Film z porodu polskiej influencerki. Ekspertka: „powinno być zakazane prawnie”

Posłuchaj artykułu Dźwięk wygenerowany automatycznie

Film z porodu polskiej influencerki. Ekspertka: „powinno być zakazane prawnie”, fot. Shutterstock
W tym roku w sieci pojawił się kolejny już w historii polskiego Internetu film z porodu influencerki – tym razem nagraniem z wyjątkowego w życiu rodzica dnia podzieliła się Andziaks. Produkcja wzbudziła bardzo mieszane odczucia odbiorców. Czy takie publikacje mają wydźwięk pozytywny czy raczej szkodzą? O to zapytaliśmy ekspertkę.

Film z porodu stał się hitem

Choć pojęcie „hitu” nie powinno łączyć się z filmem z porodu, trudno inaczej nazwać to, co wydarzyło się po publikacji polskiej influencerki Andziaks 21 stycznia 2026 roku. Na początku warto dodać, że był to już drugi taki film opublikowany przez kobietę – pierwszy pojawił się na platformie YouTube 15 maja 2020 roku.

Andziaks i Luka to para bardzo rozpoznawalna w rodzimym showbiznesie. W sieci dzielą się zdjęciami i nagraniami codziennego życia, podróży i ekskluzywnych zakupów. Duże poruszenie kobieta wywołała na początku roku, kiedy to opublikowała 50-minutowy film dokumentujący jej drugi poród. W niecałe pięć dni zdobył on ponad 1,8 miliona odsłon, a dziś – niecałe dwa miesiące po tej publikacji – notuje on 2,1 miliona wyświetleń. Choć część komentujących wyraziła pozytywne odczucia, inni mocno skrytykowali taki krok influencerki, zarzucając jej sharenting, obdzieranie z prywatności i zarabianie na dziecku – post opisujący pobyt w warszawskim szpitalu był płatną współpracą.

Ekspertka mówi wprost: „powinno być zakazane”

Nic dziwnego, że fakt opublikowania filmu z porodu wywołał wątpliwości etyczne i lawinę krytyki. O tę kwestię zapytaliśmy prof. Małgorzatę Michel – wykładowczynię akademicką z Uniwersytetu Jagiellońskiego i przewodnicząca Zespołu ds. Standardów Etyki Badań Społecznych z Udziałem Dzieci w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka. Ekspertka w tej sprawie nie ma żadnych wątpliwości:

Udostępnianie wizerunku człowieka w sytuacji porodu, mówię o rodzącym się dziecku, powinno być zakazane prawnie. To moment skrajnie graniczny i kryzysowy dla człowieka, jest wtedy całkowicie bezbronny, ukazany w dramatycznej sytuacji. Ubrudzony krwią, z grymasem bólu na twarzy, walczący o pierwszy oddech. Co trzeba mieć w głowie, aby w takiej sytuacji pokazywać człowieka w Internecie?

Prof. Michel mówi też o Konwencji o prawach dziecka, na mocy której rodzic (lub prawny opiekun) ma obowiązek zagwarantować mu prywatność i chronić ją. To – zdaniem naukowczyni – sprawa często nierozumiana:

„Kto ma prawo do dziecka? Odpowiedź brzmi: nikt. Rodzice czy inne osoby dorosłe, w tym opiekunowie prawni, mają obowiązki wobec dzieci. Ale nie mają do nich prawa”.

W naszej rozmowie prof. Małgorzata Michel podkreśliła, że dziecko jest człowiekiem, które nie jest niczyją własnością – jest, owszem, pod opieką, ale to nie jest to samo:

To nie jest tak, że rodzic ma prawo do dziecka. Owszem, decyduje za dziecko w pewnych aspektach, w których ono decydować jeszcze nie może. Na przykład w kwestii nadania imienia.

Prof. Michel odnosi się tutaj do kwestii, którą w rozmowie z RMF FM poruszała dr Malwina Popiołek – dziecko nie może na tym etapie rozwoju świadomie zgodzić się (lub odmówić) udostępnienia w sieci materiałów ze swoim wizerunkiem. Rodzice powinni być na to szczególnie uczuleni.


Konsultacja merytoryczna: dr hab. Małgorzata Michel: prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, pedagożka, specjalistka w dziedzinie wychowania i terapii dzieci i młodzieży. Członkini Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego i Zespołu Pedagogiki Resocjalizacyjnej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Jest jedną z ekspertek Biura Rzeczniczki Praw Dziecka. 


Rozmowę przeprowadził: Hubert Drabik

Zobacz także