Bon Jovi specjalnie dla RMF FM: "My po prostu bardzo lubimy być na scenie i grać muzykę. To największa frajda"

Jeden z największych rockowych zespołów świata, Bon Jovi, ogłasza powrót do Polski w ramach triumfalnej światowej trasy, która miała już swój przystanek w USA, Kanadzie, Brazylii, Argentynie i Chile, a pod koniec 2018 roku zawita jeszcze do Japonii i Australii. To był wyjątkowy rok - ponad 80 koncertów oraz wprowadzenie zespołu do Rock And Roll Hall Of Fame. Europejska trasa "This House Is Not For Sale" to kolejne wielkie wydarzenie w ich karierze.

W wywiadzie dla RMF FM, Jon Bon Jovi i David Bryan opowiadają o tym, jak udało im się przez tyle lat utrzymać energię i miłość do rocka, wspominają ich pierwszy koncert w Polsce i zdradzają plany na kolejny. Z muzykami rozmawiał Mateusz Opyrchał.

Mateusz Opyrchał: Panowie, muszę powiedzieć, że to jedna z najlepszych wiadomości ostatnich tygodni i ogromna przyjemność, że możemy o tym porozmawiać.

Jon Bon Jovi: Dziękujemy!

David Bryan: Dziękuję! Pocałuj mnie w d*pę!

M.O.: Słucham?!

D.B.: Nie! To nie do ciebie! Moi dziadkowie często tak do siebie mówili. (śmiech)

M.O.: Możemy rozmawiać po polsku, nie ma problemu…

D.B.: Nie, to wszystko co umiem powiedzieć po polsku. (śmiech)

M.O.: Pogadajmy o tej najważniejszej informacji – po kilku latach wracacie do Europy z trasą koncertową "This House Is Not For Sale". Tęskniliście?

J.B.J.: Cały czas koncertujemy, dawno nie byliśmy w Europie i czekamy na ten powrót! Chcemy podzielić się z fanami ostatnim krążkiem, wrócić do Polski i odwiedzić resztę kontynentu. Będzie świetnie!

M.O.: Wspominałeś ostatnio, że wraz z ostatnią płytą (przyp. "This House Is Not For Sale") zespół zyskał nową energię. Co trzyma was w tak dobrej formie po blisko trzydziestu pięciu latach wspólnego grania?

J.B.J.: Myślę, że musisz być po prostu szczery w tym, co robisz. Naszą mocną stroną są występy na żywo, a koncertowanie wiąże się z ogromnym wkładem energii.

Fani, którzy przychodzą na nasze koncerty oczekują tego, do czego przez lata ich przyzwyczailiśmy, a my podchodzimy do tego bardzo poważnie. Jesteśmy bardzo skupieni.

M.O.: "We've got to hold on to what we've got"… (fragm. “Livin’ On a Prayer”)

J.B.J.: Dokładnie tak!

D.B.: My po prostu bardzo lubimy być na scenie i grać muzykę. To największa frajda. I tak jak powiedział Jon – dzielić się nową muzyką z fanami.

M.O.: W tym roku niewątpliwie spełniło się jedno z waszych wielkich marzeń – zostaliście włączeni do Rock And Roll Hall Of Fame. I to pytanie do ciebie Jon, czy w takiej chwili zdajesz sobie sprawę, że decyzja o stworzeniu zespołu, te trzydzieści pięć lat temu, była jedną z najlepszych w twoim życiu?

J.B.J.: Najważniejszą po tej, kiedy zdecydowałem się poślubić moją żonę. Absolutnie! To wspaniała przygoda i jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Jestem bardzo dumny ze wszystkiego, co udało nam się osiągnąć. Muzyka jest ogromną częścią naszego dorosłego życia, którego doświadczamy wspólnie ze wszystkimi członkami zespołu.

M.O.: Chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, a wy jesteście tego najlepszym przykładem - rock jeszcze nie umarł. Rock się dopiero rozkręca!

Bon Jovi zagrają w Polsce!

J.B.J.: Tak myślę! Po pierwsze - wielką zaletą dzisiejszego świata muzyki jest Internet i serwisy streamingowe. Możliwości artystycznego wyrazu są w tym momencie nieograniczone. Młody człowiek zamknięty w swoim pokoju, robiąc muzykę, nie koncentruje się na tym, że jego kawałek koniecznie musi trafić do radia. Wystarczy, że taki kolejny Bob Dylan będzie po prostu pisał piosenki. Nie musi wygrać żadnego talent show, żeby stać się sławny i jego muzyka mogła trafić na szczyty list przebojów. To bardzo wspiera kreatywność i daje wolność tworzenia młodym artystom.

J.B.J.: Fani, którzy przychodzą na nasze koncerty oczekują tego, do czego przez lata ich przyzwyczailiśmy, a my podchodzimy do tego bardzo poważnie.

M.O.: Rock ma swój charakter, wy ten charakter utrzymujecie od lat i za to was uwielbiamy, ale czy nie myśleliście nigdy, żeby to wszystko zostawić, pójść za obecnymi trendami i zacząć tworzyć na przykład muzykę elektroniczną?

D.B.: Nie chodzi nawet o podążanie za trendami. My po prostu trzymamy się tego, kim jesteśmy i jacy jesteśmy, a brzmienie zespołu jest wypadkową tego.

J.B.J.: Mimo, że cały czas się rozwijamy, nie chcemy odtwarzać piosenek, które powstały w latach osiemdziesiątych. Jesteśmy sobą w tym co robimy, ale cały czas ewoluujemy jako zespół. Natomiast, jeśli mielibyśmy teraz zacząć tworzyć muzykę techno, bo akurat takie są trendy, to nie bylibyśmy w tym prawdziwi i na pewno nie bylibyśmy prawdziwi dla fanów tego gatunku.

D.B.: Tak jak powiedział Jon - różnorodność i ilość nowych brzmień, które powstają może być świetną inspiracją. Słuchasz tych rzeczy i one zostają ci w głowie i możesz czerpać z nich nowe pomysły. Ważne jest jednak to, żebyś w tym wszystkim pozostał sobą i zachował swój charakter.

M.O.: Charakter zespołu jest też silnie związany z miejscem, gdzie to wszystko się zaczęło. Kiedy myślę o Bon Jovi, pierwsze co mi przychodzi do głowy – New Jersey. To jest wasz „dom nie na sprzedaż” (przyp. "This House Is Not For Sale"), z którym jesteście bardzo mocno związani. Jest na świecie miejsce, gdzie czujecie się równie dobrze?

J.B.J.: To bardzo dobre pytanie… Ostatecznie, gdziekolwiek nie wyruszysz, zawsze będziesz chciał kiedyś wrócić do domu. To kim jesteś, kreują ludzie, którymi się otaczasz; przyjaciele, rodzice, nauczyciele. Na moim przykładzie – nieważne gdzie w danym momencie życia jestem, zawsze mam w sercu świadomość tego, skąd pochodzę.

M.O.: Kolejnym przystankiem na trasie "This House Is Not For Sale" będzie Warszawa. To wasz drugi koncert w Polsce. Macie jakieś wspomnienia z koncertu w Gdańsku w 2013 r.?

J.B.J.: Tak, to był nasz pierwszy raz w tym mieście i pamiętam, że zajęło nam dużo czasu, żeby wreszcie tam dojechać. Bardzo dobrze to pamiętam! Niestety nie mogliśmy zwiedzić miasta, bo zaraz po koncercie musieliśmy ruszać dalej.

Moi dziadkowie urodzili się w Warszawie i ten koncert będzie miał dla mnie wyjątkowe znaczenie.

M.O.: Macie dość spory repertuar jeśli chodzi o utwory grane na żywo. Sprawdziłem – prawie sto piosenek! Fani będą czekać oczywiście na te największe hity. Co możecie obiecać?

J.B.J.: O te nie muszą się martwić! Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli nie zagrać „Livin’ On a Prayer”, „It’s My Life”, „Bed of Roses” czy „You Give Love a Bad Name”. Albumów jest naprawdę dużo, teraz dochodzi ostatni krążek, ale oczywiście staramy się zawsze pamiętać o tych największych hitach.

D.B.: Moi dziadkowie urodzili się w Warszawie i ten koncert będzie miał dla mnie wyjątkowe znaczenie.

M.O.: Jon, jak już będziesz w Polsce, spróbujesz polskiego wina, żeby sprawdzić, czy jest równie dobre jak to, które sam produkujesz?

J.B.J.: Dlaczego nie! Chętnie spróbuje polskiego wina! Przywiozę też trochę mojego „Hampton Water”!

M.O.: Mam nadzieję, że uda wam się zostać na dłużej w Warszawie!

J.B.J.: Do koncertu jest jeszcze trochę czasu, nie mamy sprecyzowanych planów na ten moment, ale mamy nadzieję, że się uda!

D.B.: Bardzo byśmy tego chcieli! Do zobaczenia!

 

Zobacz także