Jak filmy wpływają na modę i kulturę?
Współczesne kino to potężna maszyna napędzająca globalną sprzedaż. Mechanizm jest prosty: filmowa estetyka buduje emocjonalną więź z widzem, który chce przenieść cząstkę tego świata do swojej rzeczywistości. Doskonale pokazał to serial „Gambit królowej”, który z niszowych szachów uczynił najgorętszy gadżet sezonu – w serwisie eBay ich sprzedaż wzrosła o 215%. Podobnie działa to w modzie i urodzie – od kultowych okularów z „Top Gun” po gorsety z „Bridgertonów”. Kino błyskawicznie zamienia nastrojowe kadry w rynkowe bestsellery, dyktując nam, co mamy nosić i jak się malować. Najnowszym dowodem na to, że kino rządzi naszymi kosmetyczkami, jest Brontë Blush.
Brontë Blush: nowy trend w makijażu
Brontë Blush to efekt premiery nowej adaptacji „Wichrowych wzgórz” z Margot Robbie w roli głównej. Choć inspiracją są surowe, mgliste wrzosowiska znane z powieści Emily Brontë, to właśnie nowoczesna interpretacja tej historii sprawiła, że makijażowy fenomen opanował czerwone dywany. Ten wiktoriański romantyzm w wydaniu high fashion przenosi nas w czasie, oferując subtelny, a jednocześnie niezwykle zmysłowy i wyrazisty efekt rumieńca.
Jak uzyskać efekt Brontë Blush na policzkach?
Brontë Blush to technika aplikacji różu, która ma na celu uzyskanie naturalnego rumieńca, przypominającego ten, który pojawia się na twarzy po spacerze w chłodnym wietrze. W przeciwieństwie do tradycyjnego konturowania, makijażyści przesuwają róż nieco niżej, w kierunku ust, co nadaje twarzy zmysłowy wygląd. Aby osiągnąć efekt Brontë Blush, warto zacząć od nałożenia lekkiego podkładu o satynowym wykończeniu, który wyrówna koloryt cery. Następnie, mieszając dwa odcienie kremowego różu – kamelii i jagody – aplikujemy je poniżej kości policzkowych. Kluczem jest delikatne rozcieranie różu, aby uniknąć ostrych krawędzi i uzyskać rozproszony efekt. Na koniec, odrobina rozświetlacza doda skórze blasku, podkreślając naturalny rumieniec.
Źródło: PAP Life