Wiadomo, jak zakończyła się interwencja wobec męża Danuty Holeckiej. „To manipulacja”

Interwencja policji wobec męża Danuty Holeckiej przed warszawskim cmentarzem wywołała sporo emocji. Telewizja Republika pokazała nagrania z zajścia, a rzeczniczka MSWiA oraz stołeczna policja przedstawiły własną wersję wydarzeń. Jak zakończyły się czynności funkcjonariuszy?
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Wiadomo, jak zakończyła się interwencja wobec męża Holeckiej. „To manipulacja”, źródło: AKPA
  • ● Interwencja wobec męża Danuty Holeckiej. Policja skierowała sprawę do sądu.
  • ● Rzeczniczka MSWiA: „to manipulacja”.
  • ● Policja wyjaśnia, dlaczego użyto kajdanek.
  • ● Danuta Holecka kwestionowała sposób interwencji.
  • ● Co stało się po zakończeniu interwencji?
  • ● Były policjant: podanie danych to podstawa.
  • ● Odwiedź stronę główną RMF FM.

Interwencja wobec męża Danuty Holeckiej. Policja skierowała sprawę do sądu

Do zdarzenia doszło w niedzielę, 1 listopada, w rejonie cmentarza przy ul. Fosa na warszawskim Służewiu. Policja interweniowała wobec męża Danuty Holeckiej, który miał wjechać samochodem w obszar objęty znakiem B-1, czyli zakazem ruchu w obu kierunkach. Znak obowiązywał w związku z czasową zmianą organizacji ruchu w pobliżu cmentarza. Sprawa szybko nabrała rozgłosu, ponieważ fragmenty interwencji pokazała Telewizja Republika. Na nagraniach widać między innymi moment, w którym mężczyzna zostaje obezwładniony i zakuty w kajdanki. Stacja sugerowała, że policjanci zatrzymali męża Danuty Holeckiej bez uzasadnionej przyczyny. Inną wersję wydarzeń przedstawili przedstawiciele służb.

Rzeczniczka MSWiA: „to manipulacja”

Do sprawy odniosła się rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. Podkreśliła, że powodem interwencji nie było samo pojawienie się rodziny na cmentarzu.

Policja nie interweniowała dlatego, że ktoś zaparkował przy cmentarzu. 

- napisała Karolina Gałecka.

Jak wyjaśniła, mężczyzna miał zaparkować w miejscu niedozwolonym, a następnie nie reagować na polecenia funkcjonariuszy. Został zabrany do radiowozu w celu ustalenia tożsamości. Rzeczniczka MSWiA zdecydowanie sprzeciwiła się przedstawianiu interwencji jako ataku na rodzinę Danuty Holeckiej.

Przedstawianie tej interwencji jako ataku na rodzinę pomija jej istotne okoliczności i jest manipulacją. Prawo obowiązuje każdego, również rodzinę pracownika Telewizji Republika.

- napisała Gałecka.

Zatrzymanie męża Danuty Holeckiej. Policja wyjaśnia, dlaczego użyto kajdanek

Swoje stanowisko przedstawiła także stołeczna policja. Funkcjonariusze podkreślili, że interwencja była następstwem naruszenia przepisów ruchu drogowego. Według policji kierowca wjechał w obszar objęty znakiem B-1 „zakaz ruchu w obu kierunkach”. Podczas interwencji miał następnie nie wykonywać poleceń funkcjonariuszy i odmówić podania danych osobowych.

W związku z jego zachowaniem policjanci zastosowali kajdanki, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się. 

- przekazała policja. 

Funkcjonariusze podkreślili również, że interwencja nie miała związku z tym, kim są osoby znajdujące się w samochodzie ani z wykonywanym przez nie zawodem. W trakcie czynności mężczyzna miał zgłosić złe samopoczucie. Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego.

Danuta Holecka kwestionowała sposób interwencji

Telewizja Republika pokazała nagrania, na których słychać Danutę Holecką. Dziennikarka sprzeciwiała się sposobowi, w jaki funkcjonariusze potraktowali jej męża. Na jednym z fragmentów twierdzi, że mężczyzna został przewrócony na chodnik.

Ja przy tym byłam. Powiedział, że idzie do syna, i pan go na chodnik.

- mówiła Holecka do jednego z policjantów. 

Na nagraniu słychać także moment, w którym funkcjonariusz informuje rodzinę o oczekiwaniu na karetkę. Mężczyzna miał skarżyć się na problemy zdrowotne, w tym dolegliwości w okolicach klatki piersiowej. Na miejscu był również syn Danuty Holeckiej, który poinformował policjantów, że jest lekarzem. Funkcjonariusze pozwolili mu podejść do ojca.

Co stało się po zakończeniu interwencji?

Policja poinformowała, że czynności na miejscu zakończyły się skierowaniem wniosku o ukaranie do sądu. Mąż Danuty Holeckiej ma odpowiadać za dwa wykroczenia: niezastosowanie się do znaku drogowego oraz odmowę podania danych osobowych. Policja wskazuje w tym przypadku na art. 92 i art. 65 Kodeksu wykroczeń. Interwencja miała trwać około godziny. Na jej zakończenie funkcjonariusze sporządzili protokół zatrzymania. Mężczyzna miał zapoznać się z dokumentem, nanieść na nim własne uwagi, a następnie go podpisać.

„W związku z tym, że pan był zatrzymany na miejscu zdarzenia, sporządzono protokół, w którym odnotowano godzinę zatrzymania, jak również godzinę zwolnienia. Kierujący po przeczytaniu protokołu i naniesieniu stosownych uwag podpisał protokół i został zwolniony” - powiedziała w rozmowie z WP asp. szt. Marta Haberska, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.

Nie ma nagrań z kamer nasobnych

Jedną z niewyjaśnionych kwestii pozostaje dokładny przebieg początku interwencji. Telewizja Republika pojawiła się na miejscu dopiero w trakcie zajścia, dlatego jej nagrania nie obejmują całej sytuacji. Okazuje się również, że funkcjonariusze nie mieli kamer nasobnych.

„Policjanci nie posiadali kamer nasobnych. My oczywiście będziemy sprawdzać dostępny monitoring na miejscu zdarzenia, ewentualnie go analizować” - przekazała WP asp. szt. Marta Haberska.

To właśnie monitoring może pomóc w ustaleniu, jak wyglądała interwencja przed pojawieniem się ekipy telewizyjnej.

Wątpliwości dotyczą także znaku drogowego

Osobnym wątkiem jest kwestia samego oznakowania. W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że droga, na której doszło do interwencji, może być drogą wewnętrzną należącą do parafii. Policja została zapytana, czy ustawiony tam znak zakazu ruchu został prawidłowo umieszczony oraz jaki status ma droga.

Obecnie jest to obiekt czynności wyjaśniających.

- odpowiedziała WP asp. szt. Marta Haberska.

Oznacza to, że również ten element sprawy nie został jeszcze ostatecznie rozstrzygnięty.

Były policjant: podanie danych to podstawa

O kwestię odmowy podania danych WP zapytało Macieja Szubę, detektywa i byłego policjanta kryminalnego. Były funkcjonariusz zaznaczył, że nie chce na podstawie dostępnych materiałów przesądzać, czy użycie kajdanek w tej konkretnej sytuacji było konieczne.

Nie wiem, jak do końca wyglądała ta interwencja, jaki był rodzaj tego wykroczenia i na ile to było konieczne. Czy ten pan już tak do końca się postawił, że nie chciał w żaden sposób współpracować? 

- zastanawiał się Maciej Szuba w rozmowie z WP.

Jednocześnie wskazał, że osoba legitymowana przez policję powinna podać swoje dane.

„Jeżeli ktoś popełni wykroczenie, a policjant prosi go o wylegitymowanie się, to należy to zrobić. Policjanci legitymują taką osobę, chociażby po to, żeby ją pouczyć, bo nie każda interwencja kończy się mandatem. Ale policjant musi też wiedzieć, kogo poucza” - tłumaczył Szuba w rozmowie z WP.

Jak wyjaśnił były policjant, w przypadku odmowy podania danych funkcjonariusze mogą doprowadzić daną osobę do jednostki policji w celu ustalenia jej tożsamości. Maciej Szuba zaapelował również, aby całej sprawy nie sprowadzać do sporu politycznego.

Prawo dotyczy wszystkich.

- podkreślił w rozmowie z WP.

Czytaj dalej: