Sekta „Niebo”: co działo się w Majdanie Kozłowickim?
Sebastian Keller w książce „Niebo. Pięć lat w sekcie” spisał swoje wspomnienia z czasów, kiedy był członkiem Zboru Leczenia Duchem Świętym „Niebo”. Jest to nieistniejąca już wspólnota, która od 1990 roku, pod wodzą Bogdana Kacmajora, działała w Majdanie Kozłowieckim niedaleko Lubartowa. O zgromadzeniu ponownie zrobiło się głośno, a to za sprawą nowego serialu HBO Max „Niebo. Rok w sekcie” , którego scenariusz inspirowany jest literackimi wspomnieniami Kellera. W produkcji zmieniono niektóre postacie i zamiast Bogdana mamy na przykład Piotra, w którego wciela się Tomasz Kot. Sekta „Niebo” istniała jednak naprawdę, a z książki możemy dowiedzieć się, do jakich wstrząsających sytuacji w niej dochodziło.
Życie w sekcie „Niebo”
Autor w sekcie został sparowany z Anetą, która później została jego żoną (nie według prawa polskiego, a według miejscowych ustaleń) i urodziła mu dzieci. Kiedy w 1994 roku ich córka miała pół roku, między parą zaczęło dochodzić do spięć – zarządzono więc, że małżonkowie powinni zostać rozdzieleni, co miało pozwolić im „zmądrzeć”. Keller podkreśla w swoich wspomnieniach, że członkowie zboru robili naprawdę wiele, aby pomóc mu dojść do porozumienia z żoną – rozmawiali z nimi, pomagali przejść kryzys. Aneta jednak zaczęła coraz mniej pasować do środowiska.
„Moja żona w Majdanie Kozłowieckim zaczęła coraz bardziej się stawiać. Zauważyłem, że ona już tak w ogóle nie pasuje. Faktem jest, że Kacmajor nigdy jej nie lubił (…). Ale widziałem, że teraz Aneta w ogóle nie pasuje do tego świata, jest wyobcowana” – pisze Keller.
Punktem kulminacyjnym kryzysu Sebastiana i Anety był moment, gdy ta zaklnęła, mówiąc o Grażynie Kacmajor, partnerce Bogdana. Było to uważane za „obrazę majestatu”, bo „Grażyna była w sekcie jak żona cara”. To sprawiło, że guru postanowił zorganizować nad parą prawdziwy sąd ostateczny – akcja miała zacząć się po zachodzie słońca, a cały dzień w domu mówiono, że nocą będą „ostre jatki”.
Majdan Kozłowiecki 24.11.1996, fot. PAP/Mirosław Trembecki
Sąd ostateczny: decyzja o życiu i śmierci członków „Nieba”
Sytuacja stała się poważna. Na nocne zebranie zwołano cały zbór, który miał zdecydować, co dalej z Sebastianem i Anetą. Bogdan podkreślał, że to „on jest głównym sędzią tego świata, a osoby z jego otoczenia to starcy siedzący na tronach z Apokalipsy Świętego Jana”.
„Już wtedy i ona, i ja byliśmy na przegranej pozycji. O ile wcześniej miałem względy u Kacmajora, o tyle teraz byłem już dla niego nikim”.
Mężczyzna usłyszał, że to on ponosi winę za to, jak zachowuje się jego żona – nie panuje nad nią i pozwala jej na zbyt wiele. A gdyby był prawdziwą głową rodziny, to strofowałby partnerkę. W trakcie sądu przywódca zapytał przerażonego Sebastiana, jak się czuje. Ten odpowiedział, że ma dreszcze od nóg przez całe ciało, a Aneta też czuje chłód od nóg.
Oznaczało to, że ja jestem letni, a Aneta zła. A więc ja po śmierci byłbym wypluty, a moja żona skazana na piekło – czytamy.
Niebanie, czyli m.in. Andrzej – prawa ręka Bogdana – i Grażyna, głosowali, czy niesforni członkowie mają żyć czy umrzeć.
Głosowali, czy mamy żyć czy umrzeć. To nie były żarty, oni naprawdę mówili: życie albo śmierć. Byłem przerażony.
Finalnie na wyniku przeważył jeden głos, który wskazał dla małżeństwa życie. Kacmajor zapewnił jednak parę, że gdyby zapadł inny wyrok, to „wyszedłby z niego zimny duch”, który zabiłby i jedno, i drugie.
Więcej o sekcie przeczytasz tutaj:
Artykuł napisano na podstawie książki Sebastiana Kellera „Niebo. Pięć lat w sekcie” (Wydawnictwo Otwarte 2025). Wszystkie cytaty pochodzą z książki.