„To już paranoja!”. Strasburger ostro reaguje na pomysł nowej wersji „Nocy i dni”

Netflix ogłosił plany realizacji nowego, ośmioodcinkowego serialu na podstawie powieści „Noce i dnie”. Kultowa ekranizacja Jerzego Antczaka z 1975 roku do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dzieł polskiej kinematografii. Karol Strasburger, niezapomniany Józef Toliboski, nie kryje rozczarowania pomysłem nowej adaptacji. Aktor nie owija w bawełnę: „To przedsięwzięcie jest niepotrzebne” – mówi.
Powstaną nowe „Noce i dnie”? Strasburger ostro komentuje, fot. AKPA/Kurnikowski

Netflix bierze się za „Noce i dnie” – klasyka na nowo?

Po nowej „Lalce”, która jeszcze nie miała swojej premiery, Netflix zapowiada kolejną adaptację wielkiego polskiego klasyka. Tym razem na tapet trafiły „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej. Kultowa ekranizacja Jerzego Antczaka z 1975 roku, z Jadwigą Barańską i Jerzym Bińczyckim, zdobyła nominację do Oscara i na stałe zapisała się w historii polskiego kina. Nic dziwnego, że wieść o nowej wersji wywołała ogromne emocje, tym bardziej, że twórcy zapowiadają świeże spojrzenie na losy Barbary i Bogumiła Niechciców. 8-odcinkowy serial ma być współczesną interpretacją powieści Marii Dąbrowskiej. W główne role wcielą się Tomasz Schuchardt i Jaśmina Polak,

Powstaną nowe „Noce i dnie”? Strasburger ostro komentuje

Karol Strasburger, który w kultowej produkcji zagrał Józefa Toliboskiego, w rozmowie z Plejadą nie kryje, że pomysł nowej adaptacji budzi w nim sprzeciw. „To z mojej strony trochę niezręczne, bo nie jest moją rolą mówić, co powinno się robić, a czego nie. Uważam jednak, że to przedsięwzięcie jest niepotrzebne. Film 'Noce i dnie' cały czas funkcjonuje w przestrzeni publicznej – jest regularnie powtarzany, żyje wśród widzów. Niedawno obchodzono 50-lecie jego powstania, wciąż odbywają się wydarzenia z nim związane, na które jestem zapraszany. Mam na myśli choćby taniec na rynku w Kaliszu, gdzie wspólnie tańczyliśmy słynnego 'walca Barbary' skomponowanego przez Waldemara Kazaneckiego. Ten walc i nenufary stały się najsławniejszą sceną polskiego kina. To wybitne dzieło, które startowało do Oscara i do dziś pozostaje bardzo obecne w świadomości widzów, dlatego robienie czegoś podobnego w momencie, gdy ten film wciąż tak silnie funkcjonuje, moim zdaniem mija się z celem” - mówił. 

„Nie ma sensu powielać klasyków”

Aktor podkreślił, że powielanie klasyków nie ma sensu, zwłaszcza gdy oryginał wciąż zachwyca widzów. „Sztuka jest wolna i każdy ma prawo realizować to, co chce. Jeśli ktoś ma odwagę i potrzebę, by coś zrobić, to jego sprawa i jego problem. Podobnie jak to, jak zostanie to przyjęte i czy widzowie będą chcieli to oglądać. Nie mogę więc mówić: 'nie róbcie tego', ponieważ każdy dysponuje swoim budżetem i może realizować własne pomysły” – tłumaczył.

Chodzi mi tylko o to, że robienie czegoś bardzo podobnego nie ma sensu. Jeśli ktoś stworzył już dobrego Mercedesa, to robienie kolejnego, trochę innego „Mercedesa” nie ma sensu. Albo, jeśli Leonardo da Vinci namalował „Damę z łasiczką”, to nie maluje się drugiej takiej samej.

Strasburger przypomina, że nowa adaptacja będzie narażona na nieustanne porównania.

Zwłaszcza, że nowy serial nieuchronnie będzie narażony na porównania. Jeśli ktoś chce dziś opowiedzieć historię o samotności, kobiecie uwikłanej w miłość i podobnych tematach, to może lepiej byłoby napisać własny scenariusz, zamiast sięgać po Marię Dąbrowską i „Noce i dnie”, a jednocześnie próbować opowiedzieć tę historię na nowo po swojemu – podkreślił.

Muzyka, która stała się legendą

Film „Noce i dnie” to nie tylko wybitna gra aktorska, ale i niezapomniana muzyka Waldemara Kazaneckiego. Strasburger podkreśla, jak trudno będzie dorównać oryginałowi: „Prowadziłem niedawno koncert muzyki filmowej z 'Nocy i dni' w Siedlcach i byłem zdumiony, jak wspaniała jest ta muzyka. No bo co tu dużo mówić – jeśli Chopin napisał kilka wybitnych koncertów, to nie pisze się ich jeszcze raz. One już są, są świetne i grane od lat. Trzeba tworzyć własną muzykę, własny scenariusz, własny pomysł”.

„To już paranoja”

Aktor nie przebiera w słowach, komentując zapowiedzi „nowego spojrzenia” na klasykę: „A jeśli ma to być jakieś 'inne spojrzenie' o którym mówią twórcy, no to już w ogóle paranoja. Jeśli robimy adaptację konkretnej książki i opowiadamy o konkretnym bohaterze, to nie można nagle odwrócić wszystkiego i zrobić historii zupełnie o kimś innym. Bohaterowie 'Nocy i dni' to wyraźnie określona para, która szukała swojego szczęścia. Nie da się nagle uczynić główną postacią kogoś innego i opowiedzieć inaczej jego życie”.

Kto zagra Toliboskiego? Strasburger z dystansem

Zapytany o to, kto mógłby wcielić się w postać Toliboskiego, Strasburger odpowiada: „Nie wypowiadam się specjalnie na ten temat, bo po pierwsze nie wiadomo nawet, czy taka postać miałaby się w nowej wersji pojawić. Poza tym jest to postać w dużej mierze stworzona przez Jerzego Antczaka, przez muzykę i – przy okazji – przeze mnie. Oczywiście ktoś może 'pozrywać kwiaty' i zrobić wersję współczesną: zamiast koni dać Ferrari, zamiast wozu motocykl. Dziś ludzie mają różne pomysły. Ale przepraszam, to pobrzmiewa komercją i nie jest 'po Bożemu'”.

Sztuka wymaga szacunku

Strasburger : „Uczyli mnie Holoubek i inni wybitni artyści, jak należy traktować sztukę. Jeśli Hamlet jest napisany, to trzeba go zagrać tak, jak został napisany – prawdziwie, dobrze i uczciwie. Nie robić z niego kobiety, nie kazać mu jeździć na motocyklu. Po prostu trzeba to dobrze zrobić. A 'dobrze' jest najtrudniejsze – znacznie łatwiej zrobić dziwactwa: założyć Hamletowi krótkie spodenki albo wsadzić Pana Tadeusza na motocykl. Tylko że to szkoda sztuki i szkoda wysiłku”.

„Jerzy Antczak włożył w ten film całe serce, dlatego wydaje mi się, że najlepiej byłoby go zostawić w spokoju i zrobić po prostu inny film. Podsumowując, nikomu niczego nie zabraniam, choć czasem mam wrażenie, że dziś brakuje pewnego zastanowienia czy pokłonu wobec tego, co już zostało zrobione. Dawniej szanowaliśmy rzeczy, które zostały stworzone dobrze” – tłumaczył.

Dlatego nie piszemy drugiego „Hamleta”, bo Szekspir już go napisał, nie piszemy drugich „Dziadów”, bo zrobił to Mickiewicz. Są dzieła, które po prostu trzeba zostawić w spokoju. I wydaje mi się, że to jest właśnie jeden z takich przypadków. 

Czytaj dalej: