To jedna z najgorszych bajek, a rodzice ciągle włączają ją dzieciom! Ekspertka ostrzega: „Jest bardzo szkodliwa”

Posłuchaj artykułu Dźwięk wygenerowany automatycznie

Fot. Shutterstock
W 2026 roku w sieci mamy dostęp do praktycznie nieskończonej ilości bajek dla dzieci. Niestety, nie wszystkie z nich są warte uwagi – tak jest między innymi z szalenie popularną animacją „CoComelon”. W rozmowie z RMF FM twórczyni konta @intrukcjaobslugidziecka, mgr Adrianna Dzięgielewska, będąca z wykształcenia psychologiem o specjalności klinicznej oraz logopedą, wyjaśnia, dlaczego rodzice nie powinni pozwalać pociechom na jej oglądanie.

Bajka „CoComelon” dla dzieci

Animacja „CoComelon” podbiła bajkowy świat, stając się prawdziwym hitem wśród rodziców i dzieci. Produkcja nie ma jednej, ciągłej fabuły. Każdy odcinek to osobna, krótka historyjka lub piosenka, której bohaterami są członkowie rodziny – głównie mały chłopiec o imieniu JJ, jego rodzeństwo, rodzice oraz przyjaciele. Akcja rozgrywa się w codziennych, bliskich dzieciom sytuacjach: w domu, przedszkolu, na placu zabaw czy podczas rodzinnych wycieczek.

Najgorsze bajki dla dzieci: „CoComelon”

Produkcja dostępna jest w streamingu, a także w serwisie YouTube – filmiki notują milionowe wyświetlenia. Jak jednak ostrzega mgr Adrianna Dzięgielewska, taka ogromna oglądalność wcale nie powinna nas cieszyć – „CoComelon” nie jest bowiem bezpieczną propozycją dla najmłodszych.

«CoComelon» to jedna z najgorszych treści, jakie możemy puszczać małemu dziecku. Ma miliony wyświetleń, ale to nie znaczy, że jest bezpieczna. Przeciwnie, jest bardzo szkodliwa dla rozwijającego się mózgu dziecka. I warto to powiedzieć wprost: «Cocomelon» nie został stworzony po to, żeby wspierać rozwój albo być neutralną rozrywką. Został stworzony po to, żeby dziecko oglądało jak najdłużej i żeby wracało po więcej – mówi.

Czy bajka „CoComelon” jest szkodliwa?

Ekspertka zwraca uwagę na to, że w przypadku tej produkcji wykorzystany został cały zestaw mechanizmów, które mają za zadanie uzależnić młodych widzów od bajki. – To efekt zastosowania konkretnych technik, takich jak szybkie cięcia dzięki którym zmiana sceny następuje nawet co jedną sekundę, powtarzalna, rytmiczna muzyka, jaskrawe kolory, zero przerw, zero ciszy – wyjaśnia i dodaje: – Nie ma chwili wytchnienia ani czasu na przetworzenie tego, co się dzieje. A wszystko to jest zrobione z premedytacją.

Czytaj też: Nie chodziły do szkoły, bo grały w szachy. Ojciec przeprowadził na córkach eksperyment, który przeszedł do historii

Logopedka zauważa też, że twórcy specjalnie dodają kolejne bodźce, takie jak cięcia czy nowy dźwięk, aby „sztucznie przykleić wzrok do ekranu”. – Dziecko nie nadąża z przetwarzaniem tego, co widzi i słyszy, ale nadal siedzi nieruchomo, zahipnotyzowane, pozornie zadowolone. Mózg w tym momencie jest zalewany dopaminą, która daje uczucie ogromnej przyjemności i przez to nie może się oderwać – dodaje. 


O ekspercie:

Adrianna Dzięgielewska  psycholog o specjalności klinicznej, logopeda, autorka poradnika „Instrukcja Obsługi Dziecka”. Specjalizuje się w pracy z dziećmi od wieku niemowlęcego do wczesnoszkolnego. Prowadzi terapię dzieci z opóźnionym rozwojem mowy, zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz chorobami genetycznymi i neurologicznymi.

Zobacz także