Komentował zakończenie kariery Adama Małysza. Co teraz robi Włodzimierz Szaranowicz?

Włodzimierz Szaranowicz to znany wśród wielu widzów komentator sportowy, który jakiś czas temu przeszedł na emeryturę. W pamięci Polaków zapisał się jego emocjonalny komentarz do zakończenia kariery Adama Małysza. Co robi teraz gwiazdor telewizji? O tym porozmawialiśmy w Radiu RMF24 z jego córką, Martą Szaranowicz-Kusz, z którą wspólnie pracował nad swoją biografią.

Włodzimierz Szaranowicz i jego pożegnanie Adama Małysza

Ten głos i ten komentarz znają wszyscy Polacy. Nie znajdzie się chyba osoba, która nie pamięta emocjonalnego komentarza wygłoszonego przez Włodzimierza Szaranowicza, gdy Adam Małysz 10 lat temu kończył karierę skoczka narciarskiego.

Co tydzień siadaliśmy jak do telenoweli, żeby właśnie oglądać tę rywalizację. Fenomen socjologiczny! Ile rzeczy można było mu przypisać podczas tej kariery! Że można w życiu ewidentnie wygrać bez układu, że jest człowiekiem rzetelnym i solidnym, posłańcem wielkich wiadomości, wielkiej nadziei. Zaczynał jako idol kryzysowy, który miał nas prowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy. Fenomen społeczny! Dzięki tym transmisjom żyliśmy życiem zastępczym! Był powodem ogromnej zbiorowej radości! Dał nam wiele, bardzo wiele! – wybrzmiało wtedy w telewizorach setek tysięcy widzów.

W marcu 2019 roku słynny komentator sportowy udał się na zasłużoną emeryturę. To stało się idealnym pretekstem dla jego córki, Marty Szaranowicz-Kusz, do napisania książki o jego życiu. W internetowym Radiu RMF24 opowiedziała nam kulisy jego kariery zawodowej i kilka ciekawostek z życia. Dziennikarz zapytał, czy Włodzimierz Szaranowicz często wzruszał się podobnie, jak przy zakończeniu kariery Małysza.

W życiu myślę, że tak. Zdarzało się w chwilach takich ważnych dla naszej rodziny. W szczególności, kiedy rodziły się wszystkie trzy wnuczki naszego taty: moje dwie córki i córka mojego brata. To były takie momenty, gdy tata był najbardziej poruszony i wzruszony – wyjawia córka komentatora w Radiu RMF24.

Jak się okazuje, nie tylko dla tysięcy Polaków, ale także dla samego Włodzimierza Szaranowicza pożegnanie słynnego skoczka narciarskiego było bardzo emocjonujące. Dowiedzieliśmy się również, że to właśnie ten moment był dla niego tym najbardziej ekscytującym w karierze zawodowej.

Biografia Włodzimierza Szaranowicza już wkrótce w sklepach!

Marta Szaranowicz-Kusz wspólnie z ojcem spisała jego biografię, która 27 października pojawi się na półkach księgarni pt. „Włodzimierz Szaranowicz. Życie z pasją”. Praca nad książką trwała prawie rok, ale była nieco spowolniona przez pandemię koronawirusa. Córka komentatora powiedziała, że przeprowadziła z ojcem wiele rozmów, na podstawie których powstała jego biografia.

To było wiele rozmów, przez prawie rok. Zaczęliśmy pracę we wrześniu zeszłego roku. Były takie okresy bardziej intensywne i mniej intensywne, kiedy ja bardziej pracowałam nad tekstem. No bo też to był czas pandemii. Były momenty, że z rodzicami po prostu jakiś czas nie widziałam się jesienią. We wrześniu podjęliśmy decyzję, że będziemy nad tym pracować. Starałam się jak najwięcej tych rozmów odbyć, bo potem jesienią ja też chorowałam na Covid. Ale tych rozmów zebrało się naprawdę wiele – mówiła Szaranowicz-Kusz dziennikarzowi Radia RMF24

Początkowo książka o życiu Włodzimierza Szaranowicza miała mieć zupełnie inny kształt. Pierwotnie córka gwiazdy telewizji chciała spisać jego historie z życia, aby zachować je dla siebie. W pewnym momencie rozmowy zeszły jednak na karierę zawodową jej taty. W ten właśnie sposób powstała pełnoprawna biografia o „życiu z pasją”.

Poniekąd ja, tylko początkowo to był bardziej taki prywatny mój projekt. Bardzo żałowałam, że nie odbyłam takich rozmów z babciami, np. z babcią Bebą, czyli mamą taty. Wtedy byłam po prostu jeszcze za młoda i nie miałam też swoich dzieci. Nie miałam też takiej motywacji, by te historie też spisać dla kolejnych pokoleń. Początkowo miałam taki zamiar, aby głównie skupić się na rozmowach o rodzinie i dzieciństwie, to coś, co mnie najbardziej interesowało. Z czasem przerodziło się to w większą opowieść o karierze taty. Kiedy wydawnictwo wyraziło zainteresowanie, to stwierdziliśmy, że spróbujemy – opowiadała.

fot. Wydawnictwo SQN

Dopytywana przez dziennikarza odpowiedziała, że wiele z historii przedstawionych biografii było jej wcześnie znanych. Poza tym podzieliła się ciekawostką z prywatnego życia komentatora. Okazuje się, że Włodzimierz Szaranowicz niechętnie rozmawiał w swoim domu o pracy i wolał ją pozostawić „za progiem”.

Myślę, że wiele z tych historii znałam, ale z takiej bardziej dziecięcej perspektywy. Słyszałam o początkach kariery mojego taty, o tym jak pracował w radiu, a potem w telewizji. Ale w domu wiele nie rozmawialiśmy o pracy, bo dom to dom. Tata zostawiał po prostu wiele wyzwań zawodowych i stresów w progu, żeby móc nam i mamie poświęcać czas. Chyba to mu też po prostu służyło, że nie był czas w pracy. Potrzebował tego, żeby się zrelaksować i z nami pobyć. My też nie byliśmy jakoś przesadnie zafascynowani, co się dokładnie dzieje w jego pracy. Ale mój starszy brat przyznał, że w czasach NBA pytał tatę o wyniki, bo był wielki fanem, ale zazwyczaj wtedy odpowiadał: „porozmawiamy o tym w poniedziałek” – zdradziła.

Z książki, „Włodzimierz Szaranowicz. Życie z pasją”, możemy dowiedzieć się także, że dziennikarz uwielbiał sukcesy naszej reprezentacji w skokach narciarskich oraz osiągnięcia reprezentantów w lekkoatletyce, która jest jego ulubioną dyscypliną sportową.

Bardzo trudne pytanie. Tata wymienia ich wiele. Na pewno bardzo bliskie były mu sukcesy skoczków, Adama Małysza i Kamila Stocha oraz całej drużyny, która potem zdobywała medale. Ale także wszystkie medale lekkoatletyczne, to jest dla taty królowa sportu i chyba przez lata właśnie ta dyscyplina była jego ukochaną, którą szczerze wielbił – mówiła na antenie Radia RMF24.

Włodzimierz Szaranowicz chciał, aby jego dzieci zostały sportowcami?

Czy Włodzimierz Szaranowicz chciał, aby jego dzieci zostały sportowcami? Jak mówi Marta Szaranowicz-Kusz, komentator sportowy pozostawił swoim dzieciom wolny wybór w tej kwestii.

To jest bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że tata nam tu zostawił wiele wolności. Nigdy nie miał pomysłu, by uczynić z nas sportowców. I jestem mu za to wdzięczna. Ja chyba nie mam aż takiego przekonania do uprawiania sportu. Oczywiście, są dyscypliny, które lubię: jeżdżę na nartach, uprawiam pilates i ćwiczyć. Ale nigdy tata jakoś nas specjalnie nie namawiał i nie zmuszał, abyśmy sport uprawiali – zdradziła.

Dziennikarz spędzał wiele godzin w redakcji i mnóstwo dni na skoczniach i stadionach olimpijskich. Jego rodzina, aby móc być blisko przy nim, często oglądała jego sportowe relacje.

Było ich tak wiele, ale nie oglądaliśmy ich wszystkich. W czasie „małyszomanii” tata miał taki rytm tygodnia, że wyjeżdżał do pracy w czwartek i wracał w poniedziałek. W tygodniu miał jeszcze inne zobowiązania zawodowe: prowadził „Pytanie na śniadanie” i studia piłkarskie. Czasami oglądaliśmy audycje w weekend, żeby usłyszeć jego głos – opowiedziała.

W swojej biografii Włodzimierz Szaranowicz podzielił się również szczegółami ze swojego dzieciństwa. Dla jego córki było to bardzo ciekawe doświadczenie. Choć kobieta słyszała wiele z tych historii wcześniej, to dopiero teraz mogła się w nie dojrzale wsłuchać. Był to też jeden z tych momentów, gdy emocje naprawdę wzięły sobie górę.

Na pewno tata szczerze mi opowiedział o swoich wspomnieniach z dzieciństwa. Nie znałam ich tak dobrze. Znałam historię relacji z tatą i że nie zdążył na jego pogrzeb, bo był wtedy w Szwecji. Dopiero teraz pierwszy raz opowiedział mi o tym z takim przejęciem.  To na pewno były te historie, do których wracał, były ważne w jego życiu i go ukształtowały. Powiedział mi, patrząc prosto w oczy i z drżeniem w głosie – relacjonowała.

Nowa internetowa stacja informacyjna tworzona przez zespół faktów RMF FM. Rzeczowo i konkretnie o tym, co najważniejsze! Informujemy i komentujemy na bieżąco!

KLIKNIJ TUTAJ I WŁĄCZ RADIO RMF24 JUŻ TERAZ!

 

"Skłonność do ryzyka i odwaga"

Włodzimierz Szaranowicz zawsze powtarzał, że imponuje mu w sportowcach siła charakteru, prawdomówność i przestroga przed kultem pieniądza. Jakie największe zalety widzi w nim jednak jego córka?

Myślę, że skłonność do ryzyka i odwaga. W wielu momentach tata podejmował bardzo szybko decyzję i je realizował. Bardzo mi to imponuje, że potrafi szybko ocenić sytuację i działać. Absolutnie był niestrudzony. Pytałam go, czy był zmęczony: powiedział, że bywał wykończony. A ja nie pamiętam taty zmęczonego czy marudzącego. Zawsze był pełny werwy i energii. Teraz widząc, ile miał obowiązków każdego dnia, jestem pełna podziwu, że udało mu się przejść przez życie i karierę zawodową z ogromną pogodą ducha – mówiła.

Praca w mediach publicznych była dla niego trudna?

Dziennikarz kiedyś zdradził, że w latach 80. miał bardzo pod górkę w upolitycznionej telewizji. Mówił wtedy, że „nie ma nic gorszego niż ludzie bez charakteru i kręgosłupa”. Włodzimierz Szaranowicz spędził w TVP ponad 40 lat. Jak pracowało mu się w mediach publicznych w ostatnich latach?

Mogę na to odpowiedzieć tak. Mój tata był związany z Telewizją Polską przez 40 lat. Ma zupełnie inne spojrzenie na tę sytuację. Wiele przetrwał i chyba wszystkie możliwe warty w telewizji. Zawsze starał się robić jak najlepszą robotę i robić swoje. Mówił, że w sporcie jest łatwiej, by utrzymać niezależność, niż w dziennikarstwie politycznym – odpowiedziała.

Dzień, w którym werdykt społeczny zapadnie, będzie dla mnie dniem, żeby spokojnie spakować rzeczy i pójść do domu” – tak mówił Włodzimierz Szaranowicz, zapowiadając koniec swojej kariery. Niestety, to nie widzowie zadecydowali o jego przejściu na emeryturę, a choroba Parkinsona. Jak czuje się teraz słynny komentator sportowy i co robi w trakcie czasu upragnionego odpoczynku od spraw zawodowych?

Dobrze, dobrze, tata jest w dobrej formie na zasłużonej emeryturze. Cieszy się teraz życiem. Trochę się śmieje, że teraz może jak prawdziwy Czarnogórzec czytać książkę, pić kawę i nic nie robić – dodała Marta Szaranowicz-Kusz.

Dziennikarz zapytał na koniec, jak wyglądał dzień Włodzimierza Szaranowicza w trakcie tegorocznych igrzysk olimpijskich. Jak się dowiedzieliśmy, dziennikarz specjalnie dla swojej żony komentował rozgrywki wprost z kanapy. Córce odpowiedział jednak, że niechętnie wróciłby do pracy. Jak można łatwo się domyśleć, Marta Szaranowicz-Kusz nie do końca dała wiarę jego słowom.

Komentował je dla mamy z kanapy. Na pewno śledził większość transmisji. Pytała go: „O, tato! Chciałbyś tam być?” Odpowiedział, że nie, bo były to specyficzne igrzyska zorganizowane w trakcie pandemii. Powiedzmy, że mu wierzę, że już nie tęskni i że mógł to z tej strony ekranu oglądać – zakończyła.

Rosjanie nakręcą pierwszy film w kosmosie! "Krok milowy dla świata kina"
Ten dzień przejdzie do historii światowej kinematografii! We wtorkowy poranek w kosmos polecieli kosmonauta Anton Szkaplerow, aktorka Julia Peresild i reżyser Klim Szypienko, którzy nakręcą pierwszy film w przestrzeni kosmicznej! Z tego powodu gościem Krzysztofa Urbaniaka w internetowym Radiu RMF24 był Mateusz Damięcki, aktor i przyjaciel rosyjskiego filmowca, który przybliżył nam jego sylwetkę i kulisy pierwszego kosmicznego filmu!

Źródło: Radio RMF24

Zobacz także