Blue”. Z wydawnictwem tym wiąże się pewna komplikacja: otóż wydany został w dwóch wersjach, polskiej i angielskiej, na dwóch różnych nośnikach: polska - tylko na taśmie, angielska – na CD. Dopiero w 2000 roku Metal Mind zdecydował się wydać na płycie również wersję polską. I to według wersji z 2000 roku powstaje poniższy tekst. Świadoma wczesnych "wyczynów" Anji sięgnęłam po „Blue” z pewnym wahaniem. Jednak tym razem, stwierdzam to z czystym sumieniem, jest o wiele lepiej niż na „Purple”. I wcale nie mam na myśli tego, że pani Orthodox na nowszej produkcji dużo lepiej śpiewa, bo, nie ukrywając, o wiele lepiej w kwestii technicznej nie jest, za to do perfekcji opanowała to, co w wykonywanym przez Closterkeller gatunku muzyki jest najważniejsze, czyli wspomniany na początku przekaz emocjonalny. Już otwierający album utwór „Czerwone wino” niesie sobą całe pokłady smutku i gniewu zakochanej kobiety, której miłość odniosła szybką porażkę. Aksamitny, choć jeszcze nieco krzyczący, wokal, elektryzuje głębią uczuć, żalu i bezsilności. Dodać do tego jeszcze przepiękna melodię tego, mimo przekazu, energicznego utworu i mamy całkiem niezły kawałek W podobnej stylistyce muzycznej, z wyraźnymi gitarami i głębokimi klawiszami, utrzymuje się „Taniec na linie”. Gdyby tylko tekst był mniej poetycko – metaforyczny, byłoby całkiem nieźle. Po tych dwóch muzycznie dość energicznych kawałkach następuje spokojne, łagodne „Tu nie ma nic”, które mniej więcej w połowie nabiera odrobinę więcej energii. Tutaj Anja pokazuje, że skalę głosu ma naprawdę dużą. To, że średnio nad nim panuje, to już inna sprawa, ale trzeba przyznać, że mało która wokalista umie po niskich tonach od razu przejść na samą górę posiadanej tonacji. Poza tym utwór ma bardzo ładną linię melodyczną, toteż całość ma swój specyficzny, Kellerowy urok. Pozornie "Spokój" również zapowiada się na spokojny, melorecytowany kawałek, lecz energiczny, rockowy refren pozbawia słuchacza złudzeń. Utwór jest zróżnicowany melodycznie i, co za tym idzie, ciekawy. Wykrzyczany, energiczny „Iluzyt” to dla odmiany mocna, rockowa kompozycja. Tekst pełny jest jakichś obłąkańczych wizji, zaś interpretacja oddaje nastrój niepokoju i szaleństwa. „Jeszcze jeden dzień” i jeszcze raz spokojny początek, dla odmiany gitarowy. I znowu mamy niesamowicie silny przekaz emocjonalny mamionej złudzeniami, zakochanej kobiety, wciąż pełnej nadziei. Potem utwór przybiera na energii, robi się mocniej i jeszcze bardziej emocjonalnie, by pod koniec znów się uspokoić, co jeszcze bardziej potęguje uczucia, przekazywane przez wysoki wokal. Anglojęzyczny, pełen orientalizmów „Immanoleo (The Mummy)”, choć nie brzmi radośnie, jest jednak dość skoczny. Kojarzy się z wielkimi białymi pałacami na pustyni, oazami i karawanami. Całkiem ciekawy eksperyment. Melorecytowany, gitarowy „Czy taki zły czy tylko głupi”, to z kolei spokojny kawałek, wypełniony żalem i pogodzeniem się z istnieniem słabych, niezdecydowanych facetów. Nie jest to najlepszy kawałek na płycie, ale na szczęście jego wykonanie jest na tyle bezbolesne, że można go posłuchać, choćby w tle. Niby są jakieś zmiany tempa, mocniejsza gitara, jednak nie skłania to do silniejszego machania głową. „Czasu coraz mniej” przynoszą zmianę nastroju. Jest więcej gniewu, znowu pojawiają się orientalizmy w melodiach i niemiłe przeskoki wokalne. Przesadne przechodzenie głosu Anji z niskich w wysokie rejestry jest największą wadą tego skądinąd niebanalnego utworu. Wykrzyczany, niemal punkowy „Tutaj nie ma Boga” to manifest gniewu i niewiary w istnienie Najwyższego. Coś dla wiecznych buntowników. Choć „Ucieczka” jest muzycznie bardzo fajnym kawałkiem, energicznym, po Kellerowsku klawiszowo – gitarowym, jednak wokal totalnie go kładzie. Anja chyba za bardzo się starała, no i jej nie wyszło do tego stopnia, że trudno się nawet skupić na tym, o czym jest tekst. Potem następują dwa instrumentalne kawałki, „White Wolfgang” i „Black Wolfgang”. Interesujące jest to, że na wydanej po polsku taśmie, oraz wersji angielskiej, nie pojawiły się, można więc uznać je za bonusy od firmy. Pierwszy jest energiczną, gitarową kompozycją, zaś drugi, o nieco podobnej linii melodycznej, zaopatrzony został w gotyckie klawisze i nieartykułowane okrzyki Anji w głębokim tle. Natomiast po nich następuje coś, za co Closterkellerowi należy się złoty medal na twarz. „Blue”, anglojęzyczny i spokojny, choć nie brak tu i mocniejszych gitar, jest kawałkiem po prostu przepięknym, pełen żalu, smutku i rezygnacji. I, co najważniejsze, tutaj Anja udowadnia, że jednak umie śpiewać. Tutaj robi to w sposób niewymuszony, naturalny i tak delikatnie, że aż szlag może trafić, że w innych kawałkach robi to niekiedy w sposób makabryczny. Jak w następnym utworze, „Lady Macbeth”, oczywistym nawiązaniu do dramatu Szekspira. Aż żal bierze, że zafundowała temu kawałkowi i niebanalnej muzyce i całkiem niezłym tekście taką oprawę. Króciutkie, melorecytowane „Epitafium” dla kontrastu brzmi bardzo fajnie technicznie, natomiast tekst powala egzaltacją i kiczem. Dobrze, że to tylko minuta z kilkoma sekundami. Album zamyka „Grzech”, który znalazł się później na albumie „Nero” wykonany na nowo. Jeśli chodzi o pierwszą wersję, to ma ona w sobie wszystkie wady i zalety Closterkellera. Ot, ich przeciętny utwór. „Blue” pozostawia po sobie uczucia mocno ambiwalentne. Z jednej strony jest o niebo lepiej, niż było na poprzednim albumie, jednak, mimo różnorodności stylowej, kilku fajnych kawałków, dobrej muzyki i niezłej jakości produkcji, ciągle jeszcze nie jest to szczyt osiągnięć Kellerów. Dla fanów powinien być pierwszym albumem, od którego powinni zacząć poznawać twórczość Anji i jej wesołej kompanii. Przeciwnicy mogą sobie spokojnie darować.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
![]() 1. ...powitanie... 2. Czas komety 3. Desperado 4. Fortepian 5. Na krawędzi 6. Scarlet 7. Zaklęta w marmur 8. Cisza w moim domu 9. Władza 10. A nadzieja 11. Zegarmistrz Światła 12. Ziemia obiecana 13. W moim kraju 14. Chat, chat 15. ...zakończenie... 16. Walet Pik 17. To muzyka 18. ...pożegnanie... |
![]() 1. Nieuchwytny 2. I jeszcze raz do końca 3. Czerwone wino 4. Blue 5. W moim kraju 6. Babeluu 7. Video-film 8. Agnieszka 9. Violette 10. Scarlett 11. Śniło 12. Dlaczego noszę broń 13. Władza 14. Ziemia obiecana 15. Na krawędzi 16. Fortepian 17. Zaklęta w marmur |
1999 Graphite recenzja ↓ ![]() 1. Ate 2. Na krawędzi 3. Syrenka 4. Perła 5. Inny obszar 6. Sztuka ambicji 7. Zaklęta w marmur 8. Czas komety 9. Rozbijacz symboli 10. Miłość za pieniądze 11. Fortepian 12. Graphite recenzja Grafit – minerał, polimorficzna odmiana pierwiastka węgla; drobnoblaszkowe lub ziemiste skupienia, czarne lub stalowoszare, bardzo miękki (…) w dotyku, odporny chemicznie (…). Tyle można wyczytać i zapamiętać o graficie w Encyklopedii Popularnej PWN. Poza tym wiadomo jeszcze powszechnie, że grafit jest używany do wyrobu rysików ołówkowych. Zaś ołówkiem często tworzy się przepiękne szkice czy nawet całe dzieła, które niejednokrotnie podziwiane są później w muzeach, z uznaniem dla wprawnej ręki rysownika.
„Graphite” to także tytuł albumu warszawskiej grupy Closterkeller, jednej z najdłużej działającej na polskiej scenie kapel grających gotyckiego rocka. Jak straszyła fanów, czy cieszyła oponentów, liderka zespołu – albumu ostatniego. Na szczęście dla pierwszych i ku żalowi drugich nie stał się takim. Pozostaje teraz pytanie, czym Anja Orthodox chciała pożegnać fanów? Jaki obraz muzyki pragnęła pozostawić w pomięci? Czyli, po ludzku mówiąc, jaki album udało się jej i jej ferajnie stworzyć po dość ostrych, rockowych, zahaczających o metal albumach? Pocieszenie pierwsze: nadal jest dość ostro. Pocieszenie drugie: ale nie tylko. Album jest bardzo zróżnicowany, są na nim zarówno mocniejsze, rockowe kawałki, utwory spokojniejsze, ale wciąż "z pazurem", jak i łagodna ballada. W porównaniu z wcześniejszymi tworami Closterkellera jest o wiele więcej elektroniki, jednak nie podchodzącej pod techno. Jednym słowem: jest bardziej gotycko. Jednak słuchając „Graphite” w równym stopniu co na muzyce, która jest na porządnym, fachowym poziomie, należy też skupić uwagę na słowach utworów. Są w nich utwory zarówno bardzo poetyckie, jak i nawiązujące do poważnych kwestii życiowych. Rozpoczynający album „Ate” to dość spokojny, kołyszący, rockowy kawałek. Można na nim usłyszeć całkiem niezły, gitarowy riffik, nadający utworowi ostrzejszy charakter. Melodyjnie nawet ciekawy kawałek, opatrzony został tekstem o smutnym morale. Opowiada o samooszukiwaniu się człowieka, o wątpliwościach związanych z wiarą w Boga i zagubieniu w świecie. „Na Krawędzi” jest bardziej interesującą kompozycją. Spokojnie zwrotki, melorecytowane przez Anję zwrotki zamieniają się w ostry, szybszy refren z wyraźnymi gitarami i perkusją. Teks jest bardzo poetycki, w interpretacji wokalistki brzmi smutno, wręcz dramatycznie, choć tak na prawdę trudno stwierdzić, o co w nim chodzi. Kolejny kawałek to z kolei nawiązanie do „Małej Syrenki” Andresena. Muzycznie jest bardzo klimatyczny, łagodny, nawet gitary nie niszczą baśniowej atmosfery Kellerowej „Syrenki”. Dobry do słuchania na dobranoc, dla miłych snów, Interesujące klawisze i wyraźne riffy nadają „Perle”, charakter jednocześnie ostry i łagodny. Chociaż tekst trąci mocno egzaltacją, muzycznie jest to jeden z ciekawszych kawałków na całym albumie, zaś niski głos Anji brzmi na nim aksamitnie miękko. „Inny Obszar” rozpoczyna łagodna gitara i delikatna melorecytacja pesymistycznego tekstu, który, jak się okaże, wróci częściowo na końcu albumu. Dalej jest sporo elektroniki i wokaliz Anji, nadających smutnemu tekstowi dramatyczny charakter. Kawałek jest bardzo emocjonalny, co podkreśla zarówno dość skomplikowana muzyka, jak i interpretacja słów. Po tych łagodnych klimatach następuje ostrzejszy, choć o banalnym brzmieniu syntezatorów kawałek, „Sztuka Ambicji”. Nadal jest bardzo elektronicznie, ale także gitarowo, dość szybko, choć nie przygniatająco. Potem znowu mamy złagodzenie atmosfery i poetyckość pod postacią „Zaklętej W Marmur”. Tekst klimatem i stopniem zrozumiałości nawiązuje mocno do słynnego „Violet”, ale „Zaklęta...” jest odeń o wiele łagodniejsza, bardziej miękka i kołysząca. Bardzo romantyczna, "randkowa" balladka. Również „Czas Komety” nie niesie sobą mocnego uderzenia. Dla odmiany nie ma tutaj elektroniki, melodia oparta jest na gitarze. Ballada ta świetnie musi brzmieć akustycznie. Natomiast „Rozbijacz Symboli”, to jeden z mocniejszych utworów. Wyraźne są w nim zarówno gitara i perkusja, jak i klawisze. Anja śpiewa tutaj nisko, ostro, przypominając o rockowych korzeniach Closterkellera. „Miłość Za Pieniądze” to z kolei najmocniejszy kawałek na całym albumie, zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Opowiada on o, jak łatwo się po tytule domyśleć o prostytucji, narkomanii i upadku dla pieniędzy (czyżby inne ujęcie tematu pojawiającego się w „California” na „Scarlet”?). Atutem jest tutaj mocna, rytmiczna perkusja i ciekawe brzmienie klawiszy. Przepiękny, smutny i łagodny „Fortepian” to dla odmiany jedna z łagodniejszych kompozycja na całym albumie. Miękkie gitary i dźwięki fortepianu mieszają się tutaj z delikatną elektroniką, zaś smutny wokal przekazuje słuchaczom głębię emocji zakochanej kobiety, która straciła już nadzieję na spełnienie się jej uczucia. Ostatni utwór nosi znamienny tytuł „Graphite” i to zwłaszcza z nim należy identyfikować cały album. A jest to kawałek niezwykły, przesycony symfoniczną elektroniką, emocjami niesiony przez miękki, dramatyczny, niemal operowy wokal, podkreślający głęboko pesymistyczny tekst, będący monologiem opuszczonej przez ukochanego mężczyznę kobiety, która już pogodziła się z losem bo… straciła. nadzieję. To tutaj wracają echa „Innego Obszaru”, ale „Graphite” jest bardziej dramatyczny, silnie emocjonalny i chyba najlepszy z tej produkcji Closterkellra. Album z pewnością należy zaliczyć do produkcji bardziej udanych z dorobku Closterkellera. Choć malkontenci zarzucić mu mogą zbytnie rozpoetyzowanie, teatralność i kiczowatość tekstów, jednak nie można nie docenić niezłej muzyki i wyjątkowego klimatu. Dla miłośników Anji i jej wesołej gromadki pozycja obowiązkowa. Dla przeciwników – gdy dopadnie ich liryczny nastrój.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
![]() 1. Intro (bonus) 2. Klepsydra 3. W moim kraju 4. California 5. Tak się boję bólu 6. Taniec na linie 7. Dlaczego noszę broń (bonus) 8. I jeszcze raz do końca 9. Jihad 10. Iluzyt 11. Tak się rodzi nienawiść 12. Cyan 13. Scarlet (bonus) 14. Władza 15. Heart Shaped Box (cover) 16. Dwa dni (grafitowy) |
1996 Cyan recenzja ↓ ![]() 1. Władza 2. Zmierzch bogów 3. Ziemia obiecana 4. Cyan 5. I już tylko noc 6. Cisza w moim domu 7. Klepsydra 8. Smutek spełnionej baśni 9. Desperado 10. Domino (bonus) 11. Senne macanki (bonus) 12. Alicja 13. Roszpunka 14. Cisza w jej domu recenzja Są zespoły, którym udaje się stworzyć album doskonały, lecz który nigdy nie zyska miana kultowego.
Są też takie, które tworzą nagrania przyzwoite, obecne wśród wielu fanów przez jakiś czas, a potem zapomniane. Bywają również takie, które nagrywają swoje utwory w piwnicy dziadka i zyskują wtedy miano kapel kultowych, zaś stworzone przez nich albumy są stawiane przez nawiedzonych fanów na ołtarzykach. Na szczęście pojawiają się także produkcje na tyle dobre, by nie razić brudnymi ścieżkami dźwiękowymi, a jednocześnie wśród swoich "wyznawców" cieszyć się dużym poważaniem. I właśnie do tej kategorii można zaliczyć "Cyan", piąty album w dorobku Closterkellera, bodaj najpopularniejszej polskiej grupy grającej gotyckiego rocka. Od razu muszę uczciwie zaznaczyć, że niniejszy tekst piszę znając tylko album w wersji taśmowej, gdyż o płyty CD, mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się zdobyć. Wiem o niej tylko tyle, że jest pierwszym na polskim rynku krążkiem, do który zawiera prezentację multimedialną (efekt hobby Anji, czyli komputerów) oraz dwa bonusy, "Domino" i "Senne macanki". W kwestii bonusów oczywiście pionierem już nie jest... Closterkellera można maniacko wielbić. Można go także z równym zapamiętaniem nienawidzić, ale trudno by było nie przyznać Anji Orthodox i jej wesołej kompanii potężnego wkładu w polskiego rocka. Tym bardziej, że z albumu na album, mimo nader licznych zmian stylu, dla (o, paradoksie!) ortodoksów nie do przełknięcia, grupa pokazuje, że stać ich na więcej i to zarówno w kwestii muzycznej, jak i produkcyjnej. A jaki jest w obliczu tego "Cyan"? Już przy pierwszym przesłuchaniu rzuca się w uszy przede wszystkim świetna produkcja, zasługa jednego z nielicznych studiów nagraniowych, które można nazwać w pełni profesjonalnym, Izabelin Studio, czyli późniejszego PoliGramu. Wszystko brzmi kryształowo czysto, trudno uwierzyć, że taką perełkę techniczną nagrano nad Wisłą. Żaden z instrumentów nie został potraktowany niesprawiedliwie, nie ma też nieprzyjemnego pogłosu, szumów, czy huczenia. Słowem: perfekcja Podstawowa wersja albumu (tzn. bez bonusów) to dwanaście utworów, jak zwykle w przypadku Closterkellera zróżnicowanych zarówno pod względem stylistycznym, jak i nastrojowym. Przeważa oczywiście klimat "Kellerowego" smutku i melancholii, ale dużo też tutaj gniewu i niezgody na otaczający nas świat. Co by nie powiedzieć o poziomie wokalnym Anji, trzeba przyznać, że całkowicie angażuje się emocjonalnie w pisane przez siebie teksty, przez co każdy utwór staje się niesamowicie wiarygodny. Album otwiera największy przebój Closterów, bez którego z żadnego koncertu fani nie wypuściliby ich do domu. Mowa oczywiście o słynnej "Władzy", utworu niemal symfonicznego (świetne skrzypce), do którego wpleciono... fragment przemówienia Hitlera. Jako ilustracja do tekstu pasuje jak ulał. Dalej przeważają utwory o charakterze stricte rockowym, z których wybija się zwłaszcza "Klepsydra", ostry kawałek, ocierający się o heavy metal, śpiewany przez Anję ze specyficznym "pazurem", oraz "Alicja", inspirowany baśnią Lewisa Carolla. Nie oznacza to jednak, że Anja Orthodox daleko odeszła od gotyku. Tytułowy "Cyan", można z czystym sumieniem nazwać stricte gotyckim, z koniem i rzędem, chciałoby się powiedzieć. Od niesamowitego klimatu, budowanego przejmującym wokalem i klawiszami, po opętańczy, budzący grozę tekst. Również "Roszpunka" (interesująca trawestacja znanej baśni), jest bardzo klimatycznym kawałkiem z dość poważnym przekazem ubranym w nieco egzaltowaną metaforę. Bardzo ciekawe są dwa utwory z cyklu "Cisza w…", opowiadające z dwóch perspektyw historię kobiety opuszczonej przez męża. Interesujący jest fakt, że pierwsza wersja ("Cisza w jej domu"), został umieszczony na końcu materiału (podobno Anja się uparła, żeby go jednak dodać), zaś "Cisza w moim domu", którego produkcją zajęła się Edyta Bartosiewicz, również udzielająca się w nim wokalnie, został umieszczony na krążku jako siódmy. W wersji taśmowej zamyka on stronę A, oba więc tworzą ciekawą ramę całego albumu i oba są równie emocjonalne. "Cyan" jest z pewnością albumem bardzo porządnym. Nie brak tutaj typowego dla Closterkellera synkretyzmu, różnorodne są klimaty i sposoby wykonania, od gotyckich, przez rockowe do niemal metalowych. Dzięki temu trudno nudzić się przy słuchaniu. No, chyba że jest się uczulonym na manierę wokalną Anji i niekiedy zbytnie poetyzowanie w tekstach. Dla fanów "klimatów" jest to pozycja obowiązkowa. Reszta miłośników muzycznej blachy może od czasu do czasu posłuchać jako znośnej odskoczni od ideałów.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
1993 Violet recenzja ↓ ![]() 1. To on - znowu następny 2. W moim kraju 3. To muzyka 4. Babeluu 5. Kołysanka dla Adasia (bonus) 6. Walet Pik 7. Salome 8. Kolana i już 9. Agnieszka 10. A nadzieja 11. Supernova 12. Jihad 13. Hassan i Sabbah (bonus) 14. Video - film 15. Dwa oblicza Ewy 16. Violette 17. Noc w haremie (bonus) recenzja Trudno powiedzieć, które kapele cieszą się większym szacunkiem fanów: te, które tworzą każdy album w jednym stylu, bojąc się zmian, czy te, które ewoluują. Tym bardziej, że po jakimś czasie fani zazwyczaj zaczynają nowe brzmienia akceptować, a często metamorfoza przyciąga do kapeli nowych wielbicieli.
Wypadek Closterkellera należy, i tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości, do tej drugiej kategorii. Album "Violet", trzeci pełnometrażowy w historii kapeli w porównaniu ze wcześniejszymi dokonaniami grupy, może wprawić fanów klasycznego gotyku i tzw. zimnej fali, w stylistyce których grupa tworzyła wcześniej, w nie lada osłupienie. Już pierwszy utwór ("To on – znowu następny") nie pozostawia słuchaczowi najmniejszej wątpliwości – Closterkeller się zmienił. Jest bardziej rockowo i energicznie, choć wciąż niesamowicie emocjonalnie. W muzyce słyszymy o wiele więcej gitar, choć znane choćby z "Blue" partie syntezatorowe, tworzące niesamowity klimat również się pojawiają, jak choćby w utworze "Agnieszka", tworząc niesamowity, mroczny klimat opowiadanej w nim historii rodem z horroru. Stylistycznie "Violet" jest dość zróżnicowany. Mamy tutaj nutki wyraźnie rockowe ( "To muzyka", "Walet Pik"), utrzymane w wyraźnie gotyckich klimatach (wspomniana wcześniej "Agnieszka", "Dwa oblicza Ewy", "Violet"), metalowych ("W moim kraju"), a nawet nawiązujących do puncka ("Salome", "Kolana i już"). Ponadto sporo utworów prezentuje sobą połączenie co najmniej dwóch stylów muzycznych, jak np. zawierająca gotyckie orientalizmy, ale jednak bardzo rockowa "Supernova", czy "Video – film", w pierwszej części bardzo gotycki, przechodzący potem w mocny, ciężki kawałek. Jak wiadomo, najwięcej kontrowersji w muzyce Closterkellera zawsze budził wokal Anji. Na "Violet" słychać już wyraźny postęp. Nie oznacza to, co prawda, że nagle zaczęła śpiewać niczym diwa operowa, jednak jest już o wiele lepiej niż na "Purple" i "Blue", bo ani wokalizy nie rażą, jak na wspomnianych albumach, ani Anja rażąco nie fałszuje w czystych wokalnie partiach, ani w tak wielu utworach nie krzyczy (do wyjątków należą tutaj wspomniane utwory "Salome" i "Kolana i już", w innych pani Orthodox wyraźnie wrzaski ogranicza). Choć postęp jest zbyt mały, by zdeklarowanych antyfanów przekonać do Kellerów, jednak wyraźnie już go słychać. Ponad to "Violet" niesie sobą utwory, opatrzone w bardzo ciekawe teksty, współgrające treścią z nastrojem muzyki, będące osobnymi historiami, jak to w ich twórczości bywało i bywa, mało optymistycznymi, niekiedy nastrojowymi, a niekiedy tak poetyckimi, że każdy musi je sobie sam interpretować. Mamy więc tutaj nastrojową historię rodem z horroru o wampirach ("Agnieszka"), opowieść o Judejskiej księżniczce, która za swój taniec zażądała głowy Jana Chrzciciela ("Salome" – co ciekawe, narratorem jest tutaj Jan Chrzciciel, a właściwie jego inkarnacja), smutne opowiadanie o miłości do postaci z filmu ("Video – film"), o poetyckiej egzaltacji połączonej z nimfomanią ("Kolana i już") i wiele innych. Ponad to należy też wspomnieć o "Babeluu", utworze napisanym przez Anję dla swojego nowonarodzonego synka, przepełnionym emocjami młodej matki, oraz o jednym z większych hitów Closterkellera, "Violette", który diabli wiedzą o czym jest. Od albumu "Violet" najczęściej zaczyna się przygoda fanów z twórczością Closterkellera. Trudno ocenić, czy to dobrze, jeśli wziąć pod uwagę to, że później młodociani goci podają go w różnych rankingach, jako kultowy album gotycki, bo, co prawda, z gotykiem ma on sporo wspólnego, jednak nie do końca, gdyż, jak już zostało powiedziane, od klasycznego gotyku bardzo już odbiega. Tym nie mniej "Violet" wart jest posłuchania, choćby po to, by prześledzić ewolucję tej kapeli zarówno pod względem muzycznym, jak i wokalnym, No i po to, by zrozumieć wreszcie, o co chodzi w "Violette"...
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
1993 Scarlet recenzja ↓ ![]() 1. Dlaczego noszę broń 2. California 3. Tak się boję bólu 4. Scarlet 5. Śniło 6. Phantom 7. Owoce wschodu 8. Coś 9. Po to właśnie (Norwid) 10. Temple of Time 11. Tak się rodzi nienawiść 12. Brylant 13. Dla jej siostry 14. A Ona, Ona 15. ... 16. Mogę tylko patrzeć (bonus) 17. Tak sie boje bólu /przedmix/ (bonus) 18. Chat (bonus) recenzja W filmie "Szkarłatna Litera" Rolanda Joffe z 1995 roku na czarnej sukni Demi Moore wyraźnie odznaczało się duże, jaskrawoczerwone A. Kolor wyrazisty, mocny, taki który byłby widoczny na każdym tle. Taki, który trudno ominąć wzrokiem, przejść obok obojętnie. Mocny i drapieżny.
Jak wiele wspólnego, poza nazwą, z tą barwą ma czwarty album grupy Closterkeller? Otóż, przysięgam z ręka na sercu, dużo. A nawet bardzo dużo. Po dwóch zimnofalowo – gotyckich albumach i jednym bardziej rockowym, zespół przeszedł jeszcze większą ewolucję, której efektem jest "Scarlet", najbardziej metalowe dokonanie Anji i chłopców, jedyne tak ciężkie w ich historii. Co nie oznacza, że złe. Mocno jest już od samego początku, gdy spokojny, z dominującymi klawiszami "Dlaczego noszę broń" przemienia się w ostry, gitarowy numer z dającym do myślenia, wykrzyczanym tekstem. Niektórzy mogą mieć wątpliwości, czy ten sposób interpretacji dobrze brzmi, ale przysięgam, że zarówno tego kawałka, jak i dwóch następnych, przez przekaz nie można inaczej zinterpretować ("California" to historia młodej prostytutki, zaś "Tak się boję bólu" – kobiety zdradzanej przez swojego partnera). To właśnie interpretacja wokalna, w połączeniu z ostrą muzyką nadają im właściwą siłę przekazu. Chwilę można odetchnąć przy tytułowym "Scarlet", lecz też nie tak do końca, bo utwór, choć w porównaniu z poprzednimi spokojniejszy i bardziej gotycki, cały czas pozostaje mocnym kawałkiem. Pełen niespodzianek utwór "Śniło", choć początkowo zapowiadający się na spokojną, nastrojową, gotycką balladę, szybka przeradza się w ciężki, monumentalny, metalowy popis gitarowo – klawiszowy, w porównaniu z następującym po nim, bardziej rockowym "Phantom" brzmiącym jak Dzwon Zygmunta przy trójkącie. Dopiero siódma piosenka przynosi uspokojenie. "Owoce wschodu", to nastrojowy i liryczny kawałek, oparty na gitarze, opowiadający po prostu o miłości dwojga ludzi będących ze sobą Potem okazuje się, że Closterkeller tylko na chwilę dał odpocząć słuchaczom. Instrumentalny, oparty na ostrym, gitarowym riffie "Coś", jest tylko wstępem do niesamowitej, muzycznej interpretacji wiersza Norwida ("Po to właśnie (Norwid)"), o równie ostrej muzyce, choć nie pozbawionej pewnej liryczności, oraz specyficznej, wokalnej interpretacji. Bardzo nietypowy jest kolejny kawałek, anglojęzyczny "Tample Of Time". Nie dość, że ma nietypowa jak na Closterkellera linie melodyczną (początkowo utwór brzmi jak ciężki, choć powolny metalowy kawałek, by przerodzić się w energiczną, gotycko - metalową melodię), to jeszcze Anja śpiewa na nim tylko gościnnie, zostawiwszy wykonanie tekstu Titusowi z Acid Drinkers. Jest to interesujący eksperyment, ale na szczęście tylko eksperyment, bo za bardzo odbiega od wizerunku grupy. Następny kawałek, "Tak się rodzi nienawiść", nie odbiega muzycznie od poprzednich kompozycji. Jest ostro, mocno, gitarowo i bez litości dla spragnionych lirycznych melodii uszu. Te za to można znaleźć w spokojniejszym odeń utworze "Brylant", z łagodnie melorecytowanym tekstem, delikatnymi gitarami i płynnymi, choć ledwo słyszalnymi, klawiszami w tle. Miłośnikom miękkich, płynnych, przestrzennych dźwięków powinien się spodobać utwór "Dla jej siostry", który choć wciąż mocny (uch, ta gitarowa końcówka), perfekcyjnie łączy klimatyczną łagodność i liryczność. Natomiast absolutnie niezwykły "A Ona, Ona", to połączenie przeplatających się delikatnych brzmień klawiszy, spokojnej gitary, żywych skrzypiec i łagodnego wokalu z ostrymi, ciężkimi riffami gitar i majestatycznym syntezatorem. Muzycznie i wokalnie to chyba najciekawszy kawałek na płycie. Pomijając fakt, że najdłuższy. I na nim zespół mógłby spokojnie album, już dość długi zakończyć, ale po nim następują jeszcze trzy kompozycje i bonus: utwór o jakże wymownym i ambitnym tytule "…" i równie konsternującej zawartości, łagodnie rockowy "Mogę tylko patrzeć", "Tak się boję bólu" przed zmiksowaniem, oraz bonusowy, francuskojęzyczny "Chat". Co do tego, że "Scarlet" jest udanym, choć mało zróżnicowanym albumem Closterkellera, nie ma najmniejszych wątpliwości. Obok niego, jak obok szkarłatnej litery na czarnej sukni, trudno przejść obojętnie, trudno się od niego odwrócić. Zachęcać może jego ostre, metalowe brzmienie, poważne teksty, jak i klimatyczność i nastrojowość. Zdeklarowanym antyzwolennikom wokalu Anji należy wspomnieć, że akurat tutaj stosuje ograniczona ilość wokaliz, a jej interpretacje słów nie są bolesne, gdyż tym razem na pierwszym planie słychać muzykę.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |
![]() 1. Vintage Wine 2. Dance On The Highwire 3. Nothing Is Here 4. Lullaby 5. Lose It 6. Just Another Day 7. Immanoleo (The Mummy) 8. The Dead Zone 9. Modesty Blaise 10. I Don't Believe 11. Escape 12. White Wolfgang (bonus) 13. Black Wolfgang (bonus) 14. Blue (bonus) 15. Lady Macbeth 16. Epitaph 17. Sin |
![]() 1. Tu nie ma nic 2. I jeszcze jeden dzień 3. Grzech 4. Agnieszka 5. Czerwone wino 6. Taniec na linie 7. Wild Flower (cover The Cult) |
1990 Purple recenzja ↓ ![]() 1. Purple 2. Wyznanie siebie 3. Czekając na dzień 4. Jesteś wciąż nieuchwytny 5. Ostatnia noc wizji 6. Maska - moje drugie Ja 7. Paranoja coraz bliżej 8. I jeszcze raz do końca 9. Czarna apokalipsa 10. Jihad 11. Wolfgang na odlocie recenzja Ludowe przysłowie mówi: "Miłe złego początki". Trudno ukryć, że zwykle się sprawdza w rzeczywistości (co każdy może poznać na własnej skórze o poranku po imprezie) i jest, jak to gminne powiedzenie, w prosty sposób mądre. Jednak i w podawanej przez nie regule są wyjątki. I dzięki wszystkim demonom…
Stołeczna kapela Closterkeller, w jakieś dwa lata po swoim powstaniu, zdobywszy sobie popularność na koncertach, w 1990 roku weszła do studia, by zarejestrować swój pierwszy album. Rozpoczął on tradycję nadawania płytom przez zespół "kolorowych" tytułów, zwąc się „Purple”. Materiał zawarty nań był jednym z pierwszych wydanych poza tradycyjnym LP i taśmą również na płycie CD, co w tamtych czasach było czymś niesamowicie nowatorskim i pionierskim. Tylko pogratulować kapeli odwagi za ten akt... Za to jeśli chodzi o zawartość... Cóż... Strach pisać, będąc świadomym, jak wielką popularnością ferajna Aneczki cieszy się w rodzimym środowisku gotów... Od razu zaznaczę, że produkcja jest bardzo dobra. Słychać, że nie nagrywano tego własnym sumptem w piwnicy dziadka, tylko w poważnym studio, zapewniającym niezłą jakość dźwięku. Ścieżki są czyste, bez nieprzyjemnego pogłosu... Czego nie można powiedzieć o samej zawartości. Już na "dzień dobry" wita nas utwór „Purple”, wysokim, kobiecym okrzykiem, gitarą i klawiszami. Pierwsze sekundy zapowiadają rozkołysany, ciekawy kawałek, lecz później robi się gorzej. O ile muzyka jest znośna, o tyle wokal pozostawia na prawdę bardzo wiele do życzenia. Anja, niestety, w młodszym wieku śpiewać nie umiała za Chińską Republikę Ludową, toteż zaserwowała słuchaczom niemal cztery minuty krzyków, zmian tonów i zaśpiewów, od których włosy dęba stają. Dalej mamy „Wyznanie siebie”, energiczny, rockowy kawałek z plumkającymi klawiszami i makabrycznym wokalem, złożonym z pokrzykiwania, pohukiwania i nieudanych prób czystego śpiewu. Aż szkoda, bo muzycznie kawałek jest nienajgorszy. „Czekając na dzień” zaczyna się przyjemną, spokojną gitarą. Utwór jest w miarę powolny, ale nie balladowy, o kołyszącym rytmie. O dziwo, wokal tutaj aż tak bardzo nie razi, choć w górnych partiach Anja po prostu krzyczy. No i stosuje swoje słynne wokalizy, maskujące brak fachowego wyszkolenia pod kątem śpiewu. Mimo tego jednak jest to całkiem przyjemny dla ucha kawałek. Inny jest „Nieuchwytny”: żwawszy, rockowy i w miarę energiczny, z ciekawym riffem gitarowym. Zaś Anja znowu jest tutaj klinicznym przykładem tego, jak nie należy śpiewać – jej przejścia między wysoką i niska tonacją nieprzyjemnie świdrują w uszach, zaś końcowe partie to po prostu wokalna porażka. W „Ostatniej Nocy Wizji” można usłyszeć ciekawe, ładne klawisze,. nieco rekompensujące stałą bolączkę „Purple”. Trzeba przyznać, że nadają temu dość żywemu kawałkowi całkiem miły klimat. Rytmiczna, nawiązująca do klasycznego gotyku spod znaku Joy Division i Sisters Of Marcy „Maska” składa się ze świetnej muzyki i makabrycznego pokrzykiwania Anji. Tekst też nie jest najwyższych lotów i w sumie lepiej dla kawałka by było, gdyby został instrumentalnym. To "łochocho" między słowami zasadniczymi aż kłuje w zęby. Wybijający się w „Paranoi” coraz bliżej na pierwszy plan wokal dobija do reszty ten i tak już monotonny, choć przecież nie usypiający kawałek. Jest w nim kilka interesujących przejść gitarowych i niezła końcówka, jednak to trochę za mało, żeby zrekompensować ogólne wrażenie, jakie w połączeniu z fałszowaniem Anji wywiera na kimś mającym bodaj minimum słuchu muzycznego. Syntezatorowy początek „Jeszcze raz do końca” mógłby wprawić w trans, gdyby nie wykonanie tekstu, który, tak na marginesie, też nie jest najwyższych lotów. Muzyka sama w sobie nie jest tutaj zła, rytmiczna, z energią i klimatem, tak karygodnie psutym namiastką śpiewu, czyli tymi świdrującymi uszy okrzykami, przechodzącymi momentami w pisk. „Czarna Apokalipsa”, zaopatrzona w tekst niezwykle natchniony, jak wskazuje tytuł, poziomem nie odbiega od reszty utworów na albumie. Muzycznie nawiązuje do rocka i zimnej fali, wokal dla odmiany momentami brzmi jak czkawka, przy której okrzyki już wydają się całkiem przyjemne w brzmieniu. Przedostatni, anglojęzyczny „Jihad” miał chyba w założeniu zawierać liczne orientalizmy. O ile muzycznie można się jeszcze ich dopatrzyć, o tyle wokalnie znowu mamy powtórkę z rozrywki, czyli wspomnianą wcześniej "czkawkę" i piski. Generalnie muzycznie to chyba najgorszy kawałek z całej płyty, jakoś nie mogłam się w tej sekwencji świdrujących dźwięków syntezatora i gitar, oraz bliżej nieokreślonego łomotania, dopatrzyć niczego przyjemnego. Na szczęście Closterkeller żegna swoich wielbicieli całkiem przyzwoitym, instrumentalnym kawałkiem „Wolfgang Na Odlocie”. Niby jest to tylko minuta z małym hakiem, niby tylko gitara z brzęczącym syntezatorem, ale wkręca strasznie. Bardzo miło ze strony muzyków, że choć na koniec albumu dali coś, co może się podobać. Znane ludowe przysłowie należy w wypadku „Purple” przerobić na "Złe miłego początki". Cały album jest dość monotonny, słychać w nim ślady cold wave i gotyckiego rocka, muzycznie: w miarę przyzwoity, ale wokal i teksty rozkładają go na łopatki. Tylko dla absolutnych fanatyków dokonań Closterkellera, inni mają do wyboru: albo wyłączyć umysł na te krzyki i piski, albo omijać szerokim łukiem, bo nawet nie ma się z czego pośmiać.
Szukaj innych recenzji na Mieście Muzyki oraz HeavyMusic.PL (Floe [www.heavymusic.pl]) |






