Najpopularniejsze filmy na Netflixie
Przetasowanie w netflixowym zestawieniu najpopularniejszych aktualnie filmów na platformie. Polscy użytkownicy masowo oglądają teraz produkcję „Morderczy żywioł”, która wskoczyła na pierwsze miejsce w rankingu. Na drugą pozycję spadło „Podlasie”, a podium zamyka „Peaky Blinders: Nieśmiertelny”. W pierwszej piątce pojawiły się znów „Sny o pociągach” Clinta Bentley’a, które w tym roku walczyły o Oscary w aż czterech kategoriach.
O czym jest „Morderczy żywioł”?
Reżyserem „Morderczego żywiołu” jest Tommy Wirkola, którego widzowie mogą kojarzyć głównie za sprawą „Siedmiu sióstr”, znanych również pod oryginalnym tytułem „What Happened to Monday”. Norweg ma też na swoim koncie własną wersję Jasia i Małgosi czyli „Hansel i Gretel: Łowcy Czarownic”, a także dość specyficzny horror „Zombie SS”.
Tym razem filmowiec postanowił zająć się tematem krwiożerczych rekinów, który jest dość popularnym motywem w produkcjach tego typu. W jego wizji ogromny huragan uderza w nadmorskie miasteczko i odcina mieszkańców od świata. Ludzie muszą odnaleźć się w chaosie i przygotować na zderzenie z wygłodniałymi bestiami – w przybierających wodach pojawiają się bowiem rekiny.
W produkcji występują m.in. Pheobe Dynevor, Matt Nable, Djimon Hounsou, Andrew Lees czy Alyla Browne. W obsadzie znalazła się również Whitney Peak, którą jeszcze w tym roku będziemy mogli oglądać w nowej części filmowej sagi „Igrzyska śmierci”.
Co w takiej fabule mogłoby pójść nie tak – zapytacie? Patrząc na oceny, niestety całkiem sporo.
Nowy hit Netflixa wcale nie jest takim hitem?
Choć „Morderczy żywioł” zajmuje pierwsze miejsce na podium najpopularniejszych produkcji, jego ocena wcale nie sugeruje, że dla widzów ten seans jest przyjemnością. Użytkownicy platformy Filmweb wystawili mu zaledwie 3,8 gwiazdki w dziesięciostopniowej skali. W swoich opiniach nie kryli, że nie jest to kino najwyższych lotów:
- Flaki z olejem, lepszy film dziecko by nakręciło.
- Tragedia pomysł na fabułę dramat.
- Najgłupszy i najgorszy film w historii kina.
- Czasem miałem wrażenie, że miała to być parodia, ale taka nieśmieszna.
Komentujący porównują obraz do „Pełzającej śmierci” z 2019 roku, która opiera się na bardzo podobnych założeniach, a jednak ma „o niebo lepsze wykonanie”.
Trafili się jednak widzowie, którzy, mimo wszelkich problemów fabularnych, nie traktują seansu jako aż takiego cierpienia:
Ten film jest beznadziejny — prawa fizyki są łamane praktycznie w każdej scenie, a absurd pogania absurd. A jednak bawiłem się świetnie; może po prostu trafił w odpowiedni moment. Rekiny są całkiem nieźle wykonane, a resztę wolę przemilczeć.