Oglądają, ale wstydzą się do tego przyznać! Serial Netflixa o kobiecym pożądaniu

Posłuchaj artykułu Dźwięk wygenerowany automatycznie

„Vladimir” to serial o obsesji i pożądaniu, fot. Netflix
Serial „Vladimir” zadebiutował na Netflixie na początku marca 2026 r. i szybko stał się jednym z chętniej oglądanych pozycji na tej platformie. Produkcja będąca adaptacją bestsellerowej powieści Julii May Jonas wywołała skrajne opinie widzów. Sprawdzamy, na czym polega fenomen „Vladmira” i dlaczego nie można się od niego oderwać. Uwaga! Tekst zawiera spoilery.

„Vladimir” – o czym jest ten serial?

Ona jest po pięćdziesiątce, on koło trzydziestki. Ona żyje w otwartym małżeństwie, a on tyle, co sprowadził się do miasta razem z żoną i dzieckiem. M. (nie znamy jej pełnego imienia) poznajemy w trudnym dla niej momencie.

Jej mąż, John, zostaje oskarżony o romanse ze studentkami, a ona, choć doskonale o nich wiedziała i nie miała mu ich za złe, dostaje rykoszetem i zostaje poddana powszechnemu ostracyzmowi. Grozi jej nawet wyrzucenie z pracy, gdy wychodzi na jaw, że jej osobiste animozje mogły wpłynąć na mało pochlebną recenzję pracy jednej z jej studentek, notabene, byłej kochanki jej męża.

Poza tym M. (grana przez Rachel Weisz, aktorkę znaną z oscarowej roli w „Wiernym ogrodniku” czy równie nagradzanej „Faworycie”) od dawna cierpi na blokadę twórczą. Trudno jej sięgnąć po pióro i nic jej nie inspiruje, przynajmniej dopóki nie poznaje tytułowego Vladimira - w tej roli Leo Woodal, którego widzowie mogą kojarzyć z „Białego Lotosu” i „Jednego dnia”.

Oto nowy numer jeden na Netflixie. Ten miniserial obejrzysz w jeden dzień!
Kilka dni temu na platformę Netflix trafił nowy serial, który bardzo szybko zyskał ogromne zainteresowanie widzów. Wielu z nich porównuje go nawet do słynnej produkcji HBO z 2019 roku pt. „Czarnobyl”. Oto szczegóły.

Powiedzieć, że M. jest zainteresowana młodszym kolegą z pracy, to nic nie powiedzieć. Choć ten nie daje jej otwartych sygnałów, że jest gotów zaangażować się w romans, rozpala jej pogrążoną w stagnacji wyobraźnię, co pozwala jej wreszcie zabrać się do pisania. Każde kolejne spotkanie, nawet najbardziej niewinne, wyzwala w niej kolejne pokłady kreatywności, ale przy okazji pogłębia jej obsesję na punkcie Vladimira. Przez osiem odcinków serialu widzowi udziela się rosnące napięcie głównej bohaterki, która fantazjując o seksie z Rosjaninem, nie może doczekać się na jego ruch.

Kadr z serialu, for. Netflix

Przełomem okazuje się wizyta w jej domku wakacyjnym. M., czując, że zdoła uwieść Vladimira, tylko jeśli nadszarpnie jego zaufanie do żony, zdradza mu, że podejrzewa ją o romans z Johnem. Po wielu perypetiach doczekuje się swojego grande finale, który, jak się okazuje, był jej potrzebny tylko, by dokończyć książkę. Obsesja i zainteresowanie młodym pisarzem znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Romans nie był dla niej celem samym w sobie. Zdaje się, że większą satysfakcję dawało jej dążenie do poczucia spełnienia.

Zakończenie tego serialu jest dla mnie sfabularyzowaną wersją mema z dziewczynką z satysfakcją obserwującą pożogę. M., wybiega ze stojącego w płomieniach domu, dzierżąc pod pachą cudem uratowany przed ogniem rękopis swojej książki, a my nie wiemy, czy Vladimir i John, który w między czasie do nich dołączył, wychodzą z tego cało. Taki był zamysł twórców serialu, by pozostawić widza z pewnym niedopowiedzeniem.

Kadr z serialu, for. Netflix

Czy warto obejrzeć „Vladimira”?

Zdania na temat tego serialu są mocno podzielone. Niektórzy nazywają go „erotykiem dla mamusiek”, inni przekonują, że absolutnie nie jest spadkobiercą Greya. Czytając opinie na temat „Vladimira”, mam wrażenie, że część widzów jest absolutnie zażenowana, że nie mogła się od niego oderwać, i dla swojego własnego usprawiedliwienia wystawiła mu niższą ocenę.

Jednocześnie większość nie może nachwalić się roli aktorskiej Rachel Weisz, która na ekranie jest absolutnie hipnotyzująca. Ode mnie mocne 7/10!

Zobacz także