Historia Dolnego Śląska. Legenda o Janie Żiżce oraz kłodzkich studniach

Legenda o studni tumskiej, o Janie Żiżce oraz o studni piekarskiej to trzy historie, które bardzo mocno wiążą się z twierdzą Kłodzko, czyli Fortecznym Parkiem Kulturowym. Jeżeli jeszcze o nich nie słyszeliście, to koniecznie przeczytajcie i posłuchacie naszego podcastu. Kolejne kłodzkie legendy wziął pod lupę Karol Kania z RMF MAXXX.

Legenda o studni tumskiej

W 1393 roku w Kłodzku rozpoczęto budowę studni. Były to czasy, gdy funkcje opata klasztoru Augustianów sprawował proboszcz Jan II. Według legendy, studnię tę wybudował lokalny szewc o imieniu Czesław. Legenda głosi, że w ciągu jednego dnia był on w stanie wydobyć z ziemi tyle kamienia, ile zmieściło się w jego fartuchu, gdy ładował go wieczorem, po zakończonej pracy. Budowa studni trwała łącznie 9 lat. Źródło to było głębokie na 30 metrów i liczyło 2 metry szerokości. Ciekawy jest równie z fakt, iż wodę czerpano z niej za pomocą specjalnego urządzenia o nazwie "Ojcze nasz". Wyciągniecie wody zajmowało bowiem tyle czasu, ile zmówienie tej modlitwy.

Samą studnię tumska można znaleźć dziś na górze zamkowej. Jej znaczenie, podobnie jak pozostałych studni miejskich zmniejszyło się w raz z powstaniem w Kłodzku sieci wodociągów. W całym Kłodzku takich ujęć wody było kilkanaście, zarówno tych publicznych, jak i prywatnych. Najstarsza z nich pochodziła z 1393 roku.

Legnda o Janie Żiżce

W 1415 roku na soborze w Konstancji zginął śmiercią męczeńską czeski ksiądz i kaznodzieja, a także nauczyciel i reformator religijny, Jan Hus. Po jego śmierci wybuchło wiele rozruchów na tle religijnym, które ostatecznie przekształciły się w regularną wojny, zwane wojnami husyckimi. Dowódcą wojsk husyckich został właśnie Jan Żiżka. W bitwach przeciwko Krzyżakom  dowodził on walczącym po polskiej stronie oddziałem czeskim. Był on dowódcą niezwykły. Pomimo utraty oczu w skutek ran wojennych, dalej  był w stanie dowodzić w bitwach, dzięki informacjom od swoich podwładnych. Decyzje które wydawał zawsze były trafne i prowadziły do kolejnych zwycięstw. Według legendy Jan Żiżka miał nakazać swoim ludziom, aby po śmierci zdjęli z niego skórę i wykonano z niej bęben. Podwładni dowódcy spełnili jego pośmiertną wolę, po tym jak poległ podczas jednej z bitew. Głos bębna porywał żołnierzy podczas każdej walki. Aż do roku 1428, kiedy podczas kilkumiesięcznej walki między Husytami, a obrońcami zamku kłodzkiego dostał się on ręce drugiej strony. Przez kolejne stulecia bęben ten był przechowywany na zamku. Po pierwszej wojnie śląskiej w 1734 roku komendant twierdzy podarował bęben królowi Fryderykowi II wraz z włosami oraz łukiem słynnej Valesci. Wtedy tez ślad po nim zaginął. Według legendy bęben ma odezwać się ponownie, gdy państwo czeskie odzyska pełnię niezależności.

Legenda o studnia piekarskiej

Studnia piekarska została wykuta w skale. Miała ona aż 50 metrów głębokości. Jej nazwa wzięła się od położenia studni tj. tuż obok dwóch piekarni fortecznych. Legenda głosi, iż ujęcie kosztowało parę halerzy więcej niż cała twierdza. W czasie oblężenia Kłodzka w 1806 mieszkanka miasta, zwana hrabianka Ursini zatruła wodę w studni. Była ona bowiem zwolenniczką Napoleona i chciała w ten sposób osłabić armię w twierdzy. Ostatecznie doprowadziła w ten sposób do zawarcia rozejmu. Problem w tym, że przy okazji otruła także swojego kochanka. Za swój czyn hrabianka Ursini została skazana i uwięziona na 20 lat. Różne źródła podają, że po skończeniu kary mieszkała aż do śmierci i jednej z kłodzkich kamienic, z widokiem na twierdzę. Sama studnia piekarska miała kosztować Kłodzko rozejm z Francuzami.

 

Zobacz także