Indigo Tree / fot. oficjalna strona zespołu

Indigo Tree


kraj: Polska
gatunek: pop
dekady: 2000
Wedle opisu na profilu myspace Indigo Tree kolejność zdarzeń była taka: "2009 - Filip Zawada zaprasza Peve Lety'ego do współpracy przy nagrywaniu muzyki filmowej. Po godzinie improwizowania postanawiają zmalwersować pieniądze na studio. Zamykają się na tydzień w dużej sali nagraniowej i tworzą pierwszą płytę "Lullabies of love and death". Muzyka do filmu nie powstaje".

Peve Lety to bard gitarowy, który jak twierdzi, ponad pracę zespołową przedkłada współpracę w duecie, bo "ciężko jest wyrzucić z zespołu jedynego muzyka, z którym się gra". Ów drugi muzyk to Filip Zawada, który zasilał niegdyś składy zespołów Pustki i AGD. Premiera debiutanckiego albumu duetu miała miejsce w październiku 2009 roku w wytwórni Ampersand, wywołując niemałe poruszenie i zachwyt wśród recenzentów:

"Co by było, gdyby płyta Indigo Tree ukazała się na Zachodzie? Szaleństwo. Wszystkie Pitchforki, NME, Uncuty pisałyby o muzycznym objawieniu sezonu. Delikatniejszej wersji Animal Collective. (..) To bardzo ważna dla całego muzycznego środowiska w Polsce płyta. Raz, że stanowiąca powiew dźwiękowej świeżości najwyższego sortu, dwa – tak świetna, że aż dziw, że polska".

"Jeżeli muzyka jest najprzyjemniejszą formą matematyki - to granie jest obopólną zgodą (zawartą między słuchaczem, a grajkiem) na pomyłki" powiadają muzycy Indigo Tree. Idąc tym tropem: oby jak najwięcej takich pomyłek jak ich kołysanki o miłości i śmierci.

""Lullabies Of Love And Death" to album niepozorny, a jednak w swej prostocie bardzo zjawiskowy i niepowtarzalny. Wszystko na nim jest oszczędne, oniryczne, smutne… Kompozycje przelewają się jedna po drugiej leniwie, bez pośpiechu, jakby zdawały się żyć własnym życiem. Taki muzyczny mikrokosmos, kraina, w której czas nie istnieje, w której panuje przyciemniona, tajemnicza atmosfera, a jedynymi mieszkańcami są delikatne, szeleszczące dźwięki".

"Gitarowe ballady przeplatają się (...) z chwytliwymi piosenkami i zgrabnymi miniaturkami nie sięgającymi minuty, dzięki czemu w narracji ukrytych jest kilka zabójczych tematów, a całość okazuje się fascynująco naturalna i spójna. Sporadycznie pojawiające się bębny, trąbka (w wykonaniu muzyków Robotobibok), instrumenty klawiszowe idealnie punktują gitarowy tandem Filip Zawada – Peve Lety, wzmacniając go tam, gdzie jest to potrzebne i właściwe. Skromne, wycofane nieco brzmienie i dyskretne aranżacje tworzą płytę, na której umiejętność uzyskania rzeczy pięknych z najdrobniejszych składników ociera się o geniusz".

źródło: www.2010.off-festival.pl

Blanik
Blanik
1. NSWE • 2. Drymonday • 3. Leavingtimebehind • 4. Hardlakes • 5. Lovegaps • 6. Blanik • 7. Consolation Street • 8. Silent Souls • 9. Lazy • 10. Iwishweturnedintotrees
Lullabies Of Love And Death
Lullabies Of Love And Death
1. swingingtime • 2. iamthecar • 3. burntsugar • 4. houseofevil • 5. bluemyeyes • 6. carwheel • 7. whileyouwereking • 8. swell • 9. halfway • 10. darkarethedays • 11. kitchenoflove • 12. nightwaves • 13. iloveyoubabysweet
Leaving Time Behind  2010
Zobacz także:

PustkiAnimal Collective