„Don’t Stop The Music” to trzecia piosenka wybrana do promowania w Europie jej ostatniego albumu „Good Girl Gone Bad”. Zastosowano w niej bardzo popularną ostatnimi czasy metodę muzycznego recyclingu, a konkretnie wsamplowano stary jak świat szlagwort:
Mamase, mamasa, mamakosa. Wymyślił go na początku lat 70-tych niejaki Manu Dibango („Soul Makossa”), a dziesięć lat później rozpropagował
Michael Jackson („Wanna Be Startin’ Somethin’”). Historia opowiedziana w piosence „Don’t Stop The Music” mogłaby przydarzyć się każdej dziewczynie w dowolnej części świata (a przynajmniej w tych krajach, do których dotarła XX-wieczna rewolucja seksualna). Bohaterka wyszła z domu na imprezę, aby tylko sobie potańczyć (
Chcę trochę rozruszać ciało, żeby wytrząść z niego stres), ale on był taki przystojny i uroczy, że wieczór potoczył się w zupełnie nieoczekiwanym (czy aby na pewno?) kierunku. No i teraz ona udaje pretensje (
Czy ty wiesz, co narobiłeś? Przyszłam tu tylko się pobawić, a teraz szalejemy razem na parkiecie w nieprzyzwoitym tańcu, z twoimi rękami dookoła mojej talii), choć w gruncie rzeczy myślami jest już dalej (
Chcę cię stąd zabrać) i nie obawia się zadawać mu prowokacyjnych pytań (
Jesteś już gotowy, bo to się zbliża? Czujesz tę namiętność, która za chwilę eksploduje?).
(Krzysztof Czaja, grudzień 2007)