Film Guya Ritchiego właśnie przeżywa swój renesans. Widzowie dają mu 7/10!

Miał być początkiem wielkiej sagi i spektakularnym sukcesem, a stał się jedną z największych finansowych wpadek w historii Warner Bros. Dziś „Król Artur: Legenda miecza” zyskuje drugie życie w sieci, budząc skrajne emocje widzów na całym świecie. Jest dostępny w streamingu, m.in. na HBO Max, Apple TV czy Playerze.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Kadr z filmu „Król Artur: Legenda miecza”,fot. Daniel Smith, źródło: PAP

„Król Artur: Legenda miecza”: nowoczesne spojrzenie na legendę 

Guy Ritchie, znany z dynamicznego montażu i niepowtarzalnego stylu, postanowił opowiedzieć historię króla Artura w sposób daleki od klasycznych ekranizacji. W tej wersji przyszły władca nie wychowuje się na dworze, lecz w surowej rzeczywistości londyńskiego półświatka. Charlie Hunnam, który wciela się w tytułowego bohatera, przechodzi drogę od ulicznego rozrabiaki do przywódcy, który staje się symbolem buntu przeciwko tyranii.

Film nie stroni od widowiskowych scen walk, efektów specjalnych i elementów fantasy, które mieszają się ze współczesną energią i industrialną estetyką. Ritchie rezygnuje z patosu na rzecz szybkiego tempa oraz wyrazistych postaci, serwując widzom nowoczesną interpretację legendy o Excaliburze.

„Król Artur: Legenda miecza”: kulisy i obsada

Prace nad „Królem Arturem: Legendą miecza” rozpoczęły się z rozmachem godnym hollywoodzkiego blockbustera. Produkcja pochłonęła aż 175 mln dolarów, a w obsadzie znaleźli się m.in. Charlie Hunnam, Jude Law, Àstrid Bergès-Frisbey i Eric Bana. Twórcy planowali całą serię filmów, które miały ożywić legendy arturiańskie dla nowego pokolenia.

Charlie Hunnam
źródło: Charlie Hunnam, fot. Charbonneau/REX/Shutterstock/EAST NEWS

Zdjęcia realizowano w malowniczych plenerach Wielkiej Brytanii, a za muzykę odpowiadał Daniel Pemberton, łącząc elektroniczne brzmienia z… folkiem. Całość promowano z dużym rozmachem – tylko na marketing przeznaczono ponad 100 mln dolarów.

 „Król Artur: Legenda miecza”: czy warto obejrzeć?

Mimo szerokiej kampanii promocyjnej i wysokiego budżetu, film nie spełnił pokładanych w nim nadziei. W światowych kinach zarobił ok. 149 mln dolarów, nie pokrywając kosztów produkcji i promocji. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wpływy wyniosły zaledwie 39,2 mln dolarów, co ostatecznie przekreśliło plany na kolejne części serii.

Kadr z filmu  „Król Artur: Legenda miecza”
źródło: Kadr z filmu  „Król Artur: Legenda miecza”, fot. Chris Raphael/PAP

Krytycy nie byli łaskawi. Produkcji zarzucano nadmiar efektów wygenerowanych komputerowo, chaotyczny montaż i brak wierności klasycznym motywom legend arturiańskich. Na Rotten Tomatoes pozytywnie oceniło ją 31% recenzentów, a w serwisie Metacritic film uzyskał 41 na 100 punktów. Z kolei na Filmwebie użytkownicy przyznali mu 7/10, a krytycy 6,3/10.

Choć „Król Artur: Legenda miecza” nie zdobył uznania krytyków i zawiódł finansowo, z czasem zyskał wierne grono fanów. Widzowie, którzy oczekiwali dynamicznej akcji i świeżego podejścia do znanej historii, docenili energię i rozmach filmu. W badaniach CinemaScore produkcja otrzymała ocenę B+, a wśród widzów Rotten Tomatoes uzyskała znacznie wyższy procent pozytywnych opinii niż wśród krytyków.

Obecnie film przeżywa renesans popularności na platformach streamingowych, gdzie trafia do nowych odbiorców i budzi coraz większe zainteresowanie, zwłaszcza wśród miłośników widowiskowego kina fantasy.

Czytaj dalej: