Koreańskie dramy na Netflixie: „Pułapka na myszy”
28 sierpnia serialowa biblioteka Netflixa powiększyła się o nową koreańską k-dramę kryminalną pt. „Pułapka na myszy”. Produkcja w zaledwie kilka dni zdobyła tak duże zainteresowanie, że udało się wejść do zestawienia dziesięciu najchętniej oglądanych przez polskich widzów seriali na platformie. Produkcja na razie zajmuje dziesiątą pozycję, a przed nią są takie tytuły, jak: „Moja wspaniała kariera”, „Love is blind: Wielka Brytania”, „Salish i Jordan Matter” czy „Outer Banks”.
Post on Instagram
Kradzież tożsamości, blokada pieniędzy i tajemniczy „Szczur”
Serial przedstawia historię Moon-jae, pisarza, który z wyboru prowadzi ciche, odizolowane życie i stroni od ludzi. Jego uporządkowana codzienność zostaje jednak nagle wywrócona do góry nogami, gdy odkrywa, że ktoś zaczął posługiwać się jego tożsamością. Telefon przestaje rozpoznawać jego odcisk palca, dotychczasowe hasła nie działają, a dostęp do środków finansowych zostaje zablokowany. Wszystko wskazuje na to, że tajemnicza osoba krok po kroku przejmuje jego życie. Bohater odkrywa, że za całym zamieszaniem ma stać postać ukrywająca się pod pseudonimem „Szczur”. Czy sytuację uda się jeszcze opanować?
Całość jest klasyfikowana jako miniserial – ma dziesięć odcinków, a każdy trwa około 55 minut.
„Broni się pomysłowym punktem wyjścia”
Pierwsi widzowie ocenili już serial na IMDb i przyznali mu średnią 7 na 10. Nieco niższą notę produkcja uzyskała na Filmwebie – tu średnia wynosi 6,7 w dziesięciogwiazdkowej skali. Z komentarzy możemy wywnioskować, że „Pułapka na myszy” ogólnie spełnia oczekiwania widzów, jednak wielu z nich zwraca uwagę na to, że w pewnym momencie tempo zwalnia, przez co całość zaczyna się trochę dłużyć.
Największym atutem serii są kreacje aktorskie oraz przekonująca dynamika między dwojgiem głównych postaci. Dopracowana, zimna oprawa wizualna potęguje klaustrofobiczny klimat niepewności. Produkcja miewa jednak zauważalne problemy. W drugiej połowie scenariusz przesadza z liczbą twistów i lukami logicznymi, zamieniając subtelny niepokój na rzecz konwencjonalnych rozwiązań. Nierówne tempo oraz przeładowanie podwątkami bywają męczące. Mimo że finał pozostawia widza z poczuciem niedosytu i chaosu, całość broni się pomysłowym punktem wyjścia oraz pytaniami o granice własnej tożsamości – pisze jedna z internautek.
