Yesterday
w kinach od 12 lipca 2019
Jeszcze wczoraj wszyscy znali Beatlesów. Dziś tylko Jack pamięta ich piosenki. Zanosi się na coś wielkiego! Nowy film w reżyserii nagrodzonego Oscarem® Danny'ego Boyle'a („Slumdog. Milioner z ulicy”, „Trainspotting”, „28 dni później”) według scenariusza nominowanego do Oscara® Richarda Curtisa („Cztery wesela i pogrzeb”, „To właśnie miłość”, „Notting Hill”). Przed nami rock'n'rollowa komedia romantyczna o muzyce, marzeniach, przyjaźni i długiej krętej drodze, która wiedzie do miłości.
Reżyseria: DANNY BOYLE
Scenariusz: RICHARD CURTIS
Produkcja: TIM BEVAN, ERIC FELLNER, MATTHEW JAMES WILKINSON, BERNARD BELLEW, RICHARD CURTIS, DANNY BOYLE
Producent wykonawczy: NICK ANGEL, LEE BRAZIER, LIZA CHASIN


Jack Malik (Himesh Patel) jest młodym piosenkarzem i twórcą piosenek, tyle że choć od lat stara się zainteresować swoją twórczością kogokolwiek, wciąż nie osiąga sukcesu. Nawet mimo niezwykłego wsparcia, jakie daje mu Ellie (Lily James), jego przyjaciółka, z którą zna się od dzieciństwa. Aż nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, na krótką chwilę na Ziemi zapanowuje ciemność, a Jack zostaje potrącony przez autobus. Kiedy budzi się ze śpiączki, szybko orientuje się, że The Beatles nigdy nie istnieli...

Wykonując piosenki największego bandu w historii muzyki, Jack – przy małym wsparciu Debry, amerykańskiej agentki (Kate McKinnon), staje się wkrótce światowym fenomenem, kimś, kogo znają wszyscy. Ale kiedy jego sława zatacza globalne kręgi, Jack ryzykuje utratę Ellie, kogoś, kto jako jedyny wierzył w niego od początku. Stojąc między drzwiami do nowego życia a wrotami przeszłości, Jack będzie musiał wrócić tam, gdzie był kiedyś, by udowodnić, że „all you need is love”.

Za powstaniem filmu stoją giganci z Working Title, Tim Bevan i Eric Fellner, którzy wyprodukowali m.in. „To właśnie miłość”, „Był sobie chłopiec” czy kultową serię o miłosnych przygodach Bridget Jones.

Współpraca Richarda Curtisa i Working Title trwa od 30 lat. Ich wspólne filmy są dziś synonimem brytyjskiej komedii, by wymienić choćby „Notting Hill”, „To właśnie miłość” czy serię „Bridget Jones”.

- Jeden z producentów przyszedł do mnie z pomysłem Jacka Bartha, który wymyślił sobie muzyka pamiętającego The Beatles jako jedyny człowiek na świecie – opowiada Richard Curtis – Z miejsca pokochałem ten pomysł. Ale odmówiłem przeczytania scenariusza Bartha, sam zasiadłem do pisania własnego. Dlatego ten cudowny i jakże prosty pomysł należy do Jacka, scenariusz jest zaś mój. Nigdy jednak nie chciałem brać się za reżyserię tego filmu. Ale kiedy tylko skończyłem pisać scenariusz, zwróciłem się do Danny'ego Boyle'a. To niezwykły filmowiec. Ale byłem przekonany, że się nie zgodzi. Moje „Cztery wesela i pogrzeb” to film bardzo brytyjski, równie brytyjski, co „Trainspotting” Danny'ego. Oba te filmy stoją jednak po drugiej stronie barykady, są tak różne, jak to tylko możliwe.

A jednak Boyle zdecydował się wyreżyserować „Yesterday”.

Tim Bevan: – Interesujące w tym połączeniu jest to, że zarówno kariera Danny'ego, jak i Richarda eksplodowały na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Obaj zasłynęli bardzo brytyjskimi filmami, obaj odnieśli oszałamiający sukces, obaj zdecydowali się pozostać w Wielkiej Brytanii, mimo napływających propozycji z Hollywood. Obaj byli przekonani, że są twórcami brytyjskimi, którzy utożsamiają się z tą kulturą. I być może właśnie dlatego ich filmy odniosły wielki sukces na całym świecie, bo pozostali sobą. Logiczne więc, że chcieli ze sobą współpracować, zwłaszcza nad filmem o piosenkach Beatlesów, które obaj kochają.

Kiedy Boyle przyjął propozycję pracy nad filmem, poprosił Curtisa o pewne zmiany w materiale wyjściowym. – Pisanie to proces, nie jestem przywiązany do pierwotnych wersji – mówi Curtis – Ostatecznie, jak zresztą przypuszczałem, wyszło to filmowi na dobre. Przez większość akcji filmowy Jack kłamie, w każdym razie nie mówi prawdy. Danny powiedział wprost „Jest ograniczona liczba scen, w których mogę pokazać, że czuje się winny”. Dlatego wskazał na świetne rozwiązanie – pokazujemy sceny, w których Jackowi śnią się koszmary na jawie, w których zostaje zdemaskowany. To znakomite i bardzo filmowe rozwiązanie.

– Zawsze postrzegam Richarda jako piewcę miłości – mówi Boyle – Pamiętam, kiedy czytałem scenariusz „Notting Hill”, myślałem „TO jest komedia romantyczna w najczystszej formie tego gatunku”. Dlatego czuję się szczęśliwy, że mogłem współpracować z Richardem. Wiara w Beatlesów to wiara w miłość. A Richard naprawdę potrafi to pokazać.