Córka Davida Bowiego ujawniła prawdę o jego śmierci. „Gdy przeczytałam w prasie, że…”

Posłuchaj artykułu Dźwięk wygenerowany automatycznie

David Bowie, fot. Splash News/EAST NEWS
Alexandria Jones, jedyna córka legendarnego Davida Bowiego i supermodelki Iman, zdecydowała się na szczere wyznanie. W emocjonalnym wpisie na Instagramie opowiedziała o uzależnieniu, przymusowej terapii i żalu, że nie mogła być przy ojcu w jego ostatnich chwilach.

Trudne dorastanie w cieniu sławy

Alexandria „Lexi” Zahra Jones przez lata unikała medialnego rozgłosu, mimo że jest córką jednej z największych ikon muzyki i światowej sławy modelki. W swoim poście na Instagramie wróciła do dramatycznych wspomnień z okresu, gdy jej ojciec zmagał się z rakiem wątroby. Już jako dziecko czuła się wyobcowana i miała trudności z nawiązywaniem relacji. „Nie wiedziałam, czy chcą mnie poznać tylko ze względu na moich rodziców. Nie chciałam sławy, nie chciałam uwagi. Nie chciałam być osobą publiczną – i wciąż tego nie chcę” – napisała szczerze.

Punkt krytyczny i walka z uzależnieniem

Diagnoza Davida Bowiego była dla Lexi momentem przełomowym. Miała wtedy zaledwie 14 lat i nie potrafiła poradzić sobie z tą sytuacją.

Kiedy mój tata został zdiagnozowany, to był dla mnie punkt krytyczny. Miałam zaledwie 14 lat. Już wtedy bałam się, jak będzie wyglądała przyszłość mojej rodziny i nas wszystkich. Czułam się załamana, zanim jeszcze to się stało, i nie chciałam tkwić w tym samym miejscu i patrzeć, jak wszystko się rozpada. Wtedy sięgnęłam po narkotyki i alkohol – wyznała.

Używki nie były jednym problemem. Jako nastolatka zmagała się także z m.in. bulimią i samookaleczaniem, przez co wielokrotnie trafiała na terapie. W końcu rodzice podjęli decyzję o przymusowym leczeniu.

Pewnego dnia zbierałam się do szkoły, a mama zawołała mnie do salonu. Tata przeczytał mi list. Nie wszystko pamiętam, ale ostatnie zdanie brzmiało: „Przepraszam, że musimy to zrobić” – wspomina Lexi.

Do pokoju weszło wówczas dwóch mężczyzn, którzy siłą zabrali ją na przymusową terapię.

Przymusowa terapia i życie z dala od rodziny

Do pokoju weszło wówczas dwóch mężczyzn, którzy siłą zabrali ją na przymusową terapię. Ośrodek leczenia uzależnień znajdował się na odludziu. „Rozpalaliśmy ogniska korą brzozową i krzesiwem. Byłam dziewczyną z miasta. Nawet nie wiedziałam, że takie miejsca istnieją” – przekazała. Po 91 dniach terapii trafiła do szkoły z internatem w Utah, gdzie jej leczenie było kontynuowane. Spędziła tam ponad rok – z dala od bliskich, właśnie wtedy, gdy stan jej ojca drastycznie się pogorszył. Gdy jej ojciec umierał, Lexi nie mogła być przy nim.

Gdy przeczytałam w prasie, że zmarł w otoczeniu całej rodziny, zrobiło mi się niedobrze. Tak, wszyscy tam byli – oprócz mnie – napisała gorzko.

Jednak podkreśliła, że miała szansę pożegnać się z ojcem dwa dni przed jego śmiercią. „Miałam ten luksus, że mogłam z nim porozmawiać dwa dni wcześniej, w jego urodziny. Powiedziałam mu, że go kocham, a on to odwzajemnił”.

Wsparcie od internautów

Wyznanie Lexi spotkało się z ogromnym odzewem i wsparciem ze strony użytkowników Instagrama. „Bardzo ci współczuję. Wykonałaś ważny krok. Myślę, że twoje wyznanie pomoże wielu ludziom” – napisał jeden z komentujących. Inny dodał: „To piękny i szczery wpis. Mam nadzieję, że dobrze ci się wiedzie. Wygląda na to, że tak. Dziękuję za opublikowanie tego w imieniu tak wielu innych osób, w tym mnie i moich dzieci”.

Źródło: PAP

Zobacz także