Nie żyje Pan Hos z „Drwali i innych opowieści Bieszczadu”
Andrzej Hermanowicz, znany również jako Pan Hos, nie żyje. Informację o śmierci bohatera serialu dokumentalnego „Drwale i inne opowieści Bieszczadu” pokazywanego na antenie Polsat Play jako pierwszy podał lokalny portal wbieszczady.pl. Wkrótce przygnębiające wieści potwierdziła stacja.
Dziś rano dotarła do nas smutna wiadomość: prosto z Bieszczad na niebieskie połoniny powędrował Andrzej Hermanowicz, czyli legendarny Pan Hos. I choć ta bieszczadzka historia dobiegła końca, to nikt nie odchodzi do końca, dopóki żyje w ludziach pamięć o nim. A my pamiętamy. Panie Hos, do zobaczenia – przekazał Polsat, żegnając Andrzeja Hermanowicza.
Pogrzeb bohatera „Drwali i innych opowieści Bieszczadu” ma odbyć się 21 czerwca 2023 roku o godzinie 11.00 w Polanie, z której Pan Hos pochodził.
Andrzej Hermanowicz – kim był bohater programu Polsatu?
Andrzej Hermanowicz zyskał dużą popularność dzięki programowi Polsat Play „Drwale i inne opowieści Bieszczadu”. Przez udział w dokumentalnej serii zaczął być kojarzony przez wielu ludzi. Fani często przyjeżdżali do niego do Polany, by na własne oczy zobaczyć miejsce, w którym żył. Jak pisze wbieszczady.pl, Hermanowicz był osobą gościnną, dlatego zawsze chętnie rozmawiał z ludźmi czy też robił sobie z nimi wspólne zdjęcia.
Dla mnie był zawsze dobrym człowiekiem, zawsze wesoły, a inni niech mówią, co chcą. Zapamiętam go jako człowieka uśmiechniętego z bardzo pozytywnym podejściem do wszystkiego – powiedziała portalowi jedna z osób, która często bywała w jego progach.
Hosika poznałem dawno temu. Od razu było widać, że jest to osoba z dobrą duszą, uśmiechnięty, przyjazny, oddałby każdemu serce na dłoni. Kochał dzieci, zwierzęta. Jego wiernym przyjacielem był pies Bartek, który chodził za nim krok w krok. Często do niego jeździłem. Jeżeli nie zastałem go u siebie, to był pod sklepem. Zawsze chętnie opowiadał różne historie. Hos był jedną z niewielu osób, które mogę określić jako najwspanialsze, jakie udało mi się spotkać w życiu. Był człowiekiem zaradnym, jak trzeba było pójść do roboty, to poszedł. Niejeden mógł mu zazdrościć życia – wspomina w rozmowie z lokalnym medium przyjaciel Hermanowicza Janusz Cybull.
