Robert Lewandowski bez żony na prezentacji w Chicago Fire
W ostatnich dniach czerwca świat obiegły wieści o transferze Roberta Lewandowskiego z FC Barcelony do amerykańskiego Chicago Fire. Głośno zrobiło się także o wpisie Anny Lewandowskiej, która postanowiła otwarcie napisać o swoich obawach. „Mogłabym wrzucić zdjęcie z uśmiechem, napisać, że ‘jedziemy po nowe’ i udawać, że wszystko jest idealnie. Ale nie jest” – przyznała wówczas.
„Cholernie się boję. (…) Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża. (…) Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie. (…) Życie u boku sportowca to nie tylko blaski, to też trudne, rodzinne kompromisy” – wyznała szczerze, podkreślając przy tym, że mimo to wspiera męża „z całych sił”.
Pamiętny post „Lewej” wywołał duże emocje. Jedni docenili jej szczerość, inni zaczęli krytykować. Uszczypliwe komentarze nie ustały, gdy trenerka po smutnym wyznaniu zaczęła dzielić się w sieci tymi lepszymi momentami swojego życia. Ostatnio, gdy Robert Lewandowski wyleciał już do Stanów Zjednoczonych, ona bawiła się na koncercie Bad Bunny’ego.
„Lewy” nie pozostawił wątpliwości ws. Anny Lewandowskiej
Kiedy trenerka pochwaliła się na Instagramie relacją ze wspomnianego wydarzenia, internauci znów zaczęli jej dogryzać: „Świetnie, że wspierasz męża, gdy zaczyna pracę w nowym klubie”, „Super, że może pani odreagować tę stresująca sytuacje z przeprowadzką, podczas gdy Robert spędza samotnie pierwsze dni w nowym domu”.
W końcu „dość” powiedział sam Robert Lewandowski. Piłkarz, nie chcąc milczeć, zdecydował się zamieścić pod wpisem żony krótki, ale wymowny komentarz. Dał nim jasno do zrozumienia, że osoby tak chętnie oceniające Annę Lewandowską nie mają pojęcia o ich życiu. Zwrócił się najpierw do internautów, a potem bezpośrednio do Ani:
Spokojnie, moja największa fanka kibicuje mi z każdego miejsca na ziemi – czasem z trybun, czasem przed telewizorem w drodze na koncert, bo sama ma mnóstwo pracy. Dumny z niej jak zawsze! Wytańczyłaś się za nas dwoje!
Post on Instagram
Post on Instagram
