Justyna Steczkowska: kariera i Eurowizja
Justyna Steczkowska to jedna z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej. Kobieta od lat słynie z niesamowitego głosu, ale potrafi również grać na skrzypcach – na gdańskiej Akademii Muzycznej przez dwa semestry studiowała instrumentalistykę. Talent wokalistki mogła podziwiać także cała Europa – artystka dwa razy pojawiła się na eurowizyjnej scenie, gdzie reprezentowała Polskę. Pierwszy raz wydarzyło się to w 1995 roku, kiedy do Dublina pojechała z utworem „Sama” i zajęła 18. miejsce. Z „Gają” wystąpiła natomiast Bazylei i uplasowała się na 14. pozycji – telewidzowie przyznali jej wtedy aż 139 punktów, co było siódmym najlepszym wynikiem stawki.
„Przestałam wysyłać żale do świata”
Wokalistka przez dłuższy czas opiekowała się chorującą mamą – opowiedziała o tym nieco więcej w podcaście na kanale „Lustra”. Przyznała tam, że miała w tym czasie pomoc opiekunek, ale nie wszystkie z nich miały chęci, by naprawdę wesprzeć rodzinę. Steczkowska, jak sama o sobie mówi, była wtedy „punktem odniesienia i stałym elementem, który tam był”. Pomimo trudności, jakie niosła za sobą ta cała sytuacja, uniosła to wszystko, ponieważ sama zrozumiała, że robi to, bo kocha mamę i jest jej wdzięczna za całe życie.
Robię to, bo ją kocham i jestem jej naprawdę wdzięczna. I tak było. Dzięki temu uniosłam to, przestałam płakać nad tym, przestałam wysyłać żale do świata… – opowiedziała.
Justyna Steczkowska: cytaty
Artystka przyznała, że takie doświadczenia życiowe sprawiły, że na scenie mogła być jeszcze bardziej prawdziwa.
Bez doświadczeń, prawdziwych, ludzkich, ten głos nie zyskuje na wartości. A kiedy zyskuje na wartości? Kiedy ty jako człowiek zyskujesz. (…) Opowiadasz o czymś z perspektywy kogoś, kto to przeżył. To jest najważniejsze.
Teresa Lipowska: „Starość jest straszliwa i...”
Wyznała też, jak to działa na przykładzie jej muzyki i osób, które jej słuchają.
– Jak ja śpiewam taką „Marię Magdalenę” i poruszam głęboko ludzi, naprawdę głęboko, że oni płaczą, piszą listy, że dzięki mnie uniknęli samobójstwa, że wyszli z ciężkich traum, ze ta muzyka im pomogła, że przy medytacji się oczyścili i spadł z nich ciężar, który nosili latami. Po jednym koncercie. Co to oznacza? Nie, że ja jestem cudotwórcą, nie jestem. Jestem tylko osobą, która pokazała im drogę do siebie samych.
To jest kwestia poziomu twojej świadomości, ale też miłości i otwartości do innych ludzi, więc im mniej masz w sobie, gniewu, żalu, pretensji do świata, tym lżejszy jesteś dla tego świata, ludzi i ludzi z jakimi pracujesz.
