Historia miasta Pinczów. Legendy o herbie oraz tajemniczym rycerzu

Ile mówi Wam nazwa Pińczów? Jeżeli niewiele, no to za moment sytuacja ma szanse się zmienić. Jest to miasto w województwie świętokrzyskim, siedziba powiatu pińczowskiego, historycznie prywatne miasto szlacheckie, lokowane w 1428 roku, które kiedyś było stolicą polskiej reformacji. Jak dokładnie przebiegała jego historia i co ciekawego dzisiaj można tam zobaczyć? Właśnie to oraz związane z tym miastem legendy wzięła pod lupę Asia Meus z RMF MAXXX.
Fot. Kadr YouTube

Historia miasta Pinczów

Na sam początek warto wspomnieć, że Pińczów jest położony nad rzeką Nidą, około 39 kilometrów na południe od Kielc. Miasto znajduje się częściowo w dolinie Nidy i wchodzi w skład tak zwanego Garbu Pińczkowskiego. Rozwój Pińczowa rozpoczął się od kamieniołomu, który istniał tam już w XII wieku, a bezpieczeństwa pracujących tam górników strzegł niewielki gród obronny, który prawdopodobnie zniszczyli Tatarzy. W pierwszej połowie XIV wieku na miejsce tego grodu wniesiono gotycki zamek, a u stóp zamku rozwinęła się osada. Początkowo nosiła nazwę Piędziców, ale od XVI wieku używa się już współczesnej nazwy – Pińczów.

Nie zachowały się niestety żadne informacje o pierwszych właścicielach tej miejscowości. Wiadomo, jednak, że w pierwszej połowie XV wieku osada ta była już własnością rodu Oleśnickich. To wybudowali na górze zamkowej nową rezydencję, a w zasadzie  ufundowali istniejący tam klasztor Paulinów.  W pierwszej połowie XV wieku sam król Władysław Jagiełło na zamku nadał temu miejscu prawa miejskie.

Bardzo ważnym okresem w historii Pińczowa jest etap reformacji. Za sprawą Mikołaja Oleśnickiego miasto to stało się bowiem jej ośrodkiem. Takim symbolicznym wydarzeniem pokazującym tę zmianę było wypędzenie z miasta Paulinów, a ich kościół zamieniono w zbór kalwiński. Miało to miejsce w roku 1550. W  budynkach poklasztornych powstało natomiast słynne wówczas na całą Europę Gimnazjum Pińczowskie, nazywane później „sarmackimi Atenami”. Ważnym faktem jest też to, że w 1559 w zamienionym na zbór kościele Jana Ewangelisty po raz pierwszy publicznie odczytano słowa hymnu Jana Kochanowskiego „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary”.

Legenda o tajemniczym rycerzu

Warto również wspomnieć o kilku legenedach związanych z Pińczowem. Jedna z nich dotyczy pochodzenia nazwy miasta i opowiada o rycerzu, który wracał ze swoją drużyną do domu z dalekiej wyprawy. Codziennie po południu zatrzymywali się na odpoczynek, by móc przespać się trochę i następnie ruszyć w dalszą drogę. Pewnego razu ich miejscem noclegu stał się teren leśnej polany otoczony starymi drzewami. Rycerze jak zawsze postawili namioty, rozpalili ogniska i w końcu wszyscy poszli spać. Kiedy zapadła noc, las obudził się do życia. Między drzewami było słychać szepty, krzyki, potrzaskiwania, które obudziły rycerza. Ten zapalił jedną z gałęzi i w jej blasku próbował namierzyć źródło hałasu. Wtedy właśnie na grubym konarze niedaleko dębu, tuż obok głębokiej dziupli, zobaczył pięć hałasujących sów. Kiedy przyszedł ranek, rycerz i jego towarzysze rozglądnęli się po okolicy. Warto zaznaczyć, że była ona naprawdę piękna. Roztaczał się tu malowniczy widok na łąki, pola, lasy i płynącą rzekę. Miejsce to zrobiło na nich tak ogromne wrażenie, że postanowili osiedlić się tam na stałe. Założyli miasto, które nazwali  „pięć sów” na pamiątkę tych ptaków, które rycerz ujrzał w środku nocy.

Według innej wersji tej legendy tych pięć sów miał zobaczyć Kazimierz Sprawiedliwy, czyli książę wiślicki, jeden z najmłodszych synów Bolesława Krzywoustego.

Legenda o herbie

Jest jeszcze jedna legenda, związana z Pińczowem, która opowiada o herbie. Dawno temu, zanim Pińczów jeszcze został miastem, był on taką uczęszczaną osadą handlową. Przemierzali tę krainę we wszystkich kierunkach kupcy i wieźli ze sobą towary do różnych książęcych grodów. Wielu z nich transportowało bursztyn i żelazo. Kupcy znajdowali w tam bezpieczne schronienie,  mieszkańcy byli dla nich bardzo gościnni i chętnie ich przyjmowali.
Pewnej późnej jesieni taka właśnie grupa kupców zatrzymała się w osadzie. Wśród nich był jeden wyjątkowo urodziwy młodzieniec, który był żywo zainteresowany mieszkańcami Pińczowa. Obserwował mieszkańców i ujrzał pośród nich śliczną niebieskooką dziewczynę. Ta również go zobaczyła i - jak to często w takich legendach bywa – młodzi nie mogli oderwać od siebie wzroku. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a kupiec poprosił ojca dziewczyny o jej rękę. Niestety,  ten nie życzył sobie takiego zięcia i nie tylko nie dał zgody na zaślubiny, ale też wyrzucił przybysza za bramę i zakazał mu kiedykolwiek pojawiać się w osadzie.

Nadeszła wiosna, kiedy karawany kupców znowu ruszyły w drogę. Zakochany młodzieniec nie mógł jednak się oprzeć pokusie ujrzenia dziewczyny i postanowił, że dołączy do jednej z takich wypraw. Zabrał ze sobą krzew róży, aby ofiarować go ukochanej jako  symbol miłości i wierności. Kiedy w końcu dojechał do osady zapomniał o strachu. Szybko więc znalazł tę dziewczynę, pocałował ją i podarował piękny kwiat. Para tak była sobą zajęta, że w ogóle nie przeczuwali, że nadchodzi nieszczęście. Stojący na wieży ojciec dziewczyny zauważył ich, od razu poznał tego młodzieńca. Zdjął łuk ze ściany  i strzelił. Wtedy stało się jednak coś niezwykłego. Strzała rozdwoiła się w locie, obie połowy prawie dotarły do celu i ugodziły obie ofiary w pierś, ale ominęły serce. Kilka kropli spadło na ten krzak róży, który mężczyzna podarował swojej ukochanej, a ten natychmiast zakwitł. Wówczas ojciec jakby się przebudził, zrozumiał, że czuwa nad młodymi opatrzność i pozwolił córce wyjść za mąż.

Gdy młody kupiec wyzdrowiał wyprawiono naprawdę huczne wesele, a potem szczęśliwa młoda para żyła długo i szczęśliwie ciesząc się powszechnym szacunkiem. Kiedy Pińczów stał się miastem to rozdartą na dwie części strzałę umieszczono w jego herbie. Swoją rolę odegrała też róża, która dała początek wielu pięknym ogrodom. Sam Pińczów nazwano zresztą „miastem róż”.

Tyle mówią legendy, a dzisiaj Pińczów jest miastem naprawdę atrakcyjnym, w którym zabytków zdecydowanie nie brakuje. 

Czytaj dalej: