Bez tej operacji serduszko Franka przestanie bić. Potrzebna jest pilna pomoc! Zostało tylko kilka dni...

Rodzice małego Frania codziennie słyszą, że z ich synkiem jest naprawdę bardzo źle. Jak długo można tolerować takie informacje o stanie zdrowia dziecka? Odpowiedź można znaleźć na profilu zbiórki internetowej na rzecz chłopca - rodzice są na skraju wytrzymania. Ich 3-letnie dziecko potrzebuje natychmiastowej pomocy, której nikt nie udzieli mu w Europie. Jedyna szansa na uratowanie życia Frania istnieje w USA. Koszty leczenia są jednak gigantyczne. Pomóżmy zatem wypełnić internetową skarbonkę dla chorego chłopca!
źródło: Siepomaga.pl

Tragiczna sytuacja Frania

Stan małego Frania pogarsza się z każdym dniem. Codzienność 3-latka prawdziwa walka na śmierć i życie. U chłopca rośnie nadciśnienie płucne, które niebawem może go zdyskwalifikować z operacji ratującej życie. Rodzice Frania wydali dramatyczny apel o pomoc. Obawiają się, że niebawem ich ukochany synek może umrzeć im na rękach…

Franek Rusielewicz ma 3 lata i zmaga się z wrodzoną wadą serca – zrośnięciem pnia płucnego z ubytkiem przegrody międzykomorowej i naczyniami krążenia obocznego. Jego rodzice od listopada ubiegłego roku próbują zebrać ogromną kwotę na leczenie synka – cewnikowanie i operację serca w USA. Muszą uzbierać łącznie ponad 5 milionów złotych! Czasu zostało naprawdę mało, a sytuacja 3-latka z dnia na dzień ulega pogorszeniu. Potrzebna jest błyskawiczna pomoc! Pamiętaj, każda złotówka ma znaczenie!a

Możesz wziąć udział w licytacjach na rzecz chłopca >> TUTAJ <<, lub wpłacić bezpośrednio na internetową zbiórkę – wystarczy kliknąć baner na początku artykułu.

Historia Frania oczami jego rodziców

Nasz synek urodził się ze skrajną postacią wady serca. Ma już za sobą bardzo ciężką operację, dramatyczną walkę o życie. Wydawało się, że nasza historia skończy się happy endem… Niestety tak nie jest. Serce Frania znów niedomaga, wróciliśmy do punktu wyjścia. Nigdzie w Polsce ani w Europie nie mogą już pomóc synkowi. Zostały USA, miejsce, w którym ratuje się dzieci o najciężej chorych sercach. Dzieci takie jak nasz synek… Bez ratunku nasz Franuś po prostu umrze.

O tym, że Franuś urodzi się z wadą serca, dowiedzieliśmy się już w trakcie ciąży. Kurczowo trzymaliśmy się nadziei, że jednak będzie dobrze… Wierzyliśmy w cud, który niestety nie nastąpił. Franuś pojawił się na świecie, nie zdążyliśmy nawet cieszyć się tym szczęściem, bo lekarze mieli dla nas same złe wieści… Słowa, których znaczeń dokładnie nie znaliśmy, zwiastowały śmiertelne niebezpieczeństwo, wobec którego my, rodzice, byliśmy całkowicie bezsilni.

Franuś ma wrodzoną wadę serca - zrośnięcie pnia płucnego z ubytkiem przegrody międzykomorowej i naczyniami krążenia obocznego… Anatomia możliwa z najgorszych, wada nieoperacyjna… Nasz świat legł w gruzach. To były straszne chwile, pełne ogromnej rozpaczy – trzymać synka na rękach i wiedzieć, że nikt nie daje mu szans, a nam nadziei… Nie myśleliśmy o tym, jaki Franuś będzie, gdy dorośnie, ale o tym, czy przeżyje... Zamiast szczęścia z życia naszego dziecka był tylko strach, czy zaraz nie nastąpi śmierć. Tak bardzo się o niego baliśmy.

Po ratunek dla synka wyjechaliśmy do Włoch – w miejsce, w które odesłali nas lekarze z Polski. Tam w szpitalu w Rzymie operuje profesor Carotti, znany kardiochirurg, który podjął się leczenia Franka. Operacja była refundowana przez NFZ ze względu na brak możliwości leczenia synka w kraju. Trwała 12 godzin i miała być całkowitą korektą serca, szczęśliwym zakończeniem historii Frania. Powiodła się. W styczniu wróciliśmy do Rzymu celem poszerzenia naczyń płucnych. Znów dobre wieści - powiedziano nam, że zabieg odbył się bez powikłań. Niestety, prawda była inna…

Niepokoiło nas to, że Franuś jest słaby, szary na twarzy… Ten kolor popiołu był symptomem, że dzieje się coś złego. Pojechaliśmy na echo serca w Polsce… Tam okazało się, że zabieg nic nie poprawił, że znów jest źle. Wylądowaliśmy w szpitalu w Katowicach, gdzie Franuś miał mieć znów poszerzone naczynia płucne. Czekaliśmy na wieści, nie spodziewając się, że nie będą złe, tylko tragiczne… Po trzech godzinach zabiegu przyszedł lekarz. Powiedział nam, że nasze dziecko ma sprawne tylko jedno płuco, że serce jest bardzo przeciążone, że niestety nic nie zrobił i zrobić nie może. W Rzymie doszło do powikłania, co zostało przed nami zatajone. Czuliśmy się oszukani. To, co miało być naprawione, okazało się zupełnie zniszczone…

Zarówno w Polsce, jak i Rzymie uznano, że Franek nie może już być operowany, że nie ma jak go ratować. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Powrócił też strach, ten najgorszy na świecie – o życie  dziecka… W takim stanie, w jakim jest teraz, nasz synek nie dożyje dorosłości. Franuś rośnie, a jego serce w pewnym momencie nie da już rady pompować krwi. Włóknieniu ulegną płuca… Wtedy dla naszego synka zostanie tylko jedna droga – jednoczesny przeszczep serca i płuc… Dla małych dzieci organów do przeszczepu praktycznie nie ma. Brak leczenia to dla Frania wyrok śmierci. Bez ratunku nasz synek któregoś dnia po prostu się udusi…

Jedyna nadzieja jest za oceanem, w profesorze Hanleyu, który ratuje małe serca, którym nikt inny nie daje szans… Ośrodek w Stanford napisał nam, że Franek jest dla nich kandydatem do operacji. Muszą jednak dokładnie go zbadać. Jeśli okaże się, że synek dostanie kwalifikację, na co liczymy, profesor od razu wykona operację. Franuś dostanie szansę na życie! Koszt jest jednak ogromny… Zera wirują przed oczami – kilka milionów złotych! To nasza nadzieja na życie naszego dziecka. Nasza szansa, jedyna, jaką mamy, by Franio żył, by dorósł i został z nami.

Jeśli nie zdobędziemy tych pieniędzy, życie naszego synka będzie gasło jak płomyk na wietrze, by w końcu na zawsze zniknąć. Któregoś dnia serce Frania po prostu przestanie bić. Nie możemy do tego dopuścić! Klinika wyznaczy termin, gdy tylko pasek zbiórki pokaże 100%... Nie mamy czasu do stracenia, dlatego błagamy o ratunek!

Rodzice

Wybrane dla Ciebie

Zobacz także

"RMF ratuje wakacje": Pomaga wychowywać szóstkę rodzeństwa, nawet nie chce prosić o pomoc
Życie Mateusza przerwał dramat: "Nagle wygięło mu ręce do tyłu i stracił przytomność". Mężczyzna walczy o powrót do zdrowia. Potrzebna jest pomoc!
Sparaliżowane i niepełnosprawne psy czekają na pomoc. Razem możemy odmienić ich los!
Przyprowadzili do weterynarza labradora z guzem wielkości piłki do koszykówki: "Dzień dobry, chcieliśmy uśpić psa"

Gorący temat

Przykuły ojca łańcuchami do ściany. Mężczyznę po 8 dniach uwolniła policja
Do niecodziennego zdarzenia doszło w pierwszej połowie lipca w położonym w regionie Madrytu, mieście Torrejon de Ardoz. Dzieci przykuły swojego ojca do ściany jednego z pokoi za pomocą łańcuchów. Tak "zabezpieczonego" mężczyznę przetrzymywały przez 8 dni. Jak tłumaczyły później policji, zrobiły to, bo "miał on problemy psychiczne".

Reklama

Najnowsze wpisy

"Nie, nie możesz teraz odejść..." śpiewa Hanna Banaszak do słów Jonasza Kofty. Znasz tytuł? Odpowiedź za 75 tys. zł [MILIONERZY]
W jakim czasie światło pokonuje drogę ze Słońca na Ziemię? 8 sekund, 8 minut, 24 godziny czy 365 dni? Odpowiedź za 40 tys. zł [MILIONERZY]
Choroba brudnych rąk to żółtaczka typu A, ospa wietrzna, angina czy gruźlica? Odpowiedź za tysiąc złotych [MILIONERZY]
Czworonożny celebryta. Tygrys bawi się w zoo w Texasie! [WIDEO]
Odwaga godna największego bohatera. Dziewczynka uratowała tonącego chłopca!
Jest szybciej i niebezpieczniej. Nowy zwiastun filmu o przygodach Jamesa Bonda "Nie czas umierać" przypomina o zbliżającej się premierze! [WIDEO]

Nie przegap

Huk i pomarańczowe niebo. Nad Norwegią przeleciał meteor [WIDEO]
Nie żyje aktor "Barw szczęścia". Jan Pęczek zmarł po długiej chorobie
Mateusz z "Gogglebox" odsłonił ciało na plaży. Tak wygląda po zgubieniu 160 kg [ZDJĘCIE]
"Ślub od pierwszego wejrzenia". Aga pokazała zdjęcia z wakacji! Zaprezentowała na nich ciążowy brzuszek!
Ewa Chodakowska w skąpym stroju kąpielowym i odważnej pozie. Pokazała za dużo?
Sześcioraczki z Tylmanowej nie do poznania. Nowe zdjęcie rozczula! "Ale te dzieciaczki wyrosły"
Skażona chmura dymu dotrze do Polski? Jest komunikat IMGW po wybuchu w Leverkusen

Reklama