Ciąża – jak to wyglądało u naszych prababek na wsi?
Jak wyglądało życie ciężarnych kobiet na polskiej wsi w XIX wieku? Odpowiedź na to pytanie przynosi Aneta Godynia w książce „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali”. Autorka zebrała liczne relacje i opisy dawnych przesądów, które dziś mogą wydawać się niepojęte, ale przez pokolenia kształtowały codzienność przyszłych matek. Godynia podkreśla, że dla naszych przodków ciąża była stanem wyjątkowym, pełnym nie tylko radości, ale i obaw. Jak pisze:
Brzemienność, niepojęty stan, wykraczający poza codzienną rzeczywistość, budziła mieszankę szacunku, fascynacji i lęku.Każdy rytuał, zakaz czy przesąd, choćby dziś wydawał się mało rozsądny, był próbą zrozumienia i oswojenia tajemnicy życia; a jednocześnie świadectwem ogromnej troski o przyszłe pokolenia, o ich zdrowie i pomyślność.
Zakazy przy stole – czego nie wolno było jeść ciężarnym i dlaczego?
Wśród dawnych wierzeń szczególne miejsce zajmowały zakazy dotyczące jedzenia. Godynia przytacza m.in. przekonanie, że:
Wierzono, że kobieta ciężarna nie powinna spożywać ryb, ponieważ miało to prowadzić do głuchoty u dziecka. Uważano też, że taka praktyka powodowała wystąpienie u niego wady wrodzonej, jaką była zajęcza warga.
Nie tylko ryby były na cenzurowanym. W niektórych regionach, jak wspomina Jan Świętek, cytowany przez Godynię, kobiety w ciąży nie powinny były jeść zrośniętych owoców. Ich spożycie miało prowadzić do narodzin bliźniąt, co w tamtych czasach postrzegano jako nieszczęście – ciąża bliźniacza wiązała się bowiem z dużym ryzykiem powikłań zarówno dzieci, jak i matki.
Czego powinna unikać kobieta ciężarna w XIX wieku?
Dawne przesądy dotyczyły nie tylko diety, ale i codziennych zachowań. W książce Godyni czytamy:
Kobieta brzemienna nie powinna pić z wyszczerbionych naczyń – mogło by to wpłynąć na rozwój dziecka.
Wierzono także, że ciężarna powinna unikać patrzenia na osoby, zwierzęta czy przedmioty o nietypowym wyglądzie, by dziecko nie odziedziczyło ich cech – zarówno fizycznych, jak i duchowych. Szczególnie silny był lęk przed śmiercią i złem.
Powszechnie wierzono, że kobieta w stanie błogosławionym nie powinna patrzeć na zmarłych, dotykać ich, a nawet przebywać w tej samej izbie, w której znajdowało się ciało. Wynikało to z głębokiej obawy, że silne uczucia strachu i smutku, jakie mogły ogarnąć matkę w takiej sytuacji, niekorzystnie wpłyną na dziecko w jej łonie.
Z drugiej strony, w Galicji Wschodniej kobiety wierzyły, że należy się zapatrzeć na piękne osoby, by urodzić ładne dziecko.
Ciężarna na drodze – zwiastun szczęścia czy nieszczęścia?
W różnych regionach Polski ciężarne kobiety były postrzegane bardzo odmiennie. Godynia przytacza:
Istniało przekonanie panujące w okolicach Brzeska i Wołkowyi, że napotkanie ciężarnej na drodze to zła wróżba, zapowiedź niepomyślnego dnia. W jednym regionie widziano w kobiecie w ciąży zapowiedź szczęścia i pomyślności, w innym jej pojawienie się na progu chałupy uznawano za zwiastun nieszczęścia.
Warto także dodać, że kobiety w ciąży były „izolowane” od pewnych zadań. Przykładem takich ograniczeń było przekonanie, że kobieta brzemienna nie powinna trzymać dziecka do chrztu, gdyż mogłoby ono umrzeć. Z drugiej strony, w społecznościach huculskich zdarzało się, że ciężarne kobiety były wręcz o to proszone – wierzono, że ich stan może przynieść chrzczonemu dziecku szczęście i pomyślność.
Kiedy zmieniło się podjeście do kobiet ciężarnych na wsi?
Wraz z nadejściem XX wieku i rozwojem medycyny, dawne przesądy zaczęły tracić na znaczeniu. Wiejska kobieta przestała być postrzegana jako istota wymagająca szczególnej ochrony – coraz częściej stawała się po prostu „siłą roboczą”, a ciąża przestała być traktowana jako wyjątkowy, „święty czas”. Kobiety musiały godzić macierzyństwo z codziennymi obowiązkami. Wiele dawnych wierzeń zostało uznanych za zabobony i stopniowo wypieranych przez nowe podejście do zdrowia i higieny. Jak zauważa Aneta Godynia, postęp cywilizacyjny nie zawsze nadążał jednak za potrzebami mieszkańców wsi. Rozwój medycyny, higieny i systemowej opieki – nie zdążył jeszcze dotrzeć do wszystkich. Doszło do zerwania ciągłości – dawna, symboliczna ochrona oparta na tradycji wygasła, a instytucjonalne wsparcie oparte na faktach jeszcze nie dotarło pod wiejskie strzechy.
O autorce:
Aneta Godynia - genealożka. Od lat bada historie rodzin w archiwach i pomaga odnajdywać krewnych rozdzielonych przez wojny, migracje i dziejowe zawirowania. Swoją pracą przywraca pamięć, więzi i poczucie przynależności. Zbudowała jedną z największych w Polsce społeczności internetowych skupionych wokół genealogii i mikrohistorii - Galicyjskie Drzewo, gdzie pokazuje codzienne życie naszych przodków.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali”, autor: Aneta Godynia, wydawnictwo: Sploty